Przedział #13

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Go down

Przedział #13

Pisanie by Kronikarz on Sob Sie 17, 2013 3:25 pm

First topic message reminder :

***
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down


Re: Przedział #13

Pisanie by Raye Eve Chantal on Sob Sie 24, 2013 1:01 pm

Było źle. Bardzo, bardzo źle. Raye zaczęła się bać nie na żarty gdy szyba zaszła lodem. Jej serce przyśpieszało, zwolniało i znowu mocniej biło doprowadzając ją do swoistego bólu. Co prawda, czuła się trochę lepiej gdy Avery ją tulił, mimo że był mokrym kaloryferkiem.
Później nastała cisza. I lód. I smutek. I uczucie beznadziei.
Strach. Przerażenie. Ból. Nienawiść.
Ojciec ją zostawił. Przegrał życie. Matka umarła. Babcia zginęła w walce. Wszystko czego Raye dotknęła musiało zginąć. Kwiaty, rodzina, ludzie... Ale Raye bardzo nie chciała by ktokolwiek odszedł. Nie chciała by ktokolwiek przy niej ześwirował.
Forget it..., zabrzmiał czyiś męski głos w glowie.
Zamknęła oczu pozwalając by lód ogarnął jej ciało. Odpływała. I wtedy nastąpił wybuch.
Wybuch w głowie dziewczynki. Straszny, bolesny, zły. Taki sam jak sprzed dziesięcioma laty gdy wybuchł w piw...
- Nie... - powiedziała chrypiącym głosem zauważając, że teraz leży na ziemi wraz z Rowlandem.
Forget it, Alice
Powoli pokręciła głową powtarzając sobie by zapomniała. Zapomnieć...
Raye pierwszy raz od dawna czuła bliskość śmierci. Czy Raye mogłaby umrzeć?
Oczywiście. Była złą osobą. Piękną śmiercią byłoby zrzucenie się z wieży astronomicznej by przez ułamek sekundy poczuć jak to się lata. Śmierć w pociągu nie byłaby piękna, ale kto dbał o to co jest piękne a co nie? To była jej ostatnia podróż do Hogwartu. Wydać ostatnie tchnienie w takiej chwili byłoby ciekawe, ale co by powiedzieli na to inni? Raye nie miała przyjaciół. Na kółka chodziła bez powodu, a Hogwarcka Gazetka nie straciłaby wiele gdyby zniknęły jej artykuły. Ludzie by zapomnieli. Jej brat straciłby dodatkowy ciężar. Wszystko byłoby dobrze.
Run, Alice
Raye mogła uciec. Zmienić się w królika, przemknąć i biec. Zostawić wszystkich i okazać się tchórzem. "Nie..."
Raye nie chciała nikogo zostawić. Była egoistką, miała predyspozycje na Ślizgona, ale nigdy nie zostawiła osób, które kochała. Może i César został na fotelu, ale on miał większe predyspozycje do pokonania wroga niż ona i Avery. Chantal wiedziała, że Avery tak samo jak ona miał trudne życie i przekonała się o tym gdy pierwszy raz go spotkała. Potem tylko wnikała ciut głębiej.
"Stop!"
Raye nie mogła postawić wszystkiego na jednej karcie. Nie mogła liczyć, że César zrobi wszystko za nią. Raye czuła, że wie co jest w pociągu. Dementor. Istota o której słyszała od ojca i z książek. Strażnicy Azkabanu. Podobnież mieli wpaść do Hogsmeade, ale żeby co pociągu?
Raye zadrżała. Nie mogła przegrać. Poruszyła dłonią i sięgnęła ją ku włosom przy uchu. Wyciągnęła różdżka po czym dotknęła lewą ręką Avery'ego w policzek.
- Nox - wymamrotała by światło z różdżki chłopaka zgasło.
Przecież była córką odważnego Gryfona i pomysłowej Krukonki. Nie mogła zawieść.
Follow the whit rabbit, Alice
Skierowała różdżkę ku drzwiom przedziału. Miała pomysł. Skoro siedzieli pod stołem, za nimi była ściana a po lewej i prawej fotele to zostało tylko ogrodzić się z przodu.
- Accio bagaże - szepnęła drżącym głosem.
Walizy z ziemi jak i półek bagażowych zleciały na ziemię i pognały ku parze siedzącej pod stołem. Ryżowłosa zadrżała, a gdy wszystkie bagaże się pojawiły, zaczęła je układać. Po jednej z waliz położyła na fotelu tak by szpara między siedzeniem a blatem stołu zniknęła. Reszta ustawiła się niczym ściana bunkrując ją pod tym ciasnym stolikiem. Chantal załkała i przytuliła się do kolegi. Cisza i ciemność były złym połączeniem dlatego zaczęła cichutko nucić Beach Boys - Wouldn't it be nice jednocześnie delikatnie się kołysząc. Została jedynie nadzieja, że potwór wyjdzie z pociągu, który znów rozpocznie swoją podróż.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Kronikarz on Sob Sie 24, 2013 1:03 pm

Pechowa czy też szczęśliwa trzynastka? Tego nie można w sumie jednoznacznie ocenić. To już tylko mogą zrobić tylko Ci, którzy się w nim znajdują, łącznie z małym szczeniakiem.
Do ich przedziału, jak do każdego innego, zmierzał Dementor z Azkabanu. Nie był oczywiście nastawiony pozytywnie, bo i który z nich był? Oni tylko wysysają dusze, zabijając tym samym człowieka. Kogo zabierze z trzynastego przedziału na łono Abrahama?
Dementor otworzył drzwi do przedziału. Wyczuł w nim kilka osób i jedno stworzenie, które nie przypominało człowieka. Było zupełnie inaczej wyczuwalne niż jakiś tam czarodziej. Szczeniak rusy Husky mógł więc czuć się w miarę bezpiecznie. W przeciwieństwie do Pana Avery'ego, którego ogarniać zaczęło uczucie jakby już nigdy nie mógł więcej się cieszyć. Dementor wziął sobie go na pierwszy ogień. Kto mu pomoże? Czy kolega z Ravenclaw przeżyje?
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Avery Nate Rowland on Sob Sie 24, 2013 3:04 pm

Przeraźliwy chłód wciąż się utrzymywał, a teraz jeszcze było ciemno. Avery nie wiedział, czy powinien dziękować rudej, czy raczej uderzyć ją w głowę i wrzasnąć, że jej pomysł był beznadziejny.
Chłopak znów zapalił różdżkę i przybliżył ją do twarzy Raye. W tej samej chwili usłyszeli jak drzwi przedziału otwierają się i ktoś wchodzi do przedziału.
Avery kopnął kufer, którym ruda ich zabarykadowała i cały czas trzymając różdżkę w pogotowiu, wyszedł z ich prowizorycznego bunkra.
Zimno było nie do wytrzymania. Miał wrażenie, że zaraz zamarznie, jednak nie to było najgorsze.
Wejście do przedziału wypełniała ciemna postać.
W głowie chłopaka rozległ się zgryźliwy głos Romildy.
„Widzisz, Avery... Twój ojciec był niewdzięcznym człowiekiem. Cały czas robił te swoje cholerne eksperymenty z czarną magią, aż go złapali. Mówiłam mu, że w końcu źle się to skończy, ale on nie. Niewdzięczny dupek. Zostawił mi ciebie. I co ja mam teraz zrobić? Nawet nie jesteś moim synem! Jesteś gorszy od bękarta. Bękarta można chociaż oddać do jakiegoś przytułku czy odnaleźć jego biologiczną matkę. A jak ja cię mam oddać twojej matce? Ta dziwka już dawno gryzie glebę. Wdałeś się w swojego ojca. Kiedyś dementorzy i ciebie zabiorą, a wtedy wreszcie będę miała spokój... Ugh... Jeszcze tu jesteś? Zejdź mi z oczu, nie mogę na ciebie patrzeć...”
A więc to już. Przyszli po niego. Tak będzie wyglądać reszta jego życia? Zamknięty w Azkabanie w otoczeniu tych strasznych istot?
Znów czuł jakby miał 11 lat. Miał 11 lat i był synem śmierciożercy, był przyszłym mordercą. Był spisanym na straty małym gnojkiem.
„Co tu robi ten śmieciojad? Nie powinieneś być wśród swoich, Rowland? W Slytherinie, tej wylęgarni śmierciożerców?”
Mówią, że to Ślizgoni są podli. Mówią, że tylko oni pogardzają, że to oni są wciąż po stronie Czarnego Pana.
Kłamstwo. Bezlitosny wąż może dorastać nawet wśród uroczych borsuków. Może schować się w orlim gnieździe, sycząc i plując jadem. Czasami pomocną dłoń może wyciągnąć do ciebie wychowanek Domu Węża, podczas gdy Gryfon pozostawi cię na pastwę losu.
Dementor zbliżał się niebezpiecznie w stronę chłopaka. Różdżka drżała w dłoni Rowlanda.
„Nie panikuj. Nigdy nie wolno panikować. Panika opóźnia działanie, panika ogłusza zmysły. Wdech, wydech. Wdech...”
Silniej zacisnął palce na różdżce.
Najlepszą obroną jest atak. Co jest najlepszą obroną przed dementorem?
Przez chwilę wertował umysł w poszukiwaniu odpowiedniego zaklęcia, jednocześnie wycofując się do okna. Dementor zmierzał w jego kierunku.
Zaklęcie Patronusa. W celu rzucenia zaklęcia należy skupić się na dobrym wspomnieniu, które będzie na tyle silne, żeby móc wytworzyć...
Pod plecami czuł zimno bijące od okna. Nie miał już gdzie uciekać.
...cielesną formę patronusa, będącą najlepszą obroną na atak dementora.
Uczył się tego całkiem niedawno.
Potrzebował tylko dobrego wspomnienia.
Avery miał wrażenie jakby dopadła go amnezja. Tyle, że zamiast wyczyścić wszystkie wspomnienia, wykasowała tylko te dobre.
Zacisnął palce na różdżce.
„Skup się!” nakazał sobie w myślach.
Życie chłopaka nie należało do szczęśliwych. Wychowany bez prawdziwej matki, do 11. roku życia żył w cieniu siostry z ojcem, który eksperymentował z czarną magią.
Hogwart był dla niego jednocześnie wybawieniem jak i kolejnymi latami męczarni. Wyzwiska, wszechogarniająca pogarda, brak przyjaciół, brak akceptacji ze strony kolegów. Całkowicie poświęcił się zajęciom dodatkowym, Quidditchowi, książkom, muzyce.
Uwielbiał to uczucie, kiedy wsiadał na miotłę. W powietrzu czuł, że jest wolny niczym ptak. Że w każdej chwili może uciec od wszystkich problemów.
To było za słabe wspomnienie. Nawet nie próbował wypowiadać formułki. Wszystkie wspomnienia z domem odpadały, nawet ogromna biblioteka w ich rezydencji, w której siedział godzinami.
Czuł jak zimny pot spływa mu po karku. Dementor był coraz bliżej.
Słyszał krzyki macochy, czuł jakby na skórę wstępowały mu te wszystkie ciosy, które kiedykolwiek zadał mu ojciec.
Tak bardzo bolało. Avery chciał się pogrążyć w tej rozpaczy, owinąć się nią niczym kocem i w niej utonąć. Tak bardzo pragnął by to wszystko się skończyło.
Osunął się na ziemię, przy okazji uderzając głową o stolik.
Widział jak ciemna sylwetka pochyla się nad nim bezlitośnie.
Czyli to teraz przeżywa jego ojciec każdego dnia.
Chłopak poczuł cichą satysfakcję. Nigdy nie życzył ojcu źle, jednak za te lata upokorzeń i tego co zrobił tym niewinnym mugolom, lata w Azkabanie mu się należały.
Krzyki mugoli znów rozległy się w głowie Avery'ego. To było jedno z tych wspomnień, które zawsze pragnął wyczyścić ze swojej głowy.
„Nie poddawaj się.”
Dźwignął się i wycelował różdżkę w potwora.
Obraz siostry stanął mu przed oczami. Jej napady śmiechu, dziwne podarunki, przytulanie non stop. Ich wieczne sprzeczki, przepychanki, zakłady, wypady do Hogsmeade. Wszystkie te wspomnienia, w których się śmiał należały również do jego siostry. Przy niej czuł, że ma dla kogo żyć.
Siostra była jedyną osobą, z którą odczuwał rodzinne więzi. Był gotów za nią umrzeć, chociaż nie był pewien czy z wzajemnością. Ukochana młodsza siostrzyczka, o którą musiał się troszczyć. A kto się nią zajmie, gdy Avery niczym ostatnia ofiara da się pokonać jakiemuś dementorowi?
Poczuł jak ktoś łapie go za rękę. Smutne zielone oczy spoglądały na niego spod zabunkrowanego stolika.
Raye.
Najlepsza przyjaciółka. Dziewczyna, która wyciągnęła do niego pomocną dłoń, nie zważając na kpiny innych. Najbliższa mu osoba, która pomimo tego jak często go raniła, tak w głębi serca nie potrafiłaby bez niego przeżyć. Kolejna osoba, której nie mógłby zostawić.
Uniósł różdżkę, skupiając wszystkie myśli wokół rudej i siostry. Spojrzał kątem oka na najlepszego przyjaciela, który siedział wciśnięty w fotel, spoglądając na Krukona z przerażeniem. Avery przypomniał sobie ich wspólne dyskusje o smokach, o Rumunii, o planach na przyszłość.
Nie. Rowlandowie tak łatwo się nie poddają. Nie wtedy, gdy wciąż mają dla kogo żyć.
Uniósł powoli różdżkę, a na jego twarz wstąpił delikatny uśmiech.
- Expecto Patronum!

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by César La Burn on Sob Sie 24, 2013 9:25 pm

Zerknął na przyjaciół, którzy postanowili zakryć psiaka jeszcze bardziej. Jeśli tylko będzie cicho, to może im się uda. Staruszka stwierdzi, że wersja Czarka jest prawdopodobna i sobie pójdzie lub nie ostrzegając psiaka stwierdzi, że i tak nie ma dowodów i również wyjdzie. Oba scenariusze były dobre, ale mimo to trzeba było psiaka uśpić do końca podróży, bo niewiadomo kto im wparuje do przedziału.
Cassidy odezwała się po raz pierwszy od czasu, kiedy to wpadli do przedziału. Fakt, zwróciła się do Aviego, ale i tak fajnie było ją wreszcie usłyszeć. Dobra, on też za dużo nie mówił, ale to Raye i Avery nadrabiali za niego.
Skinął głową, wypił do końca kawę i nadal wpatrywał się w staruszkę. Ta podała mu słodycze, wydała resztę z pieniędzy, które jej wręczył i teraz obsługiwała Rowlanda. Widać było, że nie przekonał jej do końca, ale cóż, miejmy nadzieje, że nie będzie ich przeszukiwać czy co gorsze przedstawiać jakiemuś nauczycielowi swoje obawy, co do zwierzęcia, które znajduje się w ich przedziale. Na szczęście przyjęła jeszcze zamówienie Chantal i wyszła. Cassidy nic nie chciała i nadal milczała.
Chłopak spojrzał na koty, które najwyraźniej bardzo polubiły jego przyjaciela i uśmiechnął się krzywo. Koty naprawdę nie należały do jego ulubionych zwierząt, dużo lepsze były sowy i psy. Te pierwsze były niezwykle pożyteczne, a czworonogi przyjaciel człowieka był przynajmniej bardziej pocieszny niż jakiś tam kot. No dobra, raz trafił na takiego kota, którego nawet on polubił, ale było to tak dawno, że sam nie pamięta, co w tym zwierzu było takiego wyjątkowego.
Odwrócił wzrok od przyjaciół i teraz spoglądał przez szybę, robiło się już coraz później, pewnie niedługo będą na miejscu. Ponownie na nich spojrzał, kiedy Avi spytał jak mogą nazwać psiaka. La Burn miał już kilka propozycji, ale wolał najpierw wysłuchać propozycji Raye, które były dość oryginalne…
- Mam kilka pomysłów. Może Felix, Czart, Szasta, Morf – wymienił. Któreś powinno spodobać się zarówno Chantal, jak i Aviemu oraz Saw, które pewnie też będzie chciała zajmować się psiakiem.
Kiedy rudowłosa skierowała różdżkę w stronę Rowlanda nieźle się zdziwił. Dobra, Avi miał lekko uszkodzony policzek, ale pewnie dałby sobie sam radę o wiele lepiej niż z pomocą Chantal. Kiedy dostrzegł, że dziewczyna spogląda również na niego jego rozbawiona mina – z powodu wyglądu przyjaciela – zmieniała się na przestraszoną, bo jeszcez nie daj Merlinie i na niego skieruje strumień wody. Na szczęście Merlin ma go w opiece i Chantal oszczędziła go tym razem. Skąd on wiedział, że lepiej było nie siadać koło tej dwójki? Teraz był daleko od spojrzenia Aviego, które mówiło zaraz zginiesz, a poza tym miał bliżej wyjścia, gdyby jednak postanowili urządzić sobie śmigusa-dygusa.
Nagle zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz. To było doprawdy dziwne biorąc pod uwagę, ze jeszcze niedawno na zewnątrz było słońce i nic nie wskazywało na runiecie kropel deszczu. Ponadto pociąg zaczął zwalniać aż w końcu zatrzymał się, a światło jakby nagle nawaliło i zgasło. Czarek automatycznie wyciągnął różdżkę i rzucił niewerbalne Lumos tak jak i Avi. Było mu przeraźliwie zimno, a na domiar złego nie miał tak jak przyjaciele żadnego koca, ale na szczęście udało mu się znaleźć pelerynę w kufrze. Szybko się nią opatulił. Piesek siedział mu na kolanach i trząsł się z zimna. La Burn okrył go swoim płaszczem, ale raczej na niewiele się to zdało.
Z wdzięcznością przyjął kubek gorącej czekolady. Przez kilka chwil znów było mu ciepło, ale nie trwało do długo. Jak na złość nie potrafił przypomnieć sobie żadnego zaklęcia, które pomogłoby im się rozgrzać i jednocześnie nie podpaliłoby przedziału.
Kiedy na szybie pojawił się szron, Czarek po prostu się przestraszył. To nie było normalne, to naprawdę nie było normalne! I czemu nikt nie interweniuje, żaden nauczyciel czy ktokolwiek inny. Przecież niedawno pisano w gazetach o zbiegach, ktoś powinien być w pociągu i chronić uczniów, gdyby Black i Lestrange postanowili jednak zaatakować. Dumbledore nie mógł przecież zostawić ich samym sobie, bez jakiejkolwiek ochrony…
Piesek skoczył z jego kolan i postanowił ukryć się u Chantal i Rowlanda. Czarek mu się nie dziwił, tam zapewne było mu cieplej.
Razem z Avim wyszli na korytarz, żeby czegokolwiek się dowiedzieć, ale nie mieli szczęścia. Kilku młodszych uczniów pałętało się po korytarzu i przegonili ich do swoich przedziałów, jednocześnie uspokajając i każąc nie wychodzić pod żadnym pozorem póki nie dojedziemy na stację.
César zaczął analizować wszystko to co miało miejsce właśnie miejsce, ale nie było to takie łatwe. Nagle poczuł ogromny napływ negatywnych wspomnień. Przymknął oczy i starał się oczyścić umysł i zacząć wreszcie myśleć racjonalnie. Coś musiało wywołać takie uczucia, wspomnienia i to na pewno nie było nic dobrego. To nie było łatwe, nagle przed oczami pojawił mu się obraz ojca, który go bił i karał, matki która patrzyła na to wszystko z niewzruszoną miną, te wszystkie śmiechy i głośne uwagi na jego temat wypowiadane przez dzieci z taką okrutnością. To było straszne, a najgorsze, że nie potrafił sobie z tym poradzić. Uczucia złości, paniki, strachu, smutku i zrezygnowania zaczęły się kumulować w nim. Nie patrzył na przyjaciół, ciągle miał zamknięte oczy.
Wziął kilka głębszych oddechów i starał się uspokoić. Otworzył oczy, zobaczył, że do przedziału zbliża się dementor i kieruje się w stronę Avery’ego. Wiedział czym były te bestie, wiedział kogo strzegą, wiedział komu są posłuszne, nie wiedział tylko czemu się tu pojawiły, ale wiedział jak je odpędzić.
Skupił myśli, nie mógł się poddawać, nie teraz. Starał się przypomnieć sobie o wszystkich szczęśliwych momentach w życiu, nie mógł zostawić przyjaciela w potrzebie.
Evelyne. Kochana siostra, zawsze stawała w jego obronie. Nawet wtedy kiedy ojciec był bardzo wściekły, pomagała mu. Na nią jedyną mógł zawsze liczyć, na to że z nim porozmawia, nie wyśmieje. Na to że po prostu będzie.
Archiabl. Pokręcony staruszek, który mimo wszystko był dla niego ważny. Mimo, że różnili się diametralnie potrafili się dogadać i sobie zaufać. To on nauczył go oklumencji i legilimencji. To on w liście zaprosił go na święta, daleko od pokręconego i chorego ojca i matki, która zgadza się z mężem na każdym kroku. To z nim nawiązał nić porozumienia, to jego traktował z większym szacunkiem niż rodziców i to do niego od niedawna zwracał się z problemami.
Raye i Avery. Jego przyjaciele, po sześciu latach mógł ich tak nazwać. Byli z nim zawsze, na dobre i na złe. Mogli porozmawiać o wszystkim, obje nie mieli łatwego życia, każde z nich zostało zranione na inny sposób i może dlatego zawsze potrafili siebie zrozumieć.
Nie mógł zawieść, miał wreszcie ludzi, którzy byli dla niego ważni, byli jak rodzina. Nie ta, z którą był związany więzami krwi, ale ta, która była przy nim kiedy potrzebował pomocy, w chwilach zwątpienia.
- Expecto Patronum!
avatar
César La Burn
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 63
Galeony : 8
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Kronikarz on Sob Sie 24, 2013 11:00 pm

Bardzo dobrze, że Rowlandowie się tak łatwo nie poddają. Co z tego, skoro jednak czar Avery'ego nie udał się w ogóle i Patronus nie wyleciał z jego różdżki? Mógł już właściwie tylko błagać o śmierć i to możliwie jak najszybszą. W końcu nie jest żadną przyjemnością oglądać wspomnienia, które z niczym dobrym się nikomu nie kojarzą.
Wydawało się, że Pan La Burn przyjdzie mu z pomocą, jednak także i jego próba przepędzenia Strażnika Azkabanu zakończyła się fiaskiem. Nie było nigdzie ratunku, a kolega Krukon powoli mógł się zacząć witać z Merlinem w zaświatach.
I właśnie wtedy, kiedy już prawdopodobnie zgasła wszelka nadzieja, z nie wiadomo której strony nadeszła odsiecz w postaci Patronusa w formie wilka. Ów wilk był tak bardzo wyraźny, że tylko silny czarodziej mógł go wytworzyć. Przepędził on Dementora z pechowego 13-stego przedziału, co znajdujące się tu osoby pewnie powitały z ulgą. Następnie wilk pomknął dalej.
Po jakichś 15 minutach wszystko wróciło do normy. Światło znów zapaliło się w pociągu, włączono także ponownie odpowiednie ogrzewanie. Lód i sople zniknęły nie pozostawiając po sobie ani śladu. Pociąg ponownie ruszył, choć miał kilka minut spóźnienia. Na całe szczęście chyba limit nieszczęść tego wieczoru został wykorzystany. Uczniom i uczennicom, a także i niektórym nauczycielom, nie zagrażało już niebezpieczeństwo. Za jakieś półtorej godziny znów wysiądą na stacji kolejowej w Hogsmeade, a potem udadzą się w podróż do zamku Hogwart.
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Raye Eve Chantal on Nie Sie 25, 2013 6:34 pm

Wydarzenia w przedziale trzynastym miały się fatalnie, okropnie, przerażająco...
Rayne była zrozpaczona. Czuła, że znów wszystko wymyka się jej z rąk. Wszystko się spala, wszystko ginie...
Wszystko stało się takie powolne. Kopnięcie kufra, krok ku dementorowi, cofanie się z powrotem do okna, opadanie na ziemię i uderzenie głową w stolik, pysk dementora, ponowne dźwignięcie się mimo bólu...
Raye bardzo chciała pomóc, ale nie potrafiła. Wszystkie wspomnienia z rodziną miały ciemne strony. Chantalowie byli sami w sobie ciemni. Pracowity mąż po stronie prawości, mądra i szanowana żona, świetnie wychowany syn, wesoła i miła córka... Wszystko było kłamstwem, iluzją stworzoną dla ludzi z zewnątrz. Zgon babci, śmierć matki i porzucenie przez ojca zostawiało piętno, które były widoczne w każdym wspomnieniu. Ruda nie miała nic więcej. Jedynie książki, bagaż przeżyć i dwóch przyjaciół. Książki nie były wcale miłe, były zwykłe. Żadne wspomnienie nie było na tyle silne by choćby cień uśmiechu pojawił się na ustach nastolatki. Kochała latać, ale każdy mecz Quidditcha udowadniał jej jak bardzo przypomina ojca. Nie posiadała zbyt wielu znajomych, a jej emocjonalność była upośledzona. SUMy nie były żadnym wielkim osiągnięciem. Nawet samo wspomnienie pierwszego pocałunku nie zasługiwałoby na uśmiech i mgiełkę Patronusa. Może kiedyś opowie bratanicom (które do tego czasu pewno się urodzą!) jak to zabawne było migdolić się z Darvisem, który w rzeczywistości nie okazał się być tak fajny jak go malowano. Był nudny, a do tego smakował sokiem dyniowym i pomarańczą. Dziewczyna zdecydowanie preferowała herbaty jak i mniej nachalnych chłopców. Dodatkowo patronus dziewczyny musiał być taki sam jak jej postać animagiczna. Jak by zareagowali chłopcy gdyby zobaczyli, że ten uroczy królik "Pani Kicałka" jest patronusem osoby, którą nigdy nie można było spotkać wtedy gdy pojawiał się ten królik.
W taki oto sposób Evenette nawet nie próbowała wyczarować patronusa. Jedynie złapała Rowlanda za lewą dłoń po czym spojrzała nań swymi zielonymi oczami.
Później stało się. Nawet patronus Césara się nie pokazał. Po prostu pustka. Jej przyjaciel umierał. Dementor pożerał dobre wspomnienia jak szalony. Przypominał jej pazernego smoka, który niedługo miałby zakończyć żywot swojej ofiary.
A ona krzyczała.
Szarpała się dłonią, krzyczała, panikowała, płakała. Była zmarznięta, a i jej się oberwało. Dobre wspomnienia znikały. Nastąpił wybuch, wybuch, WYBUCH.
Wilk. Srebrzysty wilk wparował do przedziału wyganiając potwora z Azkabanu. Rowland padł na ziemię.
Nadmiar emocji doprowadził do rozstrojenia i to nie byle jakiego! Oddech spanikowanej dziewczyny zaczął się uspokajać, a Eve wzięła kontrole. Avery był nieprzytomny, César zaszokowany, a Cassie była... głupia.
- Radziłabym położy... - zaczęła swoim uroczym głosem.
Chyba najbardziej Eve wkurzał jej wywyższanie się. "Mam W z zielarstwa, jestem lepsza!"  czy "Wszystko o leczeniu wiem tylko JA, więc macie mnie słuchać". Ale Eve nie słuchała nigdy.
- Zamknij się. Nikt nie udzielił ci głosu - warknęła wychodząc spod stołu i klękając przy Avery'm. Przecież ona dobrze wiedziała co robić i żaden durny Puchon nie będzie jej instruować! - Enervate!
Ruda z przygryzioną dolną wargą - a warto wspomnieć, że tak robiła gdy się stresowała - trzymała kciuki by chłopak się ocucił. Po chwili otworzył oczy, ale były one takie... Puste.
"ON ZROBIŁ MU LOBOTOMIĘ!"
Eve zachowywała kamienną twarz zaciskając pięści. Próbowała ogarnąć całą sytuację. Potrzebowała czegoś co pomoże po starciu z dementorem. Powoli wstała i nalazła do plastikowych kubeczków gorącej czekolady. Podała po jednym Césarowi i - niestety - Cassiddy, a trzeci zostawiła na stoliku. Bagaże w błyskawicznym tempie odsunęły się od stołu, głównie dlatego, bo Eve przesuwała je nogą bądź kopała ze złości. Morderca wciąż urzędował pod fotelem, a dziewczyna wyciągnęła ze swojej podręcznej torby kocyk - ni to duży ni to mały, ale idealny do podłożenia pod głowę. Evenette była wściekła. Jakim prawem mogła go oblać wodą?! To było głupie i dziecinne, a teraz biedne warzywko trzęsło się z zimna nawet nie mogąc wypić własnej gorącej czekolady...
Do głowy Chantalowej wpadł pewien pomysł. Zrzuciła z siebie pomarańczowy (*-*) kocyk by przykryć nim chłopaka. Sama drżała z zimna, ale przyjaciel zasłużył na opiekę skoro zachował się  tak bohatersko i... Gryfońsko. Zaprawdę niezły akt odwagi i nawet fakt, że nie udał mu się patronus zaczął nic nie znaczyć.
Ryżowłosa po przykryciu chłopaka kocem próbowała go ocucić. Delikatnie klepała go po policzku, ale to nic nie dało. Mówienie też nie... A więc zostały jej dwie rzeczy; przebrać go póki jest nieprzytomny i jej nie zabije oraz ocucić go. Nachyliła się nad nim po czym zaczęła się siłować z mokrą białą koszulką i peleryną. Nawet nie zamierzała patrzyć na La Burna, który zapewne znów mierzył ją wzrokiem, który jakby mówił "baw się dobrze, ale i tak wszyscy wiemy, że jesteś żałosna i tylko wszystko utrudnisz". Ale to był tylko jeden cholerny dementor! Jeden posrany dementor. Nawet się nie całowali! Cholera jasna!
Koszulka wylądowała na siedzeniu, a peleryną próbowała okryć górne parte ciała bruneta. Eve parsknęła zdając sobie sprawę, że Cassidy pewnie właśnie się rumieni. Dla dziewczyny widok chłopaków bez koszulki czy nago nie był niczym nowym. W końcu miała trzech braci, a dla dwóch była jakby matką. Opiekowanie się chorym rodzeństwem nauczyło ją wielu przydatnych rzeczy. Ryżunia pomachała Rowlandowi dłonią przed oczami. Brak reakcji.
"Czekolady"
Sęk tkwił w tym, że Eve nie miała czekolady. Rowland miał. A niech się cholera jeszcze raz poświęci.
"Gdzie jest Gaiaphage?"
Nagle jej się przypomniało gdy ten o tu zabrał jej ukochany nóż sprężynowy.
- Żaden sztuciec, tylko nóż – warknął, wyrywając jej ostre narzędzie z ręki., powiedział w przedziale prefektów zabierając Gaiaphage.
Evenette była zbita z tropu.
"Przez ciebie wyglądam jak zbol."
Prychnęła i zaczęła przeszukiwać kieszenie Nate'a. Gmeranie innym chłopakom w kieszeniach spodni po rozbieraniu ich z koszulek nie wyglądało nigdy zbyt dobrze. Szczególnie gdy drugą ręką przeszukuje się torbę przy spodniach, ale kto wiedział, że Eve nie jest złodziejką?
Gdy nóż sprężynowy spoczął w dłoni rudej i ostrze się wysunęło, La Burn złapał ją za ramię. Przecież ona nie chciała go pociąć! Był cholernym przyjacielem z IQ kałamarnicy!
- Zostawcie mnie w spokoju! - wrzasnęła wyszarpując ramię oraz omyłkowo przejeżdżając ostrzem po wewnętrznej części dłoni. - PRZECIEŻ SIĘ STARAM!
Zignorowała ranę. Jej oczy stały się niczym szparki u węża - małe, groźne i mierzące sceptycznym wzrokiem wszystko co żyje. Z torby bruneta wyjęła czekoladową żabę. Uniosła nóż nad pudełko tudzież ostrze błyskawicznie zjechało w dół i w dół i jeszcze raz... Żaba została szybko rozczłonkowana będąc jeszcze w pudełku. Zielonooka rozpakowała je wywalając kartę na podłogę, a kawałki czekolady kierując do ust chłopaka. Kilka razy dźgnęła jego usta kawałkiem wyrobu cukierniczego aż mięśnie twarzy się rozluźniły pozwalając by słodycz sama rozpuściła się w ustach. Mimo że Eve była "tą złą" to potrafiła przejawiać cechy słabej Raye. Rowland był jak fajny brat, którego dziewczyna nigdy nie miała.
W tej samej chwili dziewczyna doznała olśnienia i usiadła po turecku wciąż nachylając się nad chłopakiem, którego oczy były puste i przymglone jak niegdyś jej.
"Zamiana ról i zderzenie światów, taa?"
Uśmiechnęła się szyderczo. Pacnęła go w czoło, kolejny kawałek czekolady wylądował w jego ustach. Do rąk wzięła gorącą czekoladę mając nadzieję, że gdy wróci do siebie to szybko wypije płyn polepszając sobie tym samym samopoczucie.
Rana zapiekła gdy dziewczyna wykonała zamachnięcie ręką by schować nóż do kieszeni sukienki, a potem szczelniej okryła kocem chłopaka, który mrugnął w chwili gdy ta wykonywała ruchy rękami. Prawdopodobnie było lepiej. Kawałki czekolady wpychały się do ust, a ruda wyciągnęła ze własnej  torby paczkę Mikado zakupione w Londynie. Pyszne paluszki oblane mleczną czekoladą, które zaczął spożywać pan warzywko.
- Witamy wśród żywych, niedojrzały palancie - stwierdziła szczerząc się niczym Kot z Cheshire.


Ostatnio zmieniony przez Raye Eve Chantal dnia Sro Sie 28, 2013 9:56 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Avery Nate Rowland on Nie Sie 25, 2013 7:41 pm

Z różdżki nie wystrzeliła nawet cieniutka srebrzysta nić. Zaklęcie się nie powiodło, a paszcza dementora była tak blisko. Avery czuł jakby tonął w tej ciemnej dziurze pod kapturem potwora.
Ból. Ogromny ból. Bynajmniej nie fizyczny – ten by pewnie lepiej zniósł.
Cierpienie psychiczne, które potrafi pozostawić blizny na umyśle.
Powracające wspomnienia, które napawały coraz większym strachem. Kolejny cios zadany przez ojca, kolejne wyzwisko. Krzyki, które zagłuszały racjonalne myślenie.
Jednak najgorsze było to poczucie, że jest sam. Nie czuł już ciepłej dłoni Raye, nie dostrzegał współczującego spojrzenia Czarka, nie widział przerażonej twarzy Cassie.
Był tylko chłód. Chłód i ciemność oraz świszczący oddech dementora blisko jego twarzy.
Rowland jak przez mgłę słyszał krzyk La Burna, to samo nieudane zaklęcie.
Ostatnia nadzieja umarła.
Było tak zimno. Tak strasznie zimno.
Zniknęła kochająca siostra. Pozostała wyzyskiwaczka, która tak naprawdę traktowała go tylko jako źródło pieniędzy.
Zniknęli najlepsi przyjaciele. Pozostał chłopak, który jak wszyscy posiadał swoje wady i dziewczyna, która nim manipulowała. Toksyczna znajomość z rudą, która uniemożliwiała mu jakiekolwiek kontakty towarzyskie.
Obraz zamazywał mu się przed oczami, a zimno panujące wokół sprawiło, że nie czuł własnego ciała. Opadł znów na podłogę, mając wrażenie, że to jego koniec.
Tak. To był jedyny pozytyw. Nareszcie to się mogło skończyć. To poniżanie, wykorzystywanie, manipulacje. Te wszystkie kłamstwa.
Rodzina, której nie miał. Przyjaciele, którzy go nie potrzebowali.
Czy czegoś żałował? Chyba jedynie tego, że nigdy nie przeczyta tych wszystkich książek, które pojawią się po jego odejściu.
Przymknął oczy, czując jak upływają z niego ostatki szczęścia.
A potem nie było już nic.
Wilk.
Pojawił się znikąd. Wpadł przez drzwi przedziału i pognał za dementorem. Ciemna sylwetka odsunęła się od Avery'ego, zostawiając w nim tchnienie życia.
Rzeczywistość czy halucynacja? Ha! Przez króciutką chwilę zrozumiał co czuje Raye za każdym razem, gdy odlatuje to swojego świata.
„Jak odróżnić rzeczywistość od halucynacji skoro halucynacja jest omamem opartym na rzeczywistości?”
Wilk wyglądał prawie jak prawdziwy. Śliczny, srebrzysty wilk, który zdawał się być tylko przezroczystą kształtną mgłą.
Patronus. A więc rzeczywistość.
To miało swoją logikę. Gdyby to był zwykły wilk na pewno nie udałoby mu się przegonić dementora. Zresztą zwykły wilk nie mógłby się dostać do pociągu, chyba że byłby to tak naprawdę animag.
Rowland nie miał pojęcia ile czasu minęło, kiedy wszystko wróciło do normy. Światło znów się zapaliło, a w przedziale zrobiło się cieplej
Siedział na podłodze, opierając głowę o ścianę. Patrzył pustym wzrokiem w przestrzeń, a w jego głowie pobrzmiewały te same krzyki. Całe jego ciało było obolałe, jakby ktoś boleśnie je sponiewierał. Przed oczami tańczyły mu kolorowe ogniki, a do uszu nie docierały już żadne dźwięki.
Znów miał 11 lat. Był małym gnojkiem, który podpadł starszakom. Był niechcianym dzieckiem poniżanym przez rodziców.
„To wszystko twoja wina! Gdybyś się nie urodził, ona nigdy by... nigdy... Ona wciąż by żyła...”
Szloch ojca. To był jeden jedyny raz kiedy Regulus w ogóle pokazał jakieś uczucia.
On tak bardzo kochał jego matkę. Był gotów zrobić dla niej wszystko, a Avery odebrał mu to wszystko całkiem nieświadomie.
Dementor wcale nie oznaczał czegoś złego. Był obietnicą lepszego życia. Macocha byłaby wreszcie szczęśliwa, a ojciec uwierzyłby w sprawiedliwość losu. Oto zbrodniarz, zabójca jego żony nareszcie otrzymał to na co zasłużył.
A co z siostrą? Poradziłaby sobie. Skoro w ciągu kilku minut umiała owinąć sobie wokół palca biednego Ethana, po kilku miesiącach zapewne znalazłaby przyszłego męża.
Raye zostałaby z Czarkiem. Avery zawsze miał wrażenie, że świetnie by do siebie pasowali, ale nigdy nie wypowiedziałby tej myśli na głos, bo gdyby byli razem, on znów zostałby sam.
Cassie. I tak nigdy go nie zauważała. Może pojawiłaby się na pogrzebie w jakiejś czarnej sukience, może nawet położyłaby kwiaty na jego grobie. To byłoby aż za wiele, ale pomarzyć zawsze warto.
Przez tą krótką chwilę był przygotowany na śmierć, która tak okrutnie wyniszczyła go, zostawiając półżywe ciało. Przez krótką chwilę cieszył się, że wreszcie to wszystko skończy.
Chciał w to wierzyć.
A teraz znów było zimno nawet pomimo włączonego ogrzewania. Złe wspomnienia powoli mieszały się z tymi dobrymi pozostawiając po sobie tylko wszechogarniający smutek, który przeistaczał się w apatię.
Nie czuł nic. A raczej nie chciał czuć.
Coś ciepłego opadło na jego ramiona. Leciutko przymknął powieki. Nie miał zamiaru jeszcze się „ocknąć”. Tak było dobrze. Pierwszy raz to nie on musiał się przejmować, co się wokół niego dzieje. Zresztą nawet jakby próbował, był zbyt osłabiony na jakiekolwiek działanie.
Zdawało mu się, że ktoś zdejmuje z niego mokrą koszulę i znów okrywa czymś ciepłym. Chyba powinien był zareagować. A co jeśli to jest kolejną halucynacją? Przecież oprócz omamów wzrokowych są te słuchowe i czuciowe. Avery nie miał nawet pewności czy wciąż jest w przedziale czy już przypadkiem nie odleciał do świata duszków.
Coś słodkiego wylądowało mu na języku. Czekolada, która szybko się rozpuściła i którą równie szybko przełknął.
To był taki wyrazisty, słodki smak. Avery uwielbiał słodycze, ale się do tego nie przyznawał. Zawsze po zjedzeniu chociaż odrobiny cukru robił rzeczy, których potem żałował, a bezlitosny głos sumienia godzinami mu to wypominał.
Kolejna dawka cukru.
Coś było nie tak. Czyżby w tym dziwnym miejscu dla zbłąkanych dusz karmili czekoladą?
Mimo wszystko każda kolejna porcja sprawiała, że po trochu odzyskiwał świadomość. Dotarło do niego wreszcie, że jednak wciąż jest żywym człowiekiem. Serce trochę przyspieszyło, ciało rozgrzało się i zaczęło reagować na bodźce.
Chłopak otworzył oczy, widząc niedaleko siebie czuprynę rudej.
- Witamy wśród żywych, niedojrzały palancie.
Avery zamrugał szybciej oczami i spojrzał na otulającą go pelerynę i kocyk. Głowę miał podpartą czymś miękkim, co na pewno nie było poduszką. Obok leżało otwarte pudełko czekoladowych żab i dziwnych słodyczy, których nazwy nie znał.
A więc to Raye Chantal tak się poświęciła by przywrócić go do żywych.
Spojrzał na nią wdzięcznie i obdarzył szerokim uśmiechem.
- Hej, Raye. Jak zwykle miłe powitanie.
W tej samej chwili zobaczył maleńkie rozcięcie na jej dłoni i wręcz odruchowo sięgnął ręką w jej stronę i złapał za łokieć. Przyjrzał się bliżej rance i westchnął ciężko.
Chwycił różdżkę leżącą obok niego i wymruczał cicho „episkey”. Rana szybko się zagoiła, a Raye wyrwała rękę jak oparzona.
Chłopak uśmiechnął się w jej stronę i chyba po raz pierwszy z własnej woli przygarnął ją do siebie ramieniem i przytulił.

_________________

Karta | Sowa | Relacje | Pupil | Pamiętnik | Kuferek
avatar
Avery Nate Rowland
PREFEKT NACZELNY

Liczba postów : 206
Galeony : 96
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Raye Eve Chantal on Nie Sie 25, 2013 8:38 pm

Nowy Avery był dziwny. Zdecydowanie dziwny. Oczywiście nowa Raye-Eve też była dziwna, ale nie aż tak.
Nie miała siły pytać. Dziwny Avery szczerzący się i tulący był bardzo dziwny. Mimo że nie lubiła być głaskana, tulana, czochrana i obmacywana wbrew swojej woli, wolała się nie wyrywać. Avery 2.0 wydawał się być o tyle lepszy od Avery'ego 1.0, że aż się zastanawiała co się stanie jak jeszcze raz przywali głową w blat.
Oczywiście była szczęśliwa, że Rowland wrócił żywy. Aż spojrzała na parkę po drugiej stronie przedziału z nieukrywaną dumą i błyskiem w oku. Chantal stawała się coraz bardziej Raye, która do tego czasu się uspokoiła. Taka dziwna kolejność, gdy jedna nie wie co robić to zastępuje ją druga. Raye była troszkę znerwicowana, ale mówi się trudno. Chwilę tuliła się do Avcia licząc, że ten szybko odpuści. Wreszcie bez ceregieli wstała by usiąść na fotelu. Podała dłoń Avery'emu by pomóc mu wstać i cupnąć na siedzeniu. Ponownie przykryła go kocykiem, lecz tym razem wcisnęła mu do rąk kilka paluszków mikado i kubek gorącej czekolady. Rozczochrała mu włosy.
- Szamaj i nie waż się więcej robić takich numerów - wymamrotała.

_________________

Raye Eve Chantal

Karta | Królik | Relacje | Sowa | Pupil | Kufer


Forsaken
I have come for you tonight
Awaken
Look in my eyes and take my hand
avatar
Raye Eve Chantal
PREFEKT RAVENCLAWU

Liczba postów : 251
Galeony : 50
Skąd : Hogsmeade
Multikonta : Cassidy Ainsworth

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Kronikarz on Pon Sie 26, 2013 12:27 pm

Hogwart Express nadrobił znaczną część straconego czasu spowodowaną „inspekcją” Strażników z Azkabanu, choć nadal był spóźniony. I choć maszynista próbował robić, co tylko mógł w swojej mocy, to nie dał rady nadrobić tych kilku minut. Właściwie kwadrans to nie jest aż takie poważne spóźnienie zwłaszcza, że pociąg dopiero pierwszy raz w historii miał taką sytuację. Im bliżej było stacji Hogsmeade tym coraz częściej uczniowie mogli widzieć znajome krajobrazy okolicznych wiosek, dróg, lasów, które przemierzali ostatnio w czerwcu w drodze powrotnej do Londynu. Już za niedługo staną na nogach i będą zmierzać do zamku. Na pewno wszyscy byli wykończeni i z chęcią położyliby się spać, lecz czekała ich jeszcze Ceremonia Przydziału, uroczysta uczta, a także przemowa Dumbledore’a. Zanim więc położą się w swoich dormitoriach to minie jeszcze trochę czasu.
Hogwart Express powoli zaczął zwalniać, bo znaleźli się już w granicach administracyjnych wioski Hogsmeade. Za niedługo będzie stacja i koniec podróży. Pierwszorocznych tradycyjnie jak co roku powita gajowy Hagrid i popłynie z nimi łódkami przez jezioro. Inni natomiast udadzą się za pomocą innych środków lokomocji. Wszystkich jednak łączy to, że udadzą się do Wielkiej Sali.
Pociąg zatrzymał się, a wówczas gromada uczniów zaczęła wysypywać się ze środka. Nadszedł kres podróży.


// Możecie pisać kończące posty w przedziałach, ale możecie też od razu pisać we Wielkiej Sali --- > KLIK //
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Cassidy Ainsworth on Pon Sie 26, 2013 8:56 pm

Panna Ainsworth przyglądała się wszystkim wydarzeniom z uwagą. Wpierw była starsza pani podejrzewająca obecnych za posiadanie psa, a potem nastąpił mróz.
Mróz... Ciemność... Samotność...
Samotność była boginem Cassie, więc nic dziwnego, że przycisnęła się do fotela i obserwowała La Burna mając nadzieje, że zostanie przy nim mimo przerażających ciemności.
Później przybył strażnik Azkabanu. Cassidy się bała. Poczuła jak wszystko znika. Zobaczyła swoją matkę.
Mamusia cię kocha.
Kłamstwo. Nikt nikogo nie kochał. Ani jej ojciec Eithne, ani Eithne Casssidy. Dlaczego jej matka ją porzuciła? Bo była inna?
Po chwili z transu wyrwał ją Rowland mierzący się z dementorem. Wraz z La Burnem próbował pozbyć się bestii z przedziału. Bezskutecznie.
Świetlisty wilk ich uratował. Ruda zołza chyba ześwirowała jeszcze bardziej niż wcześniej. Zajęła się nieprzytomnym Rowlandem jednocześnie sycząc na nią gdy ta proponowała pomoc - w końcu wiedziała o uzdrawianiu więcej niż Chantal i szybciej by pomogła Avery'emu, jednak odpuściła. Skoro nie chcą jej to po co ma się na siłę pchać?
W sumie było jej żal Krukona. Próbował pomóc im wszystkim, a skończył... mizernie.
Cassie przyjęła gorącą czekoladę od zołzy. Światło w pociągu wróciło, a chłopak pomału się cucił. Wszystko wróciło do porządku dziennego, a blondynka zamknęła książkę, którą wcześniej czytała i schowała do torby. Ciepło czekolady głaskało gardło dziewczyny niczym małe cukrowe płomyki. Dawały ciepło, przyjemność i swoisty spokój ducha. Dementorzy już nie wrócą...
Dziewczyna poprawiła swoje dwie kiteczki i opaskę. Nie mogła się doczekać aż dojadą do Hogwartu, zaśpiewa wraz z chórem Double Trouble swoim cudownym głosem, aż rozłoży się na łóżku w swoim przytulnym dormitorium. Następnego dnia powita nowych gości w pokoju wspólnym jej domu, pójdzie na zajęcia, ucieszy się na widok profesor Sprout i wszystko będzie dobrze.
Gdy pociąg się zatrzymał, zielonooka wzięła swoje rzeczy, sowę Baby i jako pierwsza wyniosła się z tego okropnego i pechowego przedziału. Nie mogła się doczekać aż dojedzie powozem do zamku i opowie o wszystkim swoim przyjaciółkom podczas uczty.


/zt
avatar
Cassidy Ainsworth
HUFFLEPUFF

Liczba postów : 17
Galeony : 9
Skąd : Cardiff
Multikonta : Raye Eve Chantal

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Przedział #13

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach