Ulica

Go down

Ulica

Pisanie by Kronikarz on Pią Sie 09, 2013 1:10 pm

***
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Ethan Johnson on Pią Sie 09, 2013 7:08 pm

Tak jak prawie co roku w końcówce sierpnia wybrał się na przechadzkę po Ulicy Pokątnej celem uzupełnienia zapasów eliksirów i ogólnego rozeznania w asortymencie okolicznych sklepów. Oczywiście pierwsze swe kroki skierował do Banku Gringotta, gdzie musiał wziąć trochę pieniędzy, bo przecież był bez grosza przy duszy. Trochę mu było wstyd, że nie jest taki bogaty jak chociażby Malfoyowie, którym po cichu zazdrościł. Nie przepadał jednak za Draconem w przeciwieństwie do kilku innych jego kolegów czy koleżanek z Ravenclaw. No ale każdy swój rozum ma i wie z kim ma i powinien się zadawać. Zatrzymał się na chwilę gdzieś na środku ulicy by przeliczyć dokładnie ile ma monet w sakiewce. Starał się robić to dyskretnie aby nikt tego nie zauważył. W końcu to trochę dziwnie wyglądało no i kusić mogło ewentualnego złodzieja, prawda?
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Spencer Scythe on Pią Sie 09, 2013 7:20 pm

Cóż, zapewne nie było to dziwne że i Spencer się tutaj pojawił. Tak samo jak wręcz zwyczajem już było, że zamiast patrzyć przed siebie, lazł całą szerokością ulicy, z nosem w książce. A konkretniej w słowniku, francusko-hiszpańskim. W końcu trzeba się uczyć języków. Niestety jak to często bywa, kiedy człowiek nie uważa na drogę, to może się spotkać z jakąś przeszkodą. Tym razem tą przeszkodą był biedny Ethan. Raczej nie z premedytacją, ale stało się, że Spencer na niego wpadł. A że chodził raczej szybkim krokiem, to zderzenie na pewno nie należało do przyjemnych, więc z równą prędkością zmienił sposób poruszania się. Konkretniej odbił się i klapnął na tyłek.
-Ałałałał-mruknął pod nosem. Pierwsze co zrobił, to sprawdził czy słownik jest bezpieczny. Na szczęście raczej nic się mu nie stało. Teraz mógł spokojnie rozejrzeć się w poszukiwaniu przeszkody, która uniemożliwiła mu dalszą wędrówkę.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Ethan Johnson on Pią Sie 09, 2013 7:57 pm

I pewnie udałoby mu się wyliczyć wszystko dokładnie gdyby coś lub ktoś mu w tym nie przeszkodziło poprzez przypadkowe, jak mniemał, wtargnięcie i popchnięcie go na ulicy. Oczywistym następstwem tego przypadku był upadek zarówno Ethana Johnsona jak i jegomościa, który niestety go spowodował. Choć właściwie w tej sytuacji ciężko ocenić, który z tych osobników był prowodyrem zaistniałej okoliczności. Wszystkie monety piętnastolatka wysypały się w promieniu kilku metrów, co oburzony Pan Johnson przyjął z wściekłością i użyciem kilku wyrazów powszechnie uznawanych za przekleństwa. Na całe szczęście zrobił to na tyle cicho, że chyba nikt go nie usłyszał, chociaż czort go tam wie...
Kiedy już się ogarnął i doszedł do siebie po zderzeniu wstał i zobaczył któż to na niego wpadł i wydarł się okropnie.
- Spencer... - mruknął kolejny raz pod nosem, lecz o ton głośniej niż wcześniejsze przekleństwa. W pierwszej chwili miał ochotę mu przyłożyć, ale ostatecznie powstrzymał się od tego czynu. Spencer był od niego starszy i silniejszy, a poza tym byli w jednej drużynie w Quidditchu, więc szkoda było trawienia czasu na jałowe spory.
- Nie mógłbyś bardziej uważać? Przez Ciebie muszę znów zacząć liczyć monety, a kto wie czy jakichś nie zgubiłem! - wściekł się na starszego kolegę tegoroczny piątoroczny mieszkaniec Ravenclaw. Zaczął zbierać monety, które się wysypały i na szybko spojrzał czy są wszystkie.
- Tak w ogóle to witaj. Widzę, że się gdzieś śpieszysz? - próbował zagaić tym razem już z o wiele spokojniejszym nastawieniem.
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Megan Vaye on Pią Sie 09, 2013 7:58 pm

A zapowiadał się taki piękny dzień. Obudziła się wyspana, zrobiła sobie dobre śniadanie. Dzięki temu, że macocha wyszła wcześniej na zakupy a ojciec do pracy, nie widziała się z żadnym z nich. Co samo w sobie sprawiło, że miała dobry dzień. Potem poszła szybko do Świętego Munga do siostry, jej stan akurat dzisiejszego dnia się polepszył. Porozmawiała z nią, pośmiała się, dała jej nową książkę do czytania po czym ruszyła na ulicę Pokątną. I z chwilą kiedy tylko weszła do tego przeklętego sklepu z Kociołkami wszystko zaczęło się sypać.
Głupi bliźniacy, przez nią nie kupiła kociołka i została wywalona ze sklepu. A kociołek musi ona kupić. Przez to pewnie będzie musiała zamówić go do domu, bo miała pewne wątpliwości, czy właściciel przybytku ją wpuści w tym stuleciu do tego sklepu. A to wszystko przez tą dwójkę.
Kiedy dziewczyna wyleciała z tego miejsca, poczekała tylko aż wylecą z tego miejsca bliźniacy. Nie pozwoliła im odejść z tego miejsca, bo chwyciła jednego z nich za fraki, chyba George'a i warknęła przez zaciśnięte zęby.
- Nie mam nic do Was jeśli robicie jakieś żarty w Hogwarcie, nie mam nic do Was jeśli te żarty nie mają nic ze mną wspólnego, nie mam też nic do Was jeśli te żarty przerywają akurat moje lekcje. Ale chwilowo jestem na Was wkurzona! Musieliście mi przeszkadzać w zakupach i burzyć mi mój piękny dzień?! Jeśli chcecie robić komuś żarty to komuś, kto nie będzie po tym wkurzony jak bazyliszek na odwyku! - warknęła na nich po czym popchnęła kolegę rudego i zaczęła iść w swoją stronę.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Spencer Scythe on Pią Sie 09, 2013 8:19 pm

A więc to Ethan wyszedł mu na spotkanie - jak to miło spotkać kogoś, kto nie próbuje się tu z nim bezsensownie pojedynkować. Chyba. Ale cóż, raczej nie miał problemów ze słuchem, więc o ile chwalenie dnia z ust Ethana mu umknęło, to swoje imię już dosłyszał. Ten dziwny zwyczaj zauważył odkąd zamieszkał w Anglii - ludzie strasznie często lubią powtarzać cudze imiona. No cóż, zawsze grzeczniej było się odwdzięczyć.
-Ethan...-starał się to wypowiedzieć na tym samym poziomie głośności co rozmówca. Chociaż to co prawda dziwny zwyczaj, ale nigdy się z tym nie oswoi - wystarczyło to robić. Aczkolwiek to by było raczej przykre, gdyby młodziak przez niego pogubił pieniądze. W końcu nie życzył raczej nikomu źle. Raczej, bo było kilka osób na tym pięknym świecie, które najchętniej wysłałby na wyspę bez biblioteki. I bez różdżki najlepiej, żeby sobie przypadkiem nie przywołał jakiejś księgi. O tak, czasami lubił pomyśleć takie okrucieństwa. Ale zdecydowanie Ethan nie był jednym z tych nieszczęśliwców.
-Wybacz, to nie było specjalnie. Jeśli okaże się że czego brakuje, pokryje z własnej kieszeni-powiedział beznamiętnie. Raczej nie lubił przesadnie okazywać niepotrzebnych uczuć. I tutaj wyłapał mały błąd logiczny. Przecież już rozmawiali, więc witanie się po wymianie paru słów, to trochę tak jakby myć zęby w trakcie jedzenia obiadu. Tu szczoteczka, tu widelec. To zabawne, ludzie nigdy nie przestaną go zadziwiać swoimi nawykami. To chyba była ich pozytywna cecha.
-Witaj. Niespecjalnie się śpieszę, po prostu nie lubię poruszać się w zbyt wolnym tempie. Zdaje mi się że wszystko już załatwiłem, a tutaj jestem tylko dla przyjemności - w końcu czasami trzeba zadbać o trochę ruchu, bo potem człowiek wsiądzie na miotłę i nie będzie w stanie poruszyć żadnym mięśniem.-odparł spokojnie. W końcu nie widział żadnych powodów do zmącenia spokoju. Słownik cały, a on tylko wpadł na kolegę z drużyny.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Ethan Johnson on Pią Sie 09, 2013 9:12 pm

A więc nie ma to jak spotkanie dwóch znajomych z boiska. Niech się każdy z nich cieszy, że nie jest to jakiś Ślizgon, np. taki Malfoy, bo zaraz by była wielka awantura i arystokratyczny ród od iluś tam pokoleń nie skalany czystą krwią rościłby sobie pretensje o nie wiadomo co.
- Nie no bez przesady. Aż taki biedny nie jestem na jakiego wyglądam. Myślę, że to co zbiorę plus jeszcze to co mam na koncie w Gringocie pozwoli mi przeżyć najbliższe trzy lata nauki w Hogwarcie. A nawet jeśli trochę by mi zabrakło to poszedłbym do jakiejś pracy weekendowej czy nawet na okres wakacji letnich i zwróciłoby się. Chyba... - wzruszył ramionami po czym spojrzał na starszego kolegę. Kolejny raz szybko starał się przeliczyć monety, ale gdy znów się pomylił, stwierdził, że to nie ma sensu i wsypał wszystko do sakiewki. Najwyżej mu czegoś zabraknie i będzie sobie na szybko załatwiał przez pocztę wysyłkową.
- Czyli można powiedzieć, że robisz tak zwane przedbiegi przed sezonem? W sumie to bardzo dobrze, bo w końcu Ravenclaw musi wygrać. Ciągle albo Ślizgoni nam stoją na drodze albo Gryfoni. O Puchonach nie wspominam, bo to cieniasy. Musimy spiąć dupy i wreszcie im wszystkim pokazać kto tu rządzi! - uniósł pięść jakby triumfalnie do góry. Wierzył zawsze w zwycięstwo Krukonów w Quidditchu, ale odkąd pamiętał to w ciągu ostatnich lat Ravenclaw nie zdobył pucharu Quidditcha. Miał nadzieję, że przynajmniej w tym roku uda się to zmienić.
- Słyszałem, że podobno ktoś od nas ma mieć Błyskawicę. Albo dostał, albo kupił. Wiesz coś może na ten temat? - zapytał starszego kolegi aby podtrzymać temat. Gdzieś po prostu taką plotę usłyszał, więc chciał się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat.
- Już samą rewelacją w zeszłym roku było to, że Ślizgoni dostali Nimbusy 2001. Gromili wszystkich praktycznie jak chcieli. A tutaj nagle ktoś od nas ma Błyskawice. Albo będzie miał... To tak samo nieprawdopodobne jak to, że Potter jako pierwszoroczny został szukającym i jeszcze dostał miotłę na własność. Farciarz! - syknął z lekka zniesmaczony Krukon.
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by George Weasley on Sob Sie 10, 2013 12:28 pm

I tyle by było z zamiaru odkupienia bratu kociołka. No, ale przecież to zupełnie nie ich wina, że im się nie udało, prawda? Ależ oczywiście! Sprzedawca wściekł się całkowicie bez powodu - nie dało się temu w żaden sposób zaprzeczyć. No pewnie. W dodatku najwyraźniej nie tylko on postanowił się wściekać, co świetnie udowodniła Megan, nie pozwalając im się spokojnie oddalić. Nie to oczywiście, żeby w ogóle mieli to w planach, w końcu ustaliliśmy już chyba, że w podobnych przypadkach odruch ucieczki u nich nie występował. Choć może jednak powinien?
- Nie wiem, co mu zrobiłaś, ale wyglądał na zdenerwowanego - oznajmił jeden z bliźniaków jeszcze w momencie, gdy przekraczali próg sklepu.
- Tak, przez ciebie nie... - zaczął tym samym konspiracyjnym szeptem drugi, kiedy jego wypowiedź przerwała panna Vaye. Choć jednak nie dałoby się powiedzieć, by jej tyrada wywarła na rudzielcach jakieś większe wrażenie. Wręcz przeciwnie, prawdopodobnie nie sposób byłoby pomyśleć, że obaj nawet jej nie słuchali... Ponad jej ramieniem wymienili tylko spojrzenia - jedno z tych, które mogło sugerować, że właśnie udało im się coś wspólnie ustalić, nie wymieniwszy nawet ani jednego słowa. Tym razem musieli chyba dojść do wniosku, że dalsze wpieranie winy dziewczynie raczej nie przyniosłoby nic dobrego. Ba, pewnie najlepiej byłoby zwyczajnie sobie odpuścić, może nawet dodatkowo wzruszyć ramionami i zostawić ją samej sobie. Ale... no właśnie. To byłoby przecież tak bardzo nie w ich stylu. Oczywiście więc, że długo nie trzeba było czekać, by obaj zrównali się z nią, tym samym chyba dość dobitnie wyrażając to, że nieszczególnie mieli zamiar dać jej tak szybko spokój. No bo gdzież po tej przemowie miejsce na ich wytłumaczenie się, hm?
- Właściwie to dobrze wiedzieć, że w takim razie przez większość czasu nic do nas nie masz - zaczął ten, który wcześniej rzeczywiście poprawnie został zidentyfikowany jako "chyba George".
- Ale tym razem to nie był przecież żaden żart - uzupełnił drugi z nich.
- Zwykły wypadek. W końcu co by miało być niby zabawnego w przewracaniu kociołków? - no pewnie. Czy to nie oczywiste? Gdyby niefortunne wydarzenie miało być żartem, to prawdopodobnie skończyłoby się znacznie bardziej... spektakularnie.
avatar
George Weasley
GRYFFINDOR

Liczba postów : 13
Galeony : 4
Skąd : Ottery St. Catchpole, Wielka Brytania

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Megan Vaye on Sob Sie 10, 2013 1:45 pm

Naprawdę Megan nic nie miała do bliźniaków jako tako. Nie rozmawiała z nimi, bo nie dość, że nie byli nawet w tym samym wieku, to jeszcze byli w dwóch różnych domach. Oprócz tego, że byli rozrabiakami i czasami zachowywali się jak totalne dzieci, to nie wiedziała jak jeszcze mogłaby opisać ich charakter. No bo co można powiedzieć o osobie z którą nawet w ogóle się nie rozmawia.
Aczkolwiek Meg uważała, że jeszcze wmawianie dziewczynie, że to że została wywalona ze sklepu to jej wina, to było już przesada. A bliźniacy zapewne chcieli to zrobić, bo coś takiego zaczęli mówić. Jednak widząc chyba wkurzoną Megan stwierdzili, że sobie odpuszczą, nie dlatego, że się przestraszyli zapewne, pewnie to po nich spłynęło. Może dlatego, że gdyby dodali jeszcze jedną kąśliwą uwagę to by naprawdę się dowiedzieli, czy Meg naprawdę potrafi przywalić ot tak facetowi, który ją zdenerwował? Dziewczyna by się nie powstrzymywała. Przez liczne ćwiczenia i też pozycji pałkarza, uderzenie miała dość porządne.
Chyba nie mieli zamiaru jej odpuścić. Wywróciła oczami do nieba kiedy poczuła, że znowu idą obok niej. Uparci... zresztą jak ona. Szła przed siebie, mając zamiar wrócić do domu. I tak tu już nie miała nic do roboty. Jeśli ci mieli zamiar iść tak cały czas za nią, to nie wie co zrobi.
- Sądzę, że dla Was nawet wywracanie kociołków jest powodem do śmiechu i żartów. I teraz będę się musiała jeszcze przejmować tym, kupowaniem kociołka z katalogu. Jakbym nie miała jeszcze innych rzeczy do roboty przed wyjazdem do Hogwartu. - ostatnie zdania to chyba mówiła bardziej do siebie niż do nich, aczkolwiek chyba to też ich dotyczyło.
- Jeśli jeszcze raz mi coś się takiego wydarzy przez Wasze wybryki to zacznę mieć coś do Was...- dodała jeszcze skręcając w kolejną uliczkę zbliżającą ją do wyjścia z Ulicy Pokątnej.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by George Weasley on Sob Sie 10, 2013 5:06 pm

Jak to co miałaby niby zrobić, gdyby Fred i George zechcieli iść za nią aż do domu? Każdy przecież doskonale zna numer pod tytułem "Mamo, mamo, spójrz! Szedł za mną całą drogę, mogę go zatrzymać?" I w ten sposób Megan zyskałaby dwóch dodatkowych braci. Bo cóż niby z tego, że prawdopodobnie i tak każdy na pierwszy rzut oka kojarzył bliźniaków z Weasleyami? Przecież nikt nigdy nie powiedział, że wszystko, co rude, musiało być z nimi spokrewnione, prawda? Zresztą, raczej nie wyglądało na to, żeby którykolwiek z nich choćby przez chwilę zastanawiał się nad tym, dokąd właściwie szła dziewczyna. W końcu to akurat stanowiło jeden z tych nieistotnych szczegółów, który śmiało można było zignorować. No, przynajmniej do czasu, gdyby faktycznie miało dojść do próby przygarnięcia ich - wtedy pewnie warto byłoby się zastanowić, czy "nowi" rodzice mogliby gotować lepiej od pani Weasley.
- Wywracanie kociołków jako powód do śmiechu to jedno, ale wywracanie kociołków jako żart to coś zupełnie innego - zaczął natychmiast George, chociaż właściwie jedno spojrzenie na Freda wystarczyło, żeby zdać sobie sprawę z tego, że tłumaczenie niektórym tak elementarnych spraw nie miało absolutnie żadnego sensu. Dość szybko odpuścił więc sobie kontynuowanie tego tematu, po cichu jednak być może licząc na to, że tyle wystarczyło, by dziewczyna pojęła tę jakże istotną różnicę. No bo owszem, przypadkowe wywrócenie regału było całkiem zabawne. Ale przecież tylko ktoś o wyjątkowo niskim poczuciu humoru uznałby, że wywrócenie regału mogłoby być dobrym dowcipem.
- I dlaczego właściwie chcesz kupować kociołek z katalogu? - jego zdziwienie było tak autentyczne, że przez moment chyba można byłoby pomyśleć, że nagle trafiło go zaklęcie wymazujące pamięć.
- Przecież już za chwilę nie będzie o tym pamiętał - wyjaśnił jednak drugi z bliźniaków, prezentując dokładnie takie samo zdziwienie.
- No, a przynajmniej nie będzie pamiętał ciebie - uzupełnił jeszcze George, nieznacznie wzruszając przy tym ramionami.
- Nie żebyś miała być jakoś mało charakterystyczna, czy coś...
- Ale chyba jednak nie do końca uwierzył, że miałaś z tym coś wspólnego. Więc pewnie wystarczy tylko chwilę poczekać.
Możliwe, że niektórych mogło czasami w jakiś sposób irytować to naprzemienne mówienie bliźniaków. Niestety, do tego chyba jednak trzeba było zwyczajnie przywyknąć, kiedy przebywało się z dwoma naraz. Dlatego też nie było prawdopodobnie niczym dziwnym, że raz odzywał się głos po lewej, po czym wypowiedź kończył ten po prawej. Zupełnie normalne, oczywiście.
avatar
George Weasley
GRYFFINDOR

Liczba postów : 13
Galeony : 4
Skąd : Ottery St. Catchpole, Wielka Brytania

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Spencer Scythe on Nie Sie 11, 2013 1:03 am

-Nie chciałem Cie urazić, po prostu wolałbym nie być Ci nic winny, nawet ze względu na tak poważne sprawy jak nauka.-odparł, bo w końcu to nie jego wina - to słownik prowadził go przed siebie, on tylko za nim podążał. Wtem wpadło mu coś przerażającego do głowy i musiał się tym natychmiast podzielić:
-Ethan, a może to przeznaczenie i potrzebujesz pomocy? Nie radzisz sobie z językami obcymi?
Niestety, to co później powiedział Ethan, zdecydowanie nie należało do najprzyjemniejszych faktów. To wręcz było hańbą, że dom który posiadał największe zasoby wiedzy, a także powinien znać wszystkie scenariusze i wygrywać mecze samą przewagą psychiczną, nie potrafił sobie poradzić z drużyną Ślizgonów, którzy oszukiwali gdy tylko mogli. Co prawda historia lubiła się powtarzać, ale nie zamierzał ostudzać woli walki kolegi.
-A czy Ty chociaż przez moment wątpiłeś, że drużyna geniuszy w tym roku nie wygra? W końcu to ostatni rok, kiedy macie swego perfekcyjnego obrońcę w swoich szeregach, więc chyba i mi się coś należy od życia, nie uważasz? Zresztą czemu wspomniałeś Gryfonów? Od dłuższego czasu nie wygrali o ile mnie pamięć nie myli, nawet interwencja i przydzielenie Pottera tak wcześnie do drużyny ich nie uratowało, a w zeszłym roku mecze odwołali. A ten rok bezapelacyjnie jest nasz. Zresztą - przegrywaliśmy tylko ze względu na braki w pracy zespołowej i nieuwzględnianie bieżących faktów, w naszej taktyce. Zresztą sam sobię sprawiłem Nimbusa 2001, więc możesz być spokojny o naszą bramkę, bo żaden z tych wężysynów nie ma już nad nami żadnej przewagi. Jesteśmy zarówno inteligentniejsi jak i lepsi w quidditcha. -starał się nadać swojej wypowiedzi wystarczająco dużo pasji, aby rozmówca wiedział iż mówi jak najbardziej poważnie. Zresztą, jedyne czym ewentualnie mogli zwyciężyć z nim, to znajomością hiszpańskiego. Ale gdyby tak na nich popatrzeć....NIEEE, raczej nie. Ale za to wiadomość o Błyskawicy, o ile nie była plotką mogła przerazić. A najlepszym sposobem aby wygrać z ewentualnym przerażeniem, to wyśmiać je w twarz.
-Błyskawica to wspaniała miotła, ale nawet jeśli ktoś by ją dostał, to nie zapominaj o Megan. Nie sądzę żeby ów "szczęśliwiec", mógł usiedzieć na owym wyścigu światła z dźwiękiem zbyt długo, a nawet jeśli to po zejściu będzie przypominał Mimbulusa Mimbletonie. Ewentualnie ów jeździec się skurczy i naciągnie ze strachu bieliznę na głowę, przez co będzie wyglądał jak skrzat domowy, a wówczas wystarczy zabronić mu wygrać.-po zakończeniu swojej wypowiedzi, posłał Ethanowi lekki uśmiech. Po chwilu dorzucił jeszcze coś:
-A co do Pottera to olać go. To tylko zwykły dzieciak, który teraz będzie zwykłym trzecioklasistą, z gustownym znaczkiem na czole, więc nie rozumiem po co okazywać mu jakiś nabożny podziw, jakby był głównym bohaterem jakiegoś światowego bestsellera - wówczas owszem, trzeba by go brać pod uwagę. Ale naprawdę Potter nie jest jedynym uczniem w tej szkole, więc czemu wciąż, wszyscy jak na złość rzucają tym nazwiskiem na prawo i lewo?-ostatnie słowa już rzucił z kamienną miną, bo faktycznie go to irytowało. Nie zazdrościł mu, ale ubolewał nad tym że wręcz czczony jest ktoś, kto do książek zagląda tylko po to żeby ładować się w kłopoty. Po chwili wpadło mu jeszcze coś do głowy:
-Ale zawsze lepiej musieć słuchać o Potterze, niż o Malfoyu. Potter przynajmniej poza faworyzacją z każdej strony i sporymi brakami w wiedzy, nie zgrzeszył aż tak bardzo, czego nie można powiedzieć o naszym małym, ulizanym, przyszłym rekordziście szkoły - w końcu od razu widać, że nasz drogi Draco, na SUMach dostanie same T-huh, tu może już troszkę przesadzał, bo takie obelgi były zdecydowanie poniżej krytyki. Ale cóż mógł zrobić - po prostu nie trawił Malfoya. Ale czy to było coś dziwnego? Przecież nie był jedyny.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Ethan Johnson on Nie Sie 11, 2013 11:09 am

Na słowa swojego kolegi z drużyny tylko pokręcił głową i w sumie tak naprawdę nie zwrócił na nie specjalnej uwagi. Urazić go Spencer nie uraził, ale niech będzie, że wykonał dość miły ruch w kierunku Ethana.
- Języki obce? A po co mi języki obce? Jak na razie, mój kolego, nie wybieram się zagranicę, więc żaden język obcy tak naprawdę nie jest mi potrzebny. A czemu o to pytasz? – zapytał z ciekawości. Bo przecież raczej nie przyszłoby do głowy Spencerowi żeby uczyć Johnsona języków obcych. Zresztą, nawet jeśli to przecież kto powiedział, że jego owy piątoroczny kolega będzie chciał się uczyć? Jak na razie nie widział w tym sensu.
Temat Quidditcha jakby rozpętał małą burzliwą wojnę słowną między dwoma Krukonami. Bo oto jeden miał raczej pesymistyczne podejście do tegorocznych rozgrywek, podczas gdy drugi zdecydowanie był pewny, że tym razem to Ravenclaw wygra.
- Nie wątpiłem. Ale spójrzmy prawdzie w oczy – pomimo tego, że mamy świetną reprezentację, rzekłbym nawet najlepszą od wielu lat, to nie zdołaliśmy wygrać domowych rozgrywek quidditcha. Rok temu faktycznie odwołali rozgrywki, ale dwa lata temu triumfowali Ci durni Ślizgoni. – na chwilę zrobił pauzę, bo w końcu właśnie w Slytherinie grał obiekt jego uczuć. Mało kto o tym wiedział. Ba, chyba nawet zaryzykowałby stwierdzeniem, że nikt o tym nie wie. Nawet sama zainteresowana dziewczyna nie spodziewa się, że to właśnie Krukon Ethan ulokował w niej swoje uczucia.
- Trzy lata temu prześladowały nas kontuzje i w ogóle co roku mamy jakiegoś durnego pecha. Musimy zagrać błyskawicznie najbliższe mecze. Może ta Raye wzięłaby swoją dupę w garść i łapała znicza zaraz na początku meczu? To byłoby najlepsze rozwiązanie. – stwierdził Krukon po czym wzruszył ramionami bez specjalnych emocji. Raye była szybką Szukającą, ale nie zawsze potrafiła wypatrzeć znicz. Johnson miał do niej o to wielokrotnie pretensje, ale nie on dowodził w drużynie więc ona się tym specjalnie nie przejmowała.
- No fakt. Megan to potężna podpora drużyny, która jeszcze nigdy nie zawiodła. Niech się boją Ci, którzy się jej jeszcze nie zaczęli bać. Szczerze powiedziawszy czasami i ja sam się jej boję. Nie raz ledwo co uniknąłem bliskiego spotkania z tłuczkiem wybitym przez Megan. – mówił z przejęciem piętnastolatek. Raz nawet myślał, że umiera, bo widział swymi oczyma kilka scen ze swojego życia. A to mógł uznać tylko za znak, że nadchodzi śmierć. I po kilku sekundach w jednym z meczy przypadkowo w jego kierunku leciał tłuczek wybity przez pannę Vaye. A jaka była potem awantura w szatni, że Krukonka nie uważa i eliminuje swoich zawodników zamiast przeciwników. Prawie doszło do rękoczynów i boksu męsko-damskiego. Na szczęście sytuacją załagodził wówczas ówczesny kapitan Krukonów.
- Wiesz, w końcu to on pokonał Sam-Wiesz-Kogo, kiedy był jeszcze niemowlęciem. Taką przynajmniej słyszałem historię. Dlatego jest taki sławny i każdy zna jego imię i nazwisko. – odpowiedział starszemu od siebie o dwa lata koledze. Miejmy nadzieję, że nie uzna tego sformułowania jako wielbienie Pottera. Oczywiście Ethan nic nie miał do Harry'ego. Nigdy z nim nie rozmawiał więc nawet do końca nie wiedział jaki ten Gryfon jest. Trzymał się z jednym z Weasleyów i tą alfą i omegą Granger. Nigdy nie mógł pojąć jak w mugolskiej dziewczynie takiej jak ona może być tyle wiedzy albo pojemności mózgu żeby tą wiedzę posiąść? Z takimi walorami to raczej powinna trafić do Ravenclaw, a nie do Gryffindoru, prawda?
- Wybierając mniejsze zło to rzeczywiście wybrałbym Pottera. Malfoy to ulizany dupek, który we wszystkim wysługuje się ojcem. Jego stary jest ważną szychą w Ministerstwie Magii i właściwie tylko dlatego Draco podskakuje każdemu. W przeciwnym razie byłby pewnie milutki i potulny jak baranek. To wyjątkowo wredny typek, którego najchętniej przeorałbym po ziemi. Ale wiem, że to nie możliwe bo zaraz jego ojciec wparowałby do mnie i miałbym gorzej niż jeden osadzony w Azkabanie. – wzruszył ramionami po raz kolejny. I nagle apropo tego więzienia coś mu się przypomniało co czytał w Proroku Codziennym.
- Czytałeś, że ten morderca Black i jego kuzynka uciekli z Azkabanu? – zapytał z ciekawości.
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Spencer Scythe on Nie Sie 11, 2013 12:09 pm

Nie wybiera się za granicę więc mu niepotrzebne? Dziwne stwierdzenie. To już nikt się nie uczy, dla samej przyjemności uczenia się? Co się stało z tym światem.
-A czemu by nie? Nadmiar wiedzy nikomu jeszcze nie zaszkodził
Lakonicznie, ale cóż - temat Quidditcha od zawsze na zawsze będzie pobudzał męskie serca i umysłu. Tak po prostu jest. Niezależnie od upodobań, jak możnaby nie lubić tego szlachetnego sportu? Zresztą nie tylko mężczyźni - kobiet też raczej ów sport na szczęście nie oszczędzał. Dobry dla wszystkich. Aż szkoda że kończy szkołe i po tym roku już nie będzie mógł grać.
-Triumfowali? Nie wiem czy to odpowiednie stwierdzenie. Po prostu poszczęściło im się, z czym oczywiście musieli się obnosić przez długi czas. Sam nie wiem jak można było do tego dopuścić. Ciągłe niedopatrzenia. Zresztą Ślizgoni przecież nie są wybitni. Ścigający przy takim obrońcy naszej drużyny mogą równie dobrze siedzieć na ławie, ich szukającym jest Malfoy, więc nie jest w ogóle groźny. Jedynie na pałkarzy trzeba uważać, chociaż przyznam się że nie zwracałem na nich uwagi i nawet nie wiem jak wyglądają, bo mój mózg nie potrzebował zakodować tej informacji.
Zresztą czy to była jakakolwiek różnica? Miał lepsze rzeczy niż przyglądanie się pałkarzom. Może gdyby pałkarze Ślizgonów mieli okrągłe kształty i byli czerwoni to co innego, ale póki nie byli, to było zdecydowanie zbyteczne.
-Jest też inna opcja, w którym Raye nie musiałaby w ogóle łapać znicza. Wystarczy że nasi ścigający wzieliby się porządnie za strzelanie tych goli, tak żeby łapanie znicza nie przesądzało o wyniku, tylko wzmacniało nasze miażdżące zwycięstwo.-powiedział i ponownie pozwolił sobie na uśmiech, tym razem szerszy. Czasami po prostu trzeba było sobie pożartować ze znajomych.
-Megan jest wyjątkowo pożyteczna, nie tylko ze względu na jej wspaniałe umiejętności obsługi pałki. Czasami przeciwnicy zamiast grać się na nią zagapią. Trzeba mieć niepokolei w głowie, żeby zamiast grać, się przyglądać innym graczom.
Za nic w świecie by się nie przyznał, że i jemu zdarzało się czasem podczas gry na nią spojrzeć. Zresztą robił to tylko wtedy, gdy kafel był w oddali, a ona w pobliżu. Zreszą co za różnica, jemu akurat to w grze nie przeszkadzało, więc to było wporządku.
-Ale przyznam się że i ja czasem obawiałbym się o własną głowę, gdyby nie refleks. Tylko raz mi się zdarzyło od niej oberwać, na treningu.-z tym że był pewien, że wtedy to akurat nie był przypadek, ale nie zamierzał się tym dzielić, bo mogłoby się jeszcze okazać że się pomylił.
-Eh, Ethan, dobrze wiesz, że jestem przeciwny przemocy i okrucieństwu, jednakże są znacznie lepsze sposoby na dręczenie tego małego wstrętnego gnojka, tak żeby nie czuł sie zbyt komfortowo.- no bo jak można tolerować, coś takiego małego, rozlazłego i irytującego, jak ta ułomna, ulizana galareta?
-Tak, słyszałem. Myślałem że to niemożliwe.-odparł.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Megan Vaye on Nie Sie 11, 2013 1:37 pm

Raczej Megan nie miała zamiar nikogo przygarniać pod swój dom. Już i tak ojciec wkurzał się na jej sowę, która często przez okno wlatywała z listem do domu, a potem nie mogła się uspokoić. Głównie wtedy się denerwowała macocha. Kiedyś nawet sowa usiadła jej na nowo zrobionej fryzurze, którą oczywiście zniszczyła. Nie żeby to przeszkadzało Meg, wręcz pogratulowała swojej sówce i dała jej smakołyk w nagrodę. Ale potem dostała ochrzan od ojca, za to. Jednak sowa chyba jest nawet bardziej grzeczna od tej dwójki która szła obok nich. Przecież jej dom popadłby pewnie w ruinę, gdyby ta dwójka tam poszła. Nie żeby miała coś do bliźniaków, jeśli chodzi o ich status majątkowy. Wiedziała, że im się nie powodzi, nawet im współczuła, ale coś czuła, że gdyby Oni weszli do rezydencji, jak to mówi macocha i zobaczyli te okropne rzeźby które, ta kobieta kupiła do tego domu.... chyba by im sama podsunęła pomysł aby je porozwalać. Jeju czemu tak nagle zmieniła zdanie? Może dlatego, że tak bardzo nie lubi wystroju tego domu. Jej macocha kiedy weszła do jej rodziny, nie była zbyt zamożna, więc teraz korzysta z pensji i majątku rodzinnego. Przez to jej dom stał się takim miejscem na pokaz, tylko dla rodzin zamożnych, nie lubiła tego.
Dziewczyna nagle się zatrzymała kiedy ci zaczęli mówić o powrocie do tego sklepu. Patrzyła to na jednego to na drugiego. To było niesamowite jak oni się dopełniali. Widać było nie tylko to, że byli, no oczywiście bliźniakami, ale też to, że są rodziną. Trochę jej tego brakowało, owszem, miała swoją kochaną siostrę, ale chciałaby w końcu stworzyć też jakąś więź ze swoim ojcem. Zawsze ją odrzucał, tak samo jak Lilly. Może dlatego po części Megan nie chciała zakładać rodziny? Bałaby się, że nie mogłaby dać swoim dzieciom, to samo, co jej ojciec swoim? Ale też po części dziewczyna chciałaby zakładać rodzinę, aby w końcu poczuć się tą miłość rodzinną?
- Ponieważ wątpię czy w swojej złości, będzie myślał, że nie mam z tym nic wspólnego. A ja nie będę nikogo przepraszać, zwłaszcza, że nic nie zrobiłam. Zresztą za sam fakt, że bym też coś zrobiła to i tak bym nie przepraszała. Ale nie mam zamiaru się z nim użerać. Poza tym... i tak były drogie te kociołki. W katalogu u innego faceta jest lepsza oferta. - stwierdziła podchodząc do jednego sklepu, przy którym się akurat zatrzymali.
Oferował on różnego rodzaju słodycze, trochę podobne do tego co sprzedają w Miodowym Królestwie. Obiecała siostrze, że kupi jej coś słodkiego. Szybkie spojrzenie na produkty i zakup ich. Schowała je do torebki, i ruszyła dalej. Przez krótką chwilę zapomniała nawet o bliźniakach. I nie... nie miała zamiaru im dawać zakupionych słodyczy. Były dla siostry. A to oznacza wojnę, jeśli ktoś będzie je chciał.
Spojrzała na nich znowu i spytała.
- Macie coś do roboty, że idziecie w tą samą stronę co ja, czy tak jak ja macie zamiar iść do SWOJEGO domu? - tak naprawdę Megan chciała się ich pozbyć, aby ci nie szli za nią aż do Szpitala Munga. Nie chciała aby wiedzieli o chorej siostrze, o tym wiedzieli tylko niektórzy.
- Tak w ogóle, jak było w Egipcie?  Widziałam wywiad z Waszymi rodzicami w gazecie. Wiedzieliście też że Syriusz Black i Bellatrix Lestrange uciekli z Azkabanu? Nie wiem czy mieliscie jakiś dostęp do świata będąc na wakacjach. -
Czemu ona o to spytała? Przecież praktycznie nie miało to dla niej znaczenia. Ale może stwierdziła, że skoro już idzie z nimi i już się do niej przyczepili to już chociaż trochę jakoś zagada. Może zmieni o nich zdanie.
Megan w pewnym momencie spojrzała na zegar. Przeklnęła pod nosem. To już ta godzina? Jak tak dalej pójdzie to nie odwiedzi swojej siostry dzisiaj bo zamkną już oddział dla odwiedzających. Dziewczyna spojrzała na bliźniaków i nie przejmujac się tym czy pójdą w końcu za nią czy nie, powiedziała szybko do nich.
- Wybaczcie, ale musze uciekać. Do zobaczenia w Hogwarcie - i pobiegła przed siebie
[z/t]


Ostatnio zmieniony przez Megan Vaye dnia Wto Sie 20, 2013 7:48 am, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Ethan Johnson on Nie Sie 11, 2013 2:27 pm

Najwyraźniej on i Spencer mieli nieco inne podejście do Quidditcha ogólnie, jak i do samej drużyny Ślizgonów osobno. Ale gdyby każdy z nich byłby taki sam, gdyby wszyscy na świecie myśleliby podobnie to ów świat byłby najzwyczajniej nudny. A tak to przynajmniej jest możliwość konwersacji i wymiany zdań na różne tematy, nieprawdaż?
- Nie powiedziałbym, że mają aż takich słabych Ścigających. Pamiętasz pierwszy mecz Ślizgoni przeciwko Gryfonom? Gryffindor zostałby zmiażdżony gdyby nie świętoszek Potter złapał znicza. A Ślizgoni gdyby wymienili Szukającego i wypieprzyli Malfoya to może zaczęliby latać niemalże bezbłędnie. Bo ewidentnie Dracon jest idiotą, który nie potrafi malutkiego, trzepoczącego złotego znicza znaleźć. Ale wracając do sedna... My chyba naprawdę mamy najrówniej latających graczy ze wszystkich drużyn w Hogwarcie. – przytaknął siódmorocznemu Krukonowi, a po chwili zaczął drapać się po głowie. Już nie mógł doczekać się kiedy zaczną się treningi. Poczułby się wtedy wolnym jak ptak. W ogóle jakoś te wakacje, co są teraz, nudziły mu się. Wbrew pozorom chciałby już znaleźć się w Hogwarcie.
Na następną zaczepkę chłopaka nie odpowiedział. Mruknął tylko coś niezrozumiale i w duchu zaczął się wkurzać. Może i częściowo miał rację. Trochę dobitnie jednak powiedział to piętnastolatkowi. Ale Ethan się tak naprawdę tym niezbyt przejął. Nie mógł jednak powiedzieć, że koło dupy mu to latało. Na pewno gdzieś tam w środku sobie to zakoduje.
Jeśli chodzi zaś o uwagę na temat panny Vaye to roześmiał się i praktycznie nie mógł powstrzymać. Ostatecznie jednak się ogarnął i przez chwilę nawet złapał buraka.
- No tak, pałka Megan robi szczególne wrażenie na przeciwniku. – i znów zaczął się śmiać do rozpuku. Tak rozbawił go tekst o pałce Megan, że chyba będzie się nabijał z Krukonki przez najbliższe kilka dni. A już w ogóle nie chciał myśleć co to będzie na treningach.
- Ale wracając do tematu... Szkoda, że Chang już nie gra. Bo Potter się na nią lampił. No i niektórzy Ślizgoni... – zdołał zauważyć młody Krukon. No cóż, Raye też nie była niczego sobie. Co prawda ruda dupa to nie to samo co azjatycka dupa, ale też można sobie popatrzeć. No i na Megan czasami można zapuścić żurawia, ale trzeba się podczas meczu bardziej wtedy pilnować.
- A jakby tak Malfoya zamknąć w komórce na miotły u Filcha? Myślisz, że byłby wielki problem? Najpierw by się go jakoś.. ogłuszyło.. a potem tam zaciągnęło. Albo gdzieś, gdzie zniknąłby raz na zawsze. – i zaczął się wtedy zastanawiać, gdzie można by wysłać Dracona. Jak na razie nic nie przychodziło mu do głowy. Słyszał kiedyś o jakimś pokoju czy sali w Hogwarcie, która znika i pojawia się kiedy chce. Ale dokładnie nie wiedział gdzie się to znajduje i czy aby na pewno to jest prawda. Bo jeśli to miała być Komnata Tajemnic to już pewnie jest zamknięta na zawsze, więc tam się Malfoya nie wrzuci. Zresztą kto wie czy ten Bazyliszek by go nie zabił, o ile on sam w ogóle żyje.
- A widzisz.. są jednak rzeczy, które najstarszym czarodziejom się nie śniły. – odrzekł Ethan. - Tylko że skoro oni uciekli, to mogą też próbować pomóc zrobić to innym Śmierciożercom i przestępcom. – stwierdził z lekką nutką strachu w głosie. Ta dwójka jeszcze nie była taka niebezpieczna sama w sobie. Sami nie dadzą rady prowadzić jakiejś chociażby wojny. Ale jeśli uwolnią innych lub też zwerbują nowych rzezimieszków to może już nie być tak wesoło.
- Ale jak na razie nie zrobili chyba nic tragicznego poza ucieczka. Ciekaw jestem czy Ministerstwo rzeczywiście wpadło na ich trop. – zastanawiał się uczeń piątego roku. - Myślisz, że jakbyśmy ich złapali, albo chociaż jednego z tej dwójki, to by nam jakąś nagrodę dali? – rozmarzył się przez chwilę mieszkaniec domu kruka. Na pewno kilka galeonów by się przydało. A i sława przy tym by się też do niego przyczepiła. Tylko z drugiej strony wiedział, że taki Black czy Lestrange nie dadzą się złapać byle piętnastolatkowi skoro nawet Aurorzy ich nie złapali.
- A tak wracając do tematu Quidditcha... Wiesz może kto zostanie kapitanem Ravenclaw? – zapytał nagle Ethan zmieniając temat.
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Spencer Scythe on Nie Sie 11, 2013 8:22 pm

Eh, niestety nie zrozumiał co Spencer chciał mu przekazać. No trudno, nawet próby przechwalania się mu nie wychodziły zbyt perfekcyjnie. Będzie musiał nad tym popracować, w końcu im więcej umiejętności, tym lepiej, a przechwalanie się zapewne kiedyś się przyda.
-Ścigającymi Slytherinu mogliby być nawet członkami drużyny Irlandii albo Bułgarii, ale nawet gdyby byli - powiedz mi co z tego? Czy naprawdę uważasz, że mając ostatnią okazję, na zdobycie dla swojego domu Puchar Quidditcha, nie poradzę sobie z kimkolwiek? Zgarnę tego kafla za każdym razem, jak W na sumach, więc nie martw się o przeciwnych ścigających.-tym razem powiedział to tak, że wręcz można rzec iż się otworzył. Jego głos był tak przesiąknięty determinacją, że aż siebie zadziwił. Z kolei przy następnej uwadze nie zrozumiał czemu Ethan się śmieje. Przecież Megan była atrakcyjna, co w tym dziwnego że mogła się podobać przeciwnikom? Huh, Anglicy byli dziwni, ale trzeba się z tym pogodzić. No cóż, nie miał za bardzo co się rozwodzić dalej nad pałką Megan. W końcu pałka jak pałka - każdy pałkarz ją ma, posługuje się nią gdy musi i powinien ją polerować. Dokładnie, polerowanie pałki to powinien być obowiązek pałkarza.
-Hmmm, ale za to my gramy, więc wszystkie dziewczyny z przeciwnych drużyn, nie będą mogły się skupić na grze.-zażartował. Natomiast pomysł z pozbyciem się Dracona byłby świetny dla ogółu. Hmm, wpadł mu do głowy pewien plan.
-Słuchaj, a może by go tak w coś transmutować? W coś pasującego do jego charakteru. Może karaluch? Albo żaba, bo też jest oślizgła. Albo fretka, bo jest taki odważny. Zobaczysz, zapamiętaj moje słowa, bo może nie my, ale ten pomysł jest zbyt genialny aby nikt go nie wykorzystał-chociaż co jeśli nikt inny na to nie wpadnie? Wówczas nie byłoby najlepiej, bo przecież to arcydzieło wśród pomysłów. Naprawdę szkoda by było. Eh, aż dziwne że jest w stanie komuś aż tak źle życzyć. Ale młody Malfoy zdecydowanie zasłużył.
-To bardzo możłiwe. Ale nawet jeśli wszyscy uciekną, to niestety będą się cieszyć wolnością tylko jakieś cztery lata, o ile w ogóle uda im się tak długo.
Hmm, złapać ich? To by było całkiem niezłym pomysłem. W końcu mógłby potrenować, a może wówczas nie kazaliby mu czekać tak długo i przechodzić wszystkich testów, które i tak w jego wypadku były tylko formalnością i w nagrodę pozwolili mu zostać aurorem od razu po ukończeniu szkoły?
-Zapewne byśmy ich mogli złapać, tylko że to by był dopiero pojedynek wielkich umysłów. Jednakże uwierz mi - gdyby teraz któryś z nich przypadkiem się tu pokazał, to za chwile wiedziałby czemu właściwie mieszkańcy Ravenclawu są najbardziej utalentowani w całym Hogwarcie. Ale złapać, a znaleźć...dwie różne sprawy, a my nie mamy ani środków, ani czasu. Poza tym, Ty nie możesz używać czarów poza szkołą, więc choćbyśmy byli na tyle lekkomyślni i polecieli w świat, to nawet nie mógłbyś się teleportować, a mimo że zapewne poradziłbym sobie sam na dwóch, to nie zostawiłbym kompana - przecież nie chciałbym zgarnąć całej sławy dla siebie.-i w ten oto sposób, dołączył do sfery marzeń razem z kolegą. Ale słysząc następne pytanie troszkę spoważniał.
-Nie mam pojęcia, mimo że jestem święcie przekonany że nadawałbym się. Z tym że patrząc obiektywnie na wskaźnik farcenia członków naszej drużyny, obstawiam naszą kochana Raye.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Ethan Johnson on Nie Sie 11, 2013 9:57 pm

Ethan tylko pokiwał głową na znak, że zrozumiał o co chodzi Spencerowi. Rzeczywiście będąc na siódmym roku miał on ostatnią szansę żeby zdobyć Puchar Quidditcha w Hogwarcie i to musiało być naprawdę wielką motywacją. Oby słowa starszego kolegi ziściły się i nie przepuści kafla ani razu. Z takim nastawieniem Ravenclaw będzie mógł się poszczycić pierwszym od wielu lat zdobyciem mistrzostwa w Quidditchu w Hogwarcie.
- No za dużo tych dziewczyn tam nie ma w przeciwnych drużynach, ale jakby gdzieś się czasami zagapiły na nas i przeoczyły ważny moment w grze to cieszyłbym się. A może przy okazji dostaną tłuczkiem z Meganowej pałki? – zażartował po raz kolejny śmiejąc, lecz widząc minę kolegi zreflektował się i przestał już brechać z panny Vaye.
- Jestem za, ale najlepiej przetransmutować w coś, co trudno będzie znaleźć. Ale jak się nie da to można zamienić go w świnię? Draco to właściwie taka głupia świnia, oczywiście nie obrażając inteligencji tych przecudnych zwierząt. Chociaż pomysł z fretką jest też całkiem niebanalny. – przyznał rację paniczowi Scythe. Wizja wizerunku Malfoya w jakimś zwierzęciu przypominającym jego chamski charakter była jak najbardziej ciekawa. Tylko czy ten plan wypali i czy będą mieli z tego powodu problemy? Kto wie jak to się potoczy w tym roku.
- Czasami mam wrażenie, że wypowiadasz niektóre zdania, czy nawet słowa, są tak jakby wizją, którą gdzieś zobaczyłeś. Może Ty jakimś jasnowidzem jesteś co? Może jesteś dalekim krewnym profesor Trelawney? – rzekł piętnastolatek do starszaka. - Masz rację, żeby złapać to musielibyśmy ich znaleźć, a do tego trzeba poświęcić czas i pewnie pieniądze, których na daną chwile mam niewiele. Ale czego to nie potrafią robić mieszkańcy domu Kruka, prawda? Jakoś bym je zdobył. A o czary się nie martwię. Jak mnie złapią to mnie złapią. Chyba nie wyrzucą tak od razu ze szkoły tylko najpierw będzie jakiś uczciwy proces, a potem uczciwy wyrok, prawda? – zawiesił głos na chwilę i odczekał parę sekund by wziąć kilka wdechów i prawił dalej. - Co do teleportacji to wiem, że skoro jedna osoba potrafi to druga wystarczy, że złapie się tej osoby za rękę podczas deportacji i razem z nią aportuje w miejscu przeznaczenia. Zawsze się znajdzie sposób jak się będzie chciało. Zresztą jak sam wspomniałeś jesteśmy Krukonami, a nie jakimiś wężosynami bez krzty rozwagi. Dalibyśmy radę. – poklepał kumpla po ramieniu, a potem rozmowa zeszła na nieco poważniejszy temat niż marzenia dwóch uczniów Hogwartu.
- Raye? Ruda miałaby być kapitanem Krukonów? – pytał z niedowierzaniem Ethan. - Szczerze powiedziawszy to nie ma takiego wybijającego się zawodnika od nas, bo wszyscy są równi. A może Ty na swój ostatni rok zostałbyś naszym kapitanem? Jakbyśmy wygrali to byłby Twój podwójny sukces. – zastanawiał się Pan Johnson. - Tylko mi nie mów, że Cię to nie kusi! - pogroził palcem starszemu koledze, ale zrobił to żartobliwie uśmiechając się później.
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Spencer Scythe on Pon Sie 12, 2013 4:54 pm

-Gorzej jeśli to my się przypadkiem zagapimy na którąś. Chociaż po głebszym namyśle, właśnie stwierdziłem, że nie mam pojęcia czy są jakiekolwiek dziewczyny w innych drużynach. Nie obchodziło mnie to nigdy za bardzo.
Hmmm, swoją drogą - zamienić Malfoya w prosiaczka? Obrzydlistwo. Kto by chciał jeść taką wędlinę?! A może osioł? Albo nie, za bardzo lubił salami. Fuj, zjeść Malfoya. Smak śluzu w ustach do końca życia. Huh, zaraz zwróci śniadanko. To nie był dobry pomysł. Bardzo nieestetycznie by to wyglądało. A poza tym - musiałby je zwrócić na Ethana, albo słownik. A sądził że Ethan nie byłby zadowolony. A przecież nie zbeszcześciłby słownika. Pominął więc to, postanowił nie wkręcać się dalej w temat Draco, ze względu na estetykę kolegi.
-Hmmm, dziwne masz wrażenie. Nie jestem ani jasnowidzem, ani krewnym profesor Trelawney. Ona też chyba nie jest w tym najlepsza - żyje. A to sprawia że większość jej wróżb jest irracjonalna. To żaden dar jasnowidzenia, po prostu mam szczęście i często nieświadomie wypowiedziane myśli, okazują się prawdą. Ale nie zawsze. Gdybym naprzykład powiedział że nie wiem, w Hogwarcie odnajdziesz miłość, wpadając na nią przy wejściu do Wielkiej Sali, nie musiałoby oznaczać że to prawda. A wówczas na jasnowidza, nadawałbym się jak profesor Flitwick do patrzenia z góry.-zażartował. Oczywiście nie miał nic ani przeciwko Flitwickowi, ani przeciwko jego wysokości. Wręcz przeciwnie - był to jeden z jego ulubionych nauczycieli.
-Pieniądze to nie taki problem - mam trochę odłożone. Co prawda są oczywiście bogatsi ode mnie, ale nie narzekam na mój stan konta, jest bowiem całkiem przyzwoity. A co do uczciwego procesu - niezależnie od dobrych intencji, z premedytacją złamałbyś prawo i to nie w celu obrony własnej. Jeśli chciałbyś sprawiedliwego, obiektywnego wyroku, to nawet ja musiałbym Cie skazać. A co do teleportacji to i owszem, moglibyśmy teleportować się łacznie, jednakże mimo że wstydzę się do tego przyznać, to nie jestem w tym wybitny i ledwo daję radę przeteleportować się sam, więc nie jestem pewien czy udałoby mi się kogoś "poprowadzić".-po ostatnim zdaniu spuścił wzrok. To nie było zbyt przyjemne. Czuł się taki głupi, nie radząc sobie z czymkolwiek tak wybitnie jak trzeba i nie do końca mu się podobało to, że ktoś może się teleportować lepiej od niego.
-Jeśli pozwolisz iż będę trochę nieskromny, to nie dość że chciałbym, to jestem pewien że nadawałbym się do bycia kapitanem, o ile wręcz nie byłbym w tym najlepszą możliwą opcją, ze względu na to że posiadam chyba najrozleglejszą wiedzę na temat przeróżnych taktyk, manewrów oraz innych stron technicznych. Dodatkowo mam w miare pozytywne stosunki z resztą drużyny, dlatego też sądzę że udałoby mi się ich nakłonić do współpracy. Ale jeśli nie pozwolisz abym był nieskromną osobą, to wówczas owszem, sądzę że Raye byłaby lepsza.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Ethan Johnson on Wto Sie 13, 2013 9:15 pm

Uśmiechnął się na słowa znajomego, ale nic na nie nie powiedział. To zagapienie się rzeczywiście mogłoby zadziałać w obie strony. Chociaż Ethan tak naprawdę skupiał się tylko i wyłącznie na kaflu, który miał przerzucić przez jedną z trzech obręczy przeciwnika. No, czasami patrzył jeszcze na tłuczki, które nie raz dały mu popalić. Dziewczyny go jak na razie do tej pory nie obchodziły. Poza jedną – Sawyer Avanae Rowland ze Slytherinu. Zawróciła mu w głowie praktycznie od pierwszego spojrzenia i nie potrafił nic z tym zrobić. A mógłby przecież zebrać się na odwagę i wreszcie wziąć w garść, prawda? Ale nie, on wolał czekać aż mu ją ktoś podbierze. Zobaczymy jak się wtedy nasz Krukonek zachowa. W każdym bądź razie nie przyznał się do tego przed Spencerem, bo i po co mu przyznać rację? Na razie niech myśli, że Ethan jest twardym zawodnikiem.
- Czyli nie trafiłem. – odezwał się w końcu po dość wyczerpującej odpowiedzi starszego kolegi z Ravenclaw. - Serio mówisz, że Trelawney jest taka sobie? Jeszcze z nią nie miałem Wróżbiarstwa, bo dopiero zaczynam w tym roku. Słyszałem tylko, że jest dość specyficzną osobą jeśli chodzi o ten przedmiot. - powiedział.
- No proszę. Czyli nawet taki perfekcjonista jak Ty, Spencer, nie jest aż tak wybitnie dobry we wszystkim? A myślałem jednak, że nie ma rzeczy, z którą byś sobie nie poradził. Widzę jednak, że z tą teleportacją łączną będziemy musieli poczekać. No i z poszukiwaniami Śmierciożerców też chyba damy sobie spokój. Mówiąc krótko, zniechęciłeś mnie do tego. Ale może to i dobrze? – wzruszył ramionami zadając tak naprawdę retoryczne pytanie. Może to i dobrze, że Scythe zgasił jego zapał i chęć pojmania śmierciożerców? Zresztą, co taki piętnastolatek może zdziałać przeciwko dwóm dorosłym czarodziejom posługującym się czarną magią?
- Czyli za wielkiego wyboru nie ma. Albo Ty, albo Raye. A może będę czarnym koniem i ja zostanę kapitanem? Co Ty na to? – zapytał się Krukona, choć mógł raczej z łatwością przewidzieć jaka będzie jego odpowiedź.[/b]


Ostatnio zmieniony przez Ethan Johnson dnia Sro Sie 14, 2013 7:49 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Spencer Scythe on Sro Sie 14, 2013 6:03 pm

-Nie zamierzam obrażać członka naszego szanownego grona pedagogicznego, bowiem to szczyt Malfoyowatości, obrażać osoby starsze, bardziej doświadczone i zapewne posiadające większe zasoby wiedzy. Jednakże obiektywnie i z przykrością muszę stwierdzić, iż szanowna profesor Trelawney albo nie do końca zna się na swoim przedmiocie, albo bardzo lubi żartować na temat śmierci swoich uczniów. Słyszałem że w każdej klasie ta sama śpiewka. Chyba że to po prostu ja jestem słaby z wróżbiarstwa, choć starałem się wystarczająco aby osiągnąć jedyne akceptowalne oceny. Ale nie mnie oceniać który nauczyciel nadaje bądź nie nadaje się do swojej roboty, jestem tylko uczniem.-powiedział z lekko smutną miną. Zdecydowanie nie lubił wyżej wymienionej, co sprawiało że czuł się jeszcze gorzej, bo jak to tak - nie lubić kogoś kto przekazuje wiedzę? Nawet tak niedorzeczną, jakim jest przepowiadanie przyszłości? Przy następnych słowach Ethana, twarz Spencera przez chwilę wyrażała wszystkie cechy, których tak nienawidził u swojego kochanego braciszka - okrucieństwo, złość i wręcz czystą nienawiść. Oczywiście nie do rozmówcy, a do treści którą przekazał. Chwilę milczał, jednakże potem zdobył się na blady uśmiech i rzekł z lekką dozą chłodu w głosie:
-Radzę sobie z teleportacją a nie jestem w niej wybitny JESZCZE. I nie zarzucaj mi że z czymś sobie nie poradzę, bo ciężką pracą zwalczyłem wszystkie najmniejsze chociażby niedopatrzenia i luki w mojej wiedzy. Jeśli mówisz że sobię nie radzę, albo wręcz nie poradzę w niedalekiej przyszłości, to lepiej żebyś mówił o niszczeniu materiałów naukowych bądź innych mniej okrutnych zbrodniach. A jeśli już sam Ci powiem że coś mi AKTUALNIE wychodzi troszkę gorzej, to bądź tak miły i nie wypominaj mi tego. Z góry dziękuję.
Huh, może i troszkę przesadził - nie chciał wcale na niego tak naskakiwać. Po prostu irytowało go to, że mimo swoich starań i tego że robił co tylko mógł, dalej nie był chodzącą skarbnicą wiedzy o wszystkim bez skazy. To na pewno dlatego, że od jakiegoś czasu zaczął zauważać istnienie kobiet i tego że zdarzają się takie całkiem ładne. Dokładnie, to kobiety odrywały go od nauki. To oczywiste że kobiety to największe zło tego świata, ale bez nich nie miałby nawet kogo o tym poinformować. Ciężkie życie. Na szczęście wrócili do tematu Quidditcha.
-Nie obraź się, ale bardziej bym stawiał na Megan, niż na Ciebie. Moim zdaniem troche za bardzo czepiasz się innych graczy, nawet wtedy gdy nie trzeba, co widzieliśmy wielokrotnie w szatni. Dlatego właśnie nie nadawałbyś się na kapitana. Z kolei Raye jest trudną osobą i nie wiem czy dałaby radę prowadzić drużyne, po głębszym namyśle. Ale patrząc dalej - kogo my tam jeszcze mieliśmy w drużynie? Megan chyba by nas za szybko pozabijała jako kapitan, a Avery odczytywałby formułki prosto z książki. Niech to szlag, nie pamiętam imion pozostałych, wybacz mi. Mogłem zapisać. No nieważne. Ja z kolei jestem trochę zbyt nastawiony na perfekcjonizm i może wyrozumiale, ale tak męczyłbym was na treningach aż bylibyśmy gotowi stanąć w szranki z którąś z drużynami narodowymi, więc też nie byłbym najlepszy. Zobaczymy jak to będzie.
Ależ on lubił wygłaszać tyrady. Huh, mógłby zostać ministrem wręcz. Nieważne, nie teraz. Hmpf, trochę się już zagadali. Przydałoby się zrobić coś konstruktywnego.
-Dobra Ethan, ja będę leciał, bo hiszpański wzywa. Widzimy się w pociągu. Adios-rzucił i poszedł przed siebie, wertując dalej swój cudowny słownik.

z/t
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Ethan Johnson on Czw Sie 15, 2013 8:11 pm

Słuchając Spencera przeraził się jeszcze bardziej na myśl o wizji wróżbiarstwa z kobietą, która prawdopodobnie nie miała pojęcia o nauczanym przez siebie przedmiocie. Wystarczyło mu już to, że Obrony Przed Czarną Magią uczył przez ostatni rok ten idiota. A jeśli znów miała się powtórzyć podobna historia tyle że tym razem z Wróżbiarstwa to zastanawiał się czy aby z tego czasami nie zrezygnować. Miałby w końcu więcej czasu na treningi quidditcha i dzięki temu polepszenie swojej formy. Już się nie mógł doczekać na samą myśl, kiedy wsiądzie na swojego Nimbusa 2001 i będzie szybował po boisku by zdobyć jak najwięcej punktów w meczu. Myślami był już na stadionie w Hogwarcie i latał z prędkością niewyobrażalną i nienaturalną upokarzając swoich przeciwników. A może by warto pomyśleć o jakichś nowych indywidualnych zagrywkach i trikach?
Przez chwilę miał wrażenie, ze panicz Scythe wydrapie mu oczy albo zrobi cokolwiek innego, bardziej bolącego. Na szczęście się tak nie stało, choć starszy Krukon rzeczywiście mógł się poczuć w pewnym stopniu urażony. Nawet już chciał go przeprosić, ale nie wypadało przerwać mu w połowie wypowiedzi. Zwłaszcza, że Spencer był o niego dwa lata starszy, a Ethan nauczony był, że osobom starszym od siebie nie przerywa się. Kiedy już jednak wywód prawdopodobnego kapitana Krukonów dobiegł końca, Ethan wiedział, że rozmowa się powoli kończy. Siódmoroczny pożegnał się ze Ścigającym i udał się w swoją stronę by przygotować się zapewne do szkoły. Takie kroki również poczynił Ethan, który przez chwilę jeszcze stał w miejscu patrząc w sklep z artykułami do Quidditcha. Ach jakby było fajnie mieć taką Błyskawicę...


z/t
avatar
Ethan Johnson
RAVENCLAW

Liczba postów : 203
Galeony : 79
Skąd : Londyn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Ulica

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach