Pamiętnik Dracona

Go down

Pamiętnik Dracona

Pisanie by Draco Malfoy on Nie Sie 11, 2013 8:00 pm

W dniu swoich jedenastych urodzin otrzymałem list z Hogwartu. Tamtego pamiętnego dnia nie mogłem się doczekać, kiedy znajdę się owej szkole i w końcu będę mógł się nauczyć rzucać zaklęcia, jak na prawdziwego czarodzieja przystało. Pod koniec wakacji wybrałem się wraz z rodzicami na Ulicę Pokątną, w celu zaopatrzenia się we wszystkie potrzebne w szkole akcesoria, to jest podręczniki, zwoje pergaminu, pióra, wagę oraz kocioł do przyrządzania eliksirów. W jednym ze sklepów spotkałem Harry'ego Pottera, mojego największego szkolnego antagonistę. Od razu wydał mi się jakiś dziwny. Pierwszego września rodzice zaprowadzili mnie na peron 9 i 3/4, skąd miał wyruszyć pociąg do Hogwartu. Podczas podróży poznałem dwóch wyjątkowo tępych półgłówków: Vincenta Crabbe'a i Gregory'ego Goyle'a, którzy byli w moim wieku toteż szybko się zakumulowaliśmy. Kiedy dotarliśmy na miejsce, na przystanku oczekiwał na nas jakiś obleśny, zarośnięty wielkolud, który chyba nigdy nie widział grzebienia ani mydła, gdyż jebało od niego na kilometr. Potem okazało się, że jest on gajowym oraz nauczycielem opieki nad magicznymi stworzeniami, mający niezłego pierdolca na punkcie groźnych, fantastycznych bestii, takich jak smoki, hipogryfy czy olbrzymie pająki. Wraz z innymi pierwszoroczniakami wsiadłem do długiej łodzi, którą kierował ów gajowy i przepłynąwszy rozległe jezioro znaleźliśmy się u stóp dużego, okazałego, średniowiecznego zamku o strzelistych wieżach, w którym mieściła się szkoła magii i czarodziejstwa. Następnie zostaliśmy zaprowadzeni do przestronnej jasno oświetlonej Wielkiej Sali, gdzie pod zaczarowanym sklepieniem, stanowiącym odpowiednik nieba jak zawsze lewitowały w powietrzu setki białych świec. Pośrodku sali stały cztery długie, drewniane stoły poszczególnych czterech domów Hogwartu, zaś na jej końcu znajdował się stół przeznaczony dla grona pedagogicznego. Tam za pomocą starej, wyświechtanej, gadającej tiary odbyła się ceremonia przydziału do szkolnych domów, której przewodniczyła nauczycielka transmutacji o surowym wyrazie twarzy. Chciałem koniecznie znaleźć się w Slytherinie, z tego względu, że mój ojciec za czasów szkolnych również był w tym domu. Kiedy tiara spoczęła na mojej głowie, od razu przydzieliła mnie do Domu Węża. Po długiej i nużącej przemowie dyrektora i uroczystej wieczerzy zostaliśmy zaprowadzeni do dormitoriów przez prefektów naszego domu. Okazało się, że dzieliłem pokój wraz z Crabbe'm i Goyle'm, co odpowiadało mi, jako że szybko ich sobie podporządkowałem. Próbowałem być uprzejmy nawet dla Pottera, jednak ten wzgardził moją uprzejmością, woląc zadawać się ze zdrajcą krwi oraz szlamą ze swojego domu. Co za tępy kretyn! Okazało się, że wszystkie lekcje w Hogwarcie były nudne i monotonne, a nauczyciele wyjątkowo beznadziejni. Tylko opiekun naszego domu, Severus Snape, który nauczał eliksirów potrafił zaciekawić mnie prowadzonymi przez siebie lekcjami. Pozostałe zajęcia zwyczajnie mnie nużyły i irytowały. Mimo to uczyłem się pilnie i sumiennie, tak jak przyobiecałem rodzicom, dzięki czemu szybko stałem się jednym z najlepszych uczniów w szkole i szybko zyskałem przychylność nauczycieli, a już zwłaszcza Snape'a, który wyraźnie mnie faworyzował, za to uwielbiał gnębić Harry'ego i odejmować Gryffiindorowi punkty. Szybko zyskałem dobrych kolegów w swoim domu, którzy cenili mnie do tego stopnia, że zaczęli uważać się za członków mojego fanklubu, co wcale mnie nie zdziwiło. W mojej klasie znalazł się pewien jełop z Gryffindoru, Neville Longbottom, który stał się moją ulubioną ofiarą do wyszydzania i wyśmiewania. Był tak głupi i tępy, że nigdy nie rozstawał się z przypominajką, którą odebrałem mu podczas pierwszej lekcji latania na miotle, by z niego poszydzić, a jednocześnie popisać się przed wszystkimi swoimi umiejętnościami dotyczącymi latania. Kiedy Potter stanął w obronie Longbottoma, wiedziałem już, że o to zyskałem szkolnego wroga. Moja nienawiść do niego pogłębiała się również przez to, że wszyscy go podziwiali i cenili, przez co ciągle pozostawałem w jego cieniu. Powszechnie sądzono, bowiem że Potter przyczynił się do klęski najpotężniejszego i najstraszliwszego czarnoksiężnika wszech czasów, Lorda Voldemorta zwanego Czarnym Panem. Moja rodzina od zawsze była sceptycznie nastawiona do ów historii, która przeszła niemal do legendy. Ja sam nie podzielałem, choćby najmniejszej wiary, że Potterowi jako zaledwie rocznemu dziecku udało się pokonać tak potężnego i groźnego czarnoksiężnika. W ten oto sposób byłem adorowany i doceniany jedynie przez wąskie grono uczniów należących do mojego domu. Pozostała część szkoły wynosiła na piedestał wyłącznie Pottera, co niezmiernie mnie irytowało, jako że sam uwielbiam być w centrum uwagi i pragnę, aby to mnie wszyscy cenili i podziwiali.
***
Kolejny rok w Hogwarcie był straszny i pełen grozy, gdyż ktoś otworzył jakąś zakazaną komnatę, w której mieszkał straszliwy potwór, zabijający wszystkich wzrokiem. Wszyscy snuli przypuszczenia, że ten kto wypuścił owego potwora chce oczyścić szkołę z mugolaków, gdyż bestia atakowała wyłącznie uczniów pochodzących z mugolskich rodzin. Ostatecznie Potterowi udało się pokonać potwora, dzięki czemu stał się jeszcze większym bohaterem w oczach całej szkoły. Do tego jakby tego wszystkiego było jeszcze mało podobnie jak ja był szukającym w swojej drużynie quidditcha i wygrywał wszystkie mecze, czego po prostu nie byłem w stanie znieść, jako że okazał się w czymś ode mnie lepszy. Tak, Potter jest zdecydowanie moim wrogiem numer jeden. Drugie miejsce zaś zajmuje niejaka szlama, Hermiona Granger za odbieranie mi tytułu najlepszego ucznia w szkole. Obecnie rozpoczynam III rok nauki w Hogwarcie, choć gdybym tylko miał taką możliwość, to moja noga nigdy więcej nie przekroczyłaby progu tej nędznej, żałosnej imitacji szkoły, której tak bardzo nienawidzę!
avatar
Draco Malfoy
SLYTHERIN

Liczba postów : 79
Galeony : 18
Skąd : Anglia

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach