Przedział #3

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Go down

Przedział #3

Pisanie by Kronikarz on Sob Cze 08, 2013 3:48 pm

First topic message reminder :

***
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down


Re: Przedział #3

Pisanie by Michael Cousland on Sob Sie 17, 2013 5:01 pm

Chłopak miał nadzieję, że nie dostanie mocno. A jednak się omylił. Wpierw dostał z główki w nos, przez co może z kapinkę krwi poleciało. Nie tego oczekiwał po Spencerowi. Przecież wiedział, że chłopak nie jest zbytnio skłonny do bójek, więc skąd on znał takie manewry? To było naprawdę trudne pytanie, lecz już Gryfon wie, że nie wolno go ignorować. Tak samo, że nie może pakować się w bójki, gdy jest od razu po pełni, bo wtedy to on może przegrać, nie jego przeciwnik. Oj, srogo potem za to zapłaci.
Potem następny cios, tym razem w łuk brwiowy. Przymrużył lekko oczy pragnąc dowalić jeszcze Spencerowi. Za to zanim dając cios chłopakowi, złapał się za szyję. Nagle poczuł uderzenie, które do najprzyjemniejszych nie należało. Miewał gorsze, fakt, ale no upadek był dla niego bolesny. Skrzywił się mocno przykładając rękaw bluzki do lekko krwawiącego nosa. On tylko obserwował, jak Megan dała Spencerowi w twarz, po czym ujrzał jej pomocną dłoń. Już się jej chwycił, gdy nagle ktoś złapał go od tyłu. Spojrzał za siebie i ujrzał jakiegoś faceta, a za nim ... profesora Snape'a. FUCK, ale się wszyscy wkopali. I to wszystko jest jego wina. Nie, przecież to Spencer jego nie posłuchał. Wszystko na Spencera mógł przecież zwalić. Efekt tego, że się Miśka nie słucha.
Z początku Misiek się nie odezwał, bo to co chciał powiedzieć, z pewnością nie byłoby to miłe ani grzeczne. Przecież nie powie nieznajomemu, by go puścił i nie trącał się w ich prywatne sprawy przy profesorze Snape. Aż taki głupi, to nie jest, jak mogłoby się wydawać.
Gdy Snape spytał się, kto rozpoczął bójkę, Misiek spojrzał na Krukonów. On nie chciał się do tego przyznać, szczególnie przed NIM. Ale te oczy świdrujące, gryfon myślał, że nie ma wyjścia, jeśli istnieje jakakolwiek szansa na to, aby dalej zostać w Hogwarcie. Bo z pewnością bójka zostanie mu odnotowana. Z resztą u niego kartoteka już jest bogata i naprawdę niewiele mu potrzeba, by wywalić go ze szkoły.
- Ja zacząłem, profesorze.- powiedział cichym tonem. Nie śmiał się głośniej mówić, lecz spojrzał mu prosto w oczy. Głupi sądził, ze tu nie ma żadnych nauczycieli. Jednak nadzieja matką głupich.
avatar
Michael Cousland
GRYFFINDOR

Liczba postów : 111
Galeony : 37
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Spencer Scythe on Sob Sie 17, 2013 5:25 pm

Kiedy Megan go uderzyła, nie wytrzymał napięcia i z bliska przywitał podłogę. Szybko się jednak podniósł. Natomiast gdy już mu się udało stać, był bliski kolejnego rzucenia się w objęcia matuszki ziemii. No to już chyba przesada. Czemu akurat teraz musieli patrolować korytarz? Tajemniczo musieli na nich trafić. Któreś z nich było pechowcem. A z racji że to Michaś zaczął, to na pewno on był pechowcem. Biedny Spencer, żeby mieć tak pechowych znajomych. Jak tak dalej pójdzie to pociąg się wykolei i połamią im się różdżki żeby nie mogli się bronić przed śmiercią. Albo co gorsza - po powrocie do Hogwartu Spencer nasiąknie tą aurą Michasiowości i dostanie P na owutemach. A tego już by nie zniósł. Tak czy siak - stało się. Grunt że w pewien sposób prowadził! W końcu to jego rywal był na ziemii, a nie on. Czyli w tabeli przeskoczył przynajmniej o 10 punktów do przodu. Ale z kolei Megan pomagała Gryfonowi oklepywać biednego Spencera, czyli spadł o 5 punktów. Tak czy siak 5 punktów przewagi! To lepsze niż nowa książka! No bez przesady, nie aż tak. Hmm, cóż, to pora przynajmniej zabłysnąć. Skoro szanowny profesor Snape i tak go nie lubił, to co mu tam, wkopie się razem z Michałkiem, pokazując swą wielką odwagę. Byle bez przesady, bo próba odstraszenia nauczyciela szamponem to byłby straszny pomysł. Takiego braku szacunku nieśmiałby się okazać nikomu. No może Malfoyowi. Ale na pewno nie komuś kto swą wiedzą w zakresie eliksirów go przewyższał. To zasługiwało na szacunek. Swoją drogą kim był ten drugi? Wyglądał trochę jak członek zespołu Fatalne Jędze. Czy jakoś tak. Nieważne, nie o tym miał myśleć. Tylko nie patrz Snapowi w oczy - to powinna być dewiza wszelkich rozmów z mistrzem eliksirów.
-To prawda szanowny panie profesorze, że Michael zaczął, jednakże ja oddałem, więc jestem tak samo winny jak on. I nie uważamy że wszystko nam wolno panie..eeyy...szanowny panie. To był tylko nadmierny poziom testosteronu we krwi, który często wpływa na zachowanie zarówno mężczyzn, jak i chłopców, a Ci dorastający borykają się z tym problemem najczęściej. Oczywiście bardzo żałujemy swym niecnych czynów i to się nie powtórzy, bowiem wiemy że zachowaliśmy się jak szczeniaki, podczas gdy powinniśmy być dojrzałymi wilczurami.-powiedział lekko wymuszonym skruszonym tonem. Co z nim było nie tak, że nawet teraz musiał się wymądrzyć? A zresztą - co za różnica.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Megan Vaye on Sob Sie 17, 2013 7:42 pm

Megan naprawdę była wściekła. Nie rozumiała, czemu ta dwójka tak nagle bez pardonu rzuciła się na siebie. Przecież jeszcze przed chwilą żartowali i dobrze się bawili. Wszystko było w porządku. Owszem trochę sobie dogryzali, ale to tylko takie przyjacielskie zaczepki. A potem tylko usiedli i od razu zaczęli się bić. Takich bezsensownych sprzeczek to ona nie lubiła.
Kiedy tylko chciała pomóc koledze z Gryffindoru wstać, ktoś go nagle podniósł za fraki i wrzucił do przedziału. Spojrzała na drugą osobę która nad nią stała i dostrzegła Czarnego Nietoperza Hogwartu. Znaczy się, Mistrza Eliksirów. Niech to szlag. Akurat musieli wpaść na Niego, jednak po chwili Meg sobie coś uświadomiła. przecież nie byli jeszcze w Hogwarcie więc nie mogli dostać żadnego szlabanu czy ujemnych punktów. Aczkolwiek pewnie poinformują opiekunów ich domu. Chyba najgorzej wyjdzie na tym Michael. McGonagall nie była wcale taka miła, a u jej opiekuna jakoś się to wytłumaczy.
Weszła do przedziału i spojrzała na osobę która podniosła Gryfona do pionu. I o mało co nie wyrwało jej się przekleństwo z ust. Przed nią stał ten facet który ją zaczepił w Dziurawym Kotle. Więc on jednak jest nauczycielem. Znaczy, ok, nie była tym przerażona, jeśli chodzi o to, że tak mu gadała. Raczej była tym zaskoczona, że to okazało się prawdą. Ale i tak czy siak, nie była jakoś przestraszona, tym że tak mu dogryzała.
Stanęła więc obok chłopaków patrząc to na jednego to na drugiego. Była na obydwóch wściekła. I nie zamierzała im odpuścić. Kiedy Snape spytał kto zaczął ona milczała. Dopiero kiedy Michael się przyznał, to ta kiwnęła głową na znak, że to prawda. Potem to tłumaczenie Spencera.
- Nie powinno do tego dojść, naprawdę Panie Profesorze. Nie wiem co ich napadło. Nie powinni się zachowywać jak bezmyśle dzieciaki. - wytłumaczyła jednak w sumie nie było można powiedzieć jednogłośnie czy tak naprawdę mówiła do Profesora czy chciała coś powytykać jeszcze chłopakom.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Reno Hudson on Sob Sie 17, 2013 8:02 pm

Reno stał trzymając winnego za fraki. Może nie był to najbardziej kulturalny sposób pomagania zarówno sprawcy jak i ofierze bójki ale w tym momencie Hudsona nie wiele to obchodziło. Teraz ważniejsze było to, że cała trójka złamała regulamin.
- Ładnie pan zaczyna podróż do Hogwartu. Nie wiem czy mam pana zostawić, wysadzić na najbliższym postoju czy w tym momencie odesłać do domu… – zaczął ale przypomniał sobie, że nie są jeszcze na terenie szkoły i nie obowiązuje tu jej regulamin, a szkoda. Patrzył na chłopaka i jakoś nie przyjął jego tłumaczenia.
- Odstawianie rycerzyków zostawcie sobie na wakacje, a te przypominam zarówno panu jak i pozostałej dwójce gagatków, że z dniem dzisiejszym się one skończyły. Ponadto mogliście wywołać poważne zagrożenie nie tylko dla siebie ale również dla innych członków pociągu. I proszę nie mówcie mi, że przyczyną była dziewczyna bo w to nie uwierzę. – powiedział. Jego ton głosu się zmienił a oczy lekko się zwęziły. Odpuścił wreszcie temu uczniowi, którego trzymał i spojrzał na kolejnego, który zaczął się tłumaczyć.
- Nie wiem do jakiego domu należysz ale sądząc po zapalczywości mogę cię przyporządkować zarówno do Gryffindoru jak i do Ravenclawu. I jeśli moje przypuszczenia są prawidłowe, a pan należy do domu Kruka, to chyba cała pańska mądrość musiała gdzieś wyparować a pan musiał mieć zaćmienie umysłu by postępować tak nie logicznie, a zarazem niedojrzale. Szkoda, że to co pan powiedział teraz nie przyszło panu do głowy wcześniej. – mężczyzna prawie warknął wypowiadając ostatnie słowa. Powodem jednak nie był stojący przed nim Krukon tylko dziewczyna, która również zaczęła się tłumaczyć.
- No gratuluję dedukcji. Rzeczywiście nie powinno do tego dojść. Słucham co macie na usprawiedliwienie swojej skrajnej głupoty? – zapytał. Zapomniał, że jest z nim Snape i zapewne ich strach jest skierowany bardziej w kierunku Mistrza Eliksirów niż w jego osobę.
- A kim ja jestem dowiecie się na uczcie. – dodał i spojrzał na starszego kolegę.
avatar
Reno Hudson
NAUCZYCIEL

Liczba postów : 59
Galeony : 30
Skąd : Stoke - on - Trent, Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Severus Snape on Sob Sie 17, 2013 8:18 pm

Snape wiedział, że uczniowie się go boją. Nie po to wyrobił sobie opinię najbardziej mściwego i zarazem też niebezpiecznego nauczyciela w szkole, by potem dać się skruszyć marnym wymówkom kilku uczniów.
Słysząc, że Gryfon się przyznał, jego wargi niebezpiecznie drgnęły. No cóż, chłopak gdyby chodził na eliksiry, to już Snape dałby mu popalić. Tak, to ma częściowe szczęście, lecz to nie znaczy, że Sev nie będzie go bacznie obserwować. Tak dobrze, to raczej nie będzie, o nie.
Snape miał ochotę się śmiać, że Reno może stać się jego następcą, gdy Mistrz Eliksirów opuści mury Hogwartu. O to właśnie chodziło. Nie dać się popaść w emocje, które są wywoływane przez uczniów. Zachowanie Reno'a bardzo się Sevkowi podobało.
Snape słysząc słowa profesorka, złączył ręce mając nadzieję, że uczniowie nie będą długo czekać z wyjaśnieniami.
- I żeby wszystko było jasne. Wasi opiekunowie dowiedzą się o tym wybryku, i gdybyście byli pod moją pieczą, starałbym się o wydalenie Was ze szkoły. A szczególnie pana Couslanda.- powiedział do każdego ucznia swym surowym tonem. Co małego profesorka, wie że będzie stawiał taryfę ulgową, ale nie Minerwa. Przynajmniej Gryfon poczuje odpowiedzialność za tę bójkę. A resztę już na zajęciach odpowiednio ukarze.
avatar
Severus Snape
NAUCZYCIEL

Liczba postów : 31
Galeony : 14
Skąd : Spinner's End, Cokeworth
Multikonta : Kronikarz

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Michael Cousland on Sob Sie 17, 2013 8:30 pm

Misiek nie sądził, że ktoś będzie chciał z nim łączyć się w bólu. Także nie przeczuwał, że Spencer i Meg będą chcieli z nim zostać ukarani. Chyba będzie miał u nich dług wdzięczności, bo sam z pewnością nie chciałby być ukarany. I tak go przeraża Nietoperz i wizyta i McGonnagall. To chyba będzie najgorsze, co mogło go spotkać. A jeszcze będzie jej musiał powiedzieć o swym wilkołactwie i załatwić eliksir u Nietoperza. Ale sobie spaprał, doprawdy.
Czując, że nowo przybyły puszcza go, podszedł do Megan i spojrzał na Snape'a i nieznajomego. Poprawił sobie tylko szatę i spojrzał na nowego, od którego leciał niebezpieczny ton.
- Dziewczyna, prze pana. Bo o co mogło się pobić dwójka chłopaków, którzy mają nadmiar testosteronu?- odparł. No przecież nie powie mu, że dokładniej chodziło o miejsce koło Megan. Ale koniec końców, wszystko wiązało się do Megan, a ona jest płci żeńskiej. Podsumowując, chodziło tu wyłącznie o dziewczynę.
-Tja- wymamrotał na słowa nieznajomego. Pewnie, że się wtedy dowiedzą, bo po to tam raczej jadą. A jeśli on tu jedzie, to musi być jakimś profesorkiem. A jeśli tak jest, to jemu póki co było obojętne. Jak go nie przyłapie i nie da mu okropnego szlabanu, będzie miał gdzieś profesorka. W pociągu wiadomo, każdy psorek ze Snape'm może być odważny, ale czy gdy jest sam, to tak samo się zachowuje?
avatar
Michael Cousland
GRYFFINDOR

Liczba postów : 111
Galeony : 37
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Spencer Scythe on Sob Sie 17, 2013 8:58 pm

Spodziewał się że dostaną ochrzan i zostaną ukarani. W końcu na to zasłużyli. Jednakże padło pare słów za dużo i gdyby ów obcy...waćpan, nie był obstawą Snape'a, Spencer zapewne by się odciął. Nie był zbyt chętny do nienawiści do kogokolwiek, ale obrażanie jego mądrości, a wręcz sugerowanie że znikneła, chociażby czasowo, to byłby świetny powód do kolejnej bójki, tak idąc już "za ciosem". Podczas wysłuchiwania reprymendy miał co prawda głowę spuszczoną, jednakże po usłyszeniu owej jakże przyjemnej sugestii, podniósł ją i spojrzał owemu nieznajomemu w twarz, z taką zimną niechęcią, jaka dotąd była zarezerwowana tylko dla Malfoya. Wysłuchał obu panów do końca i dopiero wtedy zabrał głos.
-Mądrość nie składa się w żadnym stopniu z wody, nie jest żadnego rodzaju cieczą, więc nie może wyparować. Chyba że pan miałby na myśli wspomnienia w myślodsiewni, co możnaby teoretycznie nazwać swojego rodzaju cieczą, ale byłby to równie prymytywny sposób określania, jak mugolskie czytanie w myślach. Dlatego też zakładam iż pana dedukcja jest błedna, a określenie nawet w formie metafory jest nietrafne i strasznie toporne.-powiedział tonem tak chłodnym, ze sam profesor Snape byłby z niego dumny. Natomiast wrogość własnego spojrzenia, jakim obrzucał szanownego długowłosego jegomościa zadziwiałaby nawet Spencera, gdyby mógł zobaczyć się w lustrze. Zdecydowanie ów nieznany waćpan, niezależnie od uczonego przedmiotu, trafił właśnie na dwuosobową, czarną listę nauczycieli, na której nawet Mistrz Eliksirów nie występował, pomimo swojego usposobienia i faktu że prawdopodobnie niezbyt tolerował biednego Krukona. Wyżej wymienionemu nie odpowiadał, bo uznał że nie ma dobrej odpowiedzi, natomiast wszystko co powinno być powiedziane, powiedział już Michael.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Megan Vaye on Sob Sie 17, 2013 9:01 pm

Megan nie za bardzo słuchała obydwóch profesorów. Znaczy słuchała ale nie przejmowała się ich słowami. Owszem, mieli rację, że ta dwójka zachowała się jak totalne dzieciaki, ale to nie jest powód do tego aby ich słuchać. Poza tym trochę nie rozumiała zachowania nauczycieli. Ja rozumiem władza, i wiek i chęć dowartościowania się, ale no czy to trzeba naprawdę obrażać uczniów. Zwykle by Meg coś by odwarknęła ale chwilowo byli już i tak w kiepskiej sytuacji, to raz, a dwa, naprawdę była wściekła na dwójkę. Nie wiedziała na którego bardziej. Chyba na obydwóch tak samo. Na Michaela, że w ogóle zaczął tą bójkę, a na Spencera, że pobił chłopaka aż tak mocno. Ten drugi już od niej dostał, jeszcze ten pierwszy musi od niej oberwać za to.
Kiedy odezwał się do Niej ten facet który wtedy ją zagadał w Dziurawym Kotle, przepuściła jego uwagę o dedukcji. Nie miała zamiaru się dać zdenerwować, chciała tylko aby ta dwójka sobie poszła. Naprawdę ją nie obchodziło, jakie kary i szlabany sobie wymyślą. Naprawdę nie miało to dla niej znaczenia, bo to nie byłby pierwszy ani ostatni raz. Jedyna na czym jej teraz zależało tak naprawdę, to to, aby sobie poszli, a ona mogła tej dwójce powyrzucać jakimi są idiotami aby bić się tak bez powodu. Na chwilę obecną dziewczyna ukrywała swoją wściekłość, aby nie wybuchnąć przed nauczycielami. Jednak wiedziała, że gdy tylko wyjdą to ona nie popuści tej dwójce.
Potem odezwał się znowu Michael. Dziewczyna była tak zła, że odruchowo zaczęła potakiwać głową, jednak kiedy usłyszała, o czym on tak naprawdę mówi, otworzyła szeroko oczy i spojrzała na Niego. Co proszę? Jak to o dziewczynę? Znaczy, że o nią? Miała nadzieje, że ten sobie tylko tak żartuje bo jeśli to była prawda, to miała zamiar im naprawdę zrobić tyradę na ten temat. Westchnęła porządnie, po czym jej wzrok powędrował ponownie na profesorów.
- Rozumiemy , to się już więcej nie powtórzy. - dodała jeszcze patrząc na nich kładąc ręce na biodrach. Niech oni wyjdą, musi im wszystko wygarnąć.
Jednak chyba za wcześnie to powiedziała, bo potem swój wywód zaczął Spencer. Nie spojrzała na Niego. Kiedy ten kończył, może i mało dyskretnie, jednak starała się tak zrobić, nadepnęła mu na stopę, aby pokazać, mu że znowu przesadził. Tym razem jeszcze gorzej, bo powiedział takie coś nauczycielowi.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Reno Hudson on Sob Sie 17, 2013 9:31 pm

Reno czekał na wyjaśnienia i zastanawiał się co też im może jeszcze powiedzieć. Wykazał już im nieodpowiedzialność i brak jakiegokolwiek pomyślunku ale to był dopiero szczyt góry lodowej. Gdy usłyszał za sobą głos Mistrza Eliksirów skinął tylko głową, że całkowicie się z nim zgadza. W koncu o takim zachowaniu powinni dowiedzieć się nie tylko opiekunowie ich domów ale również sam dyrektor Hogwartu. Wtedy ta trójka miała by poważne kłopoty. Po usłyszeniu słów szatyna Hudson tylko pokręcił głową z politowaniem.
-No tak uczniowie szanującej się Szkoły Magii i Czarodziejstwa pobili się o dziewczynę zachowując się nie przymierzając jak bokserzy. No pięknie. Powinno wam się odebrać różdżki na czas tej podróży bo jeszcze wpadnie wam do głowy rzucać zaklęciami. Nadmiar testosteronu to żadne wytłumaczenie. Nie mówiono panu, że nerwy jak również emocje oraz swoją męskość należy trzymać na wodzy? Jeśli nie słyszał pan tego to powiem szczerze nie wiem do pan jeszcze robi w Hogwracie. W końcu młodzieniec z rozbuchanym ego jest równie niebezpieczny co Rogogon Węgnirski. Nie słyszeliście, że w takim stanie nie panujecie nad swoją mocą magiczną? – zapytał i spojrzał po całej trójce. On nie zamierzał im przypominać podstawowych zasad jakimi rządzi się świat czarodziei ale widział, że raczej Historia Magii ani Zaklęcia nie są mocną stroną żadnego z trójki dzieciaków. No cóż będzie miał widać sporo pracy jako nauczyciel. Potem przyszła pora na Krukono – Gryfona, który choć zaczął się tłumaczyć całkiem ciekawie i nawet zajmująco dla Hudsona mówił to takim głosem, że w młodym nauczycielu się zagotowało. Widział w oczach młodzieńca jawną niechęć do jego osoby.
- Panie Kurkonie lub Gryfonie radzę miarkować zarówno emocje jak i uważać na ton wypowiedzi. Nie przedstawiłem się ale według mnie kultura wymaga by starszemu od siebie okazać szacunek, a nie mieszać go z błotem zarówno poprzez ton głosu jak i chłodny wzrok. Jeśli nie mam w tym momencie zawiadomić profesora Dumbledore’a to radziłbym się zastanowić nad sowim zachowaniem. – stwierdził Hudson. Chciał nawet pozbawić obu chłopaków różdżek jednak po chwili zrezygnował z tego pomysłu. Na koniec natomiast zostawił sobie dziewczynę. Spojrzał na nią swoimi ciemnymi, prawie czarnymi oczami i przez chwilę zawiesił spojrzenie na jej oczach.
- Mówi panna, że to się już więcej nie powtórzy? Hmmm… Po pani zachowaniu śmiem w to wątpić. Poprawię pani wypowiedź. To w ogóle nie powinno mieć miejsca. Zrozumiano? – powiedział, a właściwie nadał swojemu miękkiemu głosowi ton krzyku. Choć nikt nie wiedział czy Hudson rzeczywiście krzyknął czy też nie.
avatar
Reno Hudson
NAUCZYCIEL

Liczba postów : 59
Galeony : 30
Skąd : Stoke - on - Trent, Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Severus Snape on Sob Sie 17, 2013 9:39 pm

Severus słuchał tego, co uczniowie mówili. No naprawdę, aby takie słowa rzucać, i to do Reno, który jest nowym nauczycielem? Snape od razu dałby w pysk Scythe'owi nie ważne, co powiedziałby. Wystarczy jego ton, by wziął na wytłumaczenie uderzenie ucznia. Ale tak porządnie walnąć, a nie pogłaskać, jak psa czy kota.
Spojrzał kpiącym wzrokiem na gryfona, po czym z zaciekawieniem obserwował całą tą sytuację. Widać, że Reno nie pozwala sobą pomiatać. Nietoperz przeczuwa, że jeszcze nie jeden raz będzie mógł obserwować wyczyn Reno.
Nic mu nie pozostało, jak obserwować całą scenę z powagą i gniewem. Różdżek im zabierać nie będzie, bo raczej nie zdążyli dojść do zaklęć, i Sev podejrzewał, że też tak nie będzie. Widząc po twarzy Krukonki, na którą zwrócił uwagę teraz, jeszcze da im popalić, jak sobie pójdą.
avatar
Severus Snape
NAUCZYCIEL

Liczba postów : 31
Galeony : 14
Skąd : Spinner's End, Cokeworth
Multikonta : Kronikarz

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Michael Cousland on Sob Sie 17, 2013 9:45 pm

Misiek wpierw spojrzał na Snape’a, a potem na tego nowego. No co, on nic złego nie zrobił. Nawet mu mamrotać pod nosem nie wolno? A gdzie tu są prawa ucznia? On tam zaraz znajdzie, że nie ma takiego zapisku. A jak nie, to może spytać się Spencera, który na ten temat pewnie wiele wie.
To że Megan z pewnością chciała mu wygarnąć, wiedział o tym bardzo dobrze. Spostrzegł jej wzrok szoku na temat tego, co przed chwilą powiedział. No cóż, przy niej będzie musiał improwizować, by jego zauroczenie nie wydało się. Ale co on jej odpowie? Że uderzył go, bo zajął jego miejsce? Głupia odpowiedź, i to nawet bardzo. Może uda się jemu uniknąć tej odpowiedzi i udać zmęczonego? Z resztą, jemu będzie to nietrudno, bo już wcześniej przed bójką, wyglądał nie najlepiej.
A pro po Krukona, słysząc jego słowa, Misiek nabrał powietrza przeczuwając, że może się coś złego stać. Spojrzał na niego zdziwiony, lecz zaraz spojrzał na całe towarzystwo nie wiedząc, co ma zrobić.
-Rogogon Węgierski, jak już. A wracając do tematu, nikt nam nie uświadomił, jak mamy być cicho, przez co potencjalnie możemy stać się groźni. I nawet wie Pa, że nawet osoba nie panująca nad sobą, potrafi wiele zdziałać, niż ta o zamkniętym umyśle?- zuchwale zaczął mówić do nieznajomego. No on musiał poprawić ten błąd, a z tym poleciały dalej jego słowa. Wiedział, ze może tego pożałować, no ale jak już tu siedzi, to pokaże facetowi, ze tak łatwo z nim nie będzie, niż sądzi. A jeśli chciałby zabrać mu różdżkę, to Michaś byłby wściekły na niego. I to bardzo.
- Jasne, niczym słońce na niebie- wymamrotał pod nosem. Czy to się powtórzy? Sam nie wie. Dzisiaj z pewnością już nie, lecz kto wie, czy w szkole znów weźmie udział w jakiejś bójce?
avatar
Michael Cousland
GRYFFINDOR

Liczba postów : 111
Galeony : 37
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Spencer Scythe on Nie Sie 18, 2013 2:00 am

No nie, to była przesada. Najpierw Megan bije go po twarzy, jak ostatni Gryfon, a potem jeszcze depcze jego piękną stopę, w równie pięknym bucie? To było przykre. Po prostu zero szacunku dla stóp. Eh, nawet okrutne deptanie go nie powstrzyma go przed mówieniem słów prawdy, gdy uzna to za stosowne. Najgorsze że nie miał ani jak jej zbesztać, ani jak oddać bo to by było bardzo nieładne z jego strony. Nie można bić kobiet i to powinien wiedzieć każdy mężczyzna, chyba że brakuje mu bardzo ważnej części męskiego ciała. Niestety takich z czasem tylko więcej. Natomiast niemiły nieznajomy atakował go po raz kolejny słownie. Trzeba się bronić. Trochę złagodził spojrzenie.
-Cóż, po raz kolejny szanowny pan się chyba myli. Oczywiście nie żebym chciał coś zarzucać, ale to jest pewnego rodzaju zagadka. Nie rozumiem po prostu co było nie tak w mojej poprzedniej wypowiedzi, jeśli chodzi o ton głosu i przekazywane treści. Nie krzyczałem, nie obrażałem, nie użyłem ani jednego obelżywego zwrotu - po prostu zwykłym głosem, bez jakichkolwiek emocji, przekazałem iż uważam pana stwierdzenie za błędne. Jak zapewne pan też zauważył, nie dopuściłem się braku szacunku, bowiem cały czas zwracam się tak jak należy, per pan - nie przeszedłem ani na chwilę na Ty i zauważam dystans, który nas dzieli jeśli chodzi o wiek. Co prawda nie jestem sztucznie uprzejmy i nie zachowuję się jakbyśmy byli dobrymi przyjaciółmi, ale niezależnie od pana pozycji społecznej, traktuję pana z takim szacunkiem na jaki mnie stać, po tym gdy pan mnie wprost obraził. Nie staram się też być ani bezczelny, ani odpowiedzieć panu obrazą, na miarę tamtej której ja się doczekałem, jedynie starałem się przeprowadzić inteligentną rozmowę, bo pomimo że dla pana jestem tylko głupim uczniakiem, którego mądrośc ulatnia się przy każdej okazji, to temat tworzenia przenośni chyba mnie nie przerasta, mimo iż zapewne nie dorównuję mądrością, wiedzą i doświadczeniem szanownemu panu.-rzekł Spencer po czym lekko skłonił głowę. Jego ton już nie był tak przeraźliwie lodowaty, ale była to raczej chłodna wypowiedź. W dalszym ciągu był raczej urażony wypowiedzią nieznajomego człowieka, którą zasugerował iż jego możliwości umysłowe przez pewien okres czasu, niewiele odbiegały od poziomu szympansa.
-Kontynuując - owszem, ma pan rację, nie powinniśmy się zachować i byliśmy niesprawiedliwi zarówno wobec siebie jak i wobec otoczenia, a także tej młodej damy która musiała obserwować nasze mugolskie bójki. Nie powinniśmy tego zrobić, panowanie nad emocjami to bardzo ważna część naszego życia. Ale czy nie uważa pan, że obrażanie kogokolwiek i podsycanie negatywnych emocji, to niezbyt skuteczna metoda wychowacza? Ktoś kto dobrze zna się na psychice młodych ludzi, powinien raczej starać się nas zrozumieć, a później w spokojny, opanowany sposób, nie ubliżając nikomu, wytłumaczyć albo naprowadzić nas na nasz błąd. To by była odpowiednia metoda i wówczas zapewne byłbym pełen podziwu dla pańskiej roztropności. Jednakże obecna metoda doprowadza tylko do tego, że w tym oto przedziale powietrze gęstnieje, a kielich goryczy jest tylko pełniejszy i pełniejszy. A co gdyby to wszystko wylałoby się naraz? Co gdyby przez pańskie obelżywe słowa w nasze strone, coś by pękło? Napewno by nie wyglądało to zbyt pięknie, bowiem gdyby wszystkie nieczyste zamiary wydostały się z nas w jednej chwili, ktoś z nas mógłby zrobić drugiemu krzywdę. I to nie tak błachą jak zwykłe uderzenie, a ktoś mógłby się posunąć do użycia różdżki i okrutnych zaklęć. Trzeba pamiętać że nigdy się nie wie z kim ma się doczynienia. To chyba oczywiste prawda? Nawet sam Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać nie mógł urodzić się zły. Nikt się nie rodzi zły. Co jeśli i on był kiedyś zwykłym człowiekiem, aż wreszcie ktoś nadwyrężył jego psychikę o jeden raz za dużo i wszystko pękło?
Ale się rozgadał. No cóż, zawsze lubił wywody. Dlatego też zamierzał swój przeprowadzić do końca, niezależnie od tego jak zareagują inni tutaj zebrani. Nawet gdyby miał za to zarobić w twarz, bądź skończyłoby się to o wiele gorzej - wolność słowa powinna być nieograniczana w żaden sposób, więc powinien mieć prawo do wygłaszania swojej racji. Umikł na chwilę aby wszyscy mieli moment na przetrawienie jego słów, które zdecydowanie dziwnie brzmiały w ustach zwykłego nastolatka. Możliwe że nawet były kontrowersyjne. Ale zaczerpnął tyle mądrości z książek że miał mniejwięcej rozeznanie w tym co chciał przekazać. Do tego dorzucał swoje doświadczenia i kilkanaście przemyśleń i gotowe. Już jest moralizujący wywód. Źle się tylko czuł z powodu że profesor Snape tego słuchał - nie był to raczej najlepszy słuchacz do filozoficznych wywodów Spencera. Ale to w końcu tylko nauczyciel i to że uzna go za wariata czy szczeniaka z niewyparzoną gębą nic nie zmieni - Severus Snape zapewne i tak już gardził Krukonem z całego serca. Cóż, nie zostało nic innego niż kontynuować wypowiedź - bo to niegrzeczne przerywać w takim momencie.
-Co jeśli kiedyś to pańska wypowiedz stworzy potwora, który wymorduje wielu niewinnych ludzi, a być może i pana najbliższych? Co gdyby przez pańskie okrutne zachowanie względem młodych ludzi, którzy jeszcze nie są pewni na czym świat stoi, kiedyś będzie mógł pan z dumą powiedzieć - to ja stworzyłem tego potwora, który zabił Twoją żonę, matkę, kochankę i nowonarodzone dziecko? Co jeśli to pańskie metody sprawią, że wielu ludzi straci z ust uśmiech, a wielu innych życie? Czy byłby pan szczęśliwy, wiedząc że gdyby nie pan i pańskie krzywdzące zachowanie względem ludzi, to nic złego się nie stało? Rozumiem że ze strony obrażającej nie jest to najmniejszy problem, ale czasami trzeba też pomyśleć o uczuciach innych osób. Może i nie ukończyłem Hogwartu, a moi towarzysze nie są pełnoletni, ale również mamy uczucia i denerwujemy się, żyjemy i czasami jest nam przykro, gdy ktoś niewybrednymi słowami spróbuje przekonać nas na o naszej niższości. O tym jak ktoś z nas może się poczuć po tylu obrazach, zapewne pan nie pomyślał, prawda? Co jeśli nasze młode, niewinne dusze, przez pańskie słowa, już nigdy nie będą takie same?
Przesadzał - zdrowo przesadzał. Ale starał się nadać swojej wypowiedzi jakieś zabarwienie emocjonalne - jak w dobrych książkach. W końcu co jeśli to tak naprawdę JEST książka? O tym nigdy nie pomyślał. Co jeśli tak naprawdę nie istnieją, a całe jego życie to tylko kilka tysięcy czy milionów linijek tekstu? Ciekawe jak ta książka się nazywa? Może jest w kilku tomach? I teraz będzie się nazywać jakoś kontrowersyjnie. Na przykład "Spencer Scythe i Rozwód z Biblioteką". To by była dopiero pełna przygód i emocji kontrowersyjna historia. Musicie ją kupić właśnie dziś, właśnie teraz. Biegnijcie do sklepów - ta historia zmrozi wam krew w żyłach. Zwykły, młody człowiek i dwójka wiernych...kim właściwie byli Megan i Michael? Michael na pewno był jego ulubionym rywalem, za którym by skoczył w ogień, tylko po to aby pokazać że spali się pierwszy. Ale Megan? Ta mała, wredna, złośliwa, okrutna, zimna...piękna i cudowna dziewczyna?! Przecież to się nie łączyło! I po co on czytał te romanse w tym roku? Mógł uwierzyć na słowo że to stek oklepanych bzdur, w które nikt nie wierzy i się nie zdarzają. Zresztą nawet gdyby było inaczej, to nie widziałby Megan w przyszłości, skoro złapanie dziewczyny za rękę to zadanie które go przerasta. A zresztą Z NIĄ?! Przecież nawet jeśli ona go lubi, to napewno woli innych. Jakichś bardziej imprezowych. Przecież w żadnej książce nie było nic o kobietach które kochały inteligentnych i przebiegłych bohaterów. Zazwyczaj tych przystojnych, bogatych, napakowanych i tępych! Może i był niczego sobie i Megan sądziła że ma ładny tyłek, pieniędzy mu nie brakowało i formę trzymał ze względu na bycie obrońcą, ale był zbyt mądry żeby się podobać komukolwiek. Niestety. Zresztą czemu akurat teraz się nad tym zastanawiał? Przecież nawet gdyby próbował znaleźć kogoś, to na sto procent nie byłaby to Megan. Po prostu...ale w sumie dlaczego nie? Kiedyś znajdzie odpowiedź na to pytanie. Cóż, pora prowadzić swój wykład dalej.
-A czy pan nie ma uczuć? Oczywiście że pan ma, skoro pana uraziło to że odezwałem się dość chłodno. Na pewno nie było panu z tego powodu miło i to było niegrzeczne z mojej strony. Być może nawet czuje się pan zraniony, wyraźnym brakiem akceptacji z mojej strony. To bardzo okrutne, gdy druga osoba zachowuje się nie wporządku wobec nas prawda? Szczególnie gdy nie ma się zamiaru stworzyć z tej osoby wroga. Ale tak często się dzieje poprzez niedopatrzenia i właśnie nieodpowiednie dobranie metod. Pańskie nie był odpowiednie, bowiem nic dobrego z nich nie wynikło i raczej nie wyniknie - przez sugerowanie komuś braku mądrości, nikt nigdy nie stał się mądrzejszy - co najwyżej niektórym jednostkom było wręcz przykro. I po cóż mielibyśmy się ranić nawzajem, skoro wszyscy mogliby żyć w zgodzie, gdybyśmy tylko uważali na słowa? Agresja i rodzi agresje, złość rodzi złość, nienawiść rodzi nienawiść a obelgi też nie rodzą nic pozytywnego. Czy nie lepiej by było sprawić, by radość i dobroć dla drugiego człowieka parzyły się ze sobą w nieskończoność, sprawiając abyśmy wyrzucali z siebie tylko te pozytywne emocje? Abyśmy byli dla bliźnich kimś, z kim chcielibyśmy się widywać, a nie okrutnymi tyranami dla młodszych bądź słabszych?
Jak to dobrze że rok szkolny się nie zaczął i że nie ma tu większej widowni, bo do końca roku nie miałby spokoju zarówno wśród uczniów jak i nauczycieli. Zjedliby go żywcem za te słowa. Ale przecież zaszedł tak daleko - teraz nie miał odwrotu. Mógł tylko dokończyć swoje kazanie. Przecież nie mógł powiedzieć "albo i nie" i po prostu sobie pójść. A jak to mówią "skoro i tak mam wisieć, chce przynajmniej wiedzieć za co". Zresztą - to on był głownym bohaterem tej książki, jeśli dobrze rozumował, więc powinien mieć swoje pięć minut. Po czym łyknąć truciznę, zabić smoka i pocałować piękną królewnę. Ale z tym byłby problem - whiskey nie zabija, Reno nie przypominał smoka, a jedyna piękna osoba tutaj nie była królewną. To może powinien wypić whiskey, zabić nauczycieli i uprawiać stosunek z piękną kobietą? Huh, przerażało go takie myślenie, szczególnie to ostatnie. Nie, to napewno nie tego typu książka. Zresztą - co jeśli każdy z nich, jest głównym bohaterem innej książki i w ich książkach by mu się nie udało? Wtedy całokształt by źle wyglądał. Cóż, więc pora przekazywać kolejne dialogi, które zapisał mu autor jego własnej.
-Ale nie powinien się pan martwić. To w końcu największe prawo ludzkości - mylić się. Każdemu się może zdarzyć, wystarczy tylko zorientować się kiedy zrobiło się coś źle, zanim będzie za późno. Bo jak to mówią - nasze błędy definiują nasze życie. Więc trzeba uważać, bo co gdy nasze życie zostanie źle opisane i wówczas historia nie zapamięta nas dobrze, a my pójdziemy dalej z nieczystym sumieniem? A przyznać się do błędu powinien każdy - zarówno uczniak, jak i nauczyciel, dyrektor, przeciętny czarodziej, mugol, czy Minister Magii. Gdyby nie umiejętność przyznawania się do błędów, kimże byśmy byli? Bestiami, które kroczyłyby samotnie wszędzie, bowiem niektóre błedy są niewybaczalne, a jeśli człowiek nie potrafi ich dostrzec i wyciagnąć z nich nauczki na przyszłość, to skończy nie tam gdzie by chciał. Mam nadzieję że przemyśli pan to co powiedziałem, a także zachowanie wszystkich zebranych tu osób, oraz ujrzy w jaki sposób jedna negatywna emocja oddziałowuje na następną, bowiem byłbym rad, gdyby każdy z tu zebranych wyciągnął z tego własną mądrość życiową, aby takie sytuacje już się nie zdarzały.
No. To teraz już był martwy. Mógł mieć pewność że żaden z nauczycieli nie zwróci uwagi na mądre słowa prawdy i przez jego ostatni rok w Hogwarcie, zadbają o to aby nauka nie była dla niego zbyt przyjemna. Ale zapewne żaden z nich nie rozumiał, że tak naprawdę juz teraz, nauka ta zbladła w jego oczach. A przez kogo cały światopogląd mu się nagle walił? Jak w książkach - przez wiernego giermka i damę z odległych sfer. Spencer spojrzał kątem oka na obie osoby, po czym mało brakowało a by się idiotycznie wyszczerzył. Dama? Wierny giermek? Nie, zdecydowanie nie trafił określeniami. Michael przypominał raczej złego brata dobrego brata. Ale jeśli któryś z nich był złym bratem, który tak naprawdę był tym dobrym? Przypomniała mu się pewna historia, w której dwóch mężczyzn, przysięgało sobie przyjaźń, a potem gdy podzieliły ich strony i podejścia, wówczas zły brat, zabił dobrego brata. W takim razie Spencer już nie miał wątpliwości. Lepiej na świecie miał zły brat. Ale w tej historii nie było żadnej pięknej kobiety, która by przeszkadzała swą urodą w myśleniu. Spencer nie wiedział co z tym zrobić, zresztą nie rozumiał kobiet i ciężko mu się z nimi rozmawiało. Chociaż w sumie cięzko mu było nawiązać kontakt ze wszystkimi istotami żyjącymi. Ale z kobietami najtrudniej. Przynajmniej jednego mógł być pewny - nawet gdyby próbował "startować" do Megan, przynajmniej tutaj nie musiałby rywalizować z Michaelem. Więc to byłaby ciężka droga, ale zdecydowanie łatwiejsza od zjedzenia więcej na śniadanie niż ten Gryfon obżartuch. Swoją drogą powróciło coś, co go zastanawiało. Dlaczego Michael go uderzył? Zwykle zdarzało im się potłuc, ale chyba nie widział go tak poważnego, od momentu kiedy...od momentu kiedy...nigdy! Przecież żarty Spencera nie wyszły poza normę ich relacji. Co się stało do cholery że kolega tak agresywnie zareagował? Przecież Spencer nie zrobił nic złego akurat w tamtym momencie, tylko usiadł. Czyżby to było oznaką braku szacunku wśród czystej krwi Anglików, gdy ktoś siada? Jeśli tak to czemu nigdy tego nie zauważył? Nawet gdyby Michael bardzo chciał usiąść tam gdzie on, to nie pobiłby go przecież tylko dlatego że zajął mu miejsce, to by był szczyt braku inteligencji, a Michael nie był troglodytą. I co to za żałosne tłumaczenie że pobili się o dziewczyne? Nic przecież złego nie zrobił Megan od wstania z podłogi do pierwszego uderzenia, szczególnie że Michael był agresywny jakby Spencer conajmniej zniszczył jego ulubioną książkę. Zaraz, zaraz. Ulubioną książkę? Czyżby Megan miała przy sobie jakąś ciekawą książkę?! Nie, to niemożliwe. Jej skąpy strój to uniemożliwiał. Czyżby zatem Megan była dla Michaela tak wartościowa jak ulubiona książka? Ale przecież Spencer nie zniszczył Megan, tylko obok niej usiadł. To irracjonalne żeby Michael zazdrościł mu siedzenia obok kogoś. Może zatem się martwił o koleżankę? Nie, to na pewno nie to. Przecież znał Spencera i wiedział że nic złego jej nie zrobi. O co oni właściwie się bili?! Gdyby tylko potrafił się porozumieć z Michaelem bez użycia słów, przekazać mu myśli tak o. Chociaż - był pewien sposób. Znali się na tyle dobrze, że oboje od razu wiedzieli jaki mają pomysł na żart, który chcieli zrobić Megan. Mógł spróbować, ale musiał to zrobić tak, żeby ani Megan, ani nauczyciele się nie zorientowali. Udał więc zmęczenie i przetarł twarz, odwracając ją nieznacznie w stronę Michaela. Mając nadzieję że ten patrzy przez sekundę zatrzymał palec wskazujący na oku, które kolega mu podbił bezgłośnie formując ustami słowo "why" po czym udał iż ziewnął i potem natychmiast przybrał minę kogoś wyczarpanego, mając nadzieję że ani profesorowie, ani Megan nie wyłapali niewerbalnej konwersacji i uznali to za coś, co mógł zrobić każdy, w każdej chwili - bez żadnego drugiego dna. W końcu każdemu może się zachcieć przetrzeć twarz i ziewnąć. Po raz pierwszy w życiu, tak słabo rozumiał motywy zachowania - zarówno Michaela jak swojego. O czym on właściwie myślał, gdy w tak okrutny sposób poturbował Gryfona? Oczywiście, samoobrona, ale samoobroną byłoby wygięcie mu rąk tak aby ten nie mógł więcej uderzyć i próba wytłumaczenia sytuacji. Natomiast zaatakowanie kolegi z taką gwałtownością i zranienie go w dość poważny i bolesny sposób, zdecydowanie nie zaliczało się do samoobrony. Jeśli dobrze pamiętał tamtą chwilę, to nie zamierzał być okładany przy Megan. Znowu ona! Czy wszystko musiało się sprowadzać do niej? A może to była jakaś jej chytra intryga, aby napuścić ich na siebie i oglądać walki kukiełek? Nie, raczej nie. Nie zrobiła przecież nic takiego - po prostu tam była, a to oni zachowali się ja idioci, albo gorzej - jak Ślizgoni. Jednakże z niewiadomego powodu, gdy wspominał to co działo się przed chwilą - ciosy Michaela nie bolały tak jak uderzenie Megan. I raczej nie chodziło o to że Michaś ma rękę słabszą od kobiety. A może? Nie, raczej nie. Bolała go nie twarz, a urażona duma i czuł...coś jakby odrzucenie? Czyżby tak naprawdę zabolało go to, że Megan staneła po stronie Gryfona, mimo że to on zaczął? Czyżby bał się że jest mniej lubiany i mnie akceptowany od niego? W tym momencie tabela wywróciła się do góry nogami. Michael plus pięćdziesiąt punktów. Miażdżące zwycięstwo mięśni i imprez nad intelektem. Coś w żoładku Spencera zawirowało, jednakże nie tak przyjemnie jak wtedy gdy Meg była tak blisko. Tym razem było to uczucie zgoła nieprzyjemne - jakby miał zaraz wymiotować. Żałosne, żeby on, człowiek mądry i oświecony, przejmował się tym że koleżanka z domu i drużyny, podczas bójki staneła po stronie Gryfona. Poczuł jakiś dziwny wstręt do swojej osoby - zarówno ze względu na to, że był tym gorszym, jak i ze względu na to że go to obchodziło. A więc teleportacja nie była jego jedyną piętą Achillesową. W końcu jak wiadomo pięty ma się dwie. Drugą było to że nie był ciekawą osobą. Powinien się tego domyślić - kto w końcu zważałby na mola książkowego? Pewnie wyciąganie go z biblioteki było tylko na pokaz, a tak naprawdę chodziło o to aby go pognębić, by miał mały dostęp do książek. Nie wierzył że Megan i Michael mogli mu to zrobić - chcieć go zniszczyć psychicznie, poprzez brak książek i narzucenie mu drugoplanowej roli. Czuł się w tej chwili jak niesłusznie zbity mops. Ale mógł się tego domyślić. W końcu Megan go nie znosiła na początku znajomości, a potem tylko symulowała że im przeszło! Tak, tak było. A Michael? Czemu był przeciwko niemu? Czyżby Spencer za długo prowadził w tabeli i Michael był zazdrosny? Ale przecież pod koniec ostatniego roku w Hogwarcie, Michael wysikał się szybciej, czyli wygrał! Ale przecież nie był raczej osobą, która chciałaby się nad nim okrutnie znęcać. Chociaż...a jeśli? Co jeśli tak na serio wszyscy tylko udają że go lubią, a potem obgadują go za plecami i knują jak tu go pognębić? To go wprawiło w jeszcze gorszy humor. Postanowił że jakoś przebrnie przez tą podróż i porozmawia z nimi o tym. Zaraz..NIE! Właśnie nie. Nie będzie z nimi rozmawiał o tym. Po prostu dojedzie do końca, a potem będzie uchodził im z drogi, żeby nie musieć być ofiarą ich spisków. I cały czas wolny będzie spędzał albo w bibliotece albo w dormitorium. Co prawda drogą pomiędzy była ciężka, a w szczególności pokój wspolny, gdzie czychałaby na niego Megan. I na pewno by się zorientowała że jej unika i starałaby się go w końcu złapać. Znowu Megan! Co ona się tak rozpleniła po każdej części jego mózgu? Tak jakby nie było innych kobiet. Przecież były jeszcze Dawn, Nadia, Camilla, Raye i wiele innych na tym świecie, to czemu po każdej stronie mózgu musiała mu się obijać akurat ta pałkarka? O nie, teraz kiedy uświadomił sobie dlaczego wszyscy mieli skojarzenia z obsługą pałki, nie mógł już nawet przełknąć słowa "pałkarka", bo zaraz widział Megan jak...NIE! NIE! NIE i jeszcze raz NIE! Tak nie można, takie myśli są brzydkie, sprośne i nie powinno ich być nigdy. Chociaż to byłby całkiem ładny widok. Nie. Stop. Bo mu zaraz krew odpłynie z mózgu, a mózg był teraz potrzebny. Tak czy siak nie rozumiał czemu tak...członkini jego drużny, musiała być wszędzie i do tego stać teraz tutaj. Gdyby chociaż nie była ładna! Byłoby łatwiej! Ale teraz nie za bar...ZARAZ! A co jeśli to bylo powodem zachowania Michaela? Był odurzony urodą Megan i uderzył go aby jej zaimponować! A skoro ona mu pomogła, to mu się udało. Czyli podrywanie niewiast, polegało na atakowaniu kolegów ku jej czci? Żałosny sposób. Ale co jeśli ma rację i Megan się Michaelowi podoba? Przecież i Spencer widział w niej atrakcyjną osobę, a to często się nie zdarza. Przecież jeśli ma rację i obu im by się podobała Megan, to ich zachowanie byłoby irracjonalne na zawsze! Chociaż nie. Przecież Meg była po stronie Michaela, czyli nie miał najmniejszych szans. Nie miał nawet co próbować. To po co on sobie uświadamiał że jest ładna?! Tylko po to, żeby wiedzieć że gdy to sobie uświadomił, jego rywal we wszystkim, jego największy przeciwnik i prawdopodobnie jedna z niewielu osób, do której by się zgłosił gdyby chciał komuś zaufać, właśnie wygrał? Przecież to okrutna logika. Tak nie powinno się dziać. O nie. Tak nie będzie - Spencer może i był tylko nędznym kujonem, który nie interesował pewnie nikogo i równie dobrze mógłby być martwy, ale nie zamierzał się poddać. Nawet gdyby przegrał całe życie, na pewno nie przegrałby z Couslandem! Tamten mógł mieć i milion punktów przewagi, ale Spencer i tak by się nie poddał i wygra. A więc w końcu ich ostateczny pojedynek się rozpoczął. Pojedynek gentelmanów! Ostatnia bitwa. Czas? Od teraz. Miejsce? Pociąg i Hogwart. Broń? Każda niewypadająca z granic honorowego zachowania. Warunek? Ta oto kobieta. Nagroda? Prawdopodobnie jedyną nagrodą będzie utrata łączących ich kontaktów, bądź zdecydowana zmiana na gorsze, oraz oczywiście Meg. Czy warto? To było pytanie które zdecydowanie trzeba zadać. Jednakże z każdą kolejną sekundą był coraz bardziej przekonany że musi wygrać ten pojedynek i że chce mieć Megan. Czyżby to była ta cała męskość, której brak wytykali mu co po niektórzy? Jeśli tak to męskość była beznadziejna. Ale cóż, gdy los rzuca wyzwanie, to niezależnie od odbytych bojów i bólu jaki ze sobą zapewne przyniesie, trzeba temu wyzwaniu stawić czoło. Więc cóż. Drogie przeznaczenie, z tej strony Spencer Scythe i oznajmiam że będę walczył o tą kobietę do ostatniej kropli krwi, choćby i moim przeciwnikiem był Michael Cousland - najpotężniejszy ze wszystkich rywali, a zarazem najwspanialszy Gryfon jakiego nosiła ziemia. Na szalę rzucam to, co można nazwać przyjaźnią pomiędzy mną, a nim, czy którymś z nas a nią. Nie poddam się, dopóki mój umysł funkcjonuje a ma dusza nie uleci, bądź nie zostanie wyssana przez dementora. Oto ma odpowiedź na twe wezwanie, sędziwy losie. Jeśli natomiast polegnę, stracę broń, zbroję, oraz wszystko inne, będę w pełni świadom że to wszystko wina moi i moich niedoskonałości, które powinienem zwalczyć zanim poległem na polu bitwy. Brzmiało całkiem nieźle. Jeśli kiedyś spotka przeznaczenie, to mu to powie w twarz, zdecydowanie. Ależ jego umysł dzisiaj szalał. Tyle rzeczy sobie uświadomić - a dopiero ruszyli. W sumie powinien być wdzięczny Michaelowi za ten cios - gdyby nie to, nie zorientowałby się tak wcześnie, że ich ostatni bój właśnie się rozpoczął i mógłby wiele krwi utracić, zanim zrozumiałby jaka jest stawka, a także jakiej wagi jest to przedsięwzięcie. Najbardziej dręczyło go to że nie był zbyt rozrywkowy. Nie potrafił tak. Wyglądało więc na to że...będzie musiał iść na tą imprezę. Z całego serca był temu przeciwny, ale dla dobra sprawy musiał się poświęcić. Tym razem. Trudno więc, będzie sie musiał uczyć po nocach, aby dotrzymać kroku Michaelowi w tym cudownym Danse Macabre, a jednocześnie nie stracić na tym wiedzy. Cóż co prawda człowiek potrzebuje sporej ilości snu, ale w końcu był geniuszem - sen mógł czasami odpuścić. Obawiał się tylko jednego - będzie musiał polubić alkohol. Nie. Nigdy. Może się napić, z grzeczności i żeby nie wyjśc na łazengę, ale napewno nie będzie tego lubił. I napewno nie będzie przesadzał z tym nowym stylem życia. Przez chwilę, gdzieś z tyłu jego czaszki, jakiś cichy głosik podpowiadał mu że Michael po prostu za mocno uderzył i mu się poprzestawiało wszystko, ale zignorował go. Kiedyś w jednej książce wyczytał że dorosłość wcale nie jest zabawna, więc nie warto marnować młodości by być na siłe dorosłym. Całe życie starał się być dojrzały, więc cóż - pora troszkę zaszaleć. Tylko najpierw trzeba się przełamać, więc przy najbliższej okazji spróbuje przytulić Megan. Przerażające żeby tak zbliżyć się do dziewczyny z własnej woli, ale trzeba spróbować. Ale nie teraz. Może kiedyś. Albo nigdy. Nie! W końcu to był pojedynek gentelmanów, trzeba się przełamać. I może kiedyś ją gdzieś zaprosić. Ale to już napewno poczeka! Trochę. Długo. Ile się da. Ale do odważnych świat należy! Chociaż patrząc na usposobienie Megan...nie bądźmy aż tak odważni zbyt szybko. Zresztą gdyby ją chciał gdzieś zaprosić w najbliższym czasie to pewnie by go wyśmiała i nie potrafiłby jej spojrzeć w oczy przez długi czas. Kobiety są przerażające. Jak to jest że niektórzy potrafią ciągle sypiać z innymi i się nie boją?! To przecież wydaje się wręcz niemożliwe. Dość. Zbyt wiele myślał. Zdecydowanie zbyt wiele. Niełatwo być wzorowym przedstawicielem znanego i szanowanego domu Ravenclaw, a tym bardziej gdy ma się zacne nazwisko Scythe. Oj niełatwo.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Megan Vaye on Nie Sie 18, 2013 8:45 am

Czy zostało już wspomniane to, że Megan była wściekła? Cóż, powoli jej ta złość przechodziła. Ale to nie dlatego, że zaczęła rozumieć jakie błędy popełniła. Chwila moment, przecież ona nic złego nie zrobiła. Patrząc na to ze strony profesorów. Bo oni uważali, że tylko faceci się pobili, jakby nie zauważyli tego uderzenia Meg, które zwaliło Spencera z nóg. Może stwierdzili, że to było po prostu uderzenie mające na celu obronę Gryfona? I źle myśleli! Gdyby nie to, że się tutaj pojawili to pewnie by Michael oberwał gdy tylko by pomogła mu wstać. Uderzyła Spencera tylko dlatego, że była wściekła o tą bójkę. Akurat on oberwał pierwszy, bo nie dość, że stał na nogach w porównaniu z tym co leżał, to jeszcze na dodatek był blisko niej. Czyli samo w sobie konkluzja jest dość prosta, pierwszy oberwał Krukon. Jednak wiedziała, że gdy tylko wyjdą profesorowie, to zrobi im tyradę na temat tego co zrobili, i wtedy niechybnie oberwie również Gryfon. Co prawda, potraktowano go chyba gorzej, bo jednak Krukon wymierzył więcej ciosów i bardziej bolesnych, ale i tak nie będzie taryfy ulgowej. Po prostu zdenerwowali ją swoim dziecinnym zachowaniem i tutaj musiała przyznawać rację profesorom.
Ale nie miała zamiaru przyznawać im rację w stosunku do tego jak oni się do nich odzywali. Fakt, że sama Meg i właściwie cała trójka nie mówiła tonem przyjaznym dla otoczenia, a zwłaszcza przyjaznym do profesorów, ale to chyba mogło zostać wytłumaczone tym, że właśnie się pobili. Adrenalina pewnie wciąż w nich jeszcze buzuje i to dlatego mają taki opryskliwy ton. Meg za to już była i będzie opryskliwa wobec nauczycieli, więc to czy ktoś się pobił na jej oczach, czy nawet ona sama się z kimś pobiła nie miało większego znaczenia. Ale przepraszam bardzo, czy ktoś musiał tutaj kogoś obrażać? Megan naprawdę nie rozumiała, czemu nauczyciele, tak bardzo cieszy władza. No bo w końcu nadużywają tej władzy. Nie mówiąc oczywiście o chwilach, kiedy no mają do tego prawo. Jak na przykład wygłupy bliźniaków kiedy spowodują jakiś wypadek. Albo nawet sama ona kiedy wyrwie się jej coś z ust nie przyjemnego. To wtedy mogła zrozumieć, że ktoś jej mówi, jaka jest niepoważna i nierozważna. Ale teraz? Ok, zachowali się głupio i niedojrzale, ale nawet próby wytłumaczenia czegokolwiek sprowadzały się do tego, że oni ich krytykowali, nawet za samo tłumaczenie. To już nie było w ogóle miłe, ani nawet przyjemne. To było wręcz wredne. Dlatego Meg, czuła się trochę pomiędzy młotem a kowadłem. Z jednej strony, chciała aby ta dwójka obok niej oberwała od tych przed nią za swoje zachowanie, ale z drugiej strony nie chciała aby ta dwójka przed nią obrażała całą ich trójkę. Trochę to pokręcone ale przez to Meg nie wiedziała trochę jak się zachować.
Kiedy odezwał się zaś Michael, ta spojrzała na Niego z zaskoczeniem. Sądziła, że ten już nie będzie pogarszał swojej sytuacji, a tutaj proszę, voila! Jeszcze bardziej się wkopał. Znaczy podejrzewała, że tak samo jak ona nie martwi się tym, że zostanie wysłana skarga na Niego do dyrektora i do jego opiekuna domu. Znaczy się, chyba mógł się tym zacząć martwić. Minerwa McGonagall w końcu nie należała do przyjemnych osób, jeśli chodzi o dawanie szlabanów. Znaczy po części to rozumiała. W końcu nie tylko pomiędzy domami, Gryffindoru i Slytherinu trwała wojna, ale również pomiędzy jego opiekunami. Skoro profesor Snape daje szlaban podopiecznemu jej domu, to wtedy ona pewnie czuje się jak na straconej pozycji, i jest to zrozumiałe, ale chyba nie chciałaby znaleźć się na miejscu Michaela, kiedy przyjdzie mu zmierzyć się z pogromcą rozrabiaków z Gryffindoru. Wiedziała, że Flitwick przymknie na nich oko, na Spencera i Meg. Chociaż w sumie, na Spencera pewnie w mniejszym stopniu. W końcu to taki wybitny uczeń! Jak on mógł się pobić w głupiej bójce, nawet nie wiedząc pewnie do końca o co się biją. Po Meg, jakakolwiek kara spłynie, zresztą nie raz była u Flitwicka ze skargą na nią.
Słysząc to co mówi Michaś miała zamiar nadepnąć i jemu swoim pięknym glanem na stopę, jednak nadal trzymała swoją jedną nogę na nodze Spencera, więc zapewne gdyby stanęła i na stopie Michaela, to zaliczyłaby pięknego orła wprost pod nogi profesorów, przez brak równowagi. To w sumie mogłoby wyglądać komicznie. Zamiast tego, po prostu zdjęła stopę z nogi Spencera, i postawiła ją na nodze Gryfona. Skoro już oboje są winni za to co ich spotkało, to niech chociaż oboje mają podobne kary prawda? Spencer, oberwał w twarz, na Michaela to pewnie będzie czekało, Spencer, został nadepnięty przez piękny glan Meg, to i Michaś musiał zostać nadepnięty. Chyba takie są prawa przyrody prawda? Albo jej się coś kompletnie pokręciło. W sumie już miała to wszystko gdzieś. Chciała tylko aby to wszystko się skończyło.
Taaaa, chciałaby. Potem swoją buźkę otworzył Spencer, i wtedy się zaczęło. Meg skierowała na Niego powoli swoją twarz, mając na niej wymalowane spojrzenie, które oznaczało po prostu niedowierzenie, jak i znowu powiększającą się wściekłość. A było tak dobrze no! Prawie już się uspokoiła, może by nawet pomyślała, nad lżejszą karą jeśli chodzi o tyradę z jej strony na tą dwójkę, ale nie. Ten musiał to wszystko zepsuć. Na dodatek jeszcze mówił takie rzeczy do profesorów, że zaczęła się zastanawiać, czy nie za mocno go uderzyła wtedy, i po prostu coś mu się przestawiło w tym jego małym mózgu. No dobra może nie aż tak małym, ale w tym momencie zaczęła wątpić w inteligencje Spencera, mimo że mówił naprawdę mądre rzeczy do profesorów. Tak to prawda, chłopak naprawdę mówił spokojnie, może w lekkim stopniu obrażając tylko panów stojących przed nimi, ale nad wyraz inteligentnie. Trochę Meg mu temu zazdrościła. Megan zazdroszcząca komuś czegoś?! To było wręcz nieprawdopodobne. Ale chodziło głównie o to, że ona mogła komuś dogryźć ostrym językiem, które by zgasiło po prostu przez ostrość wypowiadania jej słów. Zaś Spencer, wystarczyło by powiedział coś inteligentnego i od razu osoba o niższym IQ niż Draco Malfoy zgłupiałaby i zapomniałaby języka w gębie. W sumie to chyba dlatego też siebie tak nienawidzili wcześniej. Mowa tutaj oczywiście o Meg i Spencerze. On jej dogryzał inteligentnymi gadkami, a ona jemu ostrymi i nieprzyjemnymi. W sumie jakby się tak nad tym zastanowić, to mogło to być tym spowodowane. Ale mniejsza, teraz główny problem jest taki, że chyba Spencer skończył swój monolog, tym samym sprawiajac, że jeszcze bardziej wszystkich pogrążył. W tym ją! Biedną dziewczynę która nie miała nic z tym wspólnego! Przynajmniej po części, bo z tego co mówił Michael to powodem bójki była ONA!
Właściwie czemu ona?! Co takiego zrobiła. Powiedziała coś nie tak? Zrobiła coś nie tak? Ok, zepchnęła Spencera na podłogę i przyszpiliła go glanem a Michaelowi zniszczyła jego nowy image, ale to chyba nie był powód aby się bić. Poza tym jeśli mieliby o to być wściekli to chyba powinni się rzucić na nią a nie na siebie nawzajem. Megan nic z tego nie rozumiała, i miała nadzieje, że się tego dowie od nich. Chwilowo po tym co powiedział Spencer nie miała nic do dodania, jak tylko pokazanie, jak bardzo ma dość tego co się wokół niej dzieje, i pochyliła głowę w wyrazie zażenowania i zrobiła, jak to się mówi, typowego facepalma.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Reno Hudson on Nie Sie 18, 2013 2:40 pm

Reno przestał się już interesować dziewczyną ponieważ w jego mniemaniu ona nie mogła nic zrobić. W końcu nie wyglądała na taką, która rzuciłaby się na chłopaków i zaczęła ich bić. Zresztą w takim stroju to raczej nie miała by zbyt wielkich szans. Stwierdził po krótkim namyśle, że i ją powinno się ukarać, bo raczej jej obecny wygląd nie był zbyt stosowny. Przeniósł więc swój wzrok na dziewczynę i pokiwał z dezaprobatą głową.
- Po krótkim namyśle stwierdzam, że panna jest tak samo winna jak ta dwójka kogucików. Pokazują, który z nich jest silniejszy i bardziej wyszczekany by zdobyć względy „kurki”, którym w tym przypadku jest panna właśnie. Powinno się zakazać wchodzenia do pociągu w tak nie stosownym stroju. Jeśli kiedykolwiek jeszcze zobaczę pannę w takim stroju jak dziś bez żadnych skrupułów odejmę zarówno punkty jak i zarządzę szlaban. Ubolewam nad tym, że nie mogę tego zrobić w tym momencie. – powiedział patrząc na uczennicę. Cóż gdyby ją zobaczył będąc pod wpływem swoich używek pewnie długo by się nie zastanawiał. Ale teraz nie mógł jej nic zrobić. Ponadto od trzech miesięcy był czysty i nie chciał na razie wracać do nałogu. Ciągnęło go i owszem ale starał się na ile potrafił panować nad tym. Po czym przeniósł wzrok na Gryfona, który o dziwo zaczął podnosić swój hardy łepek.
- Powiedziałbym, że osoba opanowana potrafi więcej zdziałać niż szaleniec, który rzuca zaklęcia na prawo i lewo bez ładu i składu. Jednak w waszym przypadku obijanie się po twarzach i nie tylko było dość ciekawym jak i niedopuszczalnym rozwiązaniem. Zamierzam natychmiast po powrocie do przedziału zaraportować o tym co się tu działo i oczywiście nie zamierzam zostawić tego płazem. Mam nadzieję, że Dumbledore jak i wasi opiekunowie zrobią co trzeba by was przykładnie ukarać. – powiedział Hudson po czym zignorował kompletnie słowa chłopaka. Nie lubił ludzi, którzy najpierw zaczynali skakać komuś do gardła a potem z potulnością wręcz zarzynanej owcy wycofywać się ze swojej buńczucznej postawy. Inaczej natomiast miała się sprawa z drugim chłopakiem. Gdy ten tylko wypowiedział pierwsze słowa swojej jakże długaśnej tyrady już spowodował, że ognisty charakter Reno dał o sobie znak. Hudson podszedł do niego bardzo blisko i chwycił za poły ubrania. Podniósł na jednym reku do góry.
- Posłuchaj mnie filozofie od siedmiu boleści. Jeśli chcesz prawić komuś morały lub też rozmawiać o uczuciach czy też innych nikomu nie potrzebnych rzeczach to trafiłeś pod zły adres. Niestety podobnie jak pewnie większość nauczycieli w Hogwarcie nie lubię gdy uczeń się wymądrza i pokazuje swoją domniemaną wyższością intelektualną. Nie wiem czy wiesz ale filozofowanie nie popłaca i większość filozofów źle kończyło czy to na gruncie prywatnym czy też zawodowym. Paru z nich nawet otarło się o szaleństwo. Ale to nie ważne. Twoja impertynencja jest wprost nie wyobrażalna. Niestety moja cierpliwość do ciebie się w tym momencie skończyła. Żądam byś podał mi swoje imię, nazwisko oraz dom, do którego należysz. Po lub przed ucztą będziemy musieli sobie pogadać z dyrektorem. Nie odpuszczę ci twojego niewyparzonego języka. Mówisz, że szanujesz moje starszeństwo… Dziwne jakoś w tych wypowiedziach tego nie widziałem. Zastanawiam się nawet czy nie powinienem cię w tym momencie wyprowadzić z tego przedziału wraz z bagażem i zaprowadzić do tego, w którym my siedzimy. Byłaby to dla ciebie i tak nie wystarczająca kara. Jak zapewne wiesz, że nie mogę ci ani odjąć punktów, ani wlepić szlabanu ale musisz wiedzieć, że mogę wnioskować o twoje wydalenie z Hogwartu z wilczym biletem. Ciekawe czy twoi rodzice się z takiego obrotu sprawy ucieszą? – rzekł kończąc swoją wypowiedź pytaniem retorycznym. Puścił potem chłopaka i odwrócił się od uczniów. Usiłował ukryć swoją wściekłość jednak nie najlepiej mu to wychodziło. Jego oczy gdyby mogły zabijać pewnie Krukon padłby martwy.
avatar
Reno Hudson
NAUCZYCIEL

Liczba postów : 59
Galeony : 30
Skąd : Stoke - on - Trent, Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Severus Snape on Nie Sie 18, 2013 3:02 pm

Snape tu póki co do gadania nic nie miał. Tylko obserwował, co się tu działo wyciągając własne wnioski. Na przykład z samej obserwacji Krukona spostrzegł, że puszcza jakieś tajne znaki gryfonomi. Czyżby coś tam spiskował? Nie ładnie tak się zachowywać, szczególnie w ich obecności.
Gryfonowi przysłuchiwał się słów, po czym spojrzał na niego z pogardą.
- Widzę, że masz fatalne wyobrażenie o tym świecie, Cousland. Czyżby znów twa wiedza pochodzi od starożytnych przodków, którzy ci tę stertę bzdur przekazała? A może takie wiadomości masz od kogoś innego?- pogardził całkiem gryfona. A mówią, ze są inteligentni. Widać, że ten oto osobnik całkiem do tej kategorii nie należy. A może on coś pił, że takie brednie gada? Nie, wyczułby na samym wejściu alkohol. Tego zapachu nie jest mu trudno przypominać, bo tym trunkiem śmierdział jego dom. Okropne wspomnienia, o których woli tu nikomu nie mówić.
Słuchając Krukonów, a w szczególności Scythe'a, myślał, że zaraz ich zamorduje. Snape na wywody filozoficzne się całkowicie nie nadaje i gdyby krukon mówiłby do niego, popamiętałby zaraz tę nauczkę. A tak, to spojrzał na Reno, jak on na to zareaguje. Odnotował chwilę ciszy, po czym postanowił się wtrącił.
- Ja proponuję, by chłopaka przenieść do innego przedziału, albo prosto do konduktora, by pomagał mu przy składzie. A w sprawie kary, proszę to zostawić. Już  z nim inne osoby się policzą, o co się nie martwię. - powiedziawszy do swego kolegi, spojrzał dopiero na krukona. Spojrzenie spostrzegł w ostatniej chwili i zrobił oburzoną minę.
- Widzę, że w wakacje nie nauczyłeś się pewnych rzeczy. Proponuję, byś na pierwsza lekcję eliksirów wszystko, czego się nauczyłeś od klasy pierwszej na moich zajęciach. I nie przyjmuję żadnych protestów, zrozumiano? Pani, Panno Vaye może dopomóc koledze, bo sądzę, że sam nie da rady tego spisać. A co do Pana Couslanda, to z pewnością Dyrektor wyda Ci odpowiednią karę. Coś jeszcze macie do dodania?- mówiąc to, spojrzał na każdego ucznia, kiedy wymawiał jego nazwisko. Wierzy, że ta kara będzie dla całej dwójki sprawiedliwa. A co do Gryfona, to po prostu miał nadzieję, że Albus go wyrzuci na zbity pysk. A jeśli tak będzie, to pracę karną może mu oszczędzić.
- A i oczekuję, że Pańska praca, panie Scythe zostanie zaprezentowana przed całą klasą. - dodał. Ach, jak dobrze być czasem nauczycielem.
avatar
Severus Snape
NAUCZYCIEL

Liczba postów : 31
Galeony : 14
Skąd : Spinner's End, Cokeworth
Multikonta : Kronikarz

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Michael Cousland on Nie Sie 18, 2013 3:43 pm

Misiek nie wierzył sam, że to się wszystko dzieje. Wpierw on spokojnie z Meg rozmawia, potem włamują się do przydziału Spena, potem się biją i mają na karku Nietoperza  i jakiegoś innego faceta. No świetnie. Gdyby to było jego marzenie, w tej chwili by się to spełniło.
Mówiąc poczuł, jak Meg taranuje jego stopę swym glanem. No jak tak można deptać Misia? Przecież on jest objęty prawami ochronnymi i tknąć go nawet nie wolno. Już wystarczy, ze dostał porządnie od Spena i cierpiał w nocy. Żadnych innych kar cielesnych nie chciał tu widzieć i tyle.
Słysząc słowa nieznajomego, miał ochotę odpyskować mu, póki nie wtrącił się Nietoperz. Jednak on tu żyje i jest wśród nas. Dotychczas trzymał się z boku, a teraz leci na pierwszy plan.
- Widzi pan, Panie Profesorze. Moja wiedza na ten temat jest bardzo rozległa i rozbudowana. Nie muszę tu podawać żadnych nazwisk, bo wtedy złamałbym ich prawa osobiste, ale dla Pana świadomości, mogę podać kilka przykładów. Proszę sobie wyobrazić, że jest Pan na polu walki całkiem opanowały i skupiony. Tak skupiony, że nie zauważa, jak jedna osoba od tyłu podchodzi i wyciągając swój sztylet, dźga Pana w kark, po czym Pan umiera....
- Dość tego, Cousland. Nie będziesz takim tonem do mnie się odzywać. Jeśli życie ci jest jeszcze miłe, zamilcz chociaż na minutę. - powiedział wściekły Snape do Gryfona zatrzymując jego dalsze słowa. A on tak ładnie mu tłumaczył, że nawet taki mega Pan Umysłu, może zostać pokonany przez zwykłego nieboraka.
On sam jest świadom, że czeka go zawieszenie w prawach ucznia.
Że będzie miał nieprzyjemną rozmowę z Dyrektorem.
Że może nawet zostać wydalony.
Ale co z tego? Może uda mu się poradzić jakoś ze swoim wilkołactwem w życiu. Poprosi swych rodziców, by znaleźli mu jakąś pracę, do której by się nadawał i tyle. Szkoda by mu tylko było zostawiać tylu znajomych, przyjaciół, panią serca. Właśnie, on jest w niej zauroczony. Czy miałby serce zostawiając ją tu? Z czego co zauważył, nikt prócz niego nie darzy większym uczuciem. Czy znalazłaby się taka osoba, która zajęłaby się nią? Michaś bez tego nie zostawiłby Krukonki samej w Hogwarcie.
Słysząc wywód Spencera, o mało co nie przywalił mu w szczękę. Miał ochotę to zrobić, by się zamknął, bo mało kto lubi słuchać takich wywodów filozoficznych. Misiek miał ochotę usiąść i jeść popcorn, by to wszystko z boku obserwować. Ale tego nie zrobił, bo nie wie, jak Nietoperz na to zareagowałby. A jeszcze nie wolno pominąć, że musiał odespać tą noc i niedawno co dostał od Krukona porządnie. Przetarł dłonią swój nos, ukrywając jego ziewnięcie. Gryfon miał nadzieję, ze zaraz nauczyciele sobie pójdą, bo on chciałby chociaż kilka godzin przespać się. Misiek mimo zmęczenia słuchał tego, co każda ze stron mówiła. Czy to nie jest męczące? Pewnie że tak, ale czasem warto się namęczyć, by potem mieś święty spokój.
Jak już wszystkie wywody się skończyły, Misiek lekko się oburzył. Czyżby oni nie za dużo tu rozkazują. Okej, no rozumie danie takiej kary, bo przecież ani szlaban ani punkty ujemne nie polecą, ale wywalanie ucznia z przedziału? Tak chyba nie wolno. Misiek pamiętając, że Spen wziął na siebie część odpowiedzialności za bójkę, postanowił teraz się odpłacić. Nie może przecież zostać mu dłużny.
- Ależ panie Profesorze. Przecież nie wolno przenosić uczniów z przedziału do przedziału, jeśli on tego nie chce.  W ten sposób Panowie dyskryminują mojego kolegę. Z pewnością profesor Dumbledore w tym przypadku zgodziłby się ze mną. Jeśli panowie chcą, to może sami łaskawie opuszczą Nas przedział, ale nie wolno Panom wywalać ucznia z przedziału.- odparł pewnym tonem. Powiadają, że cicha woda brzegi rwie. I tak też było. Z początku był cichy i markotny, lecz teraz dopiero woda złapała powiew wiatru i zaczęła się rozpędzać. A wiadomo, że ten żywioł jest trudny do powstrzymania. Nawet zmęczyć się nie zmęczy, chodź później to z pewnością odczuje.
Nie zauważył spojrzenia, które było do niego kierowane, więc też mu nic nie odpowiedział. A co miał mu powiedzieć? Żeby nie siadał na jego miejscu? Tam przecież Misiek usiadł, gdy tu przyszedł z Megan. Spen powinien wiedzieć, że Misiek z łatwością swych miejsc nie oddaje. Tak samo powinien go wtedy posłuchać, bo gdyby słyszał jego słowa, to nie byłoby tej bójki, jak i kazań ze strony Nietoperza i tego nowego. Czemu akurat ich przedziału się doczepili? Przecież jest ich tyle, ale akurat musieli wybrać ich. Może lubią trójkę?
Coś jeszcze macie do dodania Tak, możecie już sobie iść i torturować inne przedziały. Tego oczywiście głośno nie powiedział, bo już bez tej odzywki jest na straconym miejscu. Przynajmniej nie będzie siedzieć w Azkabanie, co jest dla niego pocieszeniem. Ale teraz współczuł Spencerowi i Megan. Taka kara od Nietoperza. misiek chyba nie dożyłby 100 lat, a i tak wszystkiego by nie napisał. Przynajmniej on nie dostał żadnej, lecz wie, że najgorsze dopiero będzie przed nim. Niech Merlin go trzyma w opiece.
avatar
Michael Cousland
GRYFFINDOR

Liczba postów : 111
Galeony : 37
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Spencer Scythe on Nie Sie 18, 2013 6:38 pm

No i właśnie o tym Spencer mówił. Ależ on był agresywny. Co to za człowiek i czy mu się przypadkiem pociągi nie pomyliły? Do Munga nie w tą stronę do cholery. Gdy ten targał biednego małolata, Spencer po prostu przechylił lekko głowę. Z kolei kara Snape'a była jeszcze gorsza od zachowania nieznajomego. Miał pisać - wporządku. Ale z Megan? Miał z nią spędzić tak dużo czasu...TO PRZECIEŻ JEST PRZERAŻAJĄCE! Może i pozwoli mu to jakoś zapunktować ale ta opcja go troszkę przerażała. A co jeśli, a jeśli, jeśli. Tyle było jeśli. Jednakże nie zamierzał oponować.
-Szanowny pan zrobi co uzna za słuszne, jednakże nalegam aby nie wychodziło to poza niczyje kompetencje. Natomiast co do nazewnictwa. Nazywam się Spencer Scythe i jestem uczniem siódmego roku. Moim domem jest Ravenclaw, jak pan już wcześniej słusznie mi zarzucił.
Huh. Na pewno trzeba będzie zapamiętać tego gościa i mieć go na oku, bo on był nieobliczalny. Nawet stary dobry Mistrz Eliksirów tak się nie zachowywał wobec uczniów. A to oznaczało że ten osobnik zamierza grać rolę tego "złego". Nieciekawie to się zapowiadało, trzeba będzie coś z tym zrobić. Karę od Snape'a skwitował w prosty sposób:
-Tak jest panie profesorze
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Kronikarz on Nie Sie 18, 2013 6:42 pm

Gorąco się zrobiło w przedziale trzecim gdzie prócz uczniów znaleźli dwaj nauczyciele. Wszystko by było nawet sympatycznie gdyby jednym z nich nie okazał się być Mistrz Eliksirów w Hogwarcie. Wszyscy bowiem wiedzieli, że Opiekun Ślizgonów, że faworyzował swoich podopiecznych, a najbardziej gnębił Gryfonów. Dlatego też można powiedzieć, że przedział numer 3 to iście mieszanka wybuchowa. Nagle drzwi przedziału otworzyły się i do środka zostały wrzucone 2 łajnobomby, które po 2 sekundach wybuchły. Nie muszę chyba powiedzieć jaki zapach był teraz w przedziale... Niestety sprawca tego zdarzenia zbiegł.
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Megan Vaye on Nie Sie 18, 2013 8:55 pm

Wściekłość Megan sięgnęła w tym momencie zenitu. I gdyby nie fakt, że już i tak mają problemy z nauczycielami, to zapewne by wyszła z tego przedziału wrzeszcząc na wszystkich co ona o tym myśli. Wtedy też zapewne miałaby gdzieś to, czy ją wyrzucą ze szkoły, czy będzie zawieszona, czy pójdzie do dyrektora, czy napiszą do jej ojca. Naprawdę była w tym etapie zdenerwowania, że było jej wszystko jedno. Zresztą chyba było to po niej widać. Cały czas miała zaciśnięte pięści, oddychała dość szybko a jej wzrok gdyby mógł zabijać zapewne, można by było porównać do spojrzenia meduzy. Zamieniał w kamień od razu. Ale chyba tylko uczniów, bo raczej na nauczycieli to nie działało, chociaż w sumie, nie jej to oceniać. W każdym razie była zła, i to bardzo i już naprawdę ją nie interesowało co się stanie... do czasu.
Nie dość, że ten popapraniec nazywający siebie nauczycielem , chodziło jej o Reno, śmiał wypominać jej strój. A niech daje jej szlabany i odejmuje punkty. Ona nie będzie się przejmowała opinią jakiegoś starego dziadka. Nie będzie zmieniała swojego stroju ubierania. Nikt w życiu od czasu kiedy tak chodzi po Hogwarcie, a chodzi w nich chyba już od 3 lat, nie wypominał jej tego, i nie będzie się zmieniać tylko dlatego, że komuś się to nie podoba. Co to to nie, proszę Pana. Była tak zła, że po prostu zrobiła coś co chyba by nic nie zrobiła. Skoro miała aż tak wyzywający strój. Cóż proszę Pana, nie ma Pan kobiety i zazdrości Pan, że ładna uczennica ma ładny strój? Trudno. Zdjęła stopę z stopy kolegi z Gryffindoru i prawie jak modelka na wybiegu poprawiła, niby od tak, ale też wiedziała, że to zdenerwuje profesora, ramiączka od jej gorsetu, po czym, poprawiła też spódnicę, niby niechcący podciągając ją do góry. Nogi, ma ładne to może sobie je odsłaniać. Nikt jej tego nie będzie zabraniał. A jeśli pan profesor zarząda od niej przebranie się w coś bardziej dla uczennicy, to proszę bardzo. Będzie wszystko zdejmować na ich oczach. Ona za bardzo się nie wstydziła swojego ciała. Mogła się rozbierać. Poza tym wiedziała, że po prostu w pewnym momencie powiedzą jej aby przestała, albo się odwrócą. A jak nie, to trudno. Dziewczyna jak mówiłam się nie wstydziła swojego ciała. Niech się gapią, robią zdjęcia, jej to w tym momencie wisiało.
Ale to co zrobił Snape było powyżej wszystkiego. Przecież ona nic nie zrobiła! Czemu ona ma odbywać karę razem ze Spencerem co? Teraz to była naprawdę podminowana. Nie wiedziała już na kogo jest wściekła, na Spencera, na Michaela, czy na dwójkę profesorów, którzy męczyli ich za niewiadomo co. Jak Meg myślała, ona nic nie zrobiła, więc nie rozumiała czemu by miała zostać ukarana. To było niesprawiedliwe. Już miała otwierać buzię aby powstrzymać to co mówił kiedy wydarzyło się coś, czego dziewczyna się nie spodziewała. I zapewne nikt tutaj z obecnych.
W jednej sekundzie Meg, zastanawiała się co to jest to okrągłe coś co wleciało do środka ich przedziału. Ale w drugiej zaraz przed eksplozją dziewczyna się domyśliła i przez jej usta o mało co nie wyrzuciło się przekleństwo, ale wybuch sprawnie to uniemożliwił.
- O cho....- BUM! Obydwie łajnobomby zostały po prostu załadowane i odpalone. W jednej sekundzie po całym przedziale rozprowadził się nieprzyjemny zapach. W drugiej sekundzie Meg miała na tyle rozumu aby otworzyć na oścież okno w przedziale. Zaś w trzeciej sekundzie ignorując profesorów otworzyła na oścież drzwi przedziału i ponownie okno które znajdowało się na korytarzu. Jak Meg, zazwyczaj jest odporna na tego typu żarty tak teraz o mało co nie zwymiotowała. Kaszlała tylko i próbowała odpędzić od siebie ten okropny zapach. O boże jak jej się zrobiło niedobrze. Wychyliła głowę za okno aby zaczerpnąć świeżego powietrza.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Nolan Keats on Pon Sie 19, 2013 3:15 pm

Nolan wyszedł z przedziału numer jeden. W przedziale numer dwa nie zastał już nikogo (był pewny, że kogoś wcześniej słyszał!)... Albo i nie! Był ktoś! Leżał związany i błagał o litosć, ale Nolan go zignorował. Czasem nawet Puchoni byli bezwzględni. Trójka za to... Śmierdziała. Cóż, może tak powinno być? Nolan szukał bufo bufo Neville'a, które było brzydkie jak... ropucha. A skoro coś jest brzydkie to i śmierdzi, nie? A skoro coś śmierdzi po ucieczce Toradory czy Teodory to musi to być ten wstrętny płaz. Cóż, szkoda znaleźć tego potwora tak szybko. Chłopak bardzo chciał się przewietrzyć i odpocząć od towarzystwa swojej bella. Szkoda, że wolała jakieś trawki, łączki i górki od niego. Mogliby żywo dyskutować na wiele łączących ich tematów albo pogadać o pięknych kwiatuszkach na zielarstwie... A tu nic. Kompletnie.
Brunet zatkał nos ręką i podszedł do przedziału tylko wychylając się przez drzwi. Zauważył Snape'a, jakiegoś innego pana, Vaye z Ravenclawu, Michaela z Gryffindoru i dziwnego Spencera również z Ravu.
- O mój boże... Widział ktoś może jakąś ropuchę? I fuuuj, co tu tak śmierdzi? - wymamrotał znacząco patrząc na Spencera, a jego oczy przymgliły się od duszącego smrodu. Tak, jego teoria o brzydocie sprawdzała się w stu procentach.
avatar
Nolan Keats
HUFFLEPUFF

Liczba postów : 38
Galeony : 14
Skąd : Birmingham

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Reno Hudson on Pon Sie 19, 2013 6:58 pm

Reno potrzebował dość długiej chwili by się uspokoić. Niestety jego nerwy bardzo często nie wytrzymywały i wtedy był groźniejszy niż wkurzony Rogogon. Zaprezentował uczniom na co go stać choć pełnej gamy nie mieli okazji zobaczyć. Hudson oddychał miarowo stojąc odwrócony tyłem i wpatrywał się w to co dzieje się za oknem. Dopiero słowa Gryfona zmusiły go do tego by się odwrócił.
Spojrzał na niego i prychnął jak wkurzony kot.
- A ciekawe co też pan może wiedzieć na temat zasad jakimi rządzą się pojedynki ludzi nie magicznych. I niestety muszę się zgodzić z kolegą, że pana wiedza na ten temat jest mocno przeterminowana. W obecnych czasach nikt nie patrzy na honor. Pojedynki tego typu odbywały się w czasach Ludwikowskich w Francji ale również i w całej Europie, jednakże Francjam jeśli się nie mylę w nich przodowała. I jak by pan zapomniał czarodzieje nie pojedynkują się z ludźmi nie magicznymi. Poza tym założę się, że żaden czarodziej nie miał by czelności zaatakować kogoś nożem czy też jak to pan powiedział sztyletem i to od tyłu, pod warunkiem, że nie jest sługą Tego, którego imię jest zakazane. – powiedział i patrzył się wprost na Gryfona. Czekał aż tamten popełni błąd. Reno już miał pomysł jak chłopaka ukarać nie wlepiając mu szlabanu ani nie odejmując punktów. Hudson nie musiał długo czekać na potknięcie się chłopaka. W końcu miał za co wlepić mu jego karę, a dokładnie pracę karną. Temat podsunął mu sam Gryfon, a pomysł zgapił od Snape’a.
- Widzę, że od czasów kiedy ja chodziłem do szkoły nie wiele się zmieniło i Gryfoni dalej mają nie wyparzone języki. No cóż będzie pan miał dużo czasu by pomyśleć nad tym co pan powiedział jak i nad tym, że do nauczycieli jak i osób starszych od siebie podchodzi się z szacunkiem. Pana zadanie karne będzie polegało na napisaniu pracy pod tytułem: „Rodzaje broni białej w świecie osób nie magicznych oraz zasady ich użycia.” Praca owa ma mieć co najmniej dwa arkusze pergaminu jak również ma zawierać opisy owej broni białej. Będę wnioskował u profesora Dumbledore’a by udostępnił nam na jeden wieczór Wielką Salę by pan mógł zaprezentować swoje dzieło przed całym Hogwartem. – rzekł Hudson i spojrzał na Gryfona mając nadzieję, że zrozumiał zadanie. – A chciałbym by pańskie wypracowanie trafiło do mnie najpóźniej do końca pierwszego tygodnia nauki. – dodał po chwili i jak miał to w zwyczaju kompletnie stracił zainteresowanie Gryfonem. Następnie przeniósł wzrok na Krukona, którego nie wyparzony język był przyczyną gniewu Hudsona. No cóż miał tylko nadzieję, że chłopak nie będzie testował dłużej jego cierpliwości. Niestety jednak Krukon dalej chciał się stawiać. Nie ma sprawy, dla ciebie też się znajdzie jakaś praca. Już chciał coś powiedzieć gdy zza swoich placów usłyszał głos Mistrza Eliksirów.
- Szanowny kolega może zrobić z tym uczniem co chce, ja wiem jedno nie chcę go widzieć na oczy. – zwrócił się do Severusa i z zaciekawieniem wysłuchał kary jaką Snape mu zadał. Sądził, że była odpowiednia do przewiny.
- No cóż w takim razie jak tylko wrócę do swojego przedziału na pewno napiszę stosowną… – zaczął mówić i przerwał w połowie. Zobaczył tylko kątem oka jak do przedziału wlatują dwie łajno bomby. Nie był w stanie się odwrócić i zobaczyć kto jest sprawcą jednak miał jakieś swoje podejrzenia. Po chwili poczuł już tylko niewyobrażalny smród.
- Ktokolwiek to zrobi gorzko tego pożałuje. – krzyknął na pusty korytarz jednak nikogo tam nie zobaczył. No cóż jeśli nikt się do tego nie przyzna dostanie się Weasley’om. Dopiero po chwili wrócił do przerwanego wątku.
-…wiadomość do profesora Dumbledore’a z prośbą o wyznaczenie terminu spotkania. Zapewne niedługo dostanie pan, panie Scythe sowę z terminem i godziną owego spotkania. – powiedział i całkowicie stracił zainteresowanie Krukonem. Uważał, że już dostatecznie dostał za swoje więc dodatkowa kara mu się nie należy. Na końcu przejechał tylko wzrokiem po Megan. Nie miał nic do powiedzenia jeśli chodziło o dziewczynę. Nawet jej słownictwo umknęło jego uwadze. Stał jeszcze chwilkę w przedziale gdy nagle ktoś znów otworzył do niego drzwi. Hudson odwrócił się gwałtownie i spojrzał na chłopaka.
- Cóż uznam, że nie było tego pytania bo uważam, ze doskonale powinien pan to wiedzieć panie żartownisiu. – warknął na wchodzącego chłopaka. Po czym opuścił przedział i na korytarzu czekał na Severusa.

[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Reno Hudson dnia Pon Sie 19, 2013 7:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Reno Hudson
NAUCZYCIEL

Liczba postów : 59
Galeony : 30
Skąd : Stoke - on - Trent, Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Severus Snape on Pon Sie 19, 2013 7:13 pm

Severus spoglądał wściekle na całą trójkę tu obecną. Żeby tak sie zachowywać. To już jest szczyt granic ich głupoty. Słowa Rena lekko zdziwiły, bo przecież Gryfon i tak wyleci. Co on oczekuje, że specjalnie na jego zawołanie zjawi się w Hogwarcie i powie? Tak przynajmniej Nietoperzowi się zdawało. Ale nie skomentował jego słów. No cóż, on tez ma prawo nadawać różne kary. A że to był Gryfon, to do tego zawsze miał prawo w jego obecności. Co innego ślizgoni. Snape wtedy by zabił Rena i tyle. A niech tylko spróbuje tknąć ich.
-ZAMKNIJ SIĘ!- wrzasnął wściekle na gryfona ciskając w niego swym wzrokiem, niczym błyskawice. Nawet dał mu porządnie w pysk z liścia. On już trochę przesadza i Snape postara się, by w trybie natychmiastowym został wydalony. Nagle usłyszał otwarcie drzwi od przedziału, a potem wybuch. Nagle cały przedział zadymił się, a potem rozprzestrzenił się ohydny zapach. Snape spróbował ręką pochwycić sprawcę całego zamieszania, ale zdążył zbiec. Pociągnął młodego nauczyciela, który widocznie wolał stać i nic nie robić.
- Na co czekasz? Już, lecisz za nim!- krzyknął na młodego psora, po czym obszedł swym wzrokiem z błyskawicami na każdym uczniu. Jest młody, to może biegać za sprawcą. Co zrobić z resztą? No cóż, Snape nie może ich wywalić, jak Gryfon to zauważył. Wyczarował pergamin, na którym pojawiła się treść do Dumbledore'a o bójce w przedziale, gdy nagle do przedziału weszła następna osoba. Wściekły Nietoperz posłał ku niemu mordercze spojrzenie. Złapał za włosy od głowy i podniósł ją lekko do góry, by dobrze się przyjrzał niemu i zorientował się, co złego zrobił. Oj nie ładnie tak się zachowywać wśród Snape'a.
- Panie Keats. Czyżby pan zapomniał nauk z poprzednich lat? No cóż, szkoda. Ale mam coś, co z pewnością pana tego nauczy. Pomoże pan w zadaniu zleconym dla pana Scythe'a. Z pewnością pan Scythe będzie wdzięczny za taką pomoc.- powiedziawszy to cichym i surowym tonem, puścił chłopaka i schował za siebie ręce. Spojrzał jeszcze na każdego z uczniów swym wściekłym wzrokiem, po czym szybkim chodem wyszedł w stronę konduktora. Tak, z nimi się rozprawił i chciał poprosić konduktora, by w jakiś sposób przyśpieszył całą tą wyprawę. Nie mógł się już doczekać, aż ten Gryfon zostanie wydalony ze szkoły.

z/t
avatar
Severus Snape
NAUCZYCIEL

Liczba postów : 31
Galeony : 14
Skąd : Spinner's End, Cokeworth
Multikonta : Kronikarz

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Michael Cousland on Pon Sie 19, 2013 7:41 pm

Gryfon słuchając słów nieznajomego, tylko prychnął niezadowolony. I on to ma napisać? Spoko, nic trudnego. Poprosi siostrę o pomoc i napisze. Co za problem? Dla niego żaden. Fakt, ze z terminami może być, ale jakoś da sobie radę.
Nagle poczuł mocne uderzenie ze strony Snape'a. To go lekko wytrąciło z równowagi i lekko zachwiał się. Ojć, chyba już na dobre pożegna się ze szkołą. Przyłożył swą lewą dłoń do piekącego policzka. Auć.
Gdy zrobiło się za wesoło [czyt. zbyt niebezpiecznie], nagle w przedziale wybuchły dwie łajnobomby. Misiek zatkał nos i poleciał do najbliższego okna, czyli tuż za nim i starał się oddychać równo. No kurde, akurat ten przedział musiał być opanowany przez ten zapach? Miśkowi to całkiem się nie podoba. Z tyłu usłyszał głos Snape'a, który że był cicho, to brzmiał bardzo groźnie. Odwrócił się w stronę Nietoperza przy okazji tracąc ten czysty tlen. Ale przez to zaczął paskudnie kaszleć. No tak, jak nie Snape, to łajnobomby. Michaś nie ośmielił się nic powiedzieć, chodź już miał kilka słów na końcu języka. Postanowił więc wrócić do swego okna i próbować przestać kaszleć.Po części mu się udało, ale nadal czuł ten smród, który panoszył się po całym przedziale. Nie spostrzegł, kiedy Nietoperz opuścił ich przydział. A szkoda, lecz co on tu więcej mówić będzie.
i tak zostały mu dwie opcje. Albo stać przy oknie ciesząc się częściowo świeżym powietrzem, albo wydostać się z gwarantowanym atakiem kaszlu. Przecież sprawca nie został do razu złapany, więc mógł przecież i inne przedziały potraktować w ten sam sposób. Chłopak wolał zostać przy oknie i tyle. Nie chce mieć potem ataku kaszlu, a na czary i tak jest za słaby.
avatar
Michael Cousland
GRYFFINDOR

Liczba postów : 111
Galeony : 37
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Spencer Scythe on Pon Sie 19, 2013 7:53 pm

Dlaczego? Dlaczego zawsze to samo? Jak nie urok, to jakiś zasrany przemarsz wojsk. Przynajmniej w końcu udało im się pozbyć nauczycieli. Ale na nieszczęście został tu ten wredny, irytujący, mały...suchoklates. Do tego cuchneło jak...Nolan. Cholera, ta sytuacja była centralnie paskudna. Cóż - ciężkie sytuacje wymagają poświęceń. Ale najpierw Nolan, potem obrona przed łajnobombami. Jeszcze pare sekund wytrzyma ten fetor, w końcu zdarzało mu się spotykać Malfoya, to co to łajnobomby przy nim? Podeszedł do Nolana, spojrzał mu prosto w oczy wzrokiem pełnym negatywnych uczuć (zarówno do Puchona jak i do nowopoznanego nieznajomego, a niech chłopak ma z nadwyżką) i rzucił tylko ciche:
-Won. Dorośli mają swoje sprawy
Wtedy już nie wytrzymał - pora było uratować swoje biedne drogi oddechowe. Użył na sobie zaklęcia Bąblogłowy, aby zapewnić sobie jakiś zapas czystego powietrza, bez konieczności sterczenia w oknie.
-Ah jaka piękna pogoda dzisiaj-rzucił w zanieczyszczone powietrze.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Megan Vaye on Pon Sie 19, 2013 8:12 pm

W końcu tamta dwójka wyszła, znaczy i tak nie cieszyła się z tego bo podejrzewała, że wyszła tylko dlatego, że ktoś wrzucił łajnobombę do środka. A to naprawdę było bardzo nieprzyjemne. Myślała, że w końcu będą sami w tym przedziale, Megan miała do pogadania z panami którzy zaczęli tą durną bójkę, ale zanim to nastąpiło to zauważyła, że do ich przedziału wszedł jeszcze jeden osobnik. Nie znała tego chłopaka, ale nie miała ochoty teraz go poznawać, i zapewne gdyby nie spojrzenie Spencera i po prostu powiedzenie mu wprost, aby stąd wyszedł, sama by pewnie wyniosła, albo wykopała go za fraki. Była naprawdę wściekła.
Nie przejmując się tym, czy w końcu Pan Nolan sobie poszedł czy nie skierowała swoje spojrzenie na chłopaków. Akurat jakoś smród z łajnobomby przestał jej przeszkadzać, bo miała zamiar nakrzyczeć na obecnych tutaj chłopaków. Stanęła przed drzwiami przedziału aby żaden z nich nie mógł wyjść. Patrzyła to na jednego to na drugiego. Była naprawdę wściekła, i mając nadzieje, że oni wiedzą o tym, że ona jest zła posłuchają jej i nie będą jej ignorować. Na pewno któryś z nich spotkał się z wkurzona dziewczyną, i raczej nie byli osobami którzy chcą przechodzić przez to jeszcze raz, zwłaszcza, że wkurzona Dziewczyna oznaczało kolejną bójkę, tym razem z nią w roli głównej. Kilka oddechów i wydechów, po czym zacisnęła mocno rękę w pięść i... i z całej siły uderzyła w framugę drzwi do przedziału. Na pewno to musiało zwrócić uwagę dwójki chłopaków, bo nie dość, że uderzenie sprawiło dość mocny huk, to jeszcze na dodatek, no chyba nie sposób nie zauważyć, ładnej dziewczyny, w dość solidnych glanach, stojącej niczym sierżant z Meksyku, z zaciśniętą pięścią, która prawie zrobiła dziurę w ścianie i na dodatek jej wzrok mówił tylko tyle, że ona ma zamiar ich zabić. Tak zdecydowanie powinni jej chociaż posłuchać, i nie ignorować jej. Przynajmniej przez pewien czas.
- Moi drodzy Panowie... Czy wyście stracili rozum do reszty?! - wrzasnęła zapewne na cały wagon. Zaczęła się aż zastanawiać czy nie przyjdą jakieś gapie, aby popatrzeć co się tutaj dzieje, że jest taki hałas. A trzeba przyznać, wrzask to dziewczyna również miała potężny. - Może zacznijmy od początku co?! Co to miało być?! Rozmawiamy sobie spokojnie, bawimy się śmiejemy się, a wy nagle skaczecie sobie do gardeł jak jakieś bezmyślne bachory! O co Wam poszło co?! Co to miało znaczyć Michael?! - spytała a jej wkurzony wzrok padł na kolegę z domu lwa. - Czy miał on przepraszam muchę na twarzy i postanowiłeś ją w bardzo efektowny sposób ubić?! O to ci chodziło?! Bo tylko takie wytłumaczenie, może być jak dla mnie chwilowo najrozsądnieje, ale nie znaczy to, że nadal mądre! - warknęła na nich po czym swoje spojrzenie skierowała na Spencera, oraz swój palec – A ty również nie jesteś święty! Sam wiesz o co się biłeś z nim?! Bo ja jakoś wątpię, no proszę słucham?! - krzyknęła ale jakoś nawet nie chciała słuchać ich wyjaśnień.
Zrobiła chwilę przerwy na oddech po czym znowu zaczęła tyradę na nich.
- I jeszcze to głupie tłumaczenie, że przeze mnie się pobiliście. Mam nadzieje, że to był głupi żart, bo jeśli to była prawda, i chodziło wam tylko o to kto koło mnie usiądzie, to spodziewałam się, że jesteście mądrzejsi, naprawdę. Nie przyjmuje tego powodu nawet pod uwagę. Nawet sobie darujcie takie coś. - powiedziała nawet trochę spokojniej, jednak w razie czego jeśli oni chcieliby się odezwać, ta podniosła rękę, aby ich uciszyć i znowu zaczęła.
- Nie skończyłam jeszcze! A poza tym, druga sprawa, czy wyście powariowali. Ja rozumiem, bo sama pyskuje Snape'owi, i ja to rozumiem, ale wasza sytuacja była naprawdę już pod kreską, i ja rozumiem powiedzenie im czegoś raz, może i dwa razy, ale na brodę Merlina to co Wy zaczęliście robić to już jest przekroczenie granic! Nawet ja tak nie robię przy nauczycielach, a chyba jestem z naszej trójki najbardziej karana za szlabany. I jeszcze na dodatek ja zostałam w to wplątana. Nie myśl sobie Spencer, że będę ci pomagać w robieniu tej pracy. Ty zacząłeś i ty będzie ponosić konsekwencję tego! Po prostu nie rozumiem, jak mogliście zachować się jak nierozumne, po prostu ...- nawet nie wiedziała jakiego słowa użyć.
Westchnęła mocno, po czym chwyciła swoją torebkę i powiedziała do nich.
- Chwilowo nie mogę po prostu na Was patrzeć tak mnie zdenerwowaliście... -i już miała wychodzi na korytarz kiedy sobie o czymś przypomniała. Odwróciła się jeszcze do Michaela i powiedziała.
- A i jeszcze jedno...- BUM! Uderzyła Michaela tak samo jak wcześniej Spencera. Pokazała palcem i na jednego i na drugiego. - I żeby nie było oberwaliście za to samo. Czyli o tą bójkę. -
Powiedziała, po czym o ile Nolan jeszcze tu siedzi, popchnęła go tak aby zsunął jej się z drogi i wyszła na korytarz.
[z/t]
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #3

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 3 Previous  1, 2, 3  Next

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach