Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Kronikarz on Wto Cze 11, 2013 7:08 pm

First topic message reminder :

Jest to średniej wielkości pomieszczenie z dwoma rzędami ławek i biurkiem nauczyciela. Oświetlenie jest w miarę dobre, niedaleko biurka znajduje się gablotka z książkami OPCM, a na ścianach z tyłu klasy można zobaczyć obrazy przedstawiające wcześniejszych nauczycieli tego przedmiotu.
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down


Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Draco Malfoy on Nie Wrz 15, 2013 7:43 pm

Tego ranka Draco zapomniał ustawić budzika, wskutek czego przespał wraz ze swoimi kumplami porę śniadania. Obudził ich dzwonek wzywający wszystkich na lekcje. Draco otworzył gwałtownie oczy.-Jasna cholera!-zaklął głośno, kiedy uprzytomnił sobie, że powinienem już znajdować się w klasie od obrony przed czarną magią. Przebrawszy się szybko w szkolną szatę, wrzucił wszystkie niezbędne do lekcji przedmioty do torby i wybiegł z pokoju na korytarz, nie czekając na swoich jak zwykle ociągających się kolegów. Przebiegłszy szybko korytarz, zbiegł po schodach na piętro, na którym odbywała się lekcja i wpadł do klasy.-Dzień dobry! Przepraszam za spóźnienie.-wydyszał, rozejrzawszy się po sali w poszukiwaniu wolnej ławki. Dostrzegł puste miejsce na samym końcu, toteż udał się tam, kładąc na ławce torbę i wyciągając z niej podręcznik, orle pióro, zwój pergaminu i kałamarz z czarnym atramentem. Usiadł na krześle, rozwinął pergamin i otworzywszy kałamarz, umoczył pióro z zamiarem robienia notatek z lekcji, kiedy do sali weszli jego dwaj spóźnialscy kumple. Crabbe zajął miejsce obok niego, a Goyle zasiadł na brzegu ławki, przynosząc sobie krzesło.
avatar
Draco Malfoy
SLYTHERIN

Liczba postów : 79
Galeony : 18
Skąd : Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Raye Eve Chantal on Nie Wrz 15, 2013 7:58 pm

//Ludzie, gdzie wy krzesła i ławki widzicie jak one wszystkie są na tyle klasy i siedzą na nich Avery i Raye? ;/


Dlaczego?
Pytanie retoryczne nigdy nie zasługiwało na odpowiedź. To wszystko nie miało sensu.
Raye nie rozumiała czemu Avery patrzył na nią jakby kogoś zabiła. Jakby była zwykłym żukiem. Albo jakby on był najlepszym uczniem elitarnej szkoły dla geniuszy. Tym najlepszym, najwyżej postawionym kujonem w durnych okularach za którymi znajdował się gardzący wzrok. Raye znała takie postacie z setek książek. Zwykle wtedy bohaterki przechodziły piekło walcząc i odpierając ataki obojętności by cokolwiek osiągnąć - jakiś mały krok ku zmianie na lepsze. Raye nie potrafiła walczyć. Nie mogła zostać aurorem, ministrem czy nawet uzdrowicielką. Potrzebowała ciągłej ochrony i niezmąconego spokoju. Tarczy, obrońcy, rycerza, słuchawek, peleryny niewidki. Czegokolwiek by tylko uciec, wyminąć życie, rozpłynąć się w tłumie. Była tylko małą dziewczynką z pluszowym króliczkiem.
Zadrżała.
Brunet przeklinał pod nosem, a ona nic nie rozumiała. Miała ochotę się schować. Przed niedobrym boginem, przed wściekłym kolegą. Była przerażona. Jej serce prawie wyrywało się z ciała. Czym naprawdę będzie jej własny nemezis lęków? Szyszymora? Martwa matka? Krew? Nocne zjawy? Trupy znajomych? Jej bracia jako śmierciożercy? Samotność? Cienie pędzące po ścianach? Testrale? Ponurak? Dementor? Lustro? Szaleństwo? Zamieszkanie w oddziale zamkniętym? Utrata pamięci i wspomnień? Samotna i przedwczesna śmierć? Wojna?
Potrząsnęła głową energicznie chowając twarz w dłoniach. Czuła się słaba, jakby ktoś wypuścił z niej powietrze. Jak z czerwonego, samotnego balonika. Zaczęła energicznie kręcić głową. Przecież leciała wesoła melodia Swing, Swing, Swing! a niedorzecznością byłoby płakanie gdy powinno być wesoło. Ruda stanęła na palcach próbując zobaczyć co się dzieje. Problem był taki, że Raye była za niska.
Umysł podsunął jej wspomnienia jak na tacy. Pamiętała jak była na festiwalu z mamą i ta brała ją na barana. Zawsze żartowały, że przez te rude włosy musiały wyglądać jak Chantalowy dwugłowy potwór. Były to te piękne czasy gdy miała rodzinę, a "uczucia" nie były zlepkiem liter.
Opuściła głowę i wspięła się na ławkę. Dokładnie rzecz biorąc, usiadła na niej by zobaczyć co się dzieje tam, po drugiej stronie sali. Starała się nie zwracać uwagę na zezłoszczonego Rowlanda. Przedzieliła włosy by grzywka nie zasłaniała jej widoku. Druga część sali stała się widoczna dla zielonookiem. Megan dzielnie walczyła ze strachem. Mimo widoku trumny i ciała tuż przed jej równym nosem zachowała stoicki spokój. Raye czuła się tak bardzo, bardzo słabo. Odpływała.
Gdy do jej uszu dotarły pierwsze dźwięki This is Halloween, rozbudziła się. Pochylona postura zaczęła się wyprostowywać, a oczy zaświeciły specyficznym blaskiem. Była trochę bardziej Eve niż można było się spodziewać. Spojrzała na towarzysza nie odpuszczając jego wcześniejszej sarkastycznej odpowiedzi.
- Niedojrzały palant - burknęła z powagą. - Wyłysiej dziadzie.
Skrzyżowała ręce na piersiach i prychnęła w taki sposób, że jej grzywka energicznie podskoczyła od wprawiania w ruch cząsteczek powietrza.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Kronikarz on Nie Wrz 15, 2013 9:23 pm

Lupin poklaskał z uznaniem spoglądając na uczennicę. Najwidoczniej uczniowie Ravenclawu nie tylko znali się na teorii, ale i posiadali niczego sobie wyobraźnię. Klasa jak i sama uczennica śmiali się z tego wszystkiego. Jasnowłosa wróciła do szeregu, a profesor rozejrzał się po sali próbując wypatrzeć jakąś znajomą twarz. Ponownie spojrzał na dziennik nie znajdując tam żadnego pomocnego nazwiska. Skierował znaczący wzrok na spóźnialskich czyli na Pottera, Johnsona, Malfoya i Rowlandównę.
- Dalej, uczniowie! - spróbował zmotywować grupę patrząc kątem oka na tańczące twory Vaye.



Edit. Jak widzicie, pisanie użytkownik-kronikarz nie ma najmniejszego sensu. Po prostu wychodźcie w dowolnej kolejności. Pamiętajcie też, że nie każdemu musi udać się za pierwszym razem - może rzucić za pierwszym razem zaklęcie i nic się nie stanie, a dopiero za drugim lub w pierwszym poście nie da rady i wróci w kolejnych tym razem pokonując bogina i mając lepszy pomysł na jego zabawny wygląd. Albo też może się komuś w ogóle nie udać, jak kto woli. Po prostu nie róbmy ze wszystkich postaci super Mary Sue.
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Cassidy Ainsworth on Nie Wrz 15, 2013 10:16 pm

Cassidy Ainsworth przyglądała się całej lekcji z zdumieniem. Boginy mimo wszystko nie okazały się być wielkim trudem dla innych dwóch uczennic. Zielonooka zebrała w sobie siły i wystąpiła naprzód. Podeszła do bogina.
TRZASK.
Trumna przekształciła się w lustro. Niczym w Królewnie Śnieżce. Chyba każdy w klasie mógł zauważyć, że owe lustro odbija tylko ją - Cassidy Ainsworth. Na ramie lustra zaczęły pojawiać się napisy.
AJ CANEILA
Blondynka przechyliła głowę na bok otwierając usta. Zamyśliła się na chwilę. Naprawdę lustro było jej strachem? Czemu ten strach był tak spokojny, niewinny? Czyżby był swego rodzaju odwzorowaniem spokojnego życia Cassie? I o co chodziło z tym "aj"? Bogin nie potrafił angielskiego?
- Riddikulus!
Przez ułamek sekundy nic się nie działo, jednakże po chwili szkło pękło przedzielając się na dwie połowy. A potem na kolejne części. W lustrze zaczęli pokazywać się inni uczniowie, a ich twarze zaczęły wyglądać jak w sali luster w wesołym miasteczku. Jedni byli chudzi, inni grubi, jedni wysocy, jeszcze inni niscy. Niektórzy mieli nieproporcjonalne ciała, inni stali do góry nogami lub ich części twarzy pozamieniały się miejscami. Blondynka ryknęła śmiechem spoglądając na zniekształconych znajomych jak i na siebie wyglądającą jakby miała ponad dwa metry wzrostu. Bogin został zdezorientowany, a dziewczyna powróciła na miejsce. W jej głowie grzmiały tylko dwa niezrozumiałe dla niej słowa. Aj Caneila. Postanowiła, że zapyta o to pewnego znajomego Krukona gdy tylko go zobaczy.
avatar
Cassidy Ainsworth
HUFFLEPUFF

Liczba postów : 17
Galeony : 9
Skąd : Cardiff
Multikonta : Raye Eve Chantal

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Ethan Johnson on Pon Wrz 16, 2013 7:07 am

A więc lekcja na którą się spóźnił miała charakter praktyczny. Ucieszyło to bardzo Krukona, bo po ostatnich dwóch latach miał dość czytania książek mimo wszystko. Wreszcie coś zacznie się dziać i będą się uczyć jak na uczniów przystało. Bo książkę może sobie przeczytać w każdej chwili. Ale zapoznać się z zagrożeniem w życiu to już nie będzie zbyt miło. Lepiej na początku poznać pewne możliwości na zajęciach, a potem już jak przyjdzie co do czego to umieć z tym walczyć. Pewnie od razu mistrzem nikt nie zostanie, ale przynajmniej będzie próbować.
Kiedy dwie z uczennic podjęły próbę walki z boginem, Ethan przyglądał się im uważnie. Boginy przybierały największe obawy owych dziewczyn. Sam Johnson nie wiedział czego najbardziej się boi. Miał nadzieję, że nei zmaterializuje się przed nim w klasie jakiś Śmierciożerca albo... Voldemort. Chociaż nigdy nie widział Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać to bał się go. Każdy w świecie czarodziejów się bał, co świadczy chociażby o tym, że nikt nie śmiał wymówić jego prawdziwego imienia. A były ku temu powody, skoro ów czarnoksiężnik sparaliżował parę lat temu świat czarodziejów. Ale nie o tym tutaj teraz będzie mowa, bo jego nie ma, a są uczniowie i profesor Lupin.
Nikt na razie nie chciał się zgłosić jako kolejna osoba do wystąpienia w walce z boginem. No to pora na reprezentanta męskiej części domu Kruka. I tak oto Ethan wyszedł trochę przed szereg, a wówczas zaczęło się. Nie wiedział czego może się spodziewać, ale w duchu liczył, że sobie poradzi. Ba, nawet w sumie jak sobie poradzi to nie wiedział w co śmiesznego zamienić to, w co się bogin przeobrazi. A bogin przemienił się w... Inferiusa! Inferiusy to zwłoki ożywione przez czarnoksiężnika za pomocą czarnej magii. Stworzenia te nie mają wolnej woli i nie są zdolne do samodzielnego myślenia, a ich jednym celem jest spełnianie rozkazów czarnoksiężnika, który powołał je do życia. Tyle co o nich wiedział. Strach przybrał w nim wielkie oczy, ale wiedział, że ostatecznie nic nie robienie nie przysporzy mu zwycięstwa.
- Riddikulus. - powiedział spokojnym głosem machając różdżką, jednakże nic się nie wydarzyło. Być może wypowiedział to źle, źle coś zaakcentował, albo po prostu za cicho. Albo może nie wypowiedział tego zbyt głośno? A Inferius był coraz bliżej. Pomocy nie mógł znikąd oczekiwać. Klasa jakby się rozpłynęła, a pozostał tylko Krukon i Inferius. Trzeba było szybko działać!
- Riddikulus! - krzyknął tym razem i wreszcie coś się zaczęło dziać, chociaż nie bezpośrednio po rzuceniu zaklęcia. Tak jakby czar musiał pomyśleć czy ma się udać, czy też nie. Jakąś sekundę lub dwie później, sam Ethan nie potrafił tego określić czasowo. Inferius zmienił się w... małpę z mocno pomalowanymi i wielkimi ustami skaczącą na jednej nodze i drapiącą się po tyłku. Krukon uśmiechnął się, bo to oznaczało, że zaklęcie mu wyszło, choć początkowo wyglądało to tragicznie. Mógł z ulgą odetchnąć i cofnąć się do szeregu uczniów. Stanął i czekał co się wydarzy dalej.
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Aurelia Hawke on Pon Wrz 16, 2013 8:49 am

Weszła spóźniona do klasy i westchnęła patrząc na Profesora
-Przepraszam za Spóźnienie-powiedziała skruszonym tonem i stanęła gdzieś z tyłu klasy. Jakoś nie miała ochoty podejść do bogina ponieważ nie miała pomysłu w co by mógł zmienić się buchorożec który staranował jej tatę. Zamyślona wbiła spojrzenie w dal i rozmyślała nad śmiesznymi kształtami by mimo spóźnienia,pokazać że zależy jej na udziale w lekcji i ocenie. Widziała że już część osób zajęła się swoim strachem najzabawniejsze wydało się teraz jej to w co zamienił się Inferius Ethana, zaczęła się cicho śmiać i zamilkła bojąc się że Zwróci na siebie uwagę Lupina.
Obracała w rękach swoją różdżkę myśląc nadal co może być śmiesznego u tego pseudo nosorożca którym był buchorożec.Próbowała sobie przypomnieć pare śmiesznych sytuacji z domu w wakacje ale narazie nic nie wpadało jej do głowy.
avatar
Aurelia Hawke
HUFFLEPUFF

Liczba postów : 51
Galeony : 15
Skąd : Dolina Godryka

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Draco Malfoy on Pon Wrz 16, 2013 6:33 pm

Kiedy przyszła kolej na Malfoya, ten powstał z krzesła i podszedł do wygłupiającej się pośrodku klasy małpy, stając w bezpiecznej odległości i wyciągając z kieszeni różdżkę. Małpa zaczęła co chwila zmieniać postacie, albowiem Malfoy bał się prawie wszystkich magicznych stworzeń, toteż bogin przemieniał się to w wilkołaka, to w wampira, dementora, trolla, smoka, ogra, olbrzyma, hydrę, akromantulę, bazyliszka, zombie, centaura, chimerę, sfinksa, trójgłowego psa. Malfoy otworzył szeroko oczy z przerazenia, a kiedy bogin przybrał postać inferiusa nie wytrzymał.- AAAAAAAAAAAAAA!!!!!!- wrzasnął, po czym uciekł na koniec klasy, zapominając zupełnie o tym, że trzymał w ręku różdżkę, która miała mu posłużyc do poskromienia swoich lęków.
avatar
Draco Malfoy
SLYTHERIN

Liczba postów : 79
Galeony : 18
Skąd : Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Raye Eve Chantal on Sro Wrz 18, 2013 1:05 pm

Rudowłosa dziewczyna uśmiechnęła się nieznacznie zdając sobie sprawę, że już wiele osób w sali zmierzyło się ze swoim boginem. Raye zadała sobie podstawowe pytanie "dlaczego". Nieznacznie skrzywiła się. Była prefektem, uczennicą Ravenclawu i należała do klasy OWUTEMowej. Nie mogła się przecież poddać. Była Chantal i nie mogła dalej hańbić swego nazwiska.
- Niektórzy mają nieźle narypane w głowie - zwróciła się do towarzysza bez cienia złośliwości.
Znacząco skierowała wzrok na inferiusa Malfoya wspominając inferiusa-małpę, nawiedzone lustro, śpiewające szkielety i wilkołaka baletnice. Jednakże strach Dracona prawie doprowadził Raye do płaczu ze śmiechu.
"Żałosne, doprawdy, żałosne"
Dziewczyna z gracją zeskoczyła ze stołu na którym siedziała. Powolnym krokiem ruszyła do bogina przechodząc przez gąszcz uczniów. Niezbyt zdziwił ją fakt, że nagle jej irracjonalny strach zniknął. Była Raye, więc takie rzeczy mogły się dziać.
Nastolatka wyciągnęła zza ucha swoją różdżkę z drewna daglezji. Dziewczyna przez ułamek sekundy przeżyła flash-back wspominający jak kiedyś wnikała w znaczenie różdżki. Podobnież włókno z serca testrala było bardzo rzadkim rdzeniem, który wybierał osoby ambitne z aspiracjami. Zakres mocy magicznej też był wielki dzięki czemu nawet słabsi czarodzieje mogli sobie radzić z silniejszymi zaklęciami. Może właśnie to tłumaczyło sposób w jaki nauczyła się animagii? Drewno daglezji wybierało inteligentnych i kreatywnych właścicieli, co nawet potwierdzała symbolika długości. Skoro różdżka była silna, to i ona musiała taka być. Był tu nauczyciel, uczniowie, pomoc. Przecież nic nie mogło się stać.
Stanęła spoglądając na bogina. Nie bała się tego brzydkiego ciała, inferiusa, a bogin to wyczuł.
Trzask na chwilę przeszył klasę, a Raye utkwiła wzrok w osobie spoczywającej na ziemi. Martwa kobieta. Osoby z tyłu klasy mogłyby pomyśleć, że Rayline zobaczyła samą siebie martwą, lecz ci bardziej spostrzegawczy zauważyli, że jest to całkiem inna persona. Diana Chiara Reid-Chantal spoczywała na ziemi. Jej biała suknia była ubarwiona szkarłatem, a zielone oczy spoglądały w nieboskłon. Raye zadrżała.
Mamo...
Odwróciła głowę próbując wymyślić jak zmienić tę groteskę w coś zabawnego. Fajerwerki i gwiazdki jako jedyne przyszły jej na myśl. Żadne cudaczne ubrania nie mogły zakryć tego kwasu, smutku jaki wywoływał ten widok. Zbita z tropu Raye uniosła różdżkę i...
Jej uszy odczuły jakby ktoś został zbiczowany. Trzask ponowił się tym razem o wiele głośniejszy i dziwem było, że nikt naprawdę nie wydał z siebie przerażającego wrzasku, który najwyraźniej pojawił się tylko w wyobraźni dziewczyny.
W miejsce rudowłosej kobiety pojawiła się całkiem inna osoba. Aslan Richard Chantal leżał na brzuchu z wbitym nożem w plecy. Mimo iż dziewczyna nie widziała jego twarzy, była pewna, że to on. Podobnież rodzeństwo się nienawidziło, więc czemu jej strachem miałaby być śmierć brata?
Zapragnęła rzucić Riddikulusa zmieniając szkaradną istotę w clowna, jednakże było na to za późno.
TRZASK.
Dwójka młodszych braciszków pojawiła się na ziemi. Ich małe palce splatały się w braterskim uścisku dłoni, a ich lica ukazywały wyrazem bólu i pewną formę przedśmiertnego spokoju, melancholii. Byli niczym kulące się na ziemi obicia lustrzane.
Rayline zasłoniła swoje lewe oko tą samą ręką, trzymając w drugiej różdżkę. Mokra, słonawa ciecz obmywała cienkie palce dziewczyny, która jedynie stała niczym bierny widz przypatrując się makabrze odgrywającej się na jej oczach przez bogina - aktora wielu roli. Wszystkie trybiki w jej głowie pracowały na jak najwyższym poziome próbując wymyślić sposób na pokonanie stwora jednocześnie prawiąc jej podszepty utwierdzające w przekonaniu, że to tylko głupi bogin.
Nastąpił kolejny trzask, a Raye błagała w myślach tylko o to by bogin przybrał jedną postać by mogła rzucić zaklęcie i go pokonać.
Ku jej zdziwieniu, na podłodze spoczywał feralne ciało Avery'ego. Dziewczyna była wystarczająco zszokowana by jej procesy myślowe znacznie zwolniły. Jej przyjaciel był martwy, a śnieżnobiała koszula bruneta została poszatkowana tudzież skalana rubinowym płynem. Na myśl narzędzia zbrodni przyszła jej tylko katana. Ruda poczuła się słabo, a dźwięki przestały być przez nią słyszalne. Powoli potrząsnęła głową przygryzając usta, nerwowo obracając przegub różdżki między palcami prawej dłoni. Czuła się zatracona.
Raye, głupia różowa świnko, on jest za tobą.
Przełknęła ślinę, a bogin wykonał swój przedostatni ruch. Truchło Rowanda zamieniło się w jego siostrę, która miała na sobie czarną pelerynę, jednakże nie ona się liczyła. Jej ciało otaczały ciemne kwiaty i ich płatki niczym na jakimś burżuazyjnym pogrzebie. Mimika Sawyer nie pasowała do całej kompozycji - była wyraźnie przerażona, zastygła, a elementem przykuwającym uwagę była zieleń na twarzy, jakby niewidzialne światło padało tylko nań.
Ostatni trzask, ostatnia zmiana. Aż dziwem było, że czas od podejścia do bogina aż do teraz to tylko kilka szybkich, lecz bolesnych niczym wymierzane baty przez kata sekund.
Ostatnia była Raye. Ona sama, martwa z wieloma bliznami na rękach. Krew z ran znajdujących się powyżej przedramienia płynęła dziwnym nurtem jakby nie płynęła z nich ku rękom, lecz z dłoni, gdzie była największa ilość krwistoczerwonej cieczy, do ran. Irracjonalny bogin - było to jedyne cisnące się na usta stwierdzenie. Krew z rąk. Czyżby była to kwintesencja, sęk wszystkich lęków? Strach przed śmiercią bliskich spowodowanymi przez samą siebie? Największa absurdalność do tej pory, zasługująca na kontratak.
- Riddikulus - wypowiedziała inkantacje wykonując niezbędny ruch różdżką.
Zwłoki powstały, a wygląd dziewczęcia zmienił się niesamowicie. Jednym mógł się kojarzyć z Sakamoto Chiyo z książki Wyznania gejszy, innym z clownem. Może nawet mugolakom z przyszłości skojarzyłaby się to z Effie Trinket. Jej włosy miały loczki, podchodziły bardziej pod blond i srebrzysty blond i były one znacznie krótsze niż normalnie, jednakże wystawały na różne strony. Spoczywał na nich kapelusik-kwiatek, twarz była wybielona. Niebieska kreska eyelinerem okrążała oczy posiadające sztuczne, pokręcone rzęsy, tuż pod pastelowymi cieniami do oczów w kolorach ostrej pomarańczy, różu i czerwieni. Policzki okalał róż, a różowo-fioletowe usta były zrobione na japońską meiko. Jej dłonie, po których niegdyś spływała krew, miały teraz czarny tatuaż niczym szalone, pokrętne wzorki. Strój miała równie fikuśny. Zaśmiała się kwaśno. W końcu cała ta przygoda była słodko-kwaśna. Niektórzy również się pośmiali, a dziewczyna odeszła na tył klasy ze schyloną głową wciąż ocierając łzy. Przysiadła na stole w znacznie większej odległości niż ostatnio dając koledze niewerbalny sygnał by nie poruszał tematu bogina i zostawił ją w spokoju.


Ostatnio zmieniony przez Raye Eve Chantal dnia Sro Wrz 18, 2013 8:01 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Harry Potter on Sro Wrz 18, 2013 1:19 pm

Harry obserwował jak kolejni uczniowie podchodzą do walki z boginem, który przemieniał się w różne widma ich strachu. Najbardziej rozbroił go Draco Malfoy, który najwyraźniej bał się... Wszystkiego! Co jak co, ale myślałem, że ów Ślizgon miał trochę więcej odwagi niż to pokazał teraz w klasie. Praktycznie nie zrobił nic i okazał się być zwykłym tchórzem, tak jak i zwykle to bywało. Zresztą nie pierwszy raz zachował się jak ostatni idiota, który by był zdolny do walki. W bodajże pierwszej klasie wyzwał Harry'ego na pojedynek i nie stawił się w umówionym miejscu o umówionej porze. Cóż, nie wszyscy są tacy odważni na jakich się malują.
Nikt nie zgłaszał się do walki z boginem i to trochę w sumie przeraziło Harry'ego. Czyżby Bogin był aż tak straszny, że woleli się nie wychylać przed szereg? Fakt, Malfoy speniał się jak nie wiadomo co, ale nie może być on wyznacznikiem odwagi. Ponieważ nikt się nie chciał zgłosić do walki z boginem to wystąpił przed wszystkich Harry. Stanął z różdżką w ręce i cały był napięty tak jakby nie wiedział co robić. Zaklęcie rozbrajające to stworzenie znał, ale czy udałoby mu się zrobić to bezbłędnie? Właściwie to sam nie wiedział czego się boi. Przez chwilę pomyślał, że bogin może się zmienić w Lorda Voldemorta i będzie kompletny strach wśród wszystkich w klasie. Jednakże przypomniał sobie, że chyba lepiej będzie zmierzyć się z boginem-dementorem niż aby Ten Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać zmaterializowałby się w klasie. Harry był gotowy i czekał aż bogin wyjdzie mu naprzeciw by zmienić się w tego, przez którego zemdlał w pociągu. Tylko sekundy już dzieliły Pottera i to, w co teraz się przeobrazi bogin, czyli w największy strach Gryfona jakim był Dementor. Ale jak się zakończy to wszystko dla Harry'ego, to tego nie wie nikt...
avatar
Harry Potter
GRYFFINDOR

Liczba postów : 56
Galeony : 45
Skąd : Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Draco Malfoy on Sro Wrz 18, 2013 6:47 pm

Nie mógł patrzeć na te wszystkie straszne rzeczy, które ukazywały się jego oczom, toteż usiadł na krześle bokiem i pochylił się, chowając twarz w dłoniach, by niczego nie widzieć, cały się trzęsąc ze strachu. Słyszał przyspieszone bicie własnego serca i czuł, ze zaczyna mu się robić niedobrze z przerażenia, jakie go obezwładniło od chwili, kiedy musial zmierzyć się z boginem, co totalnie mu się nie powiodło. Jak on nienawidzil tych wszystkich głupich zajęć, które doprowadzały go do takiej frustracji, w jakiej się obecnie znajdował. I to wszystko przez jakiegoś durnego, obdartego nędzarza, który ośmielił się przyjąć stanowisko nauczyciela obrony przed czarną magią, choć według Dracona kompletnie się do tego nie nadawał, skoro najwyraźniej miał zamiar doprowadzać swoich uczniów do zawału, wzbudzając w nich panikę, poprzez obnażanie ich największych lęków za pomocą jakiegoś dziwacznego stworzenia. Crabbe i Goyle również nie byli zachwyceni pomysłem zmierzenia się ze swoimi lękami, co można było wyczytać z zszokowanych wyrazów ich twarzy, jednak pomimo przerażenia obserwowali jak inni radzili sobie z boginem.
avatar
Draco Malfoy
SLYTHERIN

Liczba postów : 79
Galeony : 18
Skąd : Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Kronikarz on Sro Wrz 18, 2013 8:43 pm

Profesor Lupin przez dłuższą chwilę zastanawiał się co będzie boginem Harry'ego. Wiele uczniów walczyło z boginem tworząc interesujący wachlarz lęków i fobii. Mężczyzna szczerze uważał, że w sali pojawi się Lord Voldemort i jakże wielkim zdziwieniem było dla niego gdy jego miodowym oczom ukazał się dementor. W jednej chwili rzucił sie do przodu zasłaniając Pottera własną piersią.
- Niee! - wydarł się wrzask z jego ust.
Dementor na ułamek sekundy zastygł w miejscu po czym zrolował się w coś co wyglądało dla uczniów jak świecąca, kryształowa kula. Dla Remusa nie była to "tylko kula", lecz księżyc przysłonięty chmurami.
- Riddikulus! - powiedział zdecydowanie.
Srebrna kula przemieniła się w balon z którego spuszczono powietrze. Balonik przeleciał całą klasę stając się z sekundy na sekundy coraz bardziej pusty. Gdy pojawił się przy Lupinie i Potterze, nauczyciel zamachnął się różdżką, a balonik wleciał do szafy, której drzwi uchyliły się chwilę temu po czym zamknęły się z głośnym trzaskiem.
- No tak, przepraszam za to. Na dzisiaj wystarczy. Proszę bardzo, pozbierajcie teraz swoje książki. To już koniec lekcji, dziękuję - delikatnie ukłonił się, a wśród uczniów rozległo się rozciągliwe "buuuu". - Przepraszam! Z boginami nie należy przesadzać.
Uczniowie zaczęli pakować swoje rzeczy, a Harry wpatrywał się pustym wzrokiem w bliżej nieokreślony punkt. Igła gramofonu została zabrana z winylowej płyty po czym rozległ się dzwonek zawiadamiający o przerwie. Gdy uczniowie opuścili salę, postanowił odpuścić odjęcie punktom spóźnialskim, ten jeden jedyny raz. Zaklęciem ustawił ławki znajdujący się na tyłach w przeznaczonych dla nich miejscach. Opuścił salę kierując się do swojego gabinetu.



/zt dla wszystkich
KONIEC LEKCJI
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Klasa Obrony Przed Czarną Magią

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach