Komnata Czterech Pór Roku

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Kronikarz on Czw Cze 13, 2013 9:41 pm

Wspomniane pomieszczenie jest wielkości średniej klasy, a urzęduje w niej dosyć silna, ale i wyjątkowa magia. Otóż w każdej chwili możesz zmienić porę roku i wygląd tego pokoju za pomocą czterech zaklęć. Chcesz wiosnę? Proszę bardzo. Czyżby sale właśnie obrastały kwiatki i wyrastały młode drzewka? Lato? No dobrze, a więc połóż się na leżaku i się poopalaj. Jesień? Czyżby wiosenne drzewko zaczęło gubić złotawe liście? A może jednak wybierzesz zimę? W takim wypadku śnieg będzie sięgał ci do kolan, ale może ulepisz przyjaznego i magicznego bałwanka!
Ale zapamiętaj sobie, mój młody czarodzieju, by nie rzucać tutaj zbyt wielu zaklęć pod rząd gdyż może dojść do trudnych w odwróceniu skutków. I jeszcze jedno - salę przywrócisz do dawnego wyglądu zaklęciem Finite. Miłej zabawy.

By zmienić wygląd sali należy wypowiedzieć łacińskie nazwy pór roku i wykonać okrężny ruch różdżką w dłoni. Nazwy są wyżłobione na ścianach - każda pora na innej ścianie.
- Vernun - wiosna
- Aestivum - lato
- Autumnale - jesień
- Hibernum - zima
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Pon Wrz 30, 2013 7:58 pm


    | Fontanna wspomnień


Chantal i Rowland weszli do sali z ociąganiem. Rudowłosa dziewczynka powstrzymywała się przed cupnięciem na pierwszej lepszej ławce i skuleniem się z zimna. Było jej tak paskudnie, ale coś wewnątrz krzyczało, że zasłużyła.
Przeszła na drugą pokoju. Zatrzymała się przy malunku letniego drzewa z marmurową tabliczką. Opuszkami lewej dłoni przejechała po wyżłobionym napisie. Aestivum.
Odwróciła się na pięcie wyciągając swoją starawą różdżkę. Zatoczyła okrężny ruch dłonią.
- Aestivum - powtórzyła beznamiętnie.
Spojrzała na przyjaciela zajmując miejsce na ławce. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że jej włosy namokły i zrobił się z nich niezły busz, jeszcze gorszy niż wcześniej. Przeczesała je palcami i zaczęła potrząsać górną częścią koszulki jakby chciała się wachlować. Temperatura pomieszczenia wzrosła, co było szokiem termicznym dla zmokłej i zmarzniętej dziewczynie, która jeszcze bardziej skuliła się na ławce zdając sobie sprawę, że jest dosłownie cała mokre. Przez chwilę nawet myślała czy nie lepiej byłoby zdjąć z siebie tych cholernych mokrych ubrań, ale równie szybko odpuściła sobie tą myśl.
- Dziękuję za wcześniej. Obudzenie się w wodzie byłoby gorsze. To miłe - stwierdziła zdejmując buty stopami oraz poluzowała niedbałe zawiązanie krawatu. - Rozepnij sobie kilka guzików koszuli, bo zaraz się ugotujesz.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Wto Paź 01, 2013 12:37 pm

Komnata Czterech Pór Roku nie była miejscem, które jako pierwsze przyszłoby Avery'emu na myśl. Wybrałby raczej spokojny pokój wspólny Krukonów, gabinet pielęgniarki czy też salę z jakimś kominkiem. A najchętniej to już by się wybrał do biblioteki. Raye jednak najwyraźniej miała inny tok myślenia i uznała, że to tutaj będzie idealne miejsce do całkowitego wysuszenia się.
Avery zdjął buty i skarpetki, czując jak trawa wręcz wyrasta z ziemi pod jego stopami. Lato zmierzało ku końcowi, jednak w tej sali była jego pełnia. Chłopak poszedł w ślady Raye i poluzował krawat i rozpiął kilka guzików koszuli. Rozłożył się na trawie, zakładając ręce pod głowę. Sufit zmienił się magicznie w błękitne niebo, po którym płynęły leniwie pierzaste chmury. To było miejsce, w którym chciało się zostać na zawsze. Gdyby nie miłość do książek i wiedzy, Rowland pewnie byłby najleniwszym człowiekiem na ziemi i spędzał tu całe dni.
Temperatura wyraźnie skoczyła ku górze i zimno, które Avi czuł jeszcze kilka minut temu całkowicie zniknęło.
„Przydałaby się jeszcze jakaś ciekawa książka...”
Miniaturowy smok zaczął skakać po trawie, bijąc skrzydłami w co wyższe źdźbła. Rowland przymknął oczy, ciesząc się z ciepła i błękitnego nieba, które stanowiło miłą odskocznię od prawdziwej pogody.
Spojrzał z ukosa na Raye i jego wzrok zatrzymał się na wstążce zawieszonej na nadgarstku. Ociekała wodą, a pomimo to ruda nawet nie myślała o zdjęciu jej. To musiało być mało komfortowe, ale dziewczyna albo to ignorowała albo miała swoje powody.
- Czemu nigdy jej nie zdejmujesz?
Wypowiedział pytanie na głos w tej samej chwili, w której pojawiło się ono w jego głowie. Przypomniał sobie sytuację w pociągu, kiedy to za zabranie wstążki dostał w twarz zupełnie tak jakby próbował zerwać jej bluzkę. Gdyby chodziło tu o osobę ogólnie postrzeganą jako normalną (o dziwo do takich osób zaliczała się jego siostra) na pewno reszta społeczeństwa przy takiej reakcji na zerwanie głupiej wstążki zareagowałaby zdumieniem. Jednak to była Raye, a w jej przypadku takie zachowanie powinno się ignorować albo zbywać machnięciem ręki.
Mówią, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Według Avery'ego było inaczej. Ciekawość była początkiem zdobycia nowych informacji. Była kluczem do wiedzy i powinna być starannie pielęgnowana i ceniona jako jedna z lepszych cech. Gdyby ludzie nie byli ciekawi właściwości leczniczych niektórych ziół, dzisiejsi czarodzieje umieraliby od ugryzienia przez jadowite węże. Gdyby kiedyś Laverne de Montmorency nie szkoliła się w dziedzinie eliksirów miłosnych, gdyby nie ciekawiło ja to, co robi prawdopodobnie nigdy nie osiągnęła sukcesu jakim dla niej było wynalezienie amortencji.
Avery przeczesał włosy palcami z zadowoleniem stwierdzając, że nie są już tak mokre. Wciąż nie doczekał się odpowiedzi od rudej, chociaż spodziewał się odpowiedzi w stylu „chochliki mi ją podarowały, a takich prezentów się nie zostawia nawet na chwilę” bądź „ta wstążka jest tak naprawdę moim kotem, który przez przypadek został trafiony zaklęciem transmutacyjnym”.

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Wto Paź 01, 2013 4:02 pm

Rayline spojrzała na przyjaciela niepewnie. Niby słoneczko grzało niesamowicie doprowadzając ją do małego przegrzania. Westchnęła ciężko patrząc w nieboskłon. Lato zdecydowanie nie było jej porą roku. Może i było wtedy przyjemnie, ale zima była jej stokroć bliższa. Uśmiechnęła się nieznacznie myśląc jak bardzo nie może się doczekać kolejnych urodzin w zimę i fajerwerków. Grudzień był taki przyjemny, chłodny i przyjazny!
Zaczęła bujać się na ławeczce. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę, że troszkę oschła, lecz wciąż miała nadmierną ochotę kichnięcia. Przetarła podrażniony nos i dopiero wtedy zauważyła, że się jej przygląda.
- Czemu nigdy jej nie zdejmujesz?
Zbyt szybko zrozumiała co ma na myśli.
Nie.
Przymknęła oczy starając się zignorować pytanie. Nikt nie powinien o to pytać. To tylko durna wstążka z którą nawet się kąpie. Coś, o co nikt nie powinien pytać.
Zamilkła. Założyła nogę na nogę udając, że obserwuje niebo i, że wszystko jest dobrze, a przecież tak nie było. W końcu przegrała wewnętrzną walkę. Zeszła z ławki i usiadła po turecku na trawie niedaleko głowy Rowlanda. Schyliła głowę drażniąc włosami jego nos.
- A czemu ty nigdy nie chodzisz po szkole nago? - odgryzła się. Starała się uzmysłowić mu, że ta wstążka znaczy dla niej tyle samo co ubranie dla niego. - To pamiątka.
Tak, pamiętała jeszcze jak była małą dziewczynką i jej mamusia nosiła taką samą wstążkę we włosach. Zawsze twierdziła, że kolory kawałka materiału miały jej przypominać lata szkolne gdy uczęszczała do Ravenclawu, a Caine był "tym zabawnym Gryfonem". Odpowiedź tak banalna i szczera... Zapewne miała wielu przyjaciół i tak jak Raye była prefektem. Raye wiedziała, że nigdy nie zapomni jak pewien stary obraz powiedział do niej "Panienko Diano, gdzie tak pędzisz?" Zapewne nie wiedział jak straszną krzywdę jej wyrządził tymi słowami. Chantalówna miała bardziej kręcone włosy i zielone oczy zamiast niebiesku. Była to chyba jedyna zmiana widoczna na pierwszy rzut oka. Później pojawiają się blizny na całym ciele, ciemna plama na barku i o wiele niższa waga.
Nastolatka wróciła do rzeczywistości wbijając wzrok w kolegę. Chyba nie spodziewał się, że otrzyma jakąkolwiek odpowiedź. Postanowiła uprzedzić kolejne pytanie Avery'ego.
- Po mamie.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Wto Paź 01, 2013 7:51 pm

"Dziwna odpowiedź. Chociaż lepsza taka niż żadna."
Raye przesłaniała mu teraz całkowicie widok na niebo, jednak teraz zdecydowanie nie mogła już w jakikolwiek sposób uciec od kolejnych pytań. Ze wzrokiem wbitym w Avery'ego siedziała w tym samym miejscu.
- Co się z nią dokładnie stało?
Wiedział, że przekracza teraz granicę, której prawdopodobnie nigdy nie powinien był przekraczać, jednak ciekawość nie dawała za wygraną. Zazdrościł Raye - ona miała chociaż pamięć, która jest cenniejsza od jakichkolwiek materialnych pamiątek. Co on wiedział o swojej matce? Praktycznie nic. Jedno zdjęcie, które kiedyś pokazał mu ojciec i które równie szybko zabrał. Ma jedynie zatarte wspomnienie starej fotografii, wyjątkowo niemagicznej. Ciemnowłosa kobieta o równie ciemnych jak Avery'ego oczach uśmiechająca się blado do obiektywu. Niewiele wiedział o rodzinie Chantal, jednak kojarzył jakiś wypadek, w wyniku którego zginęła rodzicielka dziewczyny.
Nie mógł się jednak pozbyć wrażenia, że to wszystko ma swoje drugie dno. Nawet jeśli jest to tak cenna pamiątka, dlaczego nie pozwalała jej zdjąć? Przecież to tylko wstążka. Nawet jeśli ma znaczenie sentymentalne, to są jakieś granice. Cały czas stawała mu przed oczami sytuacja z pociągu, którą po raz kolejny starał się na spokojnie przeanalizować.
Wstążka mogła być wspomnieniem, jednak mogła być też tylko przykrywką, która skrywała coś innego.
- Nawet jeśli to tak cenna pamiątka, nie widzę sensu, by nosić ją non stop. Równie dobrze mogłabyś ją położyć na komodzie i codziennie na nią patrzeć. O co tak naprawdę w tym chodzi, Rayline?

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Wto Paź 01, 2013 8:28 pm

Spojrzała na chłopaka z dystansem. Nie podobało jej się, że zaczął w tak bezczelny sposób przekraczać granice. Dociekał zbyt ważnej rzeczy o której Raye nigdy nie mówiła i nie zamierzała mówić. Przesadzał, wnikał za głęboko, dociekał. Podejrzewał coś, ale nie wiedziała czy warto dalej walczyć.
- Nie nazywaj mnie tak - stwierdziła sucho. - Jeszcze nie rozumiesz? Żyjesz z Saw tyle lat i wciąż nic a nic ci nie świta? Nie zauważyłeś nigdy, że pamiątki szybko znikają, psują się, ktoś je zabiera lub trafiają w inne miejsca? Nie widziałeś jak rzecz leżąca w jednym miejscu zmienia się w śmieć o który wytrze sobie mordę pierwszy lepszy domownik? Nikt ci nie powiedział, że po pewnym czasie zapominamy o rzeczach leżących na półce? Próbujesz zbyt wiele zrozumieć w zły sposób.
Przez chwilę zawahała się. Przez taki sam ułamek sekundy podczas którego chwyciła się kolegi gdy wpadała do wody. Pozostała jej decyzja czy powinna uchylić rąbka tajemnicy, czy naprawdę jest warto.
- Nie rozumiesz, bo wcześniej mnie nie znałeś - powtórzył wcześniejsze słowa. - Dziesięć lat temu nastąpił wypadek. Było to jakieś pół roku po urodzeniu się bliźniaków, w zimę. Była w pracowni, chyba chciała zrobić jakiś eliksir na zamówienie. Ktoś jej pomagał i podał zły składnik doprowadzając do wybuchu kociołka. Możliwe, że znajdował się tam róg buchorożca, który tylko spotęgował siłę wybuchu. Zginęła na miejscu, a jej pomocnik trafił do Munga. Pół roku później jej mąż odszedł załamany tym wszystkim. Nie potrafił walczyć, a jedyne co wiązało go z rodziną to smutny obowiązek.
Wbiła wzrok w nadgarstek na którym położyła drugą dłoń. Powoli zaczęła rozplątywać kokardę. Jej oczy odnalazły brązowe tęczówki, a usta kontynuowały opowieść.
- A najgorszej jest to, że byłam czynnym uczestnikiem tej całej szopki - zakończyła trzymając wstążkę w uścisku prawej dłoni, a obnażony nadgarstek zawisł uniesiony przy jej poważnej twarzyczce.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Sro Paź 02, 2013 5:30 pm

Nastało milczenie i Avery zaczął rozumieć, że sytuacja znacznie się zmieniła. Jeszcze przed chwilą miał wrażenie, że to Raye jest na słabszej pozycji, że teraz nie ma jak się wywinąć i opowie wszystko od początku. Zapomniał jednak o tym, że Chantal to też osoba w pewien sposób całkiem mu obca i po przekroczeniu pewnych barier wszystko nagle może się zmienić.
- Bierzesz wszystko zbyt dosłownie. Zresztą czy nie dzieje się to samo, gdy chodzisz z jakimś przedmiotem i nosisz go przy sobie cały czas? Po jakimś czasie się niszczy, a wspomnienie przestaje być istotne. Pamiątki nie są niczym dobrym. O niektórych sprawach powinno się zapomnieć, a w szczególności o tych, które sprawiają nam ból. Czy nie lepiej jest żyć teraźniejszością i myśleć o przyszłości? Przeszłość sprawia, że się zatracamy, zapominamy do czego dążymy i koncentrujemy się na naszych porażkach i błędach jakich dokonaliśmy. Bywa też, że zamiast szukać szczęścia wokół siebie odnajdujemy je we wspomnieniach, w ulotnych fragmentach tego, co już minęło. Spójrz na tą wstążkę. Tylko ocieka wodą. A co by było, gdyby nagle zajęła się ogniem? Albo zaczepiła o coś i rozerwała? Przepadłaby tak samo jak gdyby leżała na półce. Przepadłaby, bo można ją zniszczyć.
Avery zaskoczył samego siebie. Przecież powinien był tylko skinąć głową i się nie odzywać. Bo przecież tak zwykle kończyły się wszystkie rozmowy. Miał wrażenie, że Raye już nie ma nic więcej do dodania, jednak po raz kolejny tego dnia go zaskoczyła. Kiedy skończyła opowiadać, po raz pierwszy w życiu zdjęła tą przeklętą wstążkę i odsłoniła nadgarstek.
Krukon podniósł się na łokciach i usiadł po turecku przed rudą, dotykając jej nadgarstka. Był oznakowany bliznami, które pod wstążką były skutecznie ukryte.
- Na Merlina...
Spojrzał na rudą, która skutecznie unikała jego wzroku. Co miał teraz powiedzieć? Byli przyjaciółmi, a on do cholery nigdy się nie szkolił w pocieszaniu.
- Tekst "tak mi przykro" jest chyba nie na miejscu. Bo to niczego nie naprawi, prawda? Żadne słowa nie naprawią tego, co się stało. Nie da się tego cofnąć. Niestety...
Westchnął ciężko i przyjrzał się bliżej bliznom.
- Nie da się ich jakoś usunąć?
Nawet nie oczekiwał odpowiedzi. W końcu dobrze ją znał. Istniało coś takiego w świecie magii jak maść usuwająca blizny, jednak miała ona jedną wadę. Jeśli nie została zastosowana w pewnym przeciągu czasowym od zranienia to nie warto było liczyć na to, że zadziała. Najwyraźniej dla rudej było już trochę za późno.

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Sro Paź 02, 2013 6:17 pm

Spokojnie wsłuchała się w monolog kolegi. Właściwie miał rację, ale wolała nie przerywać. Była zależna od wstążki jak od jedzenia. Ratowałaby ją kosztem swojego własnego zdrowia. Słowa o przeszłości zabolały. Dziewczyna całe życie dążyła do tego by być coraz lepszą od innych członków rodziny, być lepszą od swojej złej kopii z przyszłości, by osiągnąć więcej od innych. Chciała wyciągnąć z życia więcej niż było jej dane.
Uśmiechnęła się nieznacznie, tak jakby chciała niewerbalnie się z nim zgodzić. Przez chwilę miała ochotę wyrwać swą dłoń w chwili, gdy dotknął jej nadgarstek. Miała wrażenie, że każdy dotyk czuła o wiele silniej. Próbowała unikać jego wzroku czując się w pewien sposób zawstydzona.
- Tak - przytaknęła niezbyt wiedząc którym słowom. - Nic mi nie jest, nie musisz udawać.
Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z całej sytuacji. Mimo opowiedzenia wydarzeń, chłopak nie uznał ją za morderczynię, a przecież powinien.
- To nie wszystko - oznajmiła.
Zabrała na chwilę dłoń z jego uścisku i zaczęła badać nią tył głowy. Wreszcie wyczuła delikatne wklęśnięcie. Znacząco przejechała po nim.
- Tu - oznajmiła po czym zjechała dłonią do ramienia odkrywając znaczny kawałek ciała spod koszuli. - I tu - przejechała chwilę później po brzuchu ponownie unosząc skrawek koszuli by wskazać na mniejsze skupisko blizn na płaskim brzuchu. - Tu - obniżyła swoją podkolanówkę należąca do mundurka w taki sposób by mógł zobaczyć bliznę na kostce u stopy. - I tutaj też - wskazała palcem na już mniej widoczne znamiona na udzie aż zakończyła kładąc prawą dłoń na żebrach gdzie też znajdowało się kilka blizn, lecz wolała nie odsłaniać tych partii ciała.
Wbiła wzrok w bruneta próbując się uśmiechnąć. Nie potrafiła zrozumieć czemu nagle zrobiło jej się tak kwaśno i ciasno w gardle, serce zaczęło kłuć, a oczy przymgliły się. Przecież to tylko blizny, nie powinna płakać. Tak przecież nie wypada. Chrząknęła niezbyt głośno zdając sobie sprawę, że po prostu jest jej smutno. Pokręciła głową nie godząc się z myślami. Już było trochę lepiej.
- Nie da się. Wybudzili mnie nim się ich pozbyli. Powiedzmy, że moja osobowość się zmieniła dość mocno. Nie chciałam by mnie dotykali i traktowali jak zbitego szczeniaka. Potem było tylko gorzej - zrobiła pauzę zastanawiając się czy warto kontynuować i zdradzać swój kolejny sekret. Niestety, czuła się na tyle słabo, że mogła i to zrobić bez mrugnięcia okiem. - Mój brat chyba nigdy nie chciał bym przyjeżdżała do Hogwartu. Zawsze uważał, że jestem niebezpieczna i nie odnajdę się wśród ludzi. Raz nawet załatwił mi prywatnego nauczyciela, który tego samego dnia się zwolnił... Było zdecydowanie, totalnie źle. Na dodatek Tiara próbowała przydzielić mnie do Slytherinu przez tą całą cholerną osobowość, dobrą krew i te wszystkie złe rzeczy, które się działy i wciąż się dzieją.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Sob Paź 05, 2013 8:06 pm

Rowland nigdy nie spodziewałby się od kogokolwiek tak szczerego wyznania. No dobrze, może i Saw czasami brało na szczerość i opowiadała mu o tym, jak to wymyka się do Londynu na mugolskie żelki, jednak czym było wyznanie cukroholiczki przy tym, co powiedziała Raye.
Chłopak przeczesał palcami włosy, patrząc na rudą ze smutkiem. Tyle blizn, a każda przypominała o czymś tak przykrym. Odkrył w tym pewne pocieszenie dla siebie w przyszłości. Nigdy nie będzie musiał znosić takich „pamiątek”. Wiedział, że Raye nie miała lekko, ale nie spodziewał się po prostu, że kiedykolwiek usłyszy coś takiego.
- To nie twoja wina. Nie warto obwiniać kogokolwiek, chociaż przyznam, że twój ojciec nie zachował się tak jak powinien. Nie potrafił zapanować nad całą sytuacją i to go zgubiło. Raye... - złapał ją za nadgarstek i złapał jej spojrzenie – Jesteś dobrym człowiekiem i nie waż się nawet myśleć inaczej. Po prostu masz pecha w życiu i nic na to nie poradzisz. Może i nie jest teraz tak kolorowo, ale musisz wierzyć, że będzie lepiej. Przecież... przecież masz jeszcze rodzinę. Masz przyjaciół. Jest coś, dla czego warto się poświęcić. Te wszystkie blizny nie są czymś, co powinnaś ukrywać lub w jakikolwiek sposób źle kojarzyć. Owszem, przypominają o czymś, co jest bolesne, ale z drugiej strony pokazują, że nie tak łatwo cię zabić – uśmiechnął się i puścił jej rękę.
Tak bardzo żałował, że nie potrafi pocieszać. Że przez te wszystkie lata, jakiekolwiek chwile szczerości polegały na takiej samej zasadzie jak przy relacji z Saw. Nie było niczego powiedzianego od serca. On sam nie potrafił powiedzieć tego, co naprawdę myśli.
Miał wrażenie, że ruda w jednej chwili z zakręconej i utalentowanej istoty zmieniła się w bezbronną i przestraszoną istotkę. Taka jej postać kryła się pod maską dziwactw. Wolała wyjść w oczach innych na lekko szaloną niż na kogoś, kogo można tak łatwo zranić.

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Sob Paź 05, 2013 8:54 pm

Skinęła głową z twarzą bez wyrazu. Żałowała podjęcia tematu. Powiedziała zbyt wiele rzeczy, które były dla niej tabu. Tajemnicą, którą powinna zaciągnąć do grobu. Teraz tylko się pogrążała.
Milczała nie przerywając. Tyle rzeczy o niej nie wiedział... Jak oni mogli się przyjaźnić nie wiedząc o sobie nic a nic? Czy to miało jakiś sens?
- Nie wiesz o mnie wszystkiego, a błędnie oceniasz - szepnęła jakby te słowa były wielką tajemnicą. - On odszedł, Avery. Mieszka w jakimś innym miejscu pewnie wciąż żyjąc czasami wojny, polowaniem na śmierciożerców i podrywaniem dziewczyn jak w Hogwarcie. Czytałam wszystkie zapiski, pamiętniki, księgi i akta, które pozostały w domu. On będzie mieć nowe życie, ja nie.
Ucichła. Wiedziała, że jeśli spotka kiedyś ojca to nie skończy się tylko na rozbrojeniu przeciwnika. Nienawidziła go i pewnie zabiłaby go gdyby była na siłach.
Avery najwidoczniej nie wiedział, że teraz w jej życiu nie było źle. Przeciwnie, było jak najlepiej!
- Przecież teraz jest kolorowo. A moja rodzina nie istnieje. Nienawidzę brata, który w tym roku na dobre wyjedzie. Młodzi pójdą do Hogwartu i szybko się odnajdą. Nie potrzebuję ich. Jestem indywidualistką. Tak, przyjaciele i znajomości się liczą. I... - wykonała znaczącą pauzę. Nie była pewna czy dobrze jest ciągnąć temat. - Wolę je ukrywać. Gdyby ktoś nagle je odkrył to zamęczyłby mnie jak zwierzątko. Jak biednego królika doświadczalnego. Nienawidzę tego. Fakt, że wciąż żyję to szybka reakcja domowników i uzdrowicieli. Nic więcej.
Odwzajemniła uśmiech bez powodu. Czuła, że powinni już zamknąć tą nieprzyjemną rozmowę. Wbiła wzrok w małego smoczka krążącego przy Rowlandzie, a później w błękitne niebo rozpinając kolejny guzik koszuli. Przez chwilę zastanawiała się czy nie lepiej zmienić pogodę na zimę i trochę się schłodzić nim zaczną się przegrzewać.
- Uff, gorąco tu.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Sob Paź 12, 2013 2:33 pm

Zamilkł na dłuższy moment. Znów nie wiedział co odpowiedzieć, więc tylko uśmiechnął się smutno w stronę rudzielca i wyciągnął różdżkę. Ubrania już całkowicie wyschły, więc mogli zmienić pogodę.
Krukon wstał z ziemi, wkładając buty na stopy i przeszukując pamięć. Dość często odwiedzał komnatę Czterech Pór Roku, ale rzadko używał zaklęcia, które przywoływało jesień. Była to pora roku, która nie cieszyła się taką popularnością. Robiło się zimniej, wokół było szaro, a zielone do tej pory liście zmieniały kolor na barwy od złotego do brunatnego. Na dodatek zaczynała się szkoła,  co u większości uczniów nie budziło pozytywnych uczuć.
Komnata była jednak magiczna i na pewno przywołałaby tą drugą stronę jesieni. Ciepłe słońce, które nie było już takie samo jak latem, ale wciąż potrafiło ogrzać ponure oblicza przechodniów. Liście na drzewach nie wydawały się już takie przygnębiające, a pogoda depresyjna.
Tak, to byłaby idealna pogoda na teraz, chociaż chłopak nie był tego taki pewny. Spojrzał na Raye, zastanawiając się czy nie lepsza byłaby wiosna. Może Chantal trochę by się rozchmurzyła. Poruszyli niezbyt wesoły temat i Avery chciał jakoś odwrócić uwagę od przygnębiających rozmyślań dziewczyny. Zaczął zauważać, jak wielkim egoistą był do tej pory w niektórych sprawach. Cały czas skupiał się na swojej sytuacji, która teraz zaczęła mu się wydawać lepsza niż ta dziewczyny.
- Hej, rozchmurz się – posłał jej uśmiech - Nie mówmy już o tym. Też nie miałem kolorowo, ale nie warto żyć przeszłością, prawda?
„Hahaha. Powiedziała to osoba, która cały czas nią żyje. Ogarnij się, Avery. Nie powinieneś nawet udzielać takich rad.”
- Wiesz... Ja...
„Zaraz... stop. Zwierzenia innych nie powinny na ciebie TAK wpływać. Stop. Nie mów nic więcej. Jak powiesz komukolwiek o sobie, stracisz ten dystans. Stracisz coś cennego, osłabisz się. Ludzie to wykorzystają.”
Przed oczami stanęło mu ich pierwsze spotkanie. Raye taka nie była. Nie wykorzystałaby go. Chyba...
Najgorsza była niepewność. Minęło 7 lat, a on nie wiedział czego się ma spodziewać po co niektórych. Na przykład taka Sawyer. Albo Ethan. To dopiero zagadka. Coś ostatnio się podejrzany zrobił... A Lily? Też ostatnio jakaś zamyślona łazi. Pewnie coś ją dręczy. Może Malfoy jej wyznał miłość albo na jej oczach przemienił się w tchórzofretkę? Tak, to by każdemu dało do myślenia.  Lily nie jest zoofilką i odrzuciła miłość Malfoya, dlatego teraz tak się zamyśla, bo nie jest pewna swoich uczuć... A co z Megan? Albo Spencerem? To chore, że taki Spencer... z Megi... Fuuu...
ŚWIAT OSZALAŁ! NADCHODZI MAGICZNA APOKALIPSA!
Spokój. Nie wolno wariować. Mamy kryzys społeczny, czy tam społeczno-ekonomiczny. Nigdy nie ogarniał słownictwa mugoli, ale to chyba jest przyczyną tego wszystkiego.
Roześmiał się histerycznie, a ruda spojrzała na niego z dziwną miną. Trzeba to było jakoś ładnie wyjaśnić.
- Nic, nic. Po prostu... Nieważne. Zgubiłem wątek. O czym to mówiliśmy? Ach, właśnie. Wolisz jesień czy wiosnę?

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Sob Paź 12, 2013 7:26 pm

Skinęła głową. Jej przyjaciel zmienił pogodę po tym jak go o to poprosiła. Na jej usta wpełznął delikatny, tajemniczy uśmieszek. Jak Mona Lisa.
Zabrała z ziemi wstążkę i wstała z ziemi. Przetarła nadgarstek drugą dłonią jakby chciała rozgrzać skórę. Końcówkę wstążki chwyciła ustami podczas, gdy druga ręka obwijała ją dookoła nadgarstka. Uchyliła usta wypuszczając kawałek materiału po czym zawiązała kokardkę odrzucając zwisające końcówki wstążeczki. Otrzepała mundurek, zapięła guziki w niechlujny sposób, jednakże ukryła je pod krawatem. Włożyła na siebie sweter należący do obowiązkowego stroku szkolnego, wyciągnęła włosy spod kołnierza, zmierzwiła je i wetknęła różdżkę za lewe ucho. Spódniczkę podciągnęła ciut wyżej, jedną z szarych podkolanówek spuściła na dół aż do kostki po czym włożyła buty. Wyglądała w miarę dobrze jak na swe własne standardy. Gdyby nie fakt, że jest prefektem to mogłaby zostać buntowniczką i jednocześnie wyznacznikiem nowej zdziczałej mody.
Skierowała wzrok na kolegę.
"Łatwo ci tak mówić..."
Uśmiechnęła się, mimo swych myśli i skinęła głową z entuzjazmem.
"Wszystko ma być dobrze."
- Prawda - potaknęła.
Znów zaczął coś mówić, ale wiedziała, że nie rozwinie myśli. Był inny od niej, nie dawał się łatwo złamać. Raye znała takich ludzi. Śmierciożercy i Aurorzy zwykle tak się zachowywali. Udawali, że nic złego się nie dzieje, często znikali z domów, nie mówili nic szczerze, wszystko było tajemnicą. Nawet zwykli czarodzieje zaczęli tak się zachowywać za czasów wojny, a później to zostało w krwi. Tak naprawdę nawet uczniowie Hogwartu byli tajemnicą. Dzielili się na grupy, domy. Najdziwniejsi byli Ślizgoni, ale z zbyt często udawali ważniejszych i bardziej mrocznych niż było naprawdę.
Skinęła głową. Kiedyś wszystkiego się dowie, na pewno.
Chwilę później brunet wybuchnął histerycznym śmiechem. Najwidoczniej mocno się stresował, ona też tak chwilami miała.
- Nic, nic. Po prostu... Nieważne. Zgubiłem wątek. O czym to mówiliśmy? Ach, właśnie. Wolisz jesień czy wiosnę?
Wbiła w niebo swoje avadozielone oczy w chłopaka. Wymijał temat, ale nie obchodziło ją to zbytnio.
- Zima - rzuciła szybko.
Raye miała mieszane uczucia co do zimy, ale była piękna. Wszystko czego Zima dotknęła musiało się zniszczyć. Liście, które przez trzy pory roku znajdowały się na drzewach, umierały. Niezmienna ziemia pokrywała się zimnym puchem. Zima była melancholiczna i wyalienowana od swoich trzech sióstr.
- Jest dobrze - poprawiła się.
Jesień też była ładna. Liście chwilami wyglądały jak jej włosy. Zapewne gdyby w jej kudły zaplątała się gałąź z czerwonymi liśćmi, nie zauważyłaby tego. Dziewczyna ruszyła w stronę dużego okna, otworzyła jego dwie części i usiadła na parapecie machając nogami. Wiatr muskał jej kudły.
Sięgnęła do torby po czym wyjęła z niej flakonik z eliksirem zmiany osobowości w ilości do trzech użyć na dwie osoby. Jako uczestniczka kółka eliksirów miała prawo zabrać swój twór jeżeli nauczyciel wcześniej tego nie zabronił. Oczywiście, zabrałaby go nawet gdyby był zakaz.
Uniosła fiolkę pod słońce przyglądając się jej swymi spostrzegawczymi oczami. Miała nadzieję, że Snape się nie pomylił. Skierowała swoje oczka na Rowlanda.
- W domu wszyscy lubiliśmy bawić się eliksirami. Pamiętam jak dałam Aslanowi jeden z eliksirów i zmienił się w żabę na kilka chwil. Śmiałam się, że nawet żadna mugolka go nie pocałuje, co dopiero księżniczka. Innym razem to mi wyrosły pazury i usłyszałam, że od siedzenia na murku dostałam wilka. W sumie to nawet nie boli. Innym razem dałam mu nasenny, zabrałam różdżkę i pomazałam mu twarz. Mama gratulowała mi posługiwania się różdżką w tak młodym wieku. Raz nawet mama pokazała mi kilka eliksirów miłosnych. Znaczy te słabsze, które mają na celu pokochanie osoby, którą się wcześniej lubiło lub po którym nagle odkrywa się uczucia do swej nowej muzy. Widziałam nawet taki jeden, który ogłupiał na tyle by móc przekonać pijącego jakie uczucia czuje do warzącego. Po wypadku brat robił mi eliksiry poprawiające samopoczucie, euforii, zmniejszające ból, eliksir widzenia w ciemności, eliksir bezlęku, gdy miałam stany pogorszenia. Z tym nie miałam styczności nigdy w życiu, oprócz ksiąg. Ciekawi mnie jak działa. Zawsze chciałam spojrzeć na świat jak ktoś inny. Czuję się zafascynowana.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Sob Paź 12, 2013 7:55 pm

Zima kojarzyła mu się ze świętami. Avery nie lubił świąt. Co roku zostawał w szkole jako jeden z nielicznych uczniów w Hogwarcie, patrząc jak wszyscy jego bliscy włącznie z siostrą odjeżdżali. Chłopak zaszywał się wtedy na cały weekend w bibliotece bądź przesiadywał przy ciepłym kominku również z książką w dłoni. Prezenty, jakie dostawał najczęściej miały charakter żartu i zerowej przydatności, co go zawsze denerwowało. Najwięcej złych skojarzeń miał jednak z tymi świętami, które spędzał w domu i w czasie których miał ochotę zaszyć się gdzieś, gdzie nikt by go nie znalazł.
Zima miała jednak swoje uroki. Niestety Avery ich nie widział. Bo cóż takiego wspaniałego w obrywaniu śnieżkami od przerośniętych Ślizgonów? Albo w treningach Quidditcha przy ograniczonej widoczności? A już w szczególności w opóźnieniu sów, które potrafiły się zgubić w zawiei śnieżnej. Jedynym plusem była możliwość spędzania całych dni w pokoju wspólnym przy ciepłym kremowym piwie i wciągającej lekturze.
Avery otulił się płaszczem i wypowiedział formułkę. W duchu liczył na to, że zima, jaka się objawi, będzie łagodna. Białe płatki śniegu zaczęły spadać z zaczarowanego sufitu, a wokół zrobiło się znacznie chłodniej. Chłopak zatęsknił za ciepłem lata, które roztaczało się jeszcze przed chwilą.
Raye wyciągnęła buteleczkę z ich feralnym eliksirem i zaczęła opowiadać historie z życia Chantalów. Najwyraźniej upodobania do tej dziedziny nauki były dziedziczne i Avery mógł sobie wyobrazić małe Raye'ątka biegające wokół i rzucające w siebie fiolkami z różnego rodzaju specyfikami. Uśmiechnął się leciutko do tej wizji, zastanawiając się, co odpowiedzieć na sugestię rudej. Z jednej strony jego umysł krzyczał wyraźnie „Nie!”, ale z drugiej strony... Raye może na chwilę by zapomniała, o tym wszystkim, co przed chwilą usłyszał. Patrzenie na swoje życie z innej perspektywy to rzeczywiście ciekawe doświadczenie, ale... widzieć świat oczami Raye? Merlinie, broń. Avery bałby się samego siebie. Nie mógłby sobie wybaczyć, gdyby zrobił coś głupiego będąc w tym stanie.
Chwilę się wahał, jednak błagalne spojrzenie dziewczyny go przekonało. Odchrząknął, starając się by jego głos brzmiał w miarę pewnie.
- Zawsze możemy spróbować użyć tego eliksiru. Przecież... nic się nie stanie... chyba...
„Nic?! N-i-c?! Czy ty sam siebie słyszysz? Czy ty wiesz, w co się pakujesz? Czy ty wiesz, jak to może się skończyć...?!”
Ale Avery już sięgał po buteleczkę z eliksirem, ignorując natrętny głos sumienia. I tak zdarzyło się już zbyt wiele rzeczy, które chciałby cofnąć.

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Sob Paź 12, 2013 10:24 pm

Rayne wciąż siedziała na oknie, gdy w pokoju zapanowała zima. Widać było nieznaczny grymas na twarzy bruneta. Po prostu nie lubił zimy i podkreślało to tylko jak bardzo są wobec siebie kontrastowi. Ruda założyła dłonie na piersi spoglądając w oczy brunetowi. Była pewna, że przez chwilę widziała ten błysk w oczach, który ostatnio zaobserwowała w pociągu. Odważnie chwycił fiolkę powtarzając, że będzie dobrze i nic się nie stanie.
Deja Vu?
W przeciwieństwie do niego, Chantal nie była pewna tego wyboru. Mogła stać się im krzywda, jeżeli nikogo z nimi nie będzie. Może i Raye pamiętała swoje dawne życie, lecz nie potrafiła się zachowywać jak tamtejsza wersja. Czy teraz będzie tak samo? Zapamięta punkt widzenia Avery'ego bez możliwości przywrócenia go czy może dostnie amnezji? A jeśli się popsuje i będzie jednocześnie zachowywała się jak ona sama i jak osobowość Rowlanda? To byłoby zdecydowanie niefajne. Biedny Avery, gdyby tak się stało to byłby sobą, Raye i Eve naraz. Masakra.
Przyuważyła, że chłopak wypił miksturę i nic się nie działo. Uśmiechnęła się po czym zabrała mu fiolkę. Widocznie coś się staje gdy każde z nich wypije.
- Do dna - szepnęła, jakby wypijała toast za czyjeś szczęście.
I stało się.
Raye słyszała o bólu przy piciu eliksiru wielosokowego. Czuła też ból przy pierwszych animagicznych przemianach, szczególnie przy tej niepełnej po której trafiła do szpitala jako pół człowiek i pół królik. To zdecydowanie bolało. Ten eliksir też zadał jej ból. Przez chwilę miała wrażenie, że trafił ją piorun - dostała gęsiej skórki, jej serce przyśpieszyło, a ciało otrzymało sekundowy bodziec w postaci piorunującego bólu. Resztką świadomości pomyślała, że to może jakaś więź, połączenie energii astralnej czy coś w tym stylu. Tak czasem czytała w mugolskich książkach!
Potem nastąpił inny ból. Miała wrażenie, że jej mózg zaczyna się wykręcać. Wiedziała, że mózg nie jest czujący, organem, ale to sprawiało, że zawiła się z agonii. Wszystkie zachowania, impulsy, ruchy są wykonywane dzięki mózgowi. Skoro ich osobowości mają się zamienić to w ich mózgach powinny zajść zmiany względem drugiego. Odruchy, cechy, wszystko było nadzorowane przez ten organ, a więc musiało boleć. Ostatkiem sił poczuła jak impulsy przeskakują w jej ciele zadając kawałkom organizmu ból jakby mózg chciał przekazać "Hej, to ja, Wielki Mózg. Wprowadziłem pewne poprawki, więc chcę sprawdzić czy mam kontrolę nad całym ciałem. Impuls bólu odwiedzi was wszystkich, taki test próbny, hahaha!". I nastąpiła ciemność, a Raye przez chwilę miała wrażenie, że coś ryknęło w agonii.
Dopiero po chwili obudziła się na ośnieżonej ziemi. Otworzyła oczy zauważając śnieżny puch i powtarzając w myślach jak bardzo nienawidzi zimy. Mróz, idiotyczna zabawa śniegiem, wkładanie łbów młodszych do śniegu, chorowanie, problemy z sowami, wszędzie kałuże i do tego stopiony śnieg wylewał się komuś na głowę z dachu. I święta, i fajerwerki. Idiotyczne pseudorodzinne święta typu "szkoła to twój drugi dom" i "wszyscy jesteśmy wielką hogwarcką rodziną". Bzdury. I do tego nowy rok i kolejne wiosenki. Starość nie radość, jeszcze pięćdziesiąt lat i jej włosy zaczną schodzić pod blond by potem wysiwieć. Kretynizm! Może do tego czasu znajdzie się kamień filozoficzny. Phi.
Dziewczyna powoli usiadła na ziemi po czym zaczęła poprawiać swój strój - obsuniętą podkolanówkę, za krótką spódniczkę, krzywo zapięte guziki i niechlujnie zapięty krawat. W ciągu kilku sekund doprowadziła się do porządku podczas gdy starej Raye zajęłoby to wiele minut. Powoli wstała odczuwając nasilony ból w czaszce. Otrzepała ubranie ze śniegu. Wygładziła uparte, gęste włosy i podeszła powoli do leżącego w pobliżu bruneta.
- Wiedziałam, że to się nie uda - powiedziała nerwowo.
Osoba na ziemi poruszyła się. Uff, jednak wszyscy byli żywi. Niewybaczyłaby sobie gdyby komuś stało się coś złego! Wyciągnęła pomocną dłoń do budzącego się chłopaka, chcąc pomóc mu wstać.
- Hej, wstajemy - oznajmiła.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Nie Paź 13, 2013 9:37 am

Napój wydawał się nie mieć smaku. Tak mu się przynajmniej wydawało na początku. Gdy tylko ruda zaczerpnęła łyk z buteleczki, Avery poczuł ból niczym rażenie piorunem. Miał wrażenie, że czaszka zaraz mu eksploduje. Bolesne impulsy rozchodziły się od głowy wzdłuż całego ciała, paraliżując chłopaka i sprawiając, że pragnął jak najszybciej zakończyć te męki. Resztki napoju w jego ustach zmieniły się w czystą gorycz. Krukon stracił rachubę czasu. Nie wiedział czy minęły sekundy czy godziny, kiedy ogarnęła go ciemność, a jego ciało padło na ziemię pokrytą białym puchem.
Ciemność...
Ciemność była taka piękna. Piękna i o wiele mniej bolesna.
Avery otworzył powoli powieki. Pojedynczy biały płatek śniegu wylądował na czubku jego nosa. Chłopak sięgnął w tym kierunku ręką, chcąc strzepać go niczym natrętny pyłek, jednak ten zdążył się już rozpuścić pozostawiając po sobie tylko kroplę wody. Spojrzał w zaczarowany sufit, poznając już gdzie się znajduje.
„Komnata Czterech Pór Roku! Och, wow, jak uroczo. Tylko co ja tu robię? Zresztą... nieważne. Byle tylko potem znaleźć drogę z powrotem do dormitorium... Ale od czego jest Raye?”
Jakby na zawołanie, usłyszał skrzypienie śniegu. Przekręcił głowę i uśmiechnął się szeroko, widząc idącą w jego stronę parę butów rudej.
Śnieg... padał śnieg... Była zima! Och, jak cudownie! Przecież to była jego ulubiona pora roku!
Chłopak zerwał się z ziemi i zaczął kręcić wokół własnej osi. Białe płatki wirowały wokół. Sam nie wiedział czemu skojarzyły mu się z fajerwerkami, które mugole wysyłali w górę w czasie świąt.
- Woooow!
Oczy rozbłysły mu na widok coraz większych płatków zimowego puchu, lecących wprost z zaczarowanego sufitu. Rowland przymknął oczy i wystawił język niczym dziecko próbując ich skosztować, zamiast tego jednak coś zimnego spadło mu na powiekę.
- Jak cudownie... - uśmiechnął się szeroko, po czym zwrócił wzrok na Raye, która nerwowo poprawiała zsuwającą się podkolanówkę. Przykucnął i ulepił ze śniegu niewielką kulkę, po czym wycelował w kierunku Raye. Pocisk trafił idealnie w cel – czoło rudej.
Avery zaniósł się głośnym śmiechem i padł na ziemię, bawiąc się śniegiem. Tak jasno.. Tak biało... Tak świątecznie! Święta były cudowne! Pełne magii! Kojarzące się z cieplutkimi piernikami i piwem kremowym ze szczyptą cynamonu. Z tymi wspaniałymi ciastami, książkami utrzymanymi w klimacie świąt, z tymi dekoracjami, choinką, uśmiechniętymi nieznajomymi, którzy składali sobie życzenia. Jak można było nie lubić zimy?
Gdzieś głęboko w jego podświadomości, miał wrażenie, że coś tu jest nie tak. Że to wszystko nie dzieje się tak, jak powinno. Avery szybko odrzucił tą myśl. Przecież wszystko było w porządku. Był sobą, był tym dziwnym Krukonem z siódmego roku, prefektem naczelnym i zmorą Gryfonów. Jakby dla podkreślenia swych przemyśleń, sięgnął ręką w kierunku włosów i potarmosił je tak, żeby wyglądały jakby dopiero co zszedł z miotły. Poluzował też krawat, który zdawał się wręcz uciskać go w szyję. Ugh. Dlaczego był tak dziwnie ubrany? To wcale nie było komfortowe. Miał wrażenie, że ta koszula zapięta pod szyję go dusi. Rozpiął pierwsze trzy guziki i uśmiechnął się z ulgą. Dopiero wtedy zwrócił ponownie uwagę na Raye.
Przekręcił głowę niczym sowa, przyglądając się dziewczynie.
- Zjadłbym budyń. Albo pierniki. Albo ciasto truskawkowe polane sosem karmelowym! Nie, nie, nie! Piwo kremowe z cynamonem! Whiskey, rum, cokolwiek! Och, Raayciuuu, chodźmy do kawiarni! Zjedzmy lewitujące kremówki i popijmy to sokiem z porzeczek. To musi być pyszne połączenie, chociaż nigdy tego nie jadłem. Och, i zabierzmy moją siostrę! Będzie przeszczęśliwa, nie uważasz? Ktoś musi nam usługiwać, a ona jedyna się do tego nadaje.
Raye spojrzała na niego trochę zdezorientowana i skinęła tylko głową, potwierdzając w sumie nie wiadomo co. Avery wybuchnął głośnym śmiechem i podbiegł do dziewczyny z całej siły ją przytulając. Przy okazji nachylił się i pocałował w policzek, jak to uważał, że ma w zwyczaju.
- Raye, wyluzuj. Jesteś zbyt poważna.
Wybuchnął śmiechem i padł z powrotem na ziemię. Śnieg wpadł mu za kołnierz koszuli, ale Avery jakby tego nie zauważył.
- Wstań z ziemi, jest za zimno.
Rowland przewrócił oczami i wyciągnął rękę w kierunku rudej. Czemu ona zawsze musiała być taka poważna? To było nudne. Ludzie byli nudni. Dlaczego w dzisiejszych czasach tak trudno było znaleźć kogoś interesującego?
- Sam nie wstanę. Raaayciuuu! Pomożesz?
Dziewczyna westchnęła tylko i złapała go za dłoń. Avery wiedział, że taka drobna istota na pewno go nie podniesie, ale nawet mu na tym nie zależało. Gdy tylko podała mu dłoń, chłopak pociągnął ją w swoją stronę i ruda wpadła w śnieg. Chłopak wybuchnął śmiechem i zaczął przysypywać ją białym puchem, niczym kołderką, narzekając przy tym, że Raye nie potrafi się bawić.
Cały czas miał wrażenie, że coś jest nie tak. Starał się odsuwać te myśli na bok, jednak było to trudne, zważywszy na to, że nie potrafił sobie przypomnieć jak się tu znalazł. Czy to było teraz ważne? Padał śnieg, Raye właśnie tonęła w śniegu, a Avery miał ochotę na budyń. Wszystko było w porządku.

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Nie Paź 13, 2013 12:47 pm

Chantal zgromiła go wzrokiem. Dlaczego Rowland zawsze musiał taki być? Chwilami miała wrażenie, że ma w sobie cząstkę duszy jaskiniowca. Był zbyt energiczny, zbyt ruchliwy, zwariowany, nienormalny. Po prostu świr. Chwilami mu współczuła lub miała wrażenie, że biedak pewną część życia spędził poza światem. Pewnie była w to zamieszana Sawyer Avanae. Skoro potrafi go wytrzymać i czasem mu usługuje to coś musiało się w ich życiu wydarzyć. Na przykład Sawyerka omyłkowo go torturowała po czym biedakowi trochę pomieszało się w głowie i teraz chce odpokutować. Taaak, to miało sens.
Chłopak standardowo szczerzył się jak mysz do sera. Nic nowego. Od razu zaczął świrować i się kręcić dookoła. Taki duży, a tak dziecinny.
Zaczęła się niecierpliwić gdy oberwała śnieżką w czoło. To nie było miłe, ale niczego innego nie oczekiwała od Rowlanda.
Potem znowu to samo. Śmiechy, śnieg, zabawa, gadanie od rzeczy, rozpinanie guzików. Rowland był jednocześnie przewidywalny do granic możliwości, a z drugiej strony całkiem nieprzewidywalny. Czasami wiedziała co się roi w tej szalonej główce, a czasami stała wmurowana w ziemię od jego kolejnych szokujących pomysłów.
A później brunet znowu ją przytulił. I całował. Nie rozumiała tego. Była dziewczyną no i...? Nie lubiła być dotykana, tulona, macana, całowana, a chłopak zawsze robił jej na złość, nawet o tym nie wiedząc. Strasznie nie lubiła gdy on ją tulił. Był silniejszy, większy, bardziej napakowany. Z łatwością mógł ją zgnieść, zrobić jej sińce, zmusić do rzeczy, których nie chce. Była trochę jak szmaciana laleczka. A to wszystko było z winy cholernego losu. Rowland jako dzieciak musiał po prostu się bić z innymi, a Flitwick musiał się do aspołecznej Rayci przyczepić by postarała się z nim pogadać. I w ten oto sposób wyciągnęła rękę do kolegi i na dobre się przyczepił.
Delikatnie zarumieniła się i chwilę później chłopak padł na ziemię.
- Raye, wyluzuj. Jesteś zbyt poważna.
Przewróciła oczyma. On był wesołym świrem za nich dwóch. Mimo wszystko był dla niej jak młodszy brat. Wielu ich miała, więc dobrze wczuła się w rolę tej odpowiedzialnej, starszej siostry dla każdego. Niestety, taka była Rayline. Nie mogła sobie pozwolić na jakikolwiek błąd. Na nią każdy patrzał sceptycznie, oczekując, że da radę w każdej powierzanej jej roli i zadaniu. Tak się nie da. Nie była Rowlandem, który łapał wiedzę jak tlen. Czasami mu zazdrościła.
- Wstań z ziemi, jest za zimno.
Przeziębisz się znów.
Czasami miała wrażenie, że jest jakąś matką dobrodziejką. Była tylko zwykłą nastolatką, która wplątała się w jakąś historię pisaną dłonią szaleńca.
- Sam nie wstanę. Raaayciuuu! Pomożesz?
Wyciągnęła dłoń jak zawsze z tą swoją poważną miną. Nawet nie wiedziała po co tu są. Kojarzyła jakieś wspomnienie w którym pojawił się smok dla Rowlanda. Pewnie włączył jej się ten pseudoopiekuńczy instynkt i podarowała mu smoka dla uciechy. Tak po prostu. Chociaż nie było sensu by rozbawiać już rozbawioną osobę. Nieważne, wszystko jest absurdem.
Chłopak złapał ją za dłoń i wrzucił w śnieg. Wiedziała przecież, że jeżeli sam nie będzie chciał, to go nie uniesie. Była słaba, ale w krytycznych chwilach była w stanie zrobić krzywdę - czy to pięściami czy różdżką.
Rowland wrzucił ją do śniegu. Oh, jakie to dorosłe. Wpadła twarzą w śnieg czując jak jej ubranie się brudzi i moczy od śniegu. Cieszyła się, że jej spódnica była tak długa, bo inaczej widać było by jej tyłek. Rany, dlaczego wszystko musiało się kiepścić przy Rowlandzie?
Prychnęła nerwowo mając ochotę go uderzyć. Zacisnęła pięści mocniej łapiąc śnieg. Nie były tu kulki śniegu, po prostu sypkie płatki. Jej kolega z roku zaczął ją zasypywać. Śnieżna trumna, śmierć godna osoby żyjącej z Averym. Jęknęła cicho po czym przewaliła się na plecy przy wtórze jego śmiechów. Śnieg przewalił się na drugą stronę jej ciała. Dziewczyna wykonała szybki ruch ręką i garść śniegu uderzyła w oczy chłopaka.
- Przestań wreszcie się wygłupiać!

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Sawyer Avanae Rowland on Nie Paź 13, 2013 5:10 pm

/Korytarz

Sawyer weszła za Puchonką do Komnaty Czterech Pór Roku.
Była strasznie zła na siebie. Naprawdę nie spodziewała się, że naprawdę wskaże dziewczynie pomieszczenie w którym był Avery. W końcu Avery o tej porze powinien być w bibliotece. Albo w Pokoju Wspólnym. Albo gdziekolwiek, ale nie tu! W końcu szanse, że będzie akurat we wskazanej przez nią sali były (na oko) jak jeden do trzystu! To się nazywa pech...
Ale skoro tak się pomyliła nie pozostało jej nic innego jak wejść tam za dziewczyną. W końcu musiała pilnować, żeby czasem między jej bratem a Puchonką nic nie doszło. I zrobić w tym celu wszystko co możliwe. Przeszkodzić w prośbie o pomoc w lekcjach, zacząć śpiewać na całe gardło przy wyznaniu miłości... Wszystko, byle jej brat nie umówił się z Puchonką. W końcu Avi zasługiwał na coś więcej niż byle jaką Puchonkę!
- Przestań wreszcie się wygłupiać! – Sawyer zatrzymała się w drzwiach, gdy usłyszała głos Raye. Coś dziwnego było w głosie Chantal. Saw nie mogła dokładnie powiedzieć co, ale było w nim niepokojącego. Coś tu nie grało. Poza tym do kogo Raye to mówiła? Gdy Ślizgonka rozejrzała się po Komnacie nie dostrzegła nikogo poza Raye i Avery’m leżących w śniegu. A takie słowa skierowane do Aviego byłyby absurdalne. Więc może to Cesar się gdzieś tu schował, przez co Saw go nie dostrzegła? Albo Raye powiedziała to do tego psa, którego mieli w pociągu? Albo wzięli ze sobą kota Avery’ego?
Sawyer zrobiła kilka kroków na przód, próbując dostrzec jakiekolwiek inne osoby niż Puchonka, Avi i jego przyjaciółka. Ale nikogo nie zobaczyła.
Ciarki jej przeszły po plecach.
Chyba każdy by przyznał, że usłyszenie słów skierowanych do osoby, której najwyraźniej nie ma, budzi niepokój.
Sawyer potrząsnęła głową. Nie powinna przejmować się takimi szczegółami. Pewnie po prostu się przesłyszała i tyle!
Kiedy skończyła zamartwiać się słowami Raye, przeniosła uwagę na Aviego i Raye. Leżeli w śniegu. I znowu coś się w tym nie zgadzało. To Chantal wyglądała na bardziej niezadowoloną z zabawy niż Avery. A przecież jej brat powinien już zacząć narzekać na dziecinność rudej! A jak na razie wyglądał jakby się dobrze bawił...
A może to wcale nie tak? Może to Tęczowa Sala zrobiła jej coś z mózgiem i błędnie przyswajała fakty? Jednak gdy rzuciła okiem na Puchonkę, zauważyła, że ta też wygląda na nieco skonsternowaną. Czyli to jednak naprawdę się działo...
- Raye, co ty zrobiłaś mojemu bratu, że zaczął lubić zimę? – spytała Sawyer, unosząc brew. Dało się wyczuć niepewność w jej głosie. Najpierw Tęczowa Sala, a teraz to. Świat zaczynał stawać na głowie.

_________________
avatar
Sawyer Avanae Rowland
SLYTHERIN

Liczba postów : 150
Galeony : 47
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Nie Paź 13, 2013 5:47 pm

Zielone oczy odnalazły prędko dodatkowe osoby w pomieszczeniu. Rowlandównę i jakąś Blondie. Do tego Avery prawdopodobnie ciut się uspokoił i zaczął bawić się smokiem.
- Raye, co ty zrobiłaś mojemu bratu, że zaczął lubić zimę?
Bystre oczy zmierzyły dziewczę z góry na dół. Nic nowego, zwykła Rowland. To takie...
Co?
Właśnie. Jakie? Przecież to nie może być nudne.
Nie, nie może.
Coś było trochę dziwne, inne. Nie wiedziała co. Ponownie spojrzała na Puchonkę i Ślizgonkę. Dosyć nietypowe połączenie. Niczym Avery i Angelina Johnson. Niczym Avery i Gryfon! Ha!
Tak, to pewnie to.
- Skąd mam to wiedzieć? - zapytała z niedowierzaniem w głosie. - Dlaczego to na mnie idzie wina?
Prychnęła.
"Powinnaś powiedzieć, że to nie twoja wina, że do Hogwartu przyszedł fanatyk zimy. To pewnie wina Sawyer, ale TY nigdy tego nie powiesz."
Spojrzała na chłopaka. Smok się rzucał podczas gdy on się nim "bawił".
- Smoooook!
- Avery, nie ciągaj za skrzydła! - wrzasnęła.
Chłopak pokazał jej język i nieumyślnie wypuścił smoka nim ten przypalił mu włosy, dzięki Merlinie. Turlanie się z nim do szpitala byłoby stratą czasu, który można było przeznaczyć na czytanie kolejnych książek. No i do tego te wyrzuty sumienia... Nie wybaczyłaby sobie.
I po tej myśli przez chwilę stała nieruchomo. Jakby liczyła, że coś powie jej "słaaaabiak", jednakże nic takiego się nie wydarzyło.
"Odbiło ci..."
I znowu te bezsensowne czekanie.
Chłopak wstał z ziemi nie zwracając uwagi na to, że jest mokry i cały w śniegu. Nikt chyba nie był tak nieodpowiedzialny jak Rowland. Kilka sekund później podbiegł do Cassidy i z całej siły przycisnął ją do siebie szczerząc się niczym mops. Sawyer odsunęła się kilka kroków do tyłu, a Raye znacząco chrząknęła.
- Hej, mały, zostaw tą dziewoję - powiedziała stanowczo delikatnie przechylając głowę w stronę Saw jakby chciała powiedzieć by teraz ją dorwał.
Jednakże nie uśmiechnęła się. Po prostu oparła się o ścianę zakładając ręce na piersi i mrużąc oczy by lepiej dojrzeć rozgrywającą się przed sobą scenę. Taki wstyd, nie reagować gdy biedne dziewczyny są w potrzebie.
Wzruszyła ramionami mając w głowie myśl, że zachowuje się jak jakiś gangster.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Nie Paź 13, 2013 6:38 pm

Avery był taki szczęśliwy. Miał wrażenie, że nie śmiał się od wieków, a dzisiaj był swego rodzaju wyjątek. A przecież tak nie było! To Raye była tą ponurą. On się zawsze uśmiechał do każdego (chyba, że to był Gryfon, dla takiego osobnika serwował uśmiech zapowiadający spełnienie gróźb), wariował i był tym, który zachowywał się nieobliczalnie.
Chłopak wstał z ziemi, patrząc na swoje upaćkane śniegiem ubranie. Odczuwał już zimno, ale nie chciał przerywać zabawy. W końcu kiedy stąd wyjdą znów będzie jesień, a to przecież taka smutna pora roku. Może oprócz dnia swoich urodzin. Uwielbiał swoje urodziny! Taka przyjemna data. Tego wstrętnego starucha wreszcie zabrali do Azkabanu, a Voldek dostał za swoje. Jak można było nie lubić takich rocznic?
Dopiero po pewnym czasie zdał sobie sprawę z tego, że ktoś wszedł do komnaty. Widząc Sawyer skrzywił się tylko nieznacznie, jednak szybko grymas przemienił się szeroki uśmiech, kiedy zobaczył kto jej towarzyszy.
„Cassie! Och, woow, jaka ona jest urocza...”
Nie mogąc się powstrzymać (w sumie nawet nie próbował) rzucił się w jej kierunku. Dziewczyna była znacznie niższa, jednak Avery'emu to nie przeszkadzało. Przyzwyczaił się, że na większość osób musiał patrzeć z góry. Objął ją z całej siły, ciesząc się uczuciem ciepła, które było spowodowane przyspieszonym tętnem i możliwością skradnięcia tej drobnej istotce trochę temperatury. Oparł wygodniej brodę na jej ramieniu i przeczesał dłonią jej włosy. Pachniały świeżymi pomarańczami.
- Woooow... Kocham twoje włosy! Tak wspaniale pachną...
Puścił ją z uścisku i odsunął się na kilka centymetrów, uśmiechając się szeroko. Nie namyślając się długo, nachylił się do Cassie i cmoknął ją w policzek. Na blade do tej pory lica blondynki wstąpiły rumieńce, a Avery wybuchnął perlistym śmiechem, kierując swoją uwagę na siostrze. Sawyer patrzyła na niego jak na jakiegoś złego ducha, co wywołało w nim irytację. Nigdy nie potrafiła go zrozumieć. Olewała go i udawała, że wielce kocha swojego braciszka tylko dla własnych korzyści.
To takie przewidywalne. I nudne. O wiele za nudne.
Skoro jednak tu była, można było kontynuować przedstawienie. Avery ukłonił się niczym rycerz przed piękną damą dworu i wyszczerzył się na wzór kota z Cheshire. Niesamowicie dziwne połączenia. Chociaż kot z Cheshire pasował wszędzie. Cały ten świat był niczym Kraina Czarów. Avery wszędzie odnajdywał jakieś motywy z książki i nie przegapił jeszcze okazji, żeby swoje przemyślenia zaprezentować światu.
- Spóźniłaś się – zmrużył oczy – Tik, tok. Czas płynie. Herbatka powinna być już dawno gotowa.
- Herbatka? - Saw spojrzała na niego jak na opętanego przez demona – Avery, czy ty na pewno...
Nie dokończyła zdania, bo chłopak wepchnął ją do śniegu z bojowym okrzykiem, po czym przygniótł jej brzuch butem.
- Przynieś mi herbatkę. I budyń. Jak najszybciej.
„Role się odwróciły, co?”
Odwróciły? Skąd ta myśl? Przecież tak było zawsze, prawda? Od dzieciństwa mu usługiwała. Avery był dziwadłem, którego inne dzieciaki śmierciożerców miały za pośmiewisko, a Nate był tą złą stroną, która zawsze się buntowała i sprawiała, że tamci mieli za swoje. Sawyer w końcu zrozumiała, że nie wolno zadzierać z bratem. Przypadkowo wlany do zupy eliksir goryczy, po którym zjedzenie nawet ton cukierków nie pomagały zniwelować tego ohydnego posmaku w ustach albo połamanie miotełki to przecież tylko „wypadki”.
Nate był zły. Nate nie był Avery'm.
„Był...”
Nie! Przecież to Nate kazał mu się bić, to Nate kazał mu teraz tak traktować siostrę. Avery tego nie chciał. Naprawdę żałował, że nie potrafił się zachowywać jak prawdziwy brat, że nie potrafi być taki jak Raye...
Ale przecież byli jedną i tą samą osobą. Czasami sprawy przejmowała ta lepsza strona, a czasami do gry wchodziła ta gorsza. Avery miał jednak wrażenie, że ta zła jest silniejsza.
„Jakim cudem nie skończyłem w Slytherinie?”
Czy to ważne? Czy to serio jest teraz ważne? Za pięć minut herbatka, a pomarańczowa dziewczyna tak cudownie pachniała!
Avery poczuł jak coś siada mu na ramieniu. Smok bez imienia, który chyba dostał od Raye. Czemu Raye podarowała mu smoka? Za co? Z jakiej okazji? Czemu akurat smoka?
Potarł czoło, czując, że jeszcze chwila i te pytania go wykończą. Miał wrażenie jakby obudził się z częściową amnezją i to nie dawało mu spokoju. Przysiadł na ławeczce, ignorując zimny śnieg i podparł głowę rękami. Paznokcie wbijały mu się w skórę, a te niewielkie ukłucia bólu pozwalały mu się chociaż na trochę skupić.
Mini smok chyba znów próbował podpalić mu włosy, więc Avery zdjął go z ramienia i posadził obok na ławeczce. Irytacja i nuda zaczęły drastycznie wzrastać. Im mocniej wytężał umysł, starając zapełnić luki w pamięci, tym większe było jego rozczarowanie.
Nie było na kogo zwalić winy, bo nawet nie pamiętał dlaczego się tu znalazł. Nie mogąc dłużej wytrzymać, postanowił wyżyć się na kimś, kto służył mu za worek treningowy.
- SAWYER! Gdzie moja cholerna herbata?!

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Cassidy Ainsworth on Nie Paź 13, 2013 7:58 pm

Cassidy przez chwilę miała wrażenie, że wszystko jest dobrze. Rayne wydawała się być obrażona, bo jej przyjaciel wrzucił ją do śniegu. Typowe dziewczęce zachowanie. W sumie dziwem było, że Rowland się śmiał. W pociągu był taki poważny... Najwidoczniej otwierał się tylko przed bliskimi. Za to zachwyciła ją postawa Sawyer, która posłusznie zaprowadziła ją do braciszka. A podobno Rowlandzi bywają źli.
Blondynka obserwowała przebieg wydarzeń. Raye stała przy ścianie z głupkowatą miną i wtedy Rowland wstał i podszedł do niej.
Nagle ją przytulił. Poczuła jak krew pulsuje jej w żyłach. To było takie niespodziewane! Niemożliwe! Widocznie Krukoni lubią zaszaleć. Chwilkę później oparł brodę na jej ramieniu, a ra zaróżowiła się czując blisko jego twarz. Stanowczo zbyt blisko. Pogładził jej włosy i pochwalił ich zapach. Dobrze, Cassidy czasami używała i perfumów, ale nie sądziła, że ktokolwiek zauważy... Do Slytherina, kto by nie poczuł będąc aż TAK blisko?!
I wtedy chłopak dał jej buzi w policzek, a ona poczuła jak płonie z zawstydzenia. Krukon zaszalał, nie ma co.
Dziwem było, że Chantalowa i Sawyer milczały. Dziewczyna przysłoniła twarz dłońmi czując, że widać jej zawstydzenie i nadmiar piegów na nosie oraz policzkach. Odwróciła głowę starając się ogarnąć. Chłopak w tym czasie zagadał do Saw i wrzucił ją do zaspy śnieżnej. Nieźle się rozbykał tudzież otworzył. Nigdy nie sądziła, że spotka takiego Rowlanda i było to po części bardzo miłe. Mimo traktowania Saw, uśmiechnęła się do niego gdy usiadł na ławce. Musiała przejść do konkretów wymijając temat kłótni rodzeństwa.
- Avery, mam sprawę... - zaczęła. - Wiesz może co mogłyby znaczyć słowa AJ CANEILA? Możliwe, że jest to jakaś gra słów powiązana z lustrem, na przykład "I mirror Canila" czy coś w tym guście. Pomożesz? - zapytała trzepocząc rzęsami.
avatar
Cassidy Ainsworth
HUFFLEPUFF

Liczba postów : 17
Galeony : 9
Skąd : Cardiff
Multikonta : Raye Eve Chantal

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Avery Nate Rowland on Nie Paź 13, 2013 9:11 pm

„W czasach kryzysu tylko herbata może cię uratować”, jak to mawiał pewien słynny czarodziej. A może to jednak nie była herbata? A może takie powiedzenie nie istniało? Kij z tym. Avery miał ochotę na herbatę, a Saw jak zwykle musiała się lenić. Tyle lat szkolenia, a ona nadal myliła filiżanki, nie pamiętała dokładnej pory podawania deserów i często ignorowała jego prośby.  Rowland miał ochotę po raz kolejny wrzucić siostrę do zaspy, kiedy nagle zobaczył przed sobą blondynkę. Serce znów mu przyspieszyło i był pewien, że pomimo padającego śniegu i ogarniającego go chłodu, jego policzki poczerwieniały.
To było na pewien sposób ciekawe doświadczenie. Cassie nie była tak nudna jak Sawyer, skoro po tylu latach ignorowania go, nagle sama się do niego odezwała. Cały czas wpatrywał się w zieleń jej oczu, która przypominała mu miętę. Aż naszła go ochota na lody miętowe. Gdyby jego siostra znała się chociaż trochę na obsłudze gości, to może doczekałby się takiego deseru.
Cassie skończyła mówić i uśmiechała się tylko w jego stronę. Przypomniały mu się pomarańcze i zachichotał, wyobrażając sobie Puchonkę w pomarańczowej sukience i pomarańczowych włosach. Tylko te zielone oczy psułyby cały wyraz. A może właśnie nie? W końcu to w tych oczach parę lat temu się tak zatracił.
Zieleń była taka piękna. Lubił kolor zielony. Chyba. Sam już nie był tego pewien. Ale skoro Cassie miała takie oczy to znaczyło, że musi lubić zieleń. Wszyscy co związane z Puchonką było przecież wspaniałe.
Dziewczyna chyba czekała na odpowiedź, więc Avery odchrząknął, starając się przypomnieć jakiekolwiek słowa, które wyłapał z jej wypowiedzi. „Aj Canelia” i „lustro” mu wystarczyły. Wyjął różdżkę i zmarszczył brwi. Cała ta radość i energia powoli zaczęły z niego ulatywać. Poza tym żałował trochę, że Raye nie podziela jego zabawy.
Końcem różdżki narysował na śniegu elipsę i na jej wierzchołku wypisał słowa, specjalnie dopytując się o ich zapis Cassie. Dorysował jeszcze kilka linii i szczegółów, dzięki czemu elipsa zaczęła przypominać zwierciadło. Miał wrażenie, że widział już coś podobnego kilka lat temu, jednak napis był zupełnie inny. Starał się sobie przypomnieć, gdzie dokładnie spotkał się z czymś takim, ale jego pamięć nie pozwalała mu na to.
„Avciu, skup się. To taka praca domowa od Snejpiczka i jak jej nie zrobisz będzie Nędzny.”
To dodało mu trochę motywacji. Nie żeby jakoś specjalnie mu zależało na ocenach czy na zajęciach. Przychodził na nie, bo musiał albo to Raye go zmuszała. A oceny miał zawsze pozytywne i nie musiał się jakoś starać.
- Zwierciadło Ain Eingrap!
- Hm? - Cassie patrzyła na niego z zaciekawieniem.
To było takie dziwne. Trzepotanie rzęsami, podpieranie podbródka, spoglądanie spod uchylonych powiek z tym lekkim uśmiechem. Zwracanie się o pomoc, brak protestów przy jawnym naruszeniu przestrzeni osobistej mimo że nie byli dobrymi znajomymi. Raye nienawidziła kontaktu fizycznego nawet z osobą, która była dla niej jak rodzeństwo. Saw również nie była zadowolona ze zbyt mocnego tulenia, a za wąchanie włosów pewnie próbowałaby się odegrać.
Cassidy założyła kosmyk włosów za ucho i Avery na chwilę zdrętwiał. Takie zachowanie blondynki mogło oznaczać zainteresowanie albo chłopak miał zwyczajnie urojenia. Zaczął mu doskwierać brak Raye obok, która kontrolowałaby jego zachowania. Rowland powrócił do rozpoczętej myśli, tym razem unikając wzroku blondynki i starając się udawać, że nie czuje woni pomarańczy, którą roztaczała.
- Zwierciadło Ain Eingrap jest ciekawym obiektem magicznym o nieznanym pochodzeniu. Wiadomo o nim jedynie tyle, że egzemplarz takiego zwierciadła znajduje się w naszej szkole. Bądź znajdował. Tego nikt nie wie – posłał jej uśmiech – W każdym razie, lustro to miało niezwykłe właściwości. Kiedy stanęło się przed nim w odpowiedniej odległości, widziało się to, co w danej chwili jest naszym największym pragnieniem. Była to jednak tylko złudna wizja czegoś, co często nie miało prawa zaistnieć. Nie da się przecież przywrócić do życia zmarłych albo zostać mistrzem w Quidditchu przy nijakiej kondycji fizycznej. Zwierciadło miało wspaniałą moc, jednak mogło też wpędzić w pewnego rodzaju szaleństwo... - zamilkł na chwilę, zauważając, że zdecydowanie zboczył z tematu – Chodzi mi jednak o coś innego. Na ramie zwierciadła wypisane było to:
Avery zaczął pisać kolejne słowa, które ułożyły się w napis „AIN EINGARP ACRESO GEWTELA Z RAWTĄWT EIN MAJ IBDO”
- Nadal nie rozumiem... - Cassie wyglądała na zagubioną, więc Rowland ciągnął dalej.
- To jest lustro. Lustro odbija wszystko w innej płaszczyźnie. Jeśli weźmiesz do prawej ręki jabłko, twoje odbicie będzie je trzymać w lewej dłoni. Dlatego tekst zapisany na ramie zwierciadła powinnaś czytać od prawej do lewej. „Odbijam nie twą twarz, ale twego serca pragnienia”. Jeżeli jednak chodzi o twoje zwierciadło, jest to po prostu „Alienacja” czyli wyobcowanie.
Zadowolony z rozwiązania całej sprawy, uśmiechnął się szeroko, mając wielką ochotę znów wtulić się w te blond loki. Obiecał sobie jednak, że na razie da sobie spokój z pomarańczami. Przynajmniej do czasu wypicia herbatki.

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Nie Paź 13, 2013 10:10 pm

Raye obserwowała wydarzenia z boku. Widziała jak Cassidy klei się do Avery'ego, zawsze tak było. Nawet w pociągu siedzieli razem, rumienili się i... pili herbatkę? Na lekcjach też na siebie patrzyli. To było ciut dziwne, bo dziewczyna sądziła, że Rowland ledwo wie co się z nim dzieje, a nawet gdyby poczuł do kogoś głębsze emocje to pewnie odważnie wyznałby to. Nie był taki jak Raye - wymijający, spokojny skryty. Był całkiem inną niesamowitą osobą. Nawet jeśli gdzieś w duszy był świrem.
Dziewczyna podeszła do zaskoczonej Sawyer pomagając jej wyjść z zaspy i poprawiając roztrzepane włosy. Avery tak ciekawie tłumaczył wszysto Cassie. Miała wrażenie, że zaraz złapią się za rączki i Avery niczym Spencer da buzi Cassie, która potem się zawstydzi (jak Spencer) i obgada to z przyjaciółkami. Cudnownie. Gdy chłopak skończył, rudowłosa zagwizdała z uznaniem.
- No, no, brawo Avi! Czasami zapominam, że jest geniuszem. Trzy koma jedna dziesiąte sekundy - tyle zajęło mu skojarzenie faktów. Me ego cierpi - stwierdziła z nutką rozbawienia. - Całkiem ładnie wyglądają. Mały braciszek dorasta, co?
Jednakże nie uśmiechnęła się. Powinna. Powinna także powiedzieć, że są uroczy, ale nie zrobiła tego. Ponownie oparła się o ścianę z kwaśną miną. To chyba ta chwila w której Raye zostaje sama. Avery i Cassie zostają Rowlandami, Spencer i Megi są wesołymi Scythe'ami, a Sawyer wyrywa Ethana i mają Johnson's Baby. Raye nie wiedziała skąd wie o pociągu, ale to po prostu gdzieś było w świadomości. A ona zostanie sama jak palec. Oczywiście, niby pozostawał znajomy Cesar, fajni Weasleyowie (których Gryfonizm bez powodu ją odrażał), jacys dalecy kuzyni i setki innych czystokrwistych czarodziejów, ale to nie było to. Nawet z nimi byłaby samotna. Po prostu nie zasługiwała by po tych wszystkich poświęceniach dać się zepchnąć na drugi plan. Nie chciała mieszkania z piątką kotów, kasą i odwiedzinami bratów i bratanic na coniedzielny obiad. To byłoby cholernie smutne. Raye poczuła dziwny żal.
"Oh, ogarnij się kretynko! Nigdy nie robisz nic szczerego, a teraz liczysz na wynagrodzenie za życie z Rowlandami. Weź się nie pogrążaj."
Wyciągnęła różdżkę zaciskając usta.
- To się nie uda - szepnęła niezbyt głośno.
Miała dosyć zimy. Po prostu była ż-a-ł-o-s-n-a. Pora skończyć te turlanie się w śniegu, wrzucanie się w zaspy, lodowe trumny, uczucie gwałcenia gdy Rowland postara tulić ją z zaskoczenia. Po prostu dość. Niestety, rysunki tamtej dwójki się rozpłyną. Lepszy rydz niż zima.
- Aestivum - wypowiedziała formułkę czekając na roztopy i rozłożyła się na ławce dając Sawyer znak głową by sie dosiadła.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Sawyer Avanae Rowland on Pon Paź 14, 2013 10:45 am

Sawyer zastanawiała się czy czasem nie śni. Może przypadkiem w Tęczowej Sali udało jej się zdrzemnąć przez co jej sen był taki absurdalny? Taki w który Avery zachowuje się jak 5-latek, a Raye jak dorosła... A może się pomyliła? Może to wcale nie Komnata Czterech Pór Roku? Może tak naprawdę to jakaś wredna sala, która tylko udaję Komnatę Czterech Pór Roku, podczas gdy tak naprawdę sprawia, że ludzie zmieniają wiek swojego umysłu? Nigdy nie słyszała o takiej sali, ale Hogwart w końcu był pełen tajemnic... Z drugiej strony ona i Puchonka (Jak ona, na brodę Merlina, miała na imię?) zachowywały się normalnie. Choć może to tylko dlatego, że dopiero przyszły? Nie... Jakby miało coś się dziać to już by się działo.
Z przerażeniem obserwowała jak jej brat tuli Lessie (imię tymczasowe). Nawet pocałował Puchonkę w policzek! To nie mógł być jej brat. Nie ten którego znała. Avery nigdy by się tak nie zachował w stosunku do jakiejkolwiek dziewczyny. Więc o ile ktoś mu nie zrobił prania mózgu to to nie mógł być jej brat.
Avery zwrócił uwagę na Sawyer. Jego zachowanie nie mogło być już dziwniejsze.
- Spóźniłaś się – zmrużył oczy – Tik, tok. Czas płynie. Herbatka powinna być już dawno gotowa.
Że niby co?
- Herbatka? – Czemu on mówi jakby zamienił się osobowościami z Raye? – Avery, czy ty na pewno...
Nie zdążyła dokończyć, bo została zwalona w zaspę. Brat położył buta na jej brzuchu. Sawyer była w szoku. Avery zachowywał się co najmniej dziecinnie.
- Przynieś mi herbatkę. I budyń. Jak najszybciej.
Sawyer nie zareagowała na to, tylko patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Od kiedy, na wszystkie Galeony, Avi lubi budyń?
Nie słuchała co Avery mówi do Lessie. Nie obchodziło ją to. Słuchanie rozmowy z Puchonką było bezsensowne. Puchoni byli za głupi, aby umieć rozmawiać o czymś sensownym.
Raye pomogła jej wstać. Kolejne zaskakujące zdarzenie. Prędzej sądziłaby, że Krukonka zatańczy wokół niej jakiś indiański taniec. Albo coś innego nieoczekiwanego. W końcu Raye wydawała się być nieobliczalna, zaskakująca.
- No, no, brawo Avi! Czasami zapominam, że jest geniuszem. Trzy koma jedna dziesiąte sekundy - tyle zajęło mu skojarzenie faktów. Me ego cierpi – stwierdziła Raye. - Całkiem ładnie wyglądają. Mały braciszek dorasta, co?
Sawyer milczała. Nie była pewna czy dziewczyna mówi to do niej, czy do siebie -w końcu znała Aviego od tylu lat, że mogła nazywać go braciszkiem. A może to było pytanie retoryczne? W każdym razie Sawyer na wszelki wypadek nie odpowiadała.
Ucieszyła się za to gdy Raye zmieniła porę roku na lato. Sawyer uwielbiała lato. Było wtedy gorąco, można było całymi dniami leniuchować na dworze, słońce świeciło... Idealna pora roku na cokolwiek.
Sawyer dosiadła się do Raye, gdy ta ją zaprosiła. W sumie to wszystko stawało się coraz dziwniejsze. Avery zarywający do Lessie, Raye będąca poważna...
- Raye – zwróciła się wreszcie do Chantal. – Wytłumacz mi o co tu chodzi! Czemu Avi zachowuje się jak nie Avi, a ty jak... jak nie ty! Pewnie zwariowałam tak? Albo to pieprzony sen! I gdy się uszczypnę to się obudzę! – Tak jak powiedziała – uszczypnęła się. Jednak nadal siedziała na ławce z Raye, a dziewczyna nadal patrzyła na nią jakby Sawyer postradała rozum.
- Nie obudziłam się... Teoria, że to nie mój sen tylko kogoś innego byłaby bezsensowna, co nie? – spytała bez nadziei. – Czyli zwariowałam... Albo wy zwariowaliście... W każdym razie ktoś zwariował, bo i ty i Avery zachowujecie się jak nie wy!
Po tym monologu oparła czoło o ramię Raye.
- Błagam, wytłumacz mi o co tu chodzi nim trafię do świętego Munga...

_________________
avatar
Sawyer Avanae Rowland
SLYTHERIN

Liczba postów : 150
Galeony : 47
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Raye Eve Chantal on Pon Paź 14, 2013 11:38 pm

Raye rozłożyła się na ławce po czym dosiadła się do niej Sawyer z przerażonym wyrazem twarzy. Raye była prefektem, musiała pomagać zagubionym duszyczkom wstąpić na drogą światłości i takie tam. Czekała aż ta zacznie się zwierzać. Ludzie często mówili jej o swoich gigantycznym problemach, a ona siedziała dalej niewzruszona starając się dawać jak najbardziej praktyczne rady.
- Raye... Wytłumacz mi o co tu chodzi! Czemu Avi zachowuje się jak nie Avi, a ty jak... jak nie ty! Pewnie zwariowałam tak? Albo to pieprzony sen! I gdy się uszczypnę to się obudzę!
Rowlandówna zaczęła się natrętnie szczypać. Jej zmysł opiekuńczy kazał złapać ją za rękę i powstrzymać przed tym, ale reszta ciała nie była zbyt chętna do jakiegokolwiek wysiłku. Po prostu miłe słońce ją rozleniwiało. Ciekawe czym Rowland się jej odwdzięczy za popsucie pogody. Przywrze do ściany? Wlezie do jej części pokoju wspólnego gdy będzie spała grając na swoich skrzypcach od siedmiu boleści? Zabierze jej książki? Opowie jakieś świrnięte baśnie? Wywali przez okno? Zabierze miotłę? Zrobi strajk głodowy aż nie odzyska zimy? Rany, ale obłęd.
Spojrzała na Sawyer z niezbyt zadowoloną miną. Kolejny wariat w paczce nie był jej potrzebny. Najwyraźniej szaleństwo Rowlandów było dziedziczne. Wpierw matka, później ojciec, a teraz to. Nie ma to jak wesoła rodzinka...
- Nie obudziłam się... Teoria, że to nie mój sen tylko kogoś innego byłaby bezsensowna, co nie? Czyli zwariowałam... Albo wy zwariowaliście... W każdym razie ktoś zwariował, bo i ty i Avery zachowujecie się jak nie wy!
Przewróciła oczyma. Sawyer czasami była dziwna, chwilami miała wrażenie, że żyje pod pan... tfu, butem brata. Gadanie tak wielu bezsensownych rzeczy nie należało do jej zwyczajnych, uczniowskich obowiązków.
I po chwili ciemnowłosa położyła czoło na ramieniu rudej.
- Błagam, wytłumacz mi o co tu chodzi nim trafię do świętego Munga...
Teraz pora na jakąś mądrą sentencję. Co? Nie, raczej na jakąś pseudoporadę.
- Nie wiem o czym mówisz - stwierdziła zdejmując jej głowę z ramienia i opierając dłoń o jej czoło. - Nie masz gorączki. Delirium też odrzucam.
Spojrzała na dziewczynę z wymuszonym uśmiechem. Jak ona strasznie nienawidziła gdy to ona musiała wszystko załatwiać i o każdego się troszczyć, bez wyjątku! Do tego wciąż ktoś ją macał i dotykał... To jej zdecydowanie przeszkadzało.
- Nie rozumiem czemu to zawsze ja muszę opanowywać sytuację i pełnić rolę tłumacza... - zaczęła. - ... ale chyba wiem o czym mówisz. Wszystko się zmienia tak szybko, że trudno jest zrozumieć jak poważne zmiany nastąpiły, szczególnie jeżeli jest się marginesem w grupie, co?
Uśmiechnęła się szeroko po czym wyjęła z torby szczotkę, lusterko i szminkę. Jej włosy były nieuczesane, co nieczęsto się jej zdarzało. Zaczęła siłować się z nimi aż wreszcie były proste na czubku a poskręcane na końcach (patrz. avatar). Wzięła do ręki rozkładane lustereczko i przejechała po wargach perłową szminką uznając, że wygląda całkiem nieźle.
- Powiem ci coś w tajemnicy. Zaakceptuj to, a w nagrodę dostaniesz lizaka.
Puściła dziewczynie oczko i promienisty uśmiech niczym w reklamie pasty colgate. Tak, system kar i nagród pomoże na pewno. Avcio zdał test i łatwo jest nad nim zapanować, gdy wie się czego pragnie. Z Sawyer nie może być inaczej!
Taaak, wygląda na to, że Rayavery odkryła złotą metodę na Rowlandów nie będących Rowlandami. Geniusz w skórze prefekta, ot co!

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Cassidy Ainsworth on Wto Paź 15, 2013 12:22 pm

Panna Ainsworth wsłuchiwała się w monolog kolegi w rocznika. Była Zadziwiona faktem, że chłopak z własnej, nieprzymuszonej woli zgodził się się jej pomóc. Co prawda, sprawa lustra zaprzątała jej myśli od czasu zakończenia lekcji Lupina. Nie widziała sensu widzenia samej siebie w lustrze, co gorsza myślała, że to jakiś symbol egoizmu i hedonizmu.
Uśmiechnęła się nieznacznie, gdy zaczęła rozumieć o co w tym wszystkim chodzi. Avery dokładnie jej wszystko tłumaczył i rozrysowywał, a gdy zaczynała się gubić w nadmiarze informacji - pomagał jej na nowo wszystko zrozumieć. Jedynie żałowała, że śnieg na którym wszystko było zapisane zaczął się topić z powodu nagłej zmiany pory roku. Ogólnie rzecz biorąc, Cassidy była zadziwiona faktem, że Rowland stał się taki wesoły i miły. Zwykle wydawał się być oziębły, nawet w tym pociągu. Może po prostu w taki sposób skrywał swą prawdziwą twarz przed światem?
Dziewczyna powróciła do swoich myśli dotyczących lustra. Czyli jej największym strachem było wyobcowanie, porzucenie? W sumie w całym życiu miała niewielu przyjaciół. Jej matką odeszła i resztę życia wychowywała się u babci. Hufflepuff miał wielu uprzejmych i interesujących uczniów, ale Cassidy ograniczała się do znajomości z dziewczynami z jej dormitorium, ale i tak była wśród tej grupki na uboczu. Zawsze odstawała od innych i trzymała emocje na wodzy. Trochę jak mistyczna wila. Chwilami urocze puchoniątko, chwilami ostra dziewczyna. Tak czy owak, powinna stawić czoła swemu strachu poszerzając grono znajomych osób.
Uśmiechnęła się do Rowlanda. Zakręciła blond kosmykami na palcu i założyła je za ucho. Właściwie miała wrażenie, że nieźle się bawią. On ją tulił, całował w policzek i pomagał, a ona uśmiechała się, trzepotała rzęsami, podpierała brodę z stoickim spokojem i bawiła się włosami - podobnież chłopacy to kochają! Cóż, może tak troszeczkę się kokietowali, ale to nic nie szkodziło. W końcu mieli tylko dobry humor.
Blondynka poprawiła ubranie, przygryzła i oblizała wargi po czym przesłała mu długie spojrzenie tych zielonych ślicznych oczu.
- Serdecznie ci dziękuję - powiedziała zakładając nogę na nogę. - Bardzo wiele dla mnie zrobiłeś.
Zdecydowanie powinna zaczął poszerzać grono znajomych. Skoro już tu jest z miłym Krukonem, to powinna spróbować jakoś zacieśnić więzy. Delikatnie i trochę nieporadnie objęła go rękami. Nie zwracała uwagi na fakt, że w pomieszczeniu są inne dziewczyny. Dokładnie mówiąc - przemiła, pomocna Ślizgonka i dyskutująca z nią poważna pani prefekt z Ravenclawu. No i oczywiście otwarty Avery, który zawsze wydawał się jej poważny, dumny i niesamowicie oziębły. W tej samej chwili Cassie pomyślała, że nikt nie jest taką osobą, jakiej pozory sprawia.
avatar
Cassidy Ainsworth
HUFFLEPUFF

Liczba postów : 17
Galeony : 9
Skąd : Cardiff
Multikonta : Raye Eve Chantal

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Komnata Czterech Pór Roku

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach