Korytarz

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Go down

Korytarz

Pisanie by Kronikarz on Sob Cze 08, 2013 3:46 pm

***
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Michael Cousland on Pią Sie 16, 2013 12:08 pm

Dzień zaczął od odczucia bólu we wszystkich mięśniach. Mimo spania we wygodnym łóżku, nadal odczuwał ten ból. Nawet, gdy już był gotowy na podróż, jego myśli kierowały właśnie na tą ostatnią noc. Pocieszało go jedynie cała zdobycz, która mu przypadła. Kwiaty to wyrzucił po drodze, bo po co jemu one były potrzebne. Ale resztę rzeczy zachował sobie. No przecież on nie wyrzuci whiskey w krzaki. Takich rzeczy się nie robi.
Gdy już zawitał na peronie, spostrzegł, jak Lily wchodzi do pociągu. No cóż, nie był jedynym uczniem, który się z tym ociągał. Za nim stało jeszcze z kilku młodych czarodziejów, którzy rozmawiali między sobą. Gryfon nie widząc swych przyjaciół, wpakował swą walizkę do pociągu.
Stał teraz na korytarzu, gdzie uczniowie przepychali się między sobą, by znaleźć jakieś wolne miejsca. Chłopak ruszył więc za tłumem, który go nieco popychał i zaczął szukać jakiegoś wolnego przedziału. Gdy widział jakieś znajome twarze, kiwał na przywitanie, albo dawał po piątce, zanim nie zniknęli w przedziałach.
avatar
Michael Cousland
GRYFFINDOR

Liczba postów : 111
Galeony : 37
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Pią Sie 16, 2013 2:04 pm

W końcu znalazła się na dworcu. Jak zwykle musiała wyglądać dość ciekawie. Wózek z walizką, torbą i klatką z sową oczywiście musiały zwracać uwagę mugoli. Zaczęła się zastanawiać, jak to jest z nimi. W końcu do Hogwartu chodzi ponad 200 uczniów, i każdy przechodzi przez ten dworzec, co najmniej połowa ma sowy. Jak mugole tego nie zauważają? Nie interesują się tym? A może Aurorzy albo ludzie z Ministerstwa Magii coś z tym robią. Nie wiedziała. Tak się zamyśliła, że w końcu dotarła do peronu 9 i 3/4. Szybko wbiegła na ścianę i znalazła się po drugiej stronie, gdzie powitała ją piękna czerwona lokomotywa. Uśmiechnęła się na ten widok i ruszyła przed siebie.
Poradziła sobie sama z wejściem do pociągu. W końcu z jej krzepą poradzi sobie z każdym ciężarem. No i jak zwykle po wejściu na korytarz spotkała się z tłumami. Wszyscy próbowali znaleźć sobie wolny przedział. Ona przechodziła nie zważając na niektóre osoby. Czuła się trochę dziwnie jak maluchy się na nią patrzyły. Chyba przez jej strój. Miała swoje ulubione rzeczy czyli gorsetowa bluzka, i coś w stylu mini.* Ale nie przejmowała się tym. To był jej ulubiony strój i nie przejmowała się tym, że komuś się to nie podobało.
Nagle znalazła przed sobą znajomą twarz. Biedny Michael, stał na koryatrzu i nie mógł pewnie znaleźć sobie przedziału. Przemknęła pomiędzy ludźmi i klepnęła go w ramię aby zakomunikować swoją obecność.
- Cześć Michaś. Jak wakacje? Nie możesz znaleźć przedziału? Chodź bo zaraz wszystko będzie zajęte. - powiedziała chwytając go za rękę i przepychając się pomiędzy ludźmi. - To opowiadaj co tam u ciebie słychać. Marnie wyglądasz. Czyżbyś był tak podekscytowany powrotem, że nie mogłeś spać? - spytała zaskoczona dziewczyna
Rzeczywiście chłopak wyglądał dość nieciekawie jakby był chory. Ciekawe co mu się stało.

* Patrz avek ;]
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Michael Cousland on Pią Sie 16, 2013 2:18 pm

Misiek szedłby dalej przed siebie, póki ktoś go nie klepnął. Odruchowo odwrócił swoją głowę i ujrzał Megan - jego obiekt westchnień. Aż dziw, że jeszcze nie znalazła się z innymi towarzyszami w przedziale. No cóż, chłopak przynajmniej może być zadowolony, bo kto by nie chciał pojechać do Hogwartu ze swą miłością? Uśmiechnął się do niej mimowolnie i zaczął powoli przepychać się z nią miedzy ludźmi.
- Cześć Megan. No jak widać, włóczę się nie mogąc znaleźć nic wolnego.- odparł. Wszędzie wolne miejsca były pozajmowane. A szlag by tych wszystkich uczniów trafił. Normalnie, jak w mrowisku można się tu w tym miejscu poczuć.
- Nic ciekawego. Nie wyspałem się, bo z kumplami zrobiliśmy ognisko w lesie na koniec wakacji.- skłamał krukonce. Nie miał ochoty mówić o tym, że jest wilkołakiem i właśnie miał pierwszą pełnię. A pro po wilkołactwa, chyba musi o tym poinformować dyrektora i pójść do profesora Snape'a o ważenie mu eliksiru tojadowego, czy jakoś tak.
- A tak to zwykle imprezowałem. Czytałaś Proroka?- odparł. Chciał lekko zmienić temat, by nie drążyć jego tegorocznych wakacji. Bo po co, jeśli o nich i tak mówić nie będzie. Nagle stanęli przy trzecim przedziale, gdzie siedziała tylko jedna osoba. Podszedł do okna i spostrzegł czytającego jakąś książkę Spencera. Misiek nie miał ochoty na stworzenie kolejnego zakładu, gdyż był zmęczony po ostatniej nocy. No ale gdzieś musi usiąść, zanim pociąg ruszy. Z resztą Megan również.
- Idziemy uradować go naszym widokiem?- spytał się próbując uśmiechnąć wesoło Meg. Stanął przed drzwiami i spojrzał na nią.
avatar
Michael Cousland
GRYFFINDOR

Liczba postów : 111
Galeony : 37
Skąd : Wiltshire

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Pią Sie 16, 2013 2:33 pm

Ah gdyby Meg wiedziała, ze chłopak który stał obok niej jest w niej zauroczony. Pewnie by trochę zmieniła nastawienie do Niego. Może nie byłaby tak nachalna? Albo nie byłaby tak odważna jeśli chodzi o zachowanie. Ale czy by się zmieniła? Nie wiedziała tego. No bo w sumie nawet nie wiedziała, nie przypuszczała nawet, że ktoś może do niej żywić większym uczuciem, niż po prostu przyjaźń. W końcu kto by chciał się zakochać w takiej dziewczynie jak Meg?
- Za wolny jesteś. Jak tak dalej pójdzie to na korytarzu będziesz siedział. Co ty byś zrobił bez mojej pomocy co? Jeśli oni będą się dalej tak pchali to walnę ich pałką do gry. Trochę się trenowało w wakacje, i chyba jeszcze bardziej mam siły w łapach. - dodała z uśmiechem patrząc na kolegę.
Jak zwykle chłopak imprezował. Nie zdziwiło to Meg. Chłopak był bardzo towarzyski więc imprezy w jego wykonaniu są chyba na porządku dziennym. W porównaniu z Meg, miał z kim wychodzić na te imprezy. Owszem, dziewczyna też miała znajomych. Właśnie na przykład tutaj ten chłopak przed nią. Ale chyba uważał, że Meg nie nadaje się na imprezy. I jeśli tak myślał, to chyba miał racje. Chociaż kto wie?
- Czytałam, czytałam. Ten artykuł o otworzonym nowym Klubie Nocnym był nad wyraz interesujący. - widząc jednak jego zdziwioną minę zaśmiała się i powiedziała szybko - żartuje żartuje. Oczywiście, że czytałam. Ale co zrobić. W Hogwarcie raczej będziemy bezpieczni. Poza tym czego by mieli szukać wśród szukać? - dodała jeszcze z uśmiechem
Nie przejmowała się tymi zbiegami z więzienia. Nie miała nic do nich, oni raczej nie mieli nic do niej. Zresztą co mieliby wspólnego z uczniami Hogwartu? Raczej by chcieli znowu szukać sposobu aby Voldemort wrócił do życia. Chociaż Meg uważała, że to nie możliwe, to co robił Potter w ostatnich dwóch latach w Hogwarcie, przeczą temu. Więc może i on gdzieś tam żyje i czeka na swoich popleczników aż mu pomogą?
Kiedy dotarli do jednego przedziału i Michael zerknął do środka, Meg również zajrzała i zobaczyła swojego dobrego znajomego Spencera. Aż uśmiech pojawił się na jej twarzy. Miło będzie podenerwować kolegę już na początku roku szkolnego. Zresztą Michaś też wyglądał na takiego co chciał tez kogoś zdenerwować. Kiedy chłopak jej zadał pytanie, ta tylko pokazała ręką, czy może po prostu otworzyć drzwi, i weszła bez pardonu do środka a za nią chłopak.
[Z/T + Z/t Michaś]


Ostatnio zmieniony przez Megan Vaye dnia Wto Sie 20, 2013 7:42 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Kronikarz on Sob Sie 17, 2013 8:15 am

Podczas gdy już wszyscy uczniowie, którzy przebywali na Peronie 9 i 3/4 wsiedli do pociągu, machali do rodziców przez okna przedziałów, albo żywo w nich dyskutowali na różne tematy, dochodziła powoli godzina 11. Hogwart Express jeszcze nigdy się nie spóźnił ani z odjazdem, ani z przyjazdem do stacji kolejowej w Hogsmeade. I tak za pewne będzie i tym razem, bo kiedy na zegarze zabrzmiała godzina 11:00 wówczas pociąg ruszył. Już za niecałe 9 godzin będą na miejscu i znów wszyscy wysłuchają piosenki starej Tiary Przydziału, zobaczą kto i gdzie dostanie przydział, a przed kolacją i po niej posłuchają przemowy dyrektora Dumbledore'a. A więc drodzy uczniowie, i nie tylko uczniowie, pociąg Hogwart Express ruszył!
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Pon Sie 19, 2013 8:44 pm

Megan wyszła z przedziału na korytarz porządnie trzaskając drzwiami, tak, że zapewne huk rozległ się po całym wagonie. Była naprawdę wściekła na tą dwójkę. Nie rozumiała kompletnie ich zachowania. Wyszła na ten korytarz po to tylko aby ochłonąć, bo nie mogła chwilowo na nich patrzeć, była tak bardzo na nich zła.
Szarpnęła mocno oknem na korytarzu aby wpadło trochę świeżego powietrza. I sama zresztą chciała się ochłodzić, bo czuła, że przez to wszystko zrobiło jej się strasznie gorąco. Kompletnie nie rozumiała tego. Czemu ta dwójka się pobiła, bo i co ich skłoniło potem do tego aby tak wkurzyć profesorów. Naprawdę czuła się tak jakby im odjęto w tym momencie rozum. Wzięła głęboki oddech powietrza z zewnątrz, lekko wymieszanego nadal z powietrza z łajnobomby w środku a następnie usiadła na podłodze w korytarzu.
O co w tym wszystkim chodziło. Dziewczyna chciała zrozumieć tą całą sytuację, ale nie mogła się kompletnie skupić. Powoli Meg, no dobra, wkurzyli cię, ale chcesz zrozumieć w sumie o co się tak naprawdę pokłócili, a raczej pobili. Wdech i wydech, wdech i wydech. No dobrze, powiążmy pewne fakt, co tak naprawdę się wydarzyło wtedy? No dobrze, na początku się śmiali, z powodu chodzenia przez Spencera na te zajęcia z Edukacji Seksualnej. A wtedy on, jej jeszcze dogryzł, z tym przećwiczeniem paru nieprzyzwoitych rzeczy. Chociaż czy to na pewno było tylko dogryzienie jej? A co jeśli mu się wymsknęło coś co on myśli na jej temat? A co jeśli tak naprawdę o tym tylko myślał i po prostu powiedział o tym? Ale jeśli tak, jeśli to by była prawda, czy by to oznaczało, że... że Spencer polubił Megan? W sensie takim, że jak chłopak dziewczynę? Nieee, to nie było możliwe. Zresztą co chłopak jak Spencer mógłby polubić w Meg. On kujon a ona niemalże wyjęta spod prawa dziewczyna. Na pewno tylko jej dogryzł, tym powiedzeniem.
No dobrze, a potem ona powiedziała, że... jeden z nich może usiąść obok niej. Naprawdę, czyli to był powód tej bójki? To kto usiądzie obok niej? Rozumiałaby jeśli by się trochę poprzepychali z tego powodu, ale od razu bójka?! Naprawdę?! Teraz chyba czuła się jeszcze bardziej zła na nich niż wcześniej, bo zrozumiała, że to co powiedział Michael Snape'owi i temu drugiemu było prawdą. Pobili się o miejsce obok niej. Naprawdę?! Nigdy chyba nie zrozumie facetów, to jest wręcz niemożliwe. Straciła wiarę w inteligencje tamtej dwójki.
Wstała ze swojego dotychczasowego siedzenia po czym wyjrzała przez okno jakby chcąc dostrzec jak daleko są jeszcze od Hogwartu.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Spencer Scythe on Wto Sie 20, 2013 5:35 pm

Huh, wyszedł z przedziału zostawiając biednego Michasia samego, ale atmosfera w przedziale byłaby zbyt napięta gdyby został. Ewentualnie wręcz przeciwnie - absolutnie nic by się nie działo. A tego to by nie chciał. Wypatrzył Megan i podszedł do niej. Chciał powiedzieć coś mądrego, inteligentnego, albo chociaż...cokolwiek. Jednakże ich znajomość była podszyta wrednością od dawna, więc nie mógł się powstrzymać. Po prostu nie mógł powiedzieć nic innego. Z kamienną twarzą lekko klepnął ją w ramie i powiedział:
-Panno Vaye, pani strój jest nieodpowiedni dla uczennicy Hogwartu. Powinna pani go zmienić.
W chwili wymówienia tych słów był pewien, że to się może źle dla niego skończyć. Szczególnie po tej tyradzie którą przed chwilą wygłosiła. Ale trudno się mówi, w końcu raz się żyje. Swoją drogą skąd w nim tyle odwagi aby samemu z siebie dotknąć osobnika płci żeńskiej? Zadziwiające.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Wto Sie 20, 2013 6:01 pm

Kiedy Megan siedziała sama przy tym oknie wpatrując się w krajobraz za oknem, usłyszała jak ktoś wychodził z przedziału, niedaleko niej. Nie odwróciła się, ale spojrzała na osobnika kątem oka. Co jej powiedziało, że to będzie Spencer albo Michael? Chociaż bardziej spodziewała się kolegi z Gryffindoru. Czemu? Wydawało jej się, że osobą z tej dwójki która mogłaby się odważyć na podejście do jej osoby w tym momencie był właśnie Gryfon. Chociaż właśnie z drugiej strony, Spencer był bardziej osobą która by chciała jeszcze bardziej zdenerwować dziewczynę niż Michael. Naprawdę nie miała ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a zwłaszcza z którymś z tej dwójki. Bardzo ją zdenerwowali swoim zachowaniem, co tutaj można więcej powiedzieć. Nie sądziła, że oni będą zachowywać się tak nierozważnie i po prostu tak głupio. Dla niej to było nie do zrozumienia.
Chociaż pamiętajmy też o tym, że Meg nie była święta. Co prawda, ona nie oberwała za nic, chociaż profesorowie na pewno widzieli ją jak daje w twarz Spencerowi. Ale nic nie powiedzieli na ten temat. Ale i tak dostała karę w postaci pomocy koledze z domu w tym głupim wypracowaniu. Co to, to nie. Ona nie będzie mu w niczym pomagać. Może gdyby byłby jakiś naprawdę powód inny do bójki, albo z innego powodu by zostali złapani i dostaliby takie kary, może by pomogła i Spencerowi, i Michaelowi. Zwłaszcza, chyba tym razem koledze z domu lwa, bo jednak bronią białą się interesowała. W swoim pokoju trzymała nawet ze specjalnego zamówienia parę egzemplarzy broni białej. Głównie chińskiej i japońskiej. Miała tam pięknie ozdabiany sztylet, krótkie ostrze zwane tanto, parę broni Sai. Jeszcze jedną z broni o której naprawdę marzyła była katana. Widziała ją niedawno w salonie z bronią japońską właśnie. Ale cena katany, którą właśnie wymarzyła, powalała na kolana, i dziewczyna wiedziała, że nie da ubłagać ojca, aby ten jej to kupił. Nie było na to szans.
Ale wracając do rzeczywistości, dziewczyna naprawdę była nieźle wkurzona. Chociaż ta złość jej powoli przechodziła, wiedziała, że Spencer przyszedł teraz tylko do niej po to, aby jeszcze bardziej ją zdenerwować. Chociaż przez krótki czas, miała nadzieje, że ten tylko idzie do łazienki. Niestety jej nadzieje, były znikome, bo kątem oka właśnie zauważyła że kieruje się niestety w jej stronę. Czy on naprawdę nie rozumiał, że nie miała ochoty na rozmowę z żadnym z nim. Kiedy więc ten ją klepnął w ramię i powiedział, to co miał powiedzieć, ona szybko odwróciła się w jego stronę i z całej siły nadepnęła mu na stopę. Może i miał swoje zaklęcie bąblogłowy, ale są też inne części ciała u mężczyzny które można zranić. Może i stopa nie była do tego najlepszym przykładem, ale pamiętajmy o tym że dziewczyna miała na nodze, dość solidny but, w postaci glana, oraz nie zapominajmy o sile jaką Meg dysponowała. Owszem, mogła go uderzyć w inne czułe miejsce, ale sądziła, że zostawi to sobie na później, jeśli Krukon jej nie zostawi w spokoju. Stojąc więc tak na jego glanie, powiedziała do Niego jadowitym głosem.
- Panie Scythe. Pana zachowanie, jest bardzo wkurzające, proszę o opuszczenie tego korytarza, o ile nie chce Pan doznać trwałego uszczerbku na zdrowiu. - warknęła
W innym przypadku, zapewne by dołączyła do złośliwej konwersacji, ale teraz była tak zdenerwowana i wkurzona, że nie miała ochoty na rozmowę z nikim. Jeśli Spencer, tego nie zrozumie, i dalej będzie ją denerwował, to podejrzewała, że na nadępnięcie po raz kolejny na jego stopę się nie skończy.
Zdjęła nogę z jego stopy, po czym odwróciła się zamaszyście, uderzając go w twarz swoimi włosami. Może i oberwał tylko właśnie w tą kulkę którą miał na twarzy, ale przynajmniej jako tako dziewczyna miała satysfakcję. Ogólnie, teraz jak o tym pomyślała, to zaczęła się zastanawiać, czy chłopak nie nałożył na siebie tego zaklęcia tylko po to, aby dziewczyna znowu nie uderzyła go w twarz. Chyba zapomniał, naprawdę, że można go uderzyć w jeszcze kilka innych miejsc. Oparła się koło okna i znowu spojrzała za nie, zastanawiając się pokrótce ile jeszcze zajmie im ta podróż, bo zaczęła mieć jej naprawdę dość.
- Po coś tutaj przylazł? Nie mam naprawdę ochoty na rozmowę z Wami. - dodała nie spoglądając już na chłopaka.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Spencer Scythe on Wto Sie 20, 2013 6:17 pm

Znowu jego biedna stopa. Jak tak można w ogóle zrobić? Przecież to okrutne. Co prawda może i sam się o to prosił, ale...no dobra, nie było żadnego ale. Po prostu o to wyprosił, zupełnie jakby był masochistą. Zresztą orientował się w sytuacji i widział że Megan jest naprawdę wściekła. On nie przejmował się tym aż tak. Kiedy nauczyciele sobie poszli, przestał się obawiać o najwymyślniejsze kary. Jeszcze któremuś by wpadło do głowy zabronić mu dostępu do biblioteki, albo coś równie okrutnego. Co prawda raczej się tego nie spodziewał, ale co jeśli jednak? Nieważne. W każdym razie Megan nie miała takich kompetencji. Co najwyżej mogła mu podbić drugie oko, połamać szczękę, albo...w sumie jakby tak pomyśleć, jego biedne genitalia mogły być zagrożone. W końcu to dziewczyna - nie uznaje takich zasad jak zakaz atakowania poniżej pasa. Nie miał pomysłu jak jej odpowiedzieć, więc chwile po prostu stał bez ruchu. Wtedy nagle zaświtał mu pomysł. Nie, co to to nie, napewno by tego nie zrobił. Chociaż? Co jeśli jednak go na to stać? W końcu nawet udawało mu sie już czochrać Raye bez strachu. Ale Raye to co innego. Megan była inna. Jego plan był zbyt kontrowersyjny i zbyt mocny. Nie byłby w stanie...chociaż równie dobrze można uznać że nie byłby w stanie oddać komuś, choćby i ten go uderzył. Jednakże wobec Michaela udało mu się zachować wyjątkowo brutalnie. Czyżby właśnie nadeszła pora na kolejny tak przerażający czyn, jak uderzenie kogoś? Wciągnął powietrze, westchnął i postanowił że końcu żyje sie tylko raz. Jeszcze przez sekunde nie był pewny. Nogi mu lekko drżały gdy podchodził do Megan, jednakże już postanowił. Gdy był już tuż za nią, przytulił ją od tyłu, dosłownie na chwilę. Tak żeby się zorientowała, jednakże niewystarczająco długo aby Spencer zemdlał z przerażenia - w końcu nie co dzień dokonuje się takich dziwnych czynów jak przytulanie kobiet. Po tej krótkiej chwili odsunął się, rozłożył ręcę na całą szerokość i pomimo targającego jego żołądkiem dziwnego uczucia, że właśnie zrobił coś wyjątkowo niestosowego, spojrzał beznamiętnie na Megan mówiąc bez emocji:
-Proszę. Wal.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Wto Sie 20, 2013 6:33 pm

To nie tak, że dziewczyna się przejmowała tym, że dostali jakąś karę. Przecież gdyby ona spisała ile kar ona dostała, przez cały swój pobyt w Hogwarcie, to chyba dobrze, że nie informują o tym rodziców, bo... hm, chyba nic. Znaczy na pewno daliby jej jakąś karę, czy zakaz, ale pewnie dziewczyna by się tym nie przejęła. Pewnie znowu byłaby jakaś wielka kłótnia, a potem sama dziewczyna by uciekła z domu, albo zostałaby z Niego wyrzucona. W każdym razie, nie przejmowała się tym, że Snape może napisać list do jej ojca. Ale nie o to chodziło. Dziewczyna wiele razy dostawała kary, dostawała masę szlabanów i przez nią jej dom, musiał się sporo postarać aby nie mieć ostatniego miejsca w konkurencji Pucharu Domów. Nie o to przecież była zła. Była zła o to, że uświadomiła sobie o co tak naprawdę się chłopaki pokłócili. O głupie miejsce obok niej. I przez to doszło do bójki. Naprawdę nie mieli lepszych powodów aby się bić? Czy to tak trudno powiedzieć, jej aby się przesunęła odrobinkę i wtedy by oboje mogli usiąść obok? Zmieściliby się przecież na tym przeklętym siedzeniu we trójkę. I nie byłoby problemów. Ale nie, oni muszą mocno sobie przywalić aby pokazać, że to do Niego należy dane miejsce. Niczym prawdziwe dzieci.
Spencer, nie odzywał się tak długo, że dziewczyna zaczęła się zastanawiać czy przypadkiem jednak nie poszedł. Myliła się. Kiedy chciała się odwrócić, poczuła ciepło na swoich plecach. Czy jej się wydawało czy... Krukon ją przytulił? Nie mogła jednak jakoś zareagować bo ten szybko się odsunął. Odwróciła się do Niego przodem. Widać było, że jest bardzo zaskoczona jego zachowaniem. Nie spodziewała się tego po tym chłopaku. Poczuła ciepło na policzkach. Miała nadzieje, że ten niezauważy, że na jej policzkach wylał się rumieniec. Nikt jej nie przytulał, ewentualnie jej siostra, ale to w końcu siostra. Rodzina. A tutaj? Spencer, od tak ją przytulił. I chyba spodziewał się, że ta ją uderzy. Jednak dziewczyna była w takim szoku, że nie mogła tak zareagować. Przez tą sytuację nawet lekko się uspokoiła. Odwróciła głowę aby na Niego nie patrzeć, po czym znowu przybrała swoją lekko obronną postawę, to jest założenie rąk na biodra.
- Nie odpowiedziałeś mi na pytanie. - stwierdziła tylko.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Spencer Scythe on Wto Sie 20, 2013 6:58 pm

Nie tylko Megan miała dobry wzrok. Spencer też był w stanie zauważyć że Megan się zrobiła jakby trochę bardziej kolorowa. I to go prawie zwaliło z nóg. Oparł się naprzeciwko Megan i złożył ręce na piersiach, opuszczając głowę tak jakby się nad czymś zastanawiał. Tak naprawdę po prostu bał się że się przewróci z wrażenia, albo sam zmieni kolor na wyjątkowo Gryfoński. Nie tak miało być! Myślał że Megan go pobije, wyżywając sie na nim. Co prawda bolałoby go to, ale w końcu by przestało. A teraz zastanawiał się skąd on miał tyle odwagi i jak to sie dzieje że nie zemdlał. A co jeśli Megan teraz pomyśli o nim dziwne rzeczy? Że jest jakimś zboczeńcem czy coś i po prostu chciał ją poobmacywać? Potem było tylko gorzej. Jakie było pytanie? Chyba pytała po co tutaj przyszedł. No właśnie. Po co? Sam nie był tego pewien. Co prawda jego wersją było badanie wściekłej Megan, najróżniejszymi testami psychologicznymi, ale czy nie wkręcił sobie tego tylko po to żeby tu przyjść? Ale jeśli tak - to po co tu przyszedł? Logika podpowiadała że...powinien jakoś wykorzystać to na co przed chwilą się odważył. Ale jak? Nie miał pojęcia co powinien zrobić. Wszystkie możliwe odpowiedzi byłyby złe! To przecież oczywiste. Zaraz! Przecież przeczytał dużo książek fabularnych! Tak! Po prostu przeinaczy jakiś dialog z którejś. Ale żaden który przychodził mu na myśl nie pasował do sytuacji. Przecież takie rzeczy w książkach się nie zdarzały. Zazwyczaj. Nie potrafił zbyt dobrze improwizować. Cóż, to najwyższa pora aby się nauczył. Był tak przerażony swoim postępowaniem że nie myślał zbyt trzeźwo, ale cóż - gdzieś kiedyś przeczytał że do odważnych świat należy. Pora sprawdzić tą teze.
-Czy naprawdę potrzebujesz odpowiedzi? Prawdopodobnie z tego samego powodu, z które zrobiłem wszystko po przyjściu tutaj. Świat nie jest zaplanowany z góry, więc czemu uważasz że ja mam plan na wszystko? Po prostu chciałem tu przyjść, choćbyś nawet miała mnie pobić, skopać, wyrzucić z pociągu i poczęstować jakimś zaklęciem niewybaczalnym na dowidzenia. I to zrobiłem.
To było tak inteligentne. Brawo Spencer. Wybitnie zaimitował idiotę. Mogł jeszcze się rozebrać i dodać, że chciał skąpać ją w blasku swej klaty jak ten idiota Puchon. Gdyby był taki przedmiot, jak kontakty międzypłciowe to Spencer zdecydowanie dostałby T. Cóż, ale skoro już człowiek właduje się w łajno hipogryfa, to czemuby nie brnąć w nie dalej? Starał się uspokoić nerwy i podniósł głowę, tak aby spojrzeć Meg w oczy. Chciał powiedzieć coś mądrego, ale niestety - wyszło jak zwykle.
-Po prostu nie chciałem żebyś sobie poszła.-powiedział cicho. Co to właściwie miało być? Draco Malfoy by przyklasnął. Spencer był zażenowany tym co wygadywał. Już lepiej by chyba było gdyby Meg zaczeła go butować po przytuleniu. Mniej by się ośmieszył. Teraz już nie udało mu się powstrzymać i jego policzki były perfidnie różowe. Mimo to starał się dalej twardo patrzeć w oczy koleżanki nie zważając na stan swojej twarzy. Może ona pomyśli że jest mu po prostu gorąco?
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Wto Sie 20, 2013 7:11 pm

Megan nie pomyślała o nim dziwnych rzeczy. Była po prostu bardzo zdziwiona jego zachowaniem i tym co zrobił. Nie spodziewała się po nim czegoś takiego. Spencer Scythe kogoś przytulił! I tym kimś była Megan! To było podwójny szok dla niej. Bo jednak każdy wie, że chłopak ma małe problemy jeśli chodzi o wyrażanie uczuć, przynajmniej Meg to zauważyła, ale też ma problem jeśli chodzi o jakiekolwiek kontakty, na strefie dziewczyna – chłopak. Dlatego Meg tak bardzo się tym zdziwiła. Nie sądziła, że chłopak posunie, się do takiego kroku. I to ją zbiło z rytmu. Gdyby jej odszczeknął, to by zapewne mu przywaliła po raz kolejny, tym razem zapewne w jego sprzęt. Ale tak, nie wiedziała jak się zachować. Bo przecież gdyby go uderzyła po tym, jak ją przytulił, to by pewnie byłby taki sam powód do bójki pomiędzy nimi, jak jego i Michaela. Dlatego też tego nie zrobiła, choćby mogła. Albo, po prostu nie chciała się przed sobą przyznać, że głównym powodem, dla którego nie chciała go uderzyć, było to, że źle by się z tym czuła. Oczywiście, gdyby przytulił ją ktoś zupełnie inny, wtedy by ten osobnik oberwał. Ale jakoś nie mogła od tak uderzyć chłopaka za zwykłe przytulenie. Czułaby się z tym źle.
Ale zaraz co? Co on zaczął do niej mówić? Kompletnie nie rozumiała tego, co on do niej mówił. Znaczy nie chodziło o to, że chłopak mówił niezrozumiale, albo używał dla dziewczyny za trudnych słów. Chodziło bardziej o to, że mówił, tak trochę bezsensowanie, co wybiło dziewczynę ponownie z rytmu. Mówił o jakimś określonym planie, co co co? Nic z tego nie rozumiała. Nie wiedziała o co mu chodzi. Zresztą było widać po jej minie, że nie ma pojęcia co myśleć na ten temat. Spojrzała na Niego unosząc jedną brew do góry. A potem kolejny szok. Nie chciał, żeby sobie poszła? Cóż... na to dziewczyna miała odpowiedź ale chyba nie takiej spodziewał się chłopak.
- Nie chciałeś aby poszła? Trzeba było nie zachowywać się jak dzieciaki i nie bić się z takiego głupiego powodu? Naprawdę nie można było powiedzieć, abym się trochę posunęła? Mogliście usiąść obaj obok mnie i nie byłoby problemu. A Wy rzuciliście się na siebie, jak dzieciaki, bijące się o cukierka. Poszłam, bo nie mogłam na Was patrzeć i tyle.! -
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Spencer Scythe on Wto Sie 20, 2013 7:25 pm

Huh. No i taka odpowiedź go satysfakcjonowała - bo to oznaczało że wszystko wracało do normy. Jego twarz powróciła do swojego naturalnego koloru. Bardziej bojowa Megan bardziej mu odpowiadała - może i nie była przesadnie miła, ale przynajmniej nie wstydził się jej aż tak. To zawsze był jakiś plus! Swoją drogą dała mu też ciekawą informacje. To oni bili się o miejsce! No i teraz rozumiał. Nie mógł w żaden sposób powstrzymać miny nagłego olśnienia. No to teraz już wszystko było jasne. Bili się o miejsce! Zaraz...o miejsce? Że co?
-Naprawdę pobiliśmy się o miejsce obok Ciebie? Trzeba mi było powiedzieć. Usiadłem tam przypadkiem. Przecież to zresztą nielogiczne. Siedząc na przeciwko Ciebie, miałoby sie większy zakres widzenia na Ciebie i Twoje piękne...-po czym urwał. Chciał powiedzić ciało, ale zorientował się że gada za dużo. Szkoda tylko że było za późno aby zmienić szyk zdania, na mniej kontrowersyjny. Cholera. Tego nie chciał powiedzieć. Szybko, symulacja. Zakrył usta udając że znowu ziewa. Obawiał się że to może nie zadziałać. Ale nieważne, coś musiał zrobić! Przecież by nie dokończył, jeszcze mu regał z encyklopediami nie spadł na głowę, żeby dokończył zdanie. Źle je zaczął! Ono nie powinno mieć miejsca w ogóle. Powinien swoją wypowiedź zakończyć na "usiadłem tam przypadkiem". Wówczas wszystko by było jak należy. A jak będzie dalej tak nieostrożny to skończy się na tym, że będzie przypominał kafla. Czemu nigdy nie został animagiem? Mógłby teraz zamienić się w muchę. Albo nietoperza. Albo pandę. I jakoś zapaść się pod ziemie. Trzeba było coś jeszcze powiedzieć żeby Megan zapomniała o poprzedniej wypowiedzi. Tylko co? Miał pewien plan.
-Lubie Cie.-rzucił trochę sztucznie beztroskim głosem. Chyba nie tak to miało wyjść, ale zawsze lepsze to niż nic. Przydałaby się teraz jakaś mała dywersja. Cokolwiek - przyjąłby z otwartymi ramionami nawet ropuchę grozy która zechciałaby go zaatakować. No chociaż nie jakakolwiek. Kolejnej łajnobomby już by nie zniósł.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Sro Sie 21, 2013 10:49 am

Megan zdziwiła trochę jego odpowiedź na temat bójki. Nie bili się o miejsce obok niej? To o co się w końcu pobili. Jedynym wytłumaczeniem dla Meg było właśnie to, że się pobili o miejsce obok niej. Bo w końcu o co innego mieli się pobić? Przecież wszystko było w porządku do czasu, kiedy Spencer obok niej nie usiadł. To w końcu o co tutaj chodziło. Meg już nic z tego nie rozumiała. I tak się znowu zamyśliła nad tą sprawą, że o mało co, aby nie usłyszała dalszej części zdania Spencera. Ale na nieszczęście Krukona usłyszała to w ostatniej chwili, bo już miała mu odpowiedzieć coś na temat bójki, kiedy ten kończył swoją część zdania.
Nie, tym razem dziewczyna się nie zarumieniła. Wręcz przeciwnie, na jej twarzy pojawił się uśmiech świadczący o tym, że nawet poczuła się pewniej siebie. Aha! Czyli jednak jej urok osobisty nadal działał na Spencera! Wiedziała! Raczej nie ma osoby która w ogóle nie zauważyłaby Meg w takim stroju. I oczywiście nie ma mowy tutaj tylko o tym, że człowiek gdy ją zobaczy to myśli sobie na przykład, ze fajna z niej kobitka. Chodziło jej również o negatywne emocje związane z jej strojem. Niektórzy mogli jej zazdrościć, niektórzy tak jak profesor Hudson stwierdzić, że to nieodpowiedni strój. Ale liczył się fakt, że została zauważona przez kogoś. Ale nie miała zamiaru mówić czegoś złośliwego na ten temat do Spencera. Odpuści mu tym razem.
- To o co się w końcu pokłóciliście? - spytała dziewczyna ignorując to co on powiedział dalej i nie dokończył - Czy ty w ogóle wiesz o co się z nim pobiłeś? Czy po prostu jak tylko uderzył to się również na Niego rzuciłeś. Źle na Niego spojrzałeś czy coś? A może jakiś niepoprawny gest z twojej strony wyszedł, że się na ciebie rzucił? Może mi w końcu ktoś wyjaśnić o co tak naprawdę poszło? - spytała dziewczyna patrząc na Niego uważnie i również karcącym wzrokiem, licząc na to, że w końcu chłopak jej odpowie, na to dręczące ją pytanie.
Ale on chyba nie miał zamiaru odpowiadać. A przynajmniej na to pytanie, bo zamiast tego, powiedział słowa, które Meg skojarzyły się bardziej z formą ucieczki od właśnie pytania. Westchnęła ciężko i spojrzała na Niego. Dziewczyna raczej była ślepa na tego typu wyznania. I przez to, że znała Spencera, i przez to, że tyle dni i miesięcy spędzili na walkach ze sobą, jako najwięksi wrogowie, nie przyjęła tego jako jakiejś poważniejszej formy wyznania. Może też dlatego, że po prostu Meg mało doświadczyła ciepłych uczuć w życiu. Owszem za młodu miała kochającą ją mamę, ale dorastająca nastolatka, powinna też dostać trochę ciepłego uczucia od innych członków rodziny, a nie samej nienawiści. Pewnie dlatego nie umie tak wyrażać uczuć. No i na dodatek, nikt nie widział jak ona płacze. Nawet jeśli oberwała tłuczkiem w rękę, brzuch, nogę i leżała w skrzydle szpitalnym, to nie płakała z bólu. Raczej mruczała wtedy pod nosem przekleństwa, aby Pani Pomfrey się nie przyczepiła do niej, jak ona się wyraża na terenie szkoły. Dlatego słowa Spencera nie wywołały w niej jakiegoś wielkiego wrażenia.
- Nie odwracaj kota ogonem. I nie przymilaj się tak. Chce tylko wiedzieć o co poszło? Skąd ta bójka? - odparła patrząc na Niego niczym matka oczekująca odpowiedzi od syna-rozrabiaki.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Spencer Scythe on Sro Sie 21, 2013 12:37 pm

Cóż - szczerze mówiąc, tak naprawdę nie miał pojęcia za co Michael go zaatakował. Natomiast dlaczego zareagował tak gwałtownie nie zamierzał odpowiadać, ale taki fizyczny atak bez żadnej zaczepki, kojarzył mu się tylko i wyłacznie ze starszym bratem, co sprawiło że odpowiedział gwałtownie. Ale przecież nie zwierzyłby się Megan. Nikomu by się z tego nie zwierzał, bowiem to była informacja którą się nie podzielił z żadnym znajomym i lepiej żeby tak zostało.
-Szczerze mówiąc nie mam pojęcia o co się pobiliśmy. Po prostu zaatakował.-powiedział. Ale to nie była cała wypowiedź. Nie wykończył jej, bo musiałby powiedzieć zdecydowanie zbyt wiele. Nie tym razem. To by było zresztą nie w jego stylu opowiadać o swojej przyszłości. Zamilkł więc na chwilę aby poszukać odpowiednich słów.
-A oddałem mu, bo mam swoje powody żeby nie stać obojętnie gdy ktoś próbuje mnie gnoić.-dodał.
Swoją drogą sam chętnie by się dowiedział o co się pobili - to nie zdarza się każdego dnia. Zresztą nawet gdy któryś z nich któremuś sieknął, to zazwyczaj nie na taką skalę, żeby się tłuc. Chyba. A nawet jeśli, to zazwyczaj nie robili tego przy świadkach. A jeśli nawet już, to przy takich świadkach których to mało obchodziło. Szkoda tylko że Spencerowi nie udało się odwrócić uwagi Megan od ich małej potyczki. Zresztą czemu wszyscy tak ten temat drążyli? On nie czuł się aż tak urażony tym że oberwał, jak cała reszta świata faktem, że ośmielili się potrenować z obustronnym workiem treningowym. Wielki skandal o nic. Kto by tam zrozumiał ludzi?
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Kronikarz on Sro Sie 21, 2013 7:35 pm

Hogwart Express zasuwał z najwyższą możliwą prędkością jaką mógł się poruszać na danych odcinkach trasy. Co rusz mijali jakieś lasy, czy góry z boku, a raz nawet jak ktoś się dobrze przyjrzał, to było widać jezioro na zachodzie. Te widoki zapierały dech w piersiach, a jak ktoś był fotografem z zamiłowania to mógł zrobić przecudne zdjęcia.
Pociąg miał już zdecydowaną większość trasy za sobą i właściwie nawet jechał nieco szybciej niż zwykle. Zanosiło się na to, że uczniowie dojadą trochę szybciej niż o planowanej godzinie. Chociaż w tym pośpiechu może dało się wyczuć pewne podniecenie, szczególnie wśród pierwszorocznych. No i co najważniejsze, skutki ataku łajnobombiarza zostały usunięte, a sam sprawca zniknął gdzieś w którymś z końcowych przedziałów. Nic nie zapowiadało żeby miały nastąpić jakieś zakłócenia podczas jazdy. A jednak...
Zbliżała się godzina 6-sta wieczór. Nagle cały pociąg zaczął zwalniać gdzieś w szczerym polu, gdzie nie było widać nawet w oddali ani jednej chałupy czy żywej duszy. Nie było konkretnie nic, poza jakimiś polami, nie zawsze zagospodarowanymi. W końcu doszło do pełnego zatrzymania się pociągu, co nigdy w historii podróży Hogwart Expressu się nie zdarzyło, a już zwłaszcza w takim miejscu. To nie była normalna sytuacja. Niebo na zewnątrz pociemniało, ale nie było to zwykłe zachmurzenie. Właściwie w ogóle to nie było zachmurzenie w dosłownym tego słowa znaczeniu. W pociągu zgasły wszystkie światła, co budzić mogło grozę wśród podróżujących. Na domiar złego deszcz, który jeszcze godzinę temu zdawał się być ciepłym i letnim, teraz był gęstszy i zimniejszy. Zrobiło się niebywale cicho, choć w przedziałach i na korytarzu dało się słyszeć pomrukiwanie niektórych uczniów. Zaczęło się też robić nienaturalnie zimno...
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Sro Sie 21, 2013 8:30 pm

Dziewczyna westchnęła. Nigdy nie zrozumie facetów. Ona przynajmniej biła się z ludźmi z jakiegoś konkretnego powodu. A oni? Oni sami nie wiedzieli o co się biją. To było wręcz nienormalne. No ale w sumie zapłacili za swoją głupotę w postaci prac, które muszą zrobić. Co prawda, Meg również dostała robotę, i choć zarzekała się, że nie pomoże Spencerowi w wykonaniu jej, teraz jak jej złość mijała, to stwierdziła, żę chyba pomoże i jednemu i drugiemu w zrobieniu tej pracy. W końcu trzeba sobie pomagać prawda? A skoro ta dwójka nie wiedziała nawet o co się pobiła to podejrzewała, że z inteligencją u nich coś niezbyt, dlatego jakakolwiek pomoc raczej będzie pomocna.
- Dobra wracajmy do przedziału. Niedługo pewnie Hogwart i powoli można by było zacząć się przebierać w szaty. Poza tym, coś Michael za długo tam siedzi sam. Chyba muszę mu pokazać, że nie jestem już w takim nastroju jak wcześniej. - odparła Meg i już chciała się skierować w stronę przedziału, kiedy poczuła pod nogami jak pociąg się zatrzymuje.
Dobrze, że miała wytrenowaną na miotle równowagę, ale nie zmieniło to faktu, że lekko się zachwiała. W końcu nawet jeśli było to łagodne hamowanie pociągu, to i tak hamowanie. Jakaś tam siła działa na nich. Prawa fizyki czy coś takiego. Megan nie znała się na mugolskim przedmiotach szkolnych.
Spojrzała zdziwiona za okno i rzeczywiście, pociąg zaczął zwalniać. Swoje zdziwione spojrzenie również skierowała na Spencera. Przecież jeszcze do Hogwartu trochę czasu zostało, czemu więc zatrzymują się w szczerym polu? Czyżby pociąg uległ awarii? Chyba nigdy się coś takiego nie zdarzyło. Więc może jednak naprawdę się zepsuł? W końcu mimo, tego, że pociąg co roku wygląda jak nowy, to może to i tak stary rozlatujący się grat? Ale chyba nie powinien się zepsuć prawda?
- No jakoś nie mogę uwierzyć, że pociąg się zepsuł.- powiedziała do kolegi z roku po czym zaczęła dłońmi ocierać ramiona. Zaczęło się robić nieprzyjmnie zimno, a Meg nie była za ciepło ubrana.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Spencer Scythe on Sro Sie 21, 2013 8:51 pm

Już miał wracać za Megan do przedziału, kiedy pociąg uznał że nie robi i się zatrzymał. Trochę nim zatrzęsło, ale utrzymał sie na nogach. Hmm. Nieciekawie się robiło. Zaraz - nie było przecież wcale tak późno, a zrobiło się strasznie ciemno. Zimno też. Coś tu nie grało - choćby i faktycznie pociąg się zepsuł, to co, niby pogoda popsuła sie razem z nim? Tak naraz? Nawet na pecha Spencera to było zbyt wiele. Cholera, naprawdę było zimno. Książki nie mówiły nic o nagłych zmianach pogody. Co prawda było coś o pewnych sytuacjach, w których było to możliwe, ale nie tutaj. Reasumując - pociąg się nie zepsuł. Może gdyby świeciło słoneczko, to mógłby w to uwierzyć. Cholera, te mugolskie ciuchy były paskudne - przepuszczały całe zimno.
-Nie sądzę żeby od tak postanowił się zepsuć. Coś tu zdrowo nie gra. I nie jestem pewien czy chce się dowiedzieć co. Możliwe jednakże że pociąg zatrzymał się z powodu tej anomalii pogodowej. A może po prostu coś zablokowało drogę? Może ktoś lub coś jest na torach.
Na początku nie zrozumiał zachowania Meg. Czemu akurat teraz postanowiła tańczyć? Dopiero po chwili zorientował się że to nie jest żaden dziwny taniec, tylko zwyczajnie jej też się zrobiło zimno. No cóż. I tak nie mógł jej pomóc. Ale mógł chociaż spróbować. Tylko jak? Wszystkie pomysły były kiepskie, w końcu nie podpali czegoś w pociągu, bo jeszcze mu się oberwie znacznie gorzej. W końcu wpadł na pewien pomysł. Dobrze że strój Meg nie był przesadnie zakryty, bo by miał większy problem ze znalezieniem jej w tych ciemnościach. Ale dzięki temu że jej skóra była jaśniejsza od otoczenia, mógł ją wypatrzyć. Ściągnął więc bluzę i zarzucił jej na ramiona. Huuh. Było jeszcze zimniej, ale co tam. Wtem wpadło mu coś do głowy. Ta myśl mu sie bardzo nie podobała, ale postanowił że wyrzuci ją z siebie.
-Albo po prostu Black z grupką swoich znajomych postanowili przejąć pociąg i odwiedzić Pottera-mruknął ponuro. Może i nie płakałby po małym Gryfonie, ale zdecydowanie stojąc na korytarzu miałby tą przyjemność spotkania tego ścierwa Czarnego Pana po drodze, we własnej osobie. A wtedy jedyną możliwą szansą na przeżycie, byłoby stanie się brutalniejszym od tego mordercy i wykończenie go, nim ten byłby w stanie podejść. Albo już tu był. Na wszelki wypadek cieszył się że jest ciemno - może i niewiele widział, ale też nie był aż tak widoczny. Eh. Cóż za przyjemna podróż...
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Sro Sie 21, 2013 9:08 pm

- Cokolwiek się stało, nie podoba mi się to. Wracajmy lepiej do przedziału. Może uda nam się trafić do Michaela. - powiedziała dziewczyna do Niego po czym próbowała rękoma jakoś dostać się do swojego przedziału.
Dobrze, że jednak byli na korytarzu, gdzie pomimo tego, że nie było żadnych świateł, to nadal wpadało jako takie światło z zewnątrz. W końcu nie jest na tyle ciemno, aby nic nie zauważyć. Poza tym oczy dziewczyny powoli zaczęły przyzwyczajać się do ciemności więc poniekąd zaczęła dostrzegać pewne elementy otoczenia.
To, że było jej zimno, nie oznaczało, że oczekiwała od razu pomocy od kolegi. Ale było to miłe. Kiedy poczuła na swoich ramionach bluzę chłopaka, cieszyła się, że jest tak ciemno, że ten po raz kolejny nie zauważy jej rumieńców na twarzy. A może to były rumieńce po prostu z zimna. W każdym razie, po tym jak chciała się ogrzać nie spodziewała się takiego aktu dobroci z jego strony, co ją pozytywnie zaskoczyło. Oj Panie Scythe, zaskakuje Pan, Panią Meg dzisiejszego dnia. Takich akcji, to Pan nie miał przez całe kilka lat pobytu w Hogwarcie, a teraz? Chyba lodowate serce zaczęło topnieć w końcu. Jednak bądź co bądź zrobił na Meg dobre wrażenie. Chwyciła jego bluzę tak, aby nie spadła ona na ziemię po czym powiedziała do Niego.
- Dzięki, ale nie trzeba było.- no jasne, że nie mogła podziękować normalnie. W końcu musiała dodać coś od siebie, świadczące o tym, że Meg wcale nie była taką biedną małą dziewczynką którą trzeba było się zajmować. Owszem, czasami, nawet pokazywała taką osobę, ale to chyba tylko w formie żartu. Tak, to na pewno było tylko w formie żartu. No proszę Was? Słodka Megan? Tego nawet w najgorszych koszmarach nie było.
Kiedy ten zaczął gadać o Syriuszu Blacku, odwróciła się w jego stronę, dobrze, że nie widział jej miny, bo oznaczało ono, niechęć do tego co powiedział.
- Weź przestań. Akurat to nie jest zabawne. Bo skąd wiesz czy tak naprawdę się nie stało?- powiedziała dziewczyna
Akurat gdyby pojawił się Syriusz Black i inni ze zgrai śmierciożerców, to dziewczyna by walczyła. Owszem, nie mogła używać zaklęć, ale co z tego? W końcu używałaby ich tylko w formie samoobrony. Znaczy zapewne by atakowała też, ale to przecież bez znaczenia, jakich zaklęć wtedy używała prawda? Raczej w Ministerstwie Magii nie robiliby problemów z tego powodu, że używała zaklęć kiedy w pociągu pojawiłby się Syriusz Black.
- Chodź.- odparła po czym chwyciła go za rękę, aby nie zgubić go w tych ciemnościach i powoli zaczęła się kierować w stronę swojego przedziału.

//OMG, plaga rozdziewiczań nadgarstków @_@ Pamiętaj przed takimi hard postami pisać +18, bo inni mogą takiego rozdziewiczania nie wytrzymać.
R.E.CH.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Spencer Scythe on Czw Sie 22, 2013 3:27 am

Się porobiło. Zimno. Ciemno. Nie jadą. Do tego jest na korytarzu z kimś, kto kiedyś był jego wrogiem numer jeden. Meh, wtedy napewno by nie powiedział że będzie w stanie tolerować obecność tej dziewczyny dłużej, niż trwała ich standardowa wymiana "uprzejmości". A teraz? Phi. Było mu zimniej przez to że oddał jej bluzę. Potraktował ją jakby była tak ważna jak książka. Bo przecież tylko dla książki można się poświęcać. A moze jednak Megan miała gdzieś te litery? Na plecach, albo brzuchu, albo...nieważne. Jak gdzieś ma to kiedyś się wygada. A jak się nie wygada, to Spencer sam kiedyś obejrzy jej plecy w poszukiwaniu liter. Tak, to dobry pomysł ale nie teraz. Spencer, mały odkrywca w poszukiwaniu liter, to chyba nie ten rozdział. A nawet jeśli, to nie teraz. Za zimno na poszukiwania liter. Zresztą o czym on teraz myślał? Dość. Po prostu pomógł bo tak. O. I tyle. Czasami trzeba być miłym dla osób które nie mają możliwości czegoś zdobyć. Nawet jeśli te osoby później będą sie wypierać. Zresztą znał na tyle Megan, że...nie znał. Nie był pewien czy mówiła szczerze czy po prostu było jej głupio, albo coś w tym stylu. Może i powinien sie domyślić, ale żadna książka nie opisywała modelu zachowań wszystkich kobiet świata. Kiedyś je zrozumie. Ale zanim do tego dojdzie, jeszcze wiele czasu minie. Najpierw musi się przełamać, żeby mieć możliwość swobodnej rozmowy z innymi kobietami. Meh, nieważne. Kiedy powiedziała o tym że żartuje na temat Blacka, szczerze go to zdziwiło. Czy on wyglądał na kogoś, kto żartowałby na takie tematy?
-A czy ja chociaż przez chwilę zasugerowałem że to żart? Wręcz przeciwnie. Siedemdziesiąt pięć procent - tyle moim zdaniem wynoszą szanse na to, że Black juz jest wśród nas. A jeśli tak, to są dwie opcje. Albo szuka Pottera, albo tak naprawdę nie chce go znaleźć. Natomiast jeśli faktycznie szuka Pottera, to albo go szybko znajdzie, albo będzie się kręcił po korytarzu w poszukiwaniu go.
"...a wówczas trafi na nas, bądź na mnie gdy wrócisz do przedziału."-dokończył w myślach Spencer. Zaraz zaraz. To nie byłoby chyba zbyt przyjemne. Ale w końcu już nawet fantazjowali z Ethanem na temat dorwania złoczyńców. To była co prawda tylko sfera marzeń, ale był już prawie pewien, że to niemożliwe żeby tak o, pociąg i pogoda zepsuły się w jednej chwili. A najlogiczniejszym wytłumaczeniem tej sprawy, byli właśnie śmierciożercy. W sumie jedynym logicznym. Przecież to niemożliwe żeby to był zwiastun czegoś dobrego. Zimno. Ciemno. Zdecydowanie nie. To było zapowiedzią czegoś mrocznego. No cóż. Na początku podróży w przedziale, powiedzieli mu że ten rok ma być niezapomniany. Na pewno będzie. Najpierw bójka. Potem aż taka kara od Snape'a. Później (dalej czuł przerażenie myśląc o tym) przytulił Megan. A teraz czeka go walka na śmierć i życie, z Blackiem i jego koleżkami. Jak to dobrze że jest Krukonem i wygra. Oczywiście wykluczając fakt, że może nie wygrać. W sumie, patrząc na swojego pecha życiowego, to już może sobie wybierać ładny nagrobek. Ewentualnie postanowić czy chce być duchem po śmierci, w Ekspresie do Hogwartu. Hmm. Nie. Natłok pierwszoroczniaków byłby nie do zniesienia. Mueh. Prawdopodobnie dalej pogrążałby się w ponurych rozmyśleniach, gdyby nie coś, co sprawiło że zrobiło mu się dziwnie gorąco w środku, pomimo chłodu na zewnątrz. Meg pociągneła go za rękę. Nie spodziewał się tego. Po raz pierwszy dziewczyna złapała go za rękę. Jego twarz zrobiła się przeraźliwie Gryfońska. Jeszcze chyba nigdy mu się to nie zdarzyło. Wiedział że to nic wielkiego nie powinno znaczyć, ale mimo to nie mógł powstrzymać rumieńca wylewającego się na jego policzki. Czy nie wystarczy tych wrażeń na dzisiaj? Jeszcze czekała go walka na śmierć i życie z Blackiem. A tu mu takie rzeczy robiono. Poczuł się dziwnie. Ręka Meg była po prostu za blisko jego własnej. Kiedy ją przytulił, to nie było aż tak, bo zrobił to sam. A teraz został wzięty z zaskoczenia! Może to i "niższa półka" kontaktu fizycznego, ale przerażało go to. Chyba już wolał walczyć - wówczas przynajmniej był pewien intencji drugiej osoby. Zresztą czemu on właściwie chciał walczyć z wyszkolonymi czarodziejami, którzy nie wzbraniali się przed używaniem czarnej magii? Pomijając to że powinien być dumny z siebie, że w jakiś sposób to wywnioskował. Ale czemu? Co jeśli Black okaże się istotą inteligentną i zapyta go, czemu właściwie chce z nim walczyć, skoro on przyszedł sobie tylko zabić małego Gryfonka i prawdopodobnie jego wszystkich przyjaciół w przedziale? O nie, napewno nie może się wykazać głupotą. Musi znaleźć sensowną odpowiedź. Cóz, miał jeszcze chwilę. Ale najpierw, trzeba zadbać o bezpieczeństwo Megan. Na szczęście jego policzki zmieniały powoli kolor na swój przeciętny, z równą prędkością, z jaką postanowiły być czerwone. Zresztą i tak pewnie tego nie widać.
-Nie idę. Idź do przedziału. Jeśli to faktycznie zwykła awaria, to za chwilę przyjdę. Ale jeśli to jednak Black...a to jest możliwe...to nie powinno Cie tu być gdy przyjdzie. Nie możesz nawet używać czarów i dopiero zaczynasz szóstą klasę.  A nie sądzę żeby zbytnio go przejeły Twoje umiejętności władania pałką - nawet byś nie zdążyła do niego dobiec, pomijając to że nie masz pałki. Więc kiedy przybędzie, ze swoją głową, pewną czarnych myśli o mordach i innych takich, lepiej żebym był tu sam. Nie sądzę żeby dał sobie przemówić do rozsądku, wygląda więc na to że będzie chciał walczyć. Dlatego też chciałbym żebys siedziała bezpiecznie w przedziale kiedy...kiedy go zabije.-powiedział twardym głosem. Co prawda w środku nie czuł się ani trochę tak hardy jak to prezentował, ale jakże mógłby być? Przecież przed chwilą po raz pierwszy się z kimś pobił i poważnie go zranił, co dopiero mówić o zabijaniu. Mimo to śmierciożercy źle mu się kojarzyli. Wszystko co złe kojarzyło mu się z jego starszym bratem, a jego kochany braciszek był osobą, która sprawiała że Spencer czuł taką nienawiść, jaką tylko może czuć jedna żywa istota do drugiej. A takie negatywne uczucia w zupełności wystarczyły, aby zapisać swoje imie na kartach historii, jako morderca Syriusza Blacka - okrutnego śmierciożercy i seryjnego mordercy. Albo jako jego kolejna, nędzna ofiara. Wbrew pozorom wcale nie był taki pewny, czy to on tu kogoś zabije. Równie dobrze mógł być tylko kolejną ofiarą, na długiej liście tego zwyrodnialca. A wówczas...cóż, nie będzie ani pierwszym, ani ostatnim. Może i to nie przystoi Krukonowi, umrzeć w walce z nędznym śmierciożercą, ale przynajmniej nawet gdy umrze, będzie świadom że zrobił wszystko co tylko mógł, byle tylko usunąć tą plamę na honorze czarodziejskiego świata. A nawet jeśli umrze, napewno nie będą walczyć w ciszy. Wszyscy się zorientują że dzieje się coś złego i żaden głupi uczniak nie wychyli nosa z przedziału. A jeśli to zrobi, to bedzie jego wina że dostał zaklęciem niewybaczalnym na twarz, od tego bezwzględnego łotrzyka. Przynajmniej księga sumienia Spencera, pozostanie na tyle czysta, na ile to tylko możliwe. Więc będzie za co dziękować. Dokładnie tak, nawet jeśli umrze, to umrze zadowolony, że przed końcem swojego życia mola książkowego, być może jego walkę ktoś opisze w jakiejś książce, a potem wielu młodych czarodziejów żądnych wiedzy, odnajdzie nazwisko "Scythe" w bibliotece i Spencer będzie mógł się na zawsze stać częścią tego pięknego skupiska ksiąg. To zdecydowanie było pocieszające. Ale nie do końca. Nie spełni się jego marzenie o zostaniu aurorem. Chociaż czy nie będzie to wspaniały czyn, dowodzący że idealnie by się na niego nadawał? Osamotniony wojownik, uzbrojony tylko w swoją wierną, potężną rózdżkę, stawia czoło seryjnemu morderdy tak niesłychanie silnemu iż udało mu się uciec z Azkabanu. Najwierniejszy poplecznik Czarnego Pana, jego prawa ręka, o tak mrocznym nazwisku Black, które pasowało wręcz idealnie do nazewnictwa jego władcy. Jeśli to nie był odpowiedni przeciwnik dla kogoś z wybitnymi zadatkami na aurora, młodzieńca jakim chciał być Spencer Scythe, to już nic by mu nie pomogło - nawet (o zgrozo) wiedza. Szkoda tylko że nic więcej nie udało mu się w życiu osiągnąć. A w każdym razie nie z własnej woli. Poza oczywiście wynikami w nauce, ale to za mało. Takie wyniki mógł mieć każdy, kto przyłożył się do nauki. A mimo to, były aspekty życia od zawsze, na zawsze dla niego niedostępne. Co jeśli faktycznie za chwile umrze, w beznadziejnej walce, przeciwko grubo starszemu mężczyźnie? Chyba pora zrobić coś szalonego, w tych ostatnich chwilach życia. Miał pewien pomysł ale nie odważyłby się. Chociaż...nie, to zbyt szalone. Jednakże gdy tylko pomyślał o tym jeszcze raz, postanowił że chce się zmierzyć z Syriuszem Blackiem, mając coś szalonego na koncie, a jednocześnie coś odmiennego, od całego życia. Aby mógł to wspominać, jeśli przeciwnik postanowi go pomęczyć Cruciatusem przed śmiercią. O ironio, dalej trzymał Megan za rękę. Więc cóż. Huuh, stresujące. Ale trzeba zadziałać. Wiedział mniejwięcej w jakiej odległości od ręki Megan powinna się znajdować jej twarz. Zrobił krok do przodu i gdy rzeczywiście odnalazł głowę dziewczyny, wychylił się i pocałował ją w policzek, zanim zdołałby się rozmyślić. Przerażające. Co się z nim do cholery działo? Nieważne. Szalone chwile już za nim, już pora aby został sam. Puścił ją i powiedział cicho:
-Wiesz? Jesteś tak inteligentną osobą, że nie dziwię się że trafiłaś do Ravenclawu i..i..jesteś lepsza od książki. Idź bezemnie.
Tuż po tych słowach oparł się o okno. Kto by pomyślał, że kiedykolwiek będzie go stać na takie komplementy. Swoją drogą - większego nie było. Nie można było powiedzieć czegoś piekniejszego - w każdym razie Spencer był tego pewny. Jeszcze nigdy nikomu nie powiedział czegoś takiego i był zadziwiony swoją śmiałością. No teraz niech szybko wpadają Ci śmierciożercy, bo jeszcze będzie musiał się z tego tłumaczyć, a to już by nie było szalone, tylko żenujące. Już wolał zająć się walką na śmierć i życie. To przynajmniej było łatwiejsze, niż próba wytłumaczenia Megan co i dlaczego zrobił. Tego to on sam nie wiedział! Po prostu musiał zrobić jakiś wariacki numer, skoro był przekonany że umrze. A jeśli się okaże, że to zwykła awaria pociągu, to już nigdy nie wyjdzie z biblioteki po przyjeździe. Przecież zachował się jak jakiś świr, pokroju Nolana! Albo gorzej - jak jakiś Ślizgon. Nigdy w życiu nie pomyślałby że będzie w stanie zrobić coś takiego. Nie patrzył w stronę Megan - wolałby żeby przypadkiem nie spojrzał jej w oczy, bo i tak policzki go nieznośnie piekły. A tyle czasu spędził nad trenowaniem, aby przypadkiem sie nie rumienić. Jednakże prawdą jest też że zwykle nie robił takich wariackich rzeczy. Co on sobie w ogóle myślał? Przecież gdyby to się wydało i wszyscy by to wiedzieli, mogliby wziąć go za jakiegoś zboczeńca. Coraz bardziej się wstydził za swoje karygodne zachowania. Żeby tak z zaskoczenia wziąć biedną dziewczynę. Miał tylko nadzieje że pójdzie do przedziału, bo jak zostanie aby mu przywalić, to jeszcze coś jej się stanie. Dlatego właśnie miał nadzieję że bardziej ją zaskoczy niż zdenerwuje. A jeśli jednak nie, to wbiegnie do przedziału, a kiedy ona tam wbiegnie za nim, to każe Michaelowi ją trzymać, wybiegnie i zaklęciem zamknie drzwi. Może zdąży. Co jak co, ale nie powinien tego zrobić. Bardzo głupi ten jego wielce szalony pomysł. Za długi odwyk od szkolnej biblioteki najwidoczniej źle na niego działał. A pomyśleć że gdyby dzisiaj tutaj poległ, w walce ze śmierciożercami, to już nigdy by tej biblioteki nie ujrzał. Już nigdy nie przewróciłby kartek, już nigdy nie chłonąłby nowej wiedzy. Przez chwile miał ochotę wbiec do przypadkowego przedziału i sie z nim zabarykadować. Ale teraz już nie miał odwrotu - postanowił że będzie stał twardo, to będzie stał twardo, czy jego wewnętrzny kujon tego chce czy nie. Najwyżej będzie musiał już na zawsze się pożegnać z biblioteką. Trochę nieprzyjemna myśl, ale zdarzały się gorsze tragedie! Niektórzy nie mogli w ogóle iść do biblioteki, jeszcze inni byli skrzywieni psychicznie i nie potrafili się rozkoszować tą chwilą, gdy wypożyczają nową księgę pełną zbawieńczej wiedzy. Czasami chyba wolałby być kimś innym - inni przynajmniej nie musieli się zastanawiać nad dylematami życia i pokrzywdzeniem innych. A on jako osoba wielce inteligentna musiał - czemu akurat na niego spadało to brzemie, rozmyślania nad dylematami wielkiego świata? To okrutne. Przecież wcale o to nie prosił. No może trochę. Może i zrobił wszystko w tym kierunku. Ale to nie jest odpowiedź, tak samo jak nie miał odpowiedzi na to, po co właściwie chciał walczyć ze śmierciożercami, którzy na pewno się tu zjawią, żądni krwi małego Pottera. Czemu on właściwie chciał umierać za Gryfona? I to takiego małego, którego niespecjalnie lubił? A może po prostu nie tyle chciał go ratować, co zabić Blacka? A co jeśli jednak, okaże się że Black go zabije? Jak wtedy go zapamiętają? Megan pewnie pomyśli że jest jakimś zboczeńcem. Michael pewnie dalej będzie na niego zły po tej bójce, bo nie mieli czasu sobie tego wytłumaczyć. Raye nie zostanie wystarczająco wyczochrana, tak jak na to zasługuje, więc pewnie będzie na niego wściekła, jak sobie od tak zginie. Ethan pewnie nie jest w tej chwili do niego zbyt pozytywnie nastawiony, po tym jak na niego naskoczył na Ulicy Pokątnej. Mimo że naskoczył na niego słusznie. Nolan zapewne go będzie nienawidził dalej, za to w jaki sposób go odprawił z przedziału, ale co go obchodził Nolan? Ten nieznajomy dupek, którego nazwiska nie zdążył poznać, pewnie też dalej będzie na niego wściekły, ale w końcu to tylko nieznajomy dupek. A Snape jak to Snape - nie lubi go za jego zasoby wiedzy, za to że nie jest Ślizgonem, za wszystko....więc co to za różnica? Ojciec pewnie przyjmie to jako zło konieczne, albo będzie z niego dumny. Matka i brat będą Spencerowi wdzięczni że umarł. Reszta jego drużyny Quidditcha co najwyżej będzie boleć nad stratą wybitnego obrońcy. Inni również zapewne się tym nie przejmą jakoś nieprzeciętnie. Może co najwyżej Dawn będzie zła, że przed śmiercią nie zdążył jej zapisać nic w testamencie. Nieważne. Ewentualnie przejąć się może jeszcze pani Pince...hahah. Nie. Kto jak kto, ale ona nie przejełaby się choćby i cała szkoła poumierała, gdyby tylko książki były bezpieczne. Swoją drogą - nie dziwił się jej. To zawsze był pozytywny punkt widzenia na świat. Mimo wszystko niewiele się zmieniło. Wciąż to samo. Zimno. Ciemno. Ręce delikatnie zaczeły mu drżeć. Przez chwilę aż żałował że nie korzysta z żadnych używek. Na pewno poczułby sie odważniejszy, gdyby mógł teraz się napić whiskey. Albo zapalić sobie jakąś paskudną fajkę, nabijaną śmierdzącym tytoniem. Jego ojciec popalał i smród był okropny, ale ponoć pomagało to zebrać myśli i ukoić nerwy. Teraz coś takiego by mu się przydało. Niedobrze mu się robiło gdy tylko pomyślał że wsiadł do pociągu przekonany, że czeka go kolejny piękny rok przepełniony biblioteką, biblioteką, lekcjami, quidditchem i wszystkimi innymi przyjemnościami płynącymi z chodzenia do szkoły. Ale nie - akurat w ostatnim jego roku musiało się stać coś dziwnego. Chociaż...poprzedni rok też nie należał do najspokojniejszych. Cały ten zamęt z Komnatą Tajemnic. A rok wcześniej zamkneli korytarz na trzecim piętrze i podobno ten mały Potter pokonał Czarnego Pana. Wcześniej się takie rzeczy nie zdarzały! To wszystko wina Pottera, że w jego pięknej szkole tak źle się działo. Ciekawe co by się stało za rok. Pewnie Czarny Pan by się odrodził po czym przyszedłby sobie do szkoły i zasiadł przy stole Ślizgonów aby pogawędzić z nowym pokoleniem. Albo mieliby smoka na terenie szkoły, który byłby milusim stworzonkiem, które profesor Kettleburn pokazywałby na ONMS. Nie zdziwiłoby go to specjalnie. A może jeszcze lepiej? Może na przykład śmierciożerca uczyłby Obrony Przed Czarną Magią, albo Nolan zatańczy w samej bieliźnie kankana podczas uczty powitalnej, na stole nauczycielskim, a Żabi Chór będzie mu śpiewał wesołą piosenkę, aby mógł tańczyć niczym piękna, mała księżniczka? To by dopiero było traumatyczne przeżycie. Jak to dobrze że tego nie doczeka. Choćby nawet przeżył - za rok już go nie będzie w szkole. Zresztą szanse na przeżycie ma tak samo niewielkie, jak na to że wyżej wymieniony kiedyś zmądrzeje. Chociaż nie. Nie aż tak żałośnie niskie. Inteligentny Nolan to coś więcej niż oksymoron. To coś tak niedorzecznego, jak Malfoy z niską samooceną. Takie rzeczy zdarzają się tylko w bajkach, więc bez przesady. Swoją drogą ta dwójka była dosłownie siebie warta. Obu zdrowo poprzewracało się w głowach. Że też nawet w ostatnich chwilach biednego Spencera, muszą go denerwować. Jak oni mogli? To przecież nieetyczne, tak się zachowywać względem niego. Paskudy wredne. No halo, on tu właśnie sobie spokojnie będzie umierał. Kroczący na śmierć pozdrawiają Cie. Tak powinno się nazwać ten rozdział, wielkiej księgi "Spencer Scythe i Rozwód z Biblioteką". Chociaż czy to była teraz odpowiednia nazwa? Raczej bardziej by pasowało "Spencer Scythe i Były Więzień Azkabanu".  Zdecydowanie bardziej adekwatna nazwa do tego właśnie rozdziału, który mógł zakończyć księgę. Chociaż co to za księga? Nie miałaby zbyt wielu rozdziałów - co najwyżej rozdzialiki. I żadna księga - prędzej komiks, albo tania broszura. Co za paskudny los. Nawet książki pożądnie nie potrafi napisać. I taki tępy, nieumiejętny dzieciak, zwany przeznaczeniem miał mu mówić co ma robić? Ktoś tu chyba dawno nie oddawał się mikcji, albowiem kpina wisiała w powietrzu. To może dlatego to powietrze było takie nieprzyjemne? Ogólnie to co można było dostrzec naookoło było raczej nieprzyjemne. Zimno. Ciemno.
-I jeszcze to paskudne oko piecze.-mruknął tak cicho, że nikt inny nie miał najmniejszych szans tego usłyszeć, chyba że stałby centralnie przed nim. Ale on sam wiedział że to powiedział na głos. Zdarzało mu się to - mówić wtedy, kiedy zapominał że myśli. Być może niektóre myśli były po prostu zbyt wielkie, aby ich nie wymówić? Ale cóż wielkiego było w takich banalnych wypocinach? Swoją drogą - równie dobrze mógł się wyleczyć za pomocą różdżki. Czemu tego nie zrobił? Nie pomyslał. Szczyt głupoty. Jeśli przeżyje następne parenaście minut, to po przebraniu się w szatę na pewno to zrobi. W końcu nie może tak łazić, wyglądając jak pół pandy zza krzaka. W końcu jest poważnym człowiekiem, a teraz co? Nawet jego paskudny morderca by się uśmiał, widząc że jego ofiara ma oko mieniące się fioletem. Piekny fioletowy kolor. Ah. Tak bardzo irytujący fioletowy kolor. Nawet sam w sumie nie wiedział jak to źle wygląda. Ale cóż - rany bitewne, wielkiego myśliwego, który upolował sobie na obiad połaczenie gryfa i koguta! Tadam! Bijcie pokłony przed wielkim łowcą, który ośmielił się zmierzyć z tym oto strasznym i okrutnym przeciwnikiem. Wciąz nie było dla niego jasne o co się pobili, ale prawdopodobnie o Megan. Chyba. Nie wiedział do końca czemu o Megan, ale najwidoczniej o Megan! Tak, napewno o to chodzi. To tak logiczne jak to że trawa jest niebieska! Niby tak nie jest, ale jednak jest. Proste. Ani trochę nie ułatwiało mu to sprawy, bo nic się przez to przecież nie zmieniało. Ale mimo wszystko lepiej wiedzieć niż nie wiedzieć. A on nie wiedział - w każdym razie nie był pewny. Teraz z perspektywy czasu, mimo że upłyneło go niewiele, ta bójka wydawała mu się tak cholernie nielogiczna, że sam nie był pewny czemu się w nią wplątał. I przede wszystkim NIE WIEDZIAŁ JAK! Niewiedza to okrutna kochanka, z którą wolał nie mieć nic doczynienia. On chciał wiedzieć! Chociaż pewnie się już nie dowie, ale zawsze lepiej pomarzyć że będzie wiedział. A co jeśli po śmierci wszystko jest łatwe, oczywiste i wie się wszystko? Nie, lepiej tak nie myśleć bo jeszcze sam spróbuje się zabić, byle tylko wiedzieć czy tak jest. Ciężkie życie, które sprawiało wrażenie znacznie cięższego ze względu na dwa aspekty, które zdecydowanie mu przeszkadzały w tej chwili. Ciemno. Zimno. Wolałby umierać w pełnym słońcu, w środku lata, gdy jest ciepło i przyjemnie. A nie w takim zimnym i paskudnie ciemnym miejscu, jakim aktualnie był ten cholerny korytarz. Przecież wszyscy wiedzą, że lepiej sobie wybrać komfortowe warunki śmierci. A może jednak tak by coś podpalić? Nie, to zły pomysł, jeszcze coś się komuś stanie. A znając szczęście Spencera, stałoby się akurat coś Michasiowi i Megi. A akurat im nie chciał krzywdy robić. No może z tym pierwszym troszkę się zbyt dosadnie pobawili, ale nie chciałby im robić krzywdy trwałej. Zresztą przy takim chłodzie wydawało się logiczne że zwykły ogień nie wystarczy, a mimo że coś na ten temat czytał w wakacje, to wolałby nie rozpętać Szatańskiej Pożogi. Po pierwsze nie był pewny czy potrafi, po drugie to nie była magia jaką chciałby się parać tu i teraz, a po trzecie bał się że zapomni jak się tego pozbyć.  A to by zdecydowanie nie zależało do przyjemnych doświadczeń, bo Syriusz Black pewnie w odpowiednim momencie by się zorientował i przeżyłby a wiele niewinnych osób by ucierpiało. Albo inaczej - tych które zawiniły tylko wyborem przedziału. Wagonu. Pociągu. Szkoły. Ogólnie takich samych pechowców. Nie, to nie był dobry pomysł. Ale przydałoby się coś zrobić z tym cholernym zimnem i  ciemnością. Zaraz! Niedawno czytał przecież wybitną powieść, "Ogniem i Różdką"! Tam przecież się jakoś rozgrzewali, gdy czarodzieje prawie zamarzli na mrozach arktyki w poszukiwaniu inferiusów-pingwinów. Zaraz, nie. To przecież była obrzydliwa erotyczna powieść którą podwędził ojcu i oni się tam rozgrzewali...NIE! Fuj. Nigdy. Chociaż gdyby w to wprowadzić kobiety...no, byłoby nienajgorzej. Ale nie. To już wolał marznąć, przecież to było paskudne! Jak w ogóle można pomyśleć o czymś takim! Zresztą nie miał teraz ani śniegu, ani długiego przedmiotu, ani nie znał tego dziwnego czaru. Zresztą to napewno fikcja - tak wulgarny i zbereźny czar nie mógł istnieć. O czym on właściwie myślał? Chyba powoli zaczynał wariować. Żeby takie rzeczy wspominać. Ale mimo wszystko - to była książka. Przeczytał do końca. Że też nigdy nie pomyślał o tym, że tak naprawdę ukochana głównego bohatera była goblinem w przebraniu. Wspaniałe zakończenie. Co nie zmienia faktu że zdrowo poprzestawiało mu się w głowie. Chyba już rozumiał pojęcie "komedio-dramat". Jego sytuacja umysłowa aktualnie była tak żałosna, że aż go to śmieszyło. Niech już się zjawiają te śmierciojady i Syriusz Snape, bo zaraz oszaleje. Zaraz...Syriusz Snape? Nie, Severus Black. Przecież nazywał się black. I na imie miał Syriusz! Syriusz Black! Co też mu strzeliło do tej głowy? Spencer, spokojnie. To tylko zwykła nędzna walka na śmierć i życie która Cie czeka za chwilę. Nie powinieneś tak się zachowywać. W końcu jesteś Krukonem! Nie lekkomyślnym Gryfonem, niezdarnym Puchonem czy obrzydliwym w całej swej oślizgłości Ślizgonem. Ravenclaw! Tak. To brzmiało dumnie! Ale co to za Krukon, który ma taki nietypowy mętlik w głowie jak on teraz? To wręcz podchodziło pod zaburzenia psychiczne. Powoli się osunął na ziemie. Tak, zdecydowanie miał cięzkie myśli - lepiej już sobie spokojnie usiąść na podłodzę. Może wcale nie będzie mu przez to cieplej, jaśniej ani lepiej, ale przynajmniej będzie siedział. Przecież mu się do cholery podobało dotychczasowe życie. Takie spokojniejsze i przepełnione nauką. A teraz mu się wszystko nagle na łeb zwaliło. Coś jak taczka pełna cegieł. Czasami lepiej obudzić się i stwierdzić że to był tylko kiepski sen. Chociaż...ten długi dzień miał też pewne pozytywy.  Nigdy by o sobie nie pomyślał że będzie robił takie rzeczy. Huh. Mimo wszystko dalej trochę skręcało mu żoładek. Przymknął oczy, zdając się w pełni na słuch. W końcu czy naprawdę potrzebne jest mu więcej mylących zmysłów? I tak nie widział zbyt dobrze. A w takiej ciszy ciężko nie słyszeć wszystkich dźwięków wyraźnie. Czuł też głód. Czemu tym razem nie przejeżdżała miła pani z tym cholernym wózkiem ze słodyczami? A może mineła ich akurat wtedy, kiedy Snape ze swoim nowym znajomym ich ochrzaniali? Ale jak mógłby tego nieusłyszeć? Cóż..tak czy siak, był głodny. Do tego zestresowany. Nie tak sobie wyobrażał podróż do Hogwartu. Bójki, to przedziwne otwarte zachowanie względem kobiety, kary od nauczycieli i to wszystko zakończone tą chwilą. Chwilą w której za moment, wejdzie tu pieprzony Syriusz Black, prawdopodobnie z obstawą równie pieprzonych Śmierciożerców i go odstrzeli paroma celnymi zaklęciami. Pięknie. Idealna historia. Każdy chory psychicznie sadysta i zbereźnik by sobie chętnie o tym poczytał. O ile tacy ludzie potrafią czytać. Ten kto wymyślił tą historię, zdecydowanie powinien iść się leczyć. Tak losie - lecz się wredna cholero. Co prawda Spencer nie lubił wyimaginowanych historii z happy endem, ale nie spodziewał się że i jego spotka, jego ulubiony tragiczny koniec postaci. A był taki młody. Machinalnie przeczesał palcami włosy. Z którejkolwiek by na to strony nie spojrzeć, jego sytuacja nie tylko była daleka od ideału, ale wręcz fatalna. Do tego dalej nie rozumiał czemu tak bardzo przeszkadzało mu to, co mogłaby o nim pomyśleć Megan. Do cholery - pogmatwane to wszystko było. Po raz pierwszy najbardziej zacięty uczeń Krukonlandii zagubił się i to w dodatku drugi raz pod rząd. Po prostu nie rozumiał. Ale jak był mu potrzebny jakiś nauczyciel, to nie było nikogo kto by chciał mu wytłumaczyć o co właściwie w tym wszystkim chodzi. Zimno. Ciemno. Smutno. Zaburczało mu w brzuchu. No tak. Źle ocenił sytuację. Powien to pomyśleć inaczej. Zimno. Ciemność. Smutek. Głód. O i tak od razu było bardziej estetycznie. Najchętniej przyjąłby teraz minę zbitego psa, wybiegł z pociągu i schował się do swojej wyimaginowanej budy, jak ostatni Mops. Niespecjalnie lubił psy, ale ta rasa wydawała mu się pocieszna. Zresztą - czy to ma jakikolwiek sens, rozprawiać w takiej sytuacji o tym które psy są dobre, a które nie? I czemu tu właściwie było tak nie wesoło? Powinien raczej skakać z radości jak małpa. Albo jak Nolan. W końcu udało mu się przełamać i dotknąć z własnej woli ładną dziewczynę. Co więcej pocałował ją w policzek! To nie było byle co. Tak, to była piękna myśl - przed swoim sądem ostatecznym i egzekucją, wykonaną przez okrutnego kata, udało mu się coś. Nauczył się czegoś nowego. To piękna myśl, nie zmieniała jednak faktu że wcale nie było mu z tego powodu jakoś specjalnie wesoło. A powinno. Czy nie lepiej rzucić się w objęcia Danse Macabre, z radosnym uśmiechem i wyśmiać kostuchę prosto  w twarz? Spojrzeć pod jej kaptur, pocałować ją prosto w te jej paskudne, obrzydliwe oblicze i powiedzieć że kto jak kto, ale dumny przedstawiciel siódmej klasy, szlachetnego domu Roweny Ravenclaw, nie boi się tej wstrętnej, kościstej, zakapturzeonej zarazy? W końcu są gorsze rzeczy, niż jakieś marne spotkanie ze śmiercią twarzą w twarz. Zawsze mógł oblać owutemy, albo profesor Flitwick mógł nim gardzić, tak jak na przykład Snape. Albo mógł się znaleźć w Komnacie Tajemnic i wpaść na bazyliszka. To dopiero byłoby przerażające - niczego się tak nie bał jak bazyliszków. Był tego w pełni świadom, że nic nie napawało go takim przerażeniem jak te paskudne, wężowe stworzenia. Ogólnie nie lubił węży, a już na pewno tych, które nawet nie były w pełni wężami, tylko znacznie groźniejszymi istotami. Może stąd się wzieła jego niechęć do większości Ślizgonów? To nie było teraz ważne. Znacznie ważniejsze było przekonanie samego siebie, że są gorsze rzeczy niż śmierć z ręki seryjnego mordercy. Bo w końcu czego by nie mówili, ale to pewien rodzaj bohaterskiej śmierci. Poza tym - sam wybrałby jak umiera, a gdzieś kiedyś wyczytał, że szlachetna śmierć to dar i nikt nie jest zbyt biedny, aby ten dar nabyć. Szlachetna. Jak przyjemnie to słowo brzmiało w jego mózgu. Bardzo chętnie by je teraz wymówił i napawał się nim, ale to nie czas ani miejsce. Zresztą niekoniecznie chciał być w tym miejscu. Najchętniej by teraz się znalazł w łazience i pościgał z Michaelem na oddawanie moczu. Albo w Wielkiej Sali, aby przekonać się kto zje więcej. Lub chociaż na boisku Quidditcha, gdzie mógłby posłuchać jak Ethan wrzeszczy na Raye że za wolno łapie znicz, albo pośmiać się z Megan że prędzej swoją pałką trafi w Averego niż tłuczka. W tej chwili nawet z radością by zablokował kafla własną twarzą, jak to już się zdarzyło na pewnym meczu. Może wtedy nie było to specjalnie zabawne, ale teraz wydawało się jedną ze śmieszniejszych rzeczy jakie przeżył. W pewien sposób doznał olśnienia - to była jedna ze śmieszniejszych rzeczy jakie przeżył. Nie miał wielu śmiesznych wspomnień. Większość jego przeżyć była związana z czytaniem. Zabawne chwile? Najwięcej ich przeżył tylko czytając o nich. Praktycznie nie miał przeszłości. Tylko nędzne urywki chwil, które dla większości uczniów Hogwartu były codziennością. Dla niego nie. Zwykle go irytowały, bo musiał marnować czas na rozmowy albo oglądanie wygłupów. Cenny czas który mógłby poświęcić na naukę tej części wiedzy, która mu dotąd umkneła. Ale gdy teraz o tym pomyślał, dopiero zdał sobię sprawę że takie, jak dotąd uważał, "bezwartościowe" przeżycia, tak naprawdę miały ogromne znaczenie. Bez nich jego pamięć byłaby tylko pustą kartką, zapisaną wiedzą, która może mu się nigdy w życiu nie przydać. A jednak - jakieś irracjonalne pragnienie posiadania jej, wciąż pchało go naprzód, przez stosy ksiąg i sterty pergaminów. Czemu dotąd nie zauważał, że to drogą donikąd? Czemu zrozumiał to dopiero siedząc na zimnej podłodze, na korytarzu pociągu, kilka chwil przed śmiercią? Nawet nie mógł tych chwil sensownie wykorzystać na nic. Po prostu siedział i czekał, gdy cenny czas płynął. A miał go przecież mnóstwo w przeszłości. Czemu nigdy nie próbował go wykorzystać na coś innego niż książki? Nawet nie starał się spędzać go z innymi - to zwykle inni "narzucali mu" swoje towarzystwo. Nie rozumiał jak mogło go to kiedyś irytować. Gdyby nie to byłby tak cholernie samotny i opuszczony. Byłby? Nie. On był cholernie samotny, z własnej winy. Na szczycie listy jego znajomych i przyjaciół, były książki, istoty nieożywione, przedmioty, bez duszy czy rozumu. Które były tylko myślą, rzuconą przez ich autora, jednakże to nie to samo, co rozmowa z owym autorem na dany temat. Odczuwał po prostu pustkę. Pustkę, w której dotąd upychał tylko mieszaninę pergaminu i atramentu. Był równie wielkim idiotom co Nolan, czy Draco. Nie. Gorzej. Oni przynajmniej byli szczęśliwymi idiotami, którzy nawiązywali znajomości, ponieważ chcieli i mogli, a nie dlatego że musieli. Być gorszym od Puchona i Ślizgona naraz - to zdecydowanie zabolałoby każde ego. To zdecydowanie jest najgorsze w umieraniu - oczekiwanie, kiedy nie jesteś pewien czy śmierć nadejdzie teraz, czy za chwilę, ale wiesz że jest już blisko. I czekasz, zdając sobię sprawę z tego jak wiele szans przegapiłeś, przez zwykłą ludzką głupotę. I pomyśleć że nawet on, wykształcony człowiek, uczeń Ravenclawu, był zdolny do takiej ślepoty umysłowej. To chyba nawet gorsze od śmierci. Fakt że się jest tego świadomym, ale już nie ma się czasu aby coś naprawić. Miał wielką ochotę spojrzeć w lustro i wyklinać się najbardziej wymyślnymi słowami, po czym rozbić, mając nadzieje że razem z nim, cały wizerunek Spencera Scythe zniknie i będzie znowu jedenastolatkiem, z Tiarą Przydziału na głowie. I że będzie mógł tym razem zadbać o swoje życie. Ale nie. Nie można wrócić do przeszłości. Znaczy podobno można, ale nie tak jak by się chciało. Coś o tym czytał. Nieważne. Tak czy siak - wybierając się na swój ostatni rok w Hogwarcie, nie był nawet świadom, że dobiegł on już końca razem z rozpoczęciem się letnich wakacji. Gdyby tylko był takich mądry jak teraz. Wtedy, rok temu, gdy jechał tym samym pociągiem, do tej samej szkoły i gdy jego tragiczny koniec był jeszcze w dalekiej przyszłości. Zdecydowanie zrobiłby coś, aby zapamiętać to życie inaczej. Tak to nie miał nawet czego pamiętać, poza ścieżkami tekstu. Może to i lepiej, ze to właśnie on tu i teraz, a nie ktoś inny? Przynajmniej nie miał nic do stracenia. Nie można naprawdę zabić czegoś, co tak naprawdę nie żyje. Jakiś cichy głos w głowie podpowiadał mu, że ma co stracić, wystarczy że się odwróci. Albo wejdzie do tamtego przedziału. Ale zignorował go. Nie zamierzał się słuchać jakichś tanich głosów z głowy  - nie były teraz nic warte. Albo nawet mniej warte, niż całe jego dotychczasowe życie. Były po prostu żałosne. Nie potrafił dostrzec niczego pozytywnego. Był tak złym stanie psychicznym, że nawet nie zauważył cienkiej strużki krwi, płynącej mu z kącika ust po lewej stronie. Zresztą i tak nie wiedziałby skąd się wzieła. Po prostu popłyneła i kapneła na koszulkę, owa krwawa łza. Gdyby częściej zdarzał mu się taki stan, byłby świadom że tak ma wtedy kiedy wyjątkowo źle się czuje. Ale nie wiedział. Smutek i gniew które go ogarneły nie należały do częstej gamy jego uczuć i nie zdarzały się w takim stopniu, od ponad sześciu lat, kiedy to wyprowadził się z domu matki i pozbył brzemienia brata na karku. Cały czas nie mógł pozbyć się tej paskudnej myśli - że świat nie może być sprawiedliwy, skoro pozwolił mu na samookaleczenie psychiczne w takim stopniu. Teraz był tego świadom - jest spaczony i to w takim stopniu, że nie jeden Ślizgon czy co gorsza śmierciożerca mógłby być z niego dumny. Przez jego pragnienie wiedzy, prawie nie zostało w nim człowieka, do którego mogą się dostać inni i właśnie teraz te resztki człowieczeństwa walczyły o wypłynięcie na światło dzienne. Głupie resztki. Nie wiedziały że to już za późno aby walczyć o cokolwiek, bo ostatni bój się zbliżał. Już był całkowicie pewny - pociąg sie nie zepsuł, zaraz wpadnie tu Black ze śmierciożercami a on próbując ich powstrzymać - zginie. Zginie całkowicie sam, bo nie był w stanie znaleźć nikogo, kto zatrzymałby wspomnienia o nim na wystarczająco długi czas by chociaz dla tej osoby pozostać wiecznie żywym. Zginie, a pamięć o nim zniknie zaledwie chwilę po jego śmierci, bo nie było nikogo, kto mógłby za nim tęsknić. Odchylił głowę i otworzył oczy. Powinien zrobić tyle rzeczy naraz, w tej krótkiej chwili. Pobiec do Michaela i powiedzieć mu że pomimo wszystko zawsze go lubił. Kopnąć Nolana w zadek. Poczochrać Raye. I powiedzieć Megan że...właśnie...co miałby powiedzieć Megan? Cóż, chociaż na tyle było go stać - już jej powiedział coś miłego. Więcej - naprawdę tak uważał. Nie mógł powiedzieć nic milszego. Zresztą gdy jej powiedział że ją lubi to go po prostu olała. Mógł się tego spodziewać. Przecież nie był zbyt interesujący. Ale mimo wszystko, w tych drobnych urywkach wspomnień, gdy przeglądał to wszystko, to ona zajmowała epicentrum. Po prostu było jej najwięcej. Ta jej nieumiejętność zachowywania się zgodnie z regulaminem, była wręcz słodka. Nawet jej zamiłowanie do wyzywających strojów było wporządku. No i zawsze potrafiła mu tak dogadać, żeby nie był w stanie jej odpowiedzieć. Prędzej czy później. Choć i jemu udało się pare razy wygrać ich potyczki słowne. Będzie mu tego brakowało tam gdzie skończy. Nie chciał. Zdecydowanie nie chciał teraz odchodzić. Ale nie potrafił znaleźć przed sobą pozytywnej wizji świata. Zimno. Ciemność. Głód. Smutek. Gniew. Samotność. Właśnie to było tu i teraz. I nic nie mogło tego zmienić - teraz było tylko teraz. A zaraz, gdy nadejdzie następne teraz, będzie to już ostatnie teraz, jakie będzie dane mu oglądać po tej stronie. Już nigdy więcej. Sam się o to prosił. Naprawdę żałował że nie może się odurzyć. Czymkolwiek. Chciałby chociaż przez krótką chwilę poczuć się lepiej. Choćby to miało trwać tylko sekundę, dwie, czy trzy. Albo żeby mógł zrobić coś odmiennego, żeby poczuć smak życia. Żałował że nie będzie mógł pójść na tą całą imprezę, w którą próbowali go wkręcić Michael i Megan. Potarł dłonie. To chyba by było przyjemne. Spróbować tego, co wielokrotnie kusiło pewnie wszystkich uczniów. Wszystkich, tylko nie jego samego. Chciałby śmiać się z żartów innych, nawet jeśli go nie zawsze bawiły. Zrobić cokolwiek, byle tylko nie siedzieć w tym ciemnym korytarzu, głodny i zmarźnięty, czekając na egzekucję, która z każdą sekundą była coraz bliżej. To czekanie było najgorsze. Skoro i tak ma umrzeć, to czemu nie może mieć tej przyjemności i umrzeć w tej chwili? Albo najlepiej kilka chwil temu. Szybko i bezboleśnie, bez zbędnych myśli, poświęcić swe życie w walce z okrutnym i niemożliwym do pokonania przeciwnikiem. Czemu to śmierć śmiała się jemu w twarz, a nie na odwrót? Kto zaplanował ten szalony spektakl, w którym mógł tylko użalać sie nad sobą? Kim był ten wstrętny sadysta, który wymarzył sobie, że akurat tego dnia będzie siedział i myślał zbyt wiele? Teraz już rozumiał wyższość bezmózgich stworzeń nad samym sobą - przynajmniej nie potrafiły się zranić psychicznie.
-Mam dość-rzucił bezgłośnie w powietrze. Szczera prawda - miał dość tego wszystkiego. Miał dość siedzenia i czekania. Wolałby działać, nawet jeśli działanie doprowadziłoby go tylko i wyłacznie do własnej zguby. Wszystko byle tylko nie musieć tu być. Nie dawał sobie rady z samym sobą. Był skrępowany przez pomieszczenie w którym się znajdował. Zimne. Ciemne. Ponure. Rzucony jak szmaciana lalka, prosto na tory tego zasranego pociągu, lecz czuł się znacznie gorzej, niż gdyby ten go przejechał. Był pełen żalu do świata, że nie ma tu nikogo kto podeszedłby i powiedział że wszystko jest przecież dobrze. Że to tylko śmierć, kończąca bezowocne życie. Że po prostu mu się pomyliło i każde życie tak wygląda, a to za czym zatęsknił to nic innego, jak tępe marzenia ściętej głowy. Że tak naprawdę to zrobił wszystko jak należy, nie popełnił błędu i nie ma już czego żałować. Nic innego niż to, żeby zrobiło się jasno. Żeby mógł spojrzeć za okno i przed swoją śmiercią spojrzeć jeszcze na świat, zanim rozpocznie walkę na śmierć i życie. Żeby widział dokładnie zmolestowaną przez Azkaban twarz swojego mordercy. Czy to naprawdę tak wiele, że nikt nie chciał mu tego zapewnić? Najwidoczniej tak. Jak zwykle - nikt ważny. Najpierw drugie, niechciane dziecko. Potem ta tragedia w pierwszej klasie. Docinki, chamskie odzywki i dręczenie ze strony Ślizgonów, dopóki nie nauczył sie przed nimi bronić. Aż wreszcie nędzna śmierć w pociągu, zanim zdążył przeżyć cokolwiek. I na co to komu? Na co komu to wszystko? Czemu właściwie to właśnie on? I czemu ktokolwiek musiał się spotkać z czymś takim? Za dużo myślał. Powinien po prostu się skupić na samym bezowocnym czekaniu. Nie myśleć, nie przeżywać, nie tęsknić za niczym, ani nikim. Odwrócić się tyłem do przeszłości i z honorem zniknąć z tego świata. Chyba nie potrafił. Po prostu nie był wystarczająco silny na coś takiego. Taki sobie nikt ważny, który nic w życiu nie osiągnął i nawet umrzeć nie potrafił po męsku. Nie potrafił nawet żyć. Całe jego życie było tylko nędzną ucieczką przed rzeczywistością. A wszystko tylko po to, żeby w tej właśnie chwili zorientować się że to błąd. Raczej nieśmieszna ta komedia pomyłek. Najlepiej chyba by było, gdyby wszystkie błędy z jego życia znikneły, łącznie z tym pierwszym - zapłodnieniem jego matki, tej samej, która nienawidziła go i traktowała jak śmiecia. Po prostu wszystko to wymazać i nigdy nie musieć korzystać z usług życia, które z taką niechęcią go teraz odtrącało, tylko po to by wszystko zatoczyło koło i ktoś inny na jego miejsce był największą ofiarą losu, jaką tylko może sobie wyobrazić człowiek, bądź inna istota myśląca. I znowu to samo. Zupełnie jak jakaś mantra, lub bełkot szaleńca. Zimno. Ciemno. Smutno.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Kronikarz on Czw Sie 22, 2013 7:52 am

Za pewne każdy sobie w tym momencie stawiał pytanie co się dzieje i dlaczego stanęli na drodze, którą pokonywali uczniowie setki razy. Pociąg jeszcze chyba nigdy nie stanął w swojej historii podczas podróży, a teraz dodatkowo zrobił to w szczerym polu, gdzie nigdzie nie było widać żywej duszy. Nikt nie mógł się czuć bezpiecznie, a już na pewno głupotą byłoby wychodzić z pociągu. Nawet wewnątrz wyczuwało się atmosferę widma zbliżającego się niebezpieczeństwa.
Nagle z końca korytarza, na którym znajdowała dwójka Krukonów, dało się słyszeć wyraźny dźwięk otwieranych drzwi do wagonu. Ktoś najwyraźniej dosiadł się do Hogwart Expressu. Nie byłoby to tak dziwne, gdyby nie to, że wejście nie miało miejsca na żadnej stacji. Kiedy ten ktoś wszedł, cały korytarz, jego ściany, drzwi do przedziałów, okna pociągu, a zwłaszcza te ostatnie, zaczęły pokrywać się lodem. Zrobiło się jeszcze zimniej niż parę chwil temu. To był Dementor z Azkabanu. Zarówno Megan jak i Spencer mogli w tym momencie poczuć jak zaczyna powoli z nich uchodzić wszelka radość, tak jakby nigdy więcej nie mogli się już cieszyć.
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Megan Vaye on Pią Sie 23, 2013 1:33 pm

Megan kompletnie nie rozumiała zachowania Spencera. Mówił o tym, że na kilka procent Syriusz Black może się pojawić w tym pociągu, jakby miał nadzieje, że ten naprawdę się tutaj pojawi. Czyżby chciał się popisać i pokazać, że może pokonać seryjnego mordercę? Meg niezbyt chciała aby ten się pojawił tutaj w pociągu, ale gdyby się pojawił, to by walczyła. Nie była osobą, która siedziała na czterech literach, i czekała bezczynnie, aż ktoś ją uratuje. Była osobą która sama rzuciła się do walki, czy też do obrony. Była po prostu odważna, i nie bała się, że coś się jej stanie. Gdyby to chodziło o kogoś innego, kogoś obcego to i tak by się rzuciła do walki, a gdyby chodziło o kogoś ważnego to tym bardziej. Nawet jeśli szanse na wygraną były minimalne. Bo w sumie co ona mogłaby zrobić przeciwko czarodziejowi, który zapewne stosuje czarną magię. W końcu pewnie nie rzucałby jakiś delikatnych zaklęć, które mogłyby tylko jej delikatnie zaszkodzić. Zapewne w ruch poszłyby zaklęcia niewybaczalne. Jednak jeśli ten morderca, naprawdę by wtargnął do tego pociągu, to ona jako starsza dziewczyna, starszy uczeń Hogwartu ma obowiązek, aby chronić młodsze osoby. Dlatego na pewno rzuciłaby się do walki z Syriuszem Blackiem. I mało by ja obchodziło to, czy używa zaklęć poza murami Hogwartu. Przecież to oczywiste, że nie mogłaby stać bezczynnie, i pozwolić mu szukać Pottera. A co jeśli Syriusz Black to jeszcze na dodatek jakiś psychopata, i może zacząłby torturować młodego Pottera, aby odczuć satysfakcję, z tego, że w końcu może poczuć radość, po stracie swojego Pana.
Kiedy chłopak stanął w miejscu i zaczął jej mówić o tym, że ten zostanie. I jeszcze on mówi, coś o tym, że go zabije. Co mógłby zrobić siódmoklasista dorosłemu czarodziejowi? Nic, zapewne tyle co ona, ale nie ma zamiaru go zostawiać na pastwę losu! Przecież to jej kolega. Jej przyjaciel! Nie ma zamiaru go zostawić. Co to to nie. Spojrzała trochę na Niego jak na idiotę. Ale w sumie on i tak tego nie mógł zobaczyć, bo stali w całkowitych ciemnościach. Więc w sumie mało jej dało to spojrzenie. Ale ona czuła się lepiej.
- I już niby widzisz, jak pomykam wesoło do przedziału zostawiając ciebie tutaj samego na korytarzu co? Chyba zwariowałeś. Nie ma mowy. To miłe, że się o mnie martwisz, ale wierz mi mogę sobie poradzić. I myślę, że nawet jeśli bym miałą rozprawę w Ministerstwie Magii za użycie czarów poza Hogwartem, to jeśli im powiem, że walczyłam z Syriuszem Blackiem to mi to ujdzie na sucho. A jeśli nie to trudno. Ale ja nie będę stała bezczynnie i patrzyła jak coś się złęgo dzieje tutaj obok mnie. Poza tym, przestań gadać takie głupoty! Na pewno to nie Syriusz Black. Sa tutaj również nauczyciele, i na pewno już się dowiadują co się takiego stało. Jeśli to miałby być Syriusz Black, na pewno by już został ogłoszony jakiś alarm. To na pewno nie to. Dlatego przestań gadać głupoty. Albo zostaje tutaj z Tobą, albo wracasz ze mną do przedziału. Koniec kropka. - odparła ze spokojem mówiąc jednak z pewną dozą wściekłości.
Ale potem stało się znowu coś nieoczekiwanego. Poczuła, jakby jak Spencer się do niej zbliża, czyżby miał zamiar ją chwycić tak, aby wrzucić ją do przedziału i zamknąć? Okazało się, że nie. Podszedł do niej i ją ucałował w policzek. Dobrze, że naprawdę tutaj było tak ciemno, że nie było nic widać, bo dziewczyna zrobiła się czerwona jak pomidor. Co tutaj się działo. Jechali tutaj tym pociągiem tylko kilka godzin, a Spencer stał się o wiele śmielszy niż w przeciągu całej ich znajomości. Najpierw ta dziwna propozycja, potem jeszcze to przytulenie, a teraz to? Co mu się stało. A może to tak naprawdę nie był Spencer? Może to był właśnie Syriusz Black który wypił eliksir wieloosokowy z jego włosem i się pod niego podszywa? Nie to raczej było nieprawdopodobne. Przecież gdyby to była prawda, to raczej nie znałby tylu faktów z życia kolegi z domu. Chyba, że wcześniej zamknął gdzieś Spencera, i torturował go, aby wydobyć jakieś informacje pomagające mu podszywać się pod chłopaka? Nie to nadal nie ma sensu. Chyba po prostu Spencer robił się śmielszy. Jednak to i tak nie usprawiedliwiało jego zachowania odnośnie zostania jej w przedziale kiedy ten będzie siedział tutaj sam. A potem jeszcze ten komplement. Tak, wiedziała, że to ze strony chłopaka był komplement. Stwierdzenie, że jakaś dziewczyna jest lepsza od książki, to jest naprawdę komplement. Opuściła głowę, jakby wstydząc się podnieść ją i spojrzeć na chłopaka. Ale tak naprawdę po prostu nie wiedziała co zrobić. Czuła się dziwnie, bo nikt po prostu się tak do niej nie zwracał. Czyżby Scythe zaczął robić jakieś śmielsze kroki w jej stronę?
-Nigdzie nie idę. Powiedziałam, albo zostaję tutaj z tobą, albo idziesz ze mną do przedziału. - powiedziała do niego po czym oparła się naprzeciwko niego i ścianę przedziału, i po prostu czekała. Żadna siła nie ruszy jej stąd. Naprawdę nie miała zamiaru zostawiać Spencera samego. Co to, to nie. Ale nie mogła się długo nad tym zastanawiać. Usłyszała jak drzwi do wagonu otwierają się i robi się naprawdę zimno. W jednej chwili w jej dłoni znalazła się różdżka którą skierowała w stronę wejścia do wagonu. Na szybach, na drzwiach zaczął pojawiać się lód. Dziewczyna zaczęła się rozglądać dookoła widząc co się tutaj dzieje. Ale ona już wiedziała kto tak naprawdę wszedł do pociągu i chyba już zaczęła się domyślać, czemu pociąg się tak naprawdę zatrzymał. Dementorzy. A potem jeden z nich wszedł do środka.
- Niech to szlag...- mruknęła cicho.
W jednej chwili poczuła, jakby całe szczęście ucieka, jakby już nigdy nie miała czuć się szczęśliwa. Meg myśl! Skup się! Musi przypomnieć sobie jakieś szczęśliwe wspomnienie. Musiała rzucić zaklęcie patronusa, bo czuła, że to może źle się skończyć, jeśli oni zostaną tutaj na korytarzu. Ewentualnie mogą schronić się szybko w przedziale. Chwyciła jedną wolną rękę, znowu za rękę chłopaka.
-Chodź stąd! Może jak wejdziemy do przedziału to nas zostawi. - powiedziała cicho do niego jakby bojąc się, że ci ją usłyszą. Nie mogła chwilowo przypomnieć sobie nic szczęśliwego. Ale nic dziwnego. Mało w zyciu miała szczęsliwych chwil, a teraz było jeszcze trudniej.
avatar
Megan Vaye
RAVENCLAW

Liczba postów : 138
Galeony : 100
Skąd : Anglia
Multikonta : Évelyne La Burn

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Spencer Scythe on Pią Sie 23, 2013 2:01 pm

I tak już był blisko depresji, a tu jeszcze nagle z jego świata wysysają szczęście. Mimo wszystko gdy zobaczył dementora, miał trochę mieszane uczucia. Z jednej strony smutek go nie opuścił, ale to nie był Syriusz Black. I co do cholery robił dementor w takim miejscu? To może już lepszy byłby Black? Śmierciożerca przynajmniej by go po prostu zabił, ale mógłby z nim walczyć w normalny sposób. Wstał i spojrzał w stronę tej zakapturzonej paskudy. Tak bardzo beznadziejna sytuacja. W tym momencie Meg chwyciła go za rękę i próbowała namówić do ukrycia się w przedziale. Nie, to nie było logiczne żeby dementor nie chciał iść za nimi do przedziału. To by było zbyt proste, a świat był smutny. Nie zostawiłby ich tylko prędzej czy później dorwał.
-Nie sądzę. I tak i tak czeka nas z nim konfrontacja.-powiedział lekko drżącym głosem. Wolną ręką wyciągnął różdżkę. Szczęśliwe wspomnienie...czy miał jakieś? Przeglądając głowę ledwo mu jakiekolwiek wpadły. Przecież miał smutne, puste życie - czy miał w ogóle jakiekolwiek pozytywne wspomnienia? Wtedy wpadł na wspomnienie gdy zdał dobrze sumy.
-Expecto Patronum
Jak mógł się domyślić - pojawiła się tylko mgiełka. No tak - pewnie nie miał wystarczająco przyjemnych wspomnień. Z każdą sekundą czuł coraz większą ochotę przebicia szyby głową. Delikatniejszy sposób, niż to co na pewno go czekało. Poza przerażającym smutkiem poczuł że robi mu się trochę słabo, jakby zaraz miał zwrócić obiad. Jakie to szczęście że żadnego nie jadł. Szczęśliwe wspomnienie, szczęśliwe wspomnienie, potrzebne na już. Przyjęcie do Hogwartu? Lot na miotle? Ceremonia przydziału? Nie, nie i jeszcze raz nie. To nie wystarczyło. Chyba brakowało mu takich wspomnień. Czyli zostało mu uciekać do przedziału i tam czekać? Też zła opcja. Wtedy coś mu wpadło do głowy. A czemu miałby właściwie wspominać? Przygryzł wargę. To było bez sensu. Ale zawsze warto spróbować. Spojrzał na Meg i przez sekundę zatrzymał na niej wzrok, po czym ponownie obrócił się w stronę dementora. Skupił wszystkie dostępne zasoby umysłowe na Megan - na pozytywnych momentach, już po tym gdy się żarli, na całej jej osobie. To i tak mogło się nie udać, ale nie miał innych szczęśliwych myśli. Teraz, albo już nigdy. Pora raz a dobrze pokazać temu zasranemu dementorowi gdzie jego miejsce. Zorientował się że się garbił, więc wyprostował się. Megan.
-EXPECTO PATRONUM-wykrzyknął mając nadzieje że tym razem pojawi się jego piękny patronus i pokaże tej paskudzie w kapturze gdzie jego miejsce. A jak nie to potem będzie sie martwił co dalej.
avatar
Spencer Scythe
RAVENCLAW

Liczba postów : 146
Galeony : 65
Skąd : Paryż
Multikonta : Gilgamesh von Grossherzog

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Kronikarz on Sob Sie 24, 2013 12:54 pm

Coraz to mniej tych radosnych wspomnień zostawało zarówno w dziewczynie jak i chłopakowi. Dementorzy zawsze zostawiali te najgorsze by chełpić się później swym pocałunkiem wysysając ostatnie tchnienie człowieka. Swoją drogą to aż dziw bierze, że Ci wszyscy więźniowie w Azkabanie przeżywali mając za swoich strażników takie stworzenia. Właściwie to wszyscy powinni już dawno nie żyć. No i aż dziw bierze, że Ministertstwo nie zrezygnowało z ich „usług”. Niektórzy czarodzieje twierdzili, że znacznie lepiej jest tam jakiegoś człowieka postawić na straży i byłoby bezpieczniej też dla świata czarodziejów. Ministerstwo jednak było nieugięte na prośby i doradztwo co niektórych ludzi. Ale nie jest to sprawa na dzisiejszy dzień.
Krukon starał się jako jedyny z tej dwójki próbować walczyć. Nic dziwnego, był nieco silniejszy niż panna Vaye. Próbował wyczarować Patronusa, lecz za pierwszym razem wyszła tylko nędzna mgiełka, która mogła przypominać dym od papierosa. Takim czymś nie odpędzi Dementora, ba, nawet nie przestraszy go czymś takim. Musi się skupić o wiele bardziej, może nawet mieć w głowie o wiele lepsze wspomnienie niż to, które miał przy pierwszej próbie.
Scythe skupił się przy kolejnej próbie jeszcze mocniej, wybrał lepsze wspomnienie? Na pewno. Tym razem z jego różdżki wydobyła się srebrzysta postać zwierzęcia, które przypominało pandę. Może nie było one zbyt wyraźne, ale na tyle mocne by wypędzić Dementora z korytarza. I tak oto Pan Scythe pokonał jednego z kilku Dementorów, które oblegało teraz Hogwart Express. Jednakże czy Spencer i Megan zostawią innych w potrzebie? Zostaną na korytarzu czy pomogą w walce?
avatar
Kronikarz
ADMIN

Liczba postów : 513
Galeony : 491

Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Korytarz

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach